Dodaj do ulubionych

Lek na zazdrość

22.12.08, 19:44
Czytam sobie o zazdrości i jak nic wychodzi mi z tego obraz, że zazdrośnikami są osoby o niskim poczuciu własnej wartości. OK. Czyli może powinnam zatytułować ten wątek "lek na niskie poczucie własnej wartości"...
W każdym razie, spotykam się od pewnego czasu z mężczyzną, nasz związek rozwija się, daje mi dużo szczęścia, ciepła i zmienia na lepsze. Ale, ale- nie daje mi chyba poczucia bezpieczeństwa. Podejrzewam, że nie wynika to z tego co otrzymuję, ale z tego jaka jestem i co tkwi we mnie. Między innymi dręczy mnie paskudna zazdrość o jego byłą kobietę. W zasadzie, nie mam ku temu zbyt wielu podstaw. Nie był to szczególnie długi, stabilny związek, nie jest wyjątkowo piękna. Wymyślam sobie za to (sic!), że pewnie była delikatniejsza, bardziej kobieca, "bajkowa". Ja jestem typem twardo stąpającym po ziemi, nie roztkliwiam się, nie czytam wierszy na łonie natury, a nade mną nie rozbłyska podwójna tęcza. Jesteśmy tak bardzo, bardzo różne... ona- delikatna, bardzo szczupła blondynka, typ intelektualistki, ja- ciemne, krótkie włosy, kobieca figura, typ furiatki- cwaniaka. Ponieważ to ona zadecydowała o rozstaniu, zastanawiam się co byłoby gdyby nagle zechciała wrócić i czego on szuka we mnie, skoro był zakochany w kimś tak skrajnie odmiennym? Co dziwne, o poprzednie dwa związki nie jestem zazdrosna, choć tamte kobiety były dla niego z pewnością ważniejsze, z jedną był zaręczony, ale (głupota)- on zakończył tamte związki, więc mnie to nie obchodzi.

Poza tym wiem, że lubi bardzo szczupłe kobiety, małe biusty i pupy, a ja, choć jestem dość drobna, zawsze miałam obfity biust i kobiece biodra. Czuję się po raz pierwszy "nie taka", bo jak do tej pory spotykałam mężczyzn, dla których duży biust był atutem, ogólnie, moja figura była moim atutem. Teraz często przychodzi mi do głowy, że gdybym drastycznie schudła to i biust by mi trochę zmalał. To dziecinne, głupie, wiem, wiem to wszystko, a jednak zadręczam się tym, że patrzy na chude kobiety i mnie z nimi porównuje. Zaczynam się zastanawiać czy będę umiała to przełamać i żyć z myślą, że podobałabym mu się bardziej "gdybym".
Czy jest na to jakiś sensowny sposób czy po prostu nie warto być z kimś w czyim typie nigdy się nie będzie? Ech, idiotyczne...
Obserwuj wątek
    • forgetmenot30 Re: Lek na zazdrość 22.12.08, 19:50
      to Cię pocieszę z tym biustem i figurą. mam takiego przyjaciela,
      który ma duże powodzenie u kobiet, ZAWSZE miał takie z obfitymi
      biustami. a tu ostatnio zakochał się w takiej jednej niepozornej,
      chudziutkiej, prawie zupełnie bez biustu... i kochał jej figurkę,
      jej piersi, bo były właśnie JEJ! (teraz już nie są razem, ale z
      innych przyczyn). Także jak się zakochamy, to po prostu uwielbiamy
      wszystko w tej drugiej osobie, bo bez tego nie byłaby sobą. także
      głowa do góry, nie niszcz zazdrością tego pięknego uczucia :)
      • wszystkoch Re: Lek na zazdrość 22.12.08, 20:04
        Chciałabym, żeby tak było. Nigdy, nigdy w życiu nie spotkałam nikogo kto wydawałby mi się tak bardzo dla mnie. Tym bardziej rośnie fioł, że ja nie jestem taka. Nie umiem mu wierzyć, że mu ze mną dobrze.

        Jeszcze jedno- on jest rysownikiem i widziałam jego szkice, na których jest tamta: ulotna, romantyczna księżniczka w jesiennej scenerii albo komiksowo, ale jako zakochaną i rozmarzoną. Mnie narysował raz. Karykaturalnie, komiksowo, w ramach żartu. Mam czasem wrażenie, że traktuje mnie jak coś ładnego i zabawnego- a ja chcę być w jego oczach kobietą! Komplementuje mnie- jasne, ale: oczy, rzęsy, piegi, miny, zęby (bo są małe i śmieszne...), a ja czuję się jakby mówiono o kotku ze wstążeczką na szyi. Trudno mi czuć się kobieco, będąc tak traktowaną.
        Jednocześnie widzę w jego oczach to coś, co nie pozwala mi wątpić, że mu na mnie zależy. Czuję się jak ostatnia idiotka.
        • forgetmenot30 Re: Lek na zazdrość 22.12.08, 20:14
          szkoda, że widziałaś jej szkice. ja wiem, że jestem ZAWSZE zazdrosna
          o byłe, więc z góry facetowi mówię: nie chcę widzieć żadnych zdjęć,
          nie chcę słuchać o wspólnych wakacjach z NIĄ itp. itd. Może mu
          powiedz co czujesz, żeby na przyszłość uważał i nie pokazywał takich
          rzeczy. I pomyśl: czy czułabyś się lepiej gdybyś była bardzo podobna
          do niej? Bo wtedy by oznaczało (moim zdaniem), że niespełnione
          uczucia przeniósł na Ciebie i w Tobie widzi tamtą... A tak: masz
          czystą kartę :) Nie dręcz się i przestań tak strasznie analizować.
          • wszystkoch Re: Lek na zazdrość 22.12.08, 20:41
            Ja też żałuję, że je widziałam. To teraz jedna z moich ulubionych "rozrywek", wgapiać się w te rysunki, wyobrażać sobie co czuł kiedy ją rysował, co myślał, czy je widziała, czy to był prezent, z jakiej okazji i czy się podobały.

            I tak, masz rację, chyba jeszcze gorzej byłoby gdyby w jakiś sposób przypominała mnie.

            Nie wiedziałam, że za każdym razem jak człowiek się zakocha to jest tak samo durny, jakby niczego wcześniej nie przeżył. Przynajmniej ja jestem.
            • bugmenot2008_2 Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 10:34
              A najlepsze z tego wszystkiego jest to ze Ty z zazdrosci malo nie odejdziesz od
              zmyslow doszukujac sie na sile niewiadomo czego podczas gdy dla niego dzisiaj to
              juz tylko "ot, fajne szkice". I jestem pewien ze patrzac na nie pograza sie w
              myslach przypominajac sobie co myslal/czul do niej kiedy je rysowal. Dorosnij! I
              tak, masz racje, chorobliwa zazdrosc charakteryzuje osoby o niskiej samoocenie -
              dobra nowina dla Ciebie, to jest wyleczalne, ja mam to juz za soba.
            • jawol.pl Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 14:48
              Rysował bo go męczyła żeby ją narysował, natomiast Ciebie narysował z własnej
              inicjatywy. I tak to należy czytać.
    • mruff Re: Lek na zazdrość 22.12.08, 20:38
      Po tych rysunkach może być problem. Dlatego lepiej nie widzieć ex :)

      Pomyśl sobie,że skoro jest z Tobą tzn.,że podobasz mu się:)I
      przestań myśleć co by było gdyby...Nie martw się na zapas tylko
      ciesz z każdego dnia razem
      • moon_witch Intuicja... 22.12.08, 20:41
        Generalnie cos jest nie tak i podswiadomie otrzymujesz informacje w
        postaci zazdrosci. Sam fakt, ze nie daje ci poczucia bezpieczenstwa
        cos mowi, powinnas zbadac ten trop dalej.
        • wszystkoch Re: Intuicja... 22.12.08, 20:45
          moon_witch napisała:

          > Generalnie cos jest nie tak i podswiadomie otrzymujesz informacje w
          > postaci zazdrosci. Sam fakt, ze nie daje ci poczucia bezpieczenstwa
          > cos mowi, powinnas zbadac ten trop dalej.

          Generalnie na pewno coś jest nie tak, ale raczej ze mną. Z poczuciem bezpieczeństwa zresztą zawsze u mnie było krucho.

          "Ten trop"- brzmi super. Jeśli mnie podpuszczasz, to nie jestem aż tak kopnięta, jeśli żartujesz- przynajmniej się pośmiałyśmy:)
          • moon_witch Re: Intuicja... 23.12.08, 11:27
            Jest roznica pomiedzy podobac sie, a kochac. Czlowieka nie kocha
            sie z powodu, jedynie, wygladu. To odgrywa dosc specyficzna role.
            To jest to cos w osobowosci. W charakterze, we wszystkim. To czas
            budowanego zwiazku, to wydarzenia, czasami wspolne lata, radosci
            smutkow i goryczy.

            Dobrze, ze masz piekne cialo. Jest ono zrodlem wielu radosci, ale
            moze byc tez zrodlem wielkich cierpien.

            To jacy jestesmy fizycznie zawdzieczami naszemu bilogicznemu
            zegrakowi, genom, i dbania o siebie, pielegnowaniu.

            Norma jest ze kocha sie swoja wlasna warumerke, image. Taki jaki on
            jest w tym lezy wartosc. To jestes TY wlasnie ty unikalna w swojej
            koncepcji i naturze.

            Twoje mysli swiadcza ze masz problem w polozeniu wartosci tam gdzie
            one powinny byly lezec.w ogole poczuciu wlasnej wartosci.
            Najpierw jestes ty, pozniej caly swiat wokol ciebie. Twoj chlopak
            moze tez byc w tym swiecie, o ile sobie na to zasluzy.
            • psychoguru Re: Intuicja... 23.12.08, 12:26
              moon_witch napisała:

              > Jest roznica pomiedzy podobac sie, a
              kochac. Czlowieka nie kocha
              > sie z powodu, jedynie, wygladu. To odgrywa
              dosc specyficzna role.
              > To jest to cos w osobowosci. W
              charakterze, we wszystkim. To czas
              > budowanego zwiazku, to wydarzenia, czasami
              wspolne lata, radosci
              > smutkow i goryczy.
              >
              > Dobrze, ze masz piekne cialo. Jest ono
              zrodlem wielu radosci, ale
              > moze byc tez zrodlem wielkich cierpien.
              >
              > To jacy jestesmy fizycznie zawdzieczami
              naszemu bilogicznemu
              > zegrakowi, genom, i dbania o siebie,
              pielegnowaniu.
              >
              > Norma jest ze kocha sie swoja wlasna
              warumerke, image. Taki jaki on
              > jest w tym lezy wartosc. To jestes TY
              wlasnie ty unikalna w swojej
              > koncepcji i naturze.
              >
              > Twoje mysli swiadcza ze masz problem w
              polozeniu wartosci tam gdzie
              > one powinny byly lezec.w ogole poczuciu
              wlasnej wartosci.
              > Najpierw jestes ty, pozniej caly swiat
              wokol ciebie. Twoj chlopak
              > moze tez byc w tym swiecie, o ile sobie na
              to zasluzy.

              Amen. Kazania wzmacniajace self-image to
              jest to!:).
    • psychoguru Niestety 22.12.08, 22:24

      jasno przebija z tego bardzo niska samoocena. Do tego jak sie
      wydaje facet wykorzystuje to dla manipulacji toba. Raczej ma tez
      zboczenie zawodowe dostrzegajac u kobiet przede wszystkim wielkosc
      doopy. Pytanie jakie to wszystko moze miec granice bo dziala bardzo
      destrukcyjnie. Na przyklad jesli on opowiada jakie z nimi robil
      barabara "delikatnie" sugerujac ze powinnas lepiej przykladac sie
      np. do lodow zeby im dorownac to jest dzwonek alarmowy, lepiej
      zabierac swoje zabawki i zmienic grajdolek.
      • wszystkoch Re: Niestety 22.12.08, 23:16
        Biedne w tym wszystkim to, że wiem, że jestem atrakcyjna fizycznie, niegłupia,
        ale z tej wiedzy niewiele mi przychodzi. Jakby nie było przełożenia tego, że
        widzę, że wzbudzam zainteresowanie, mam powodzenie na to, żeby mój mózg
        rejestrował: "jestem atrakcyjna".

        Nigdy mi nie powiedział, że robię coś lepiej/gorzej, a już na pewno nie
        wyjechałby mi z przykładem łóżkowym, jakim się posłużyłeś. O szczegółach nie
        będę opowiadać. Poza tym, akurat w tych sprawach konkurencję byłoby mi zrobić
        trudno:)

        Co do zawodowego zboczenia- tego trochę się boję, że ma zbyt "artystyczne
        spojrzenie" na ciało.

        Powracam do pytania: jak sobie nabić do łba, że jemu zależy tak samo jak mnie?
        Może sobie zrobić listę dowodów- tego co mówi, robi, jak się o mnie troszczy i
        czytać jak mnie nachodzą durne myśli?
        • krzyk-motyla Re: Niestety 22.12.08, 23:44
          A mnie się wydaje że jesteś troszkę próżna i chciwa i tak naprawdę
          to urządzało by Cię gdybyś była jedyną kobieta na świecie i mała
          cały jego podziw tylko dla siebie, całego jego na własność, jego
          wspomnienia, uczucia, myśli, cała duszę. Ja nie chce Ciebie obrażać,
          sama zauważam u siebie takie skłonności, staram sie być świadoma
          tego i traktować jako swoją słabą stronę.
          Mozliwe że to wszystko ma zwiazek z niską samooceną. Albo z
          samooceną budowaną na fajnych cyckach i tyłku. Tyle że poczucia
          własnej wartości nie zbudujesz wyłacznie na atrakcyjności swego
          ciała, wiem bo próbowałam. Myśle że trzeba rozszerzyć horyzonty,
          spojrzeć na siebie i na zycie z innych perspektyw.
          Jeśli chodzi Ci o poprawienie samooceny to mogę polecić ksiązkę "6
          filarów poczucia własnej wartości" Nathaniela Brandena. nie twierdzę
          że to jakaś recepta ale warto próbować czego się da skoro naprawdę
          zalezy Ci na zmianie Twojego aktualnego stanu
          powodzenia!
          • wszystkoch Re: Niestety 23.12.08, 00:02
            Nie sposób się nie zgodzić- jestem na pewno egocentryczką. Za bardzo skupiam się
            na sobie, za dużo analizuję i jestem wiecznie niezadowolona.
            Próżna? Pewnie też, ale na pewno "cycki i tyłek" nie były dla mnie nigdy żadnym
            wyznacznikiem wartości własnej czy kogokolwiek. Tylko teraz nabieram jakichś
            cholernych kompleksów i uderzam po nieskuteczną metodę dowartościowania się.
            Na pewno chciałabym być jedyną kobietą na świecie, jedyną dla Niego. Ponieważ
            zakochałam się jak wariatka.
        • psychoguru Re: Niestety 23.12.08, 10:10
          wszystkoch napisała:

          > Biedne w tym wszystkim to, że wiem, że
          jestem atrakcyjna fizycznie, niegłupia,
          > ale z tej wiedzy niewiele mi przychodzi.
          Jakby nie było przełożenia tego, że
          > widzę, że wzbudzam zainteresowanie, mam
          powodzenie na to, żeby mój mózg
          > rejestrował: "jestem atrakcyjna".

          To jest wlasnie problem z nastrojeniem
          systemu samooceny w mozgu. Jedna sprawa to
          ze moze byc pelny rozdzwiek miedzy
          rzeczywistoscia a nastrojeniem. Najlepiej
          widac to na skrajnych przypadkach, np. laski
          odchudzaja sie na smierc bo w lustrze
          postrzegaja sie jako tlusciochy. Druga
          sprawa to na czym budowana jest samoocena.
          Zdaje sie ze w twoim przypadku bardzo duzy
          udzial ma ksztalt doopy. Jeszcze gorsze
          wydaje sie oczekiwanie ze dzieki temu naleza
          sie jakies benefity.


          > Nigdy mi nie powiedział, że robię coś
          lepiej/gorzej, a już na pewno nie
          > wyjechałby mi z przykładem łóżkowym, jakim
          się posłużyłeś.

          To znaczy ze nie jest jeszcze tak zle.
          Nalezaloby jednak dokladnie zastanowic sie
          czy facet ma zachowania manipulacyjne (moga
          sie one pojawiac nieswiadomie w wyniku
          nastrojenia jego psychiki na poziomie
          podswiadomym) ktorych uzywa by cie
          zdominowac albo bawic sie w kotka i myszke.
          Jezeli takie zachowania by byly to nalezy na
          nie zdecydowanie reagowac tak by zwiazek byl
          oparty na szacunku rownych partnerow.

          >O szczegółach nie
          > będę opowiadać. Poza tym, akurat w tych
          sprawach konkurencję byłoby mi zrobić
          > trudno:)

          No wiec jesli masz ten full repertuar znany
          zreszta od tysiecy lat hehe i partner nie ma
          zachowan manipulacyjnych to w tej dziedzinie
          jest w porzadku. Jednak jest tutaj pytanie
          skad masz tyle informacji na temat jego ex.
          W waszym zwiazku powinna sie liczyc tylko
          przyszlosc, przeszlosc jest martwa i
          zamknieta nie ma co do niej wracac. Wobec
          tego partnerzy nie powinni grzebac sie w
          przeszlosci. Jezeli partner sam opowiada ci
          o swoich ex (chwali sie lub porownuje?) to
          jest zachowanie manipulacyjne). Jesli ty
          domagasz sie tego to jest niezdrowy objaw i
          on powinien reagowac odpowiednio.


          > Co do zawodowego zboczenia- tego trochę
          się boję, że ma zbyt "artystyczne
          > spojrzenie" na ciało.
          > Powracam do pytania: jak sobie nabić do
          łba, że jemu zależy tak samo jak mnie?
          > Może sobie zrobić listę dowodów- tego co
          mówi, robi, jak się o mnie troszczy i
          > czytać jak mnie nachodzą durne myśli?

          Tu widac poczucie zagrozenia. Oprocz niskiej
          samooceny (w twoim przypadku produkowanej
          przez kryterium porownania twojej doopy z
          jego poprzednia doopom co jest rzecz jasna
          wynikiem nieprawidlowego nastrojenia)
          przyczyna jest (oprocz samooceny) to ze
          odczuwany lub rzeczywisty poziom
          zaangazowania uczuciowego partnera jest zbyt
          niski i w zwiazku z tym podswiadomie
          generowana jest obawa o to ze partner moze
          zwinac zagle. Ta obawa jest wzmocniona przez
          to ze partner mial juz wiele doop (celowo
          uzywamy takiego okreslenia by zwrocic uwage
          na jego "artystyczne" kryteria oceny kobiet)
          co powoduje ze latwo moze przeskoczyc na
          inna.

          Rozwiazanie tego nalezy szukac w

          - autoterapii (lub ewentualnie terapii ale
          to pozniej) polegajacej na zmianie dzialania
          systemu samooceny. Na przyklad przez
          rozwazanie co cie czeka przy dotychczasowych
          kryteriach w miare uplywu czasu. Czyli efekt
          paniki zamykajaych sie drzwi gdy zauwazysz
          ze cialo juz nie jest tak jedrne a wokol
          pojawilo sie mnostwo lasek z nowego
          pokoleniach ktorych doopy beda doprowadzaly
          cie do depresji:).

          - jezeli partner jest bardzo zaangazowany
          uczuciowo tylko nie okazuje tego na miare
          twoich potrzeb to nalezy rozwinac
          komunikacje na ten temat by to skorygowac

          - jezeli poziom zaangazowania uczuciowego
          partnera nie jest zbyt wysoki np. jest
          wspomnianym typem manipulacyjnym lub
          osobowosc kobiety jest dla niego na poziomie
          doopy, to jest najtrudniejszy orzech.
          Konieczne jest wtedy probowanie ustawiania
          przyszlosci zwiazku. Czyli delikatne rozmowy
          z partnerem jak widzi wasza przyszlosc:
          jakies plany na lato, za rok, moze dalsze.
          Innymi slowy zmieniac styl zwiazku z
          grzebania sie w przeszlosci i kryteriow
          opartych na wymiarach doopy na budowanie
          wspolnej przyszlosci.
          • wszystkoch Re: Niestety 23.12.08, 11:39
            Moja samoocena niezwiązana ze stroną wizualną jest raczej w porządku. Może
            dlatego wypłynęła sprawa wyglądu- bo tu nie czuję się superpewnie. Co nie
            znaczy, że kiedykolwiek wielkość tyłka spędzała mi sen z powiek. Dopiero teraz
            zaczynam świrować.

            Sama zmusiłam go do babrania się w przeszłości. On powiedział mi tylko, że nie
            spodziewałam się chyba, że w pewnym wieku człowiek jest czystą kartką, ale
            przeszłość to przeszłość i liczy się to co jest teraz. No, i nie, nie
            spodziewałam się, sama taką nie jestem, ale natrętne myśli mnie męczą. Dlatego
            chyba coś jest nie tak.

            Wiem, bo widzę i odczuwam jego zaangażowanie, że mu na mnie zależy. Wbrew Twoim
            domysłom, on jest osobą raczej introwertyczną i nie ma za sobą setek romansów.
            Kobiety nie leżą u jego stóp. "Artystyczna" czy też po prostu artystyczna dusza
            nie ma tu nic do rzeczy. Jego czyny i słowa powinny dawać mi poczucie bycia
            kochaną i bezpieczną. Nie zawsze jednak tak jest. Mam chorą wręcz potrzebę bycia
            jedyną na świecie dla niego (zabawne, ale on ma bardzo podobne podejście, nie
            jesteśmy zaborczy, ale walczymy sami ze sobą żeby nie zamknąć partnera w
            klatce), potrzebuję bardzo, bardzo dużo miłości i akceptacji. Może to problem
            korzeniami sięgający dzieciństwa, a może to moje związki mnie skrzywiły- nie wiem.
            Za to muszę zrobić wszystko, żeby do mojego mózgu dotarło, że ta wzajemność nie
            jest udawana, że zasługuję na bycie kochaną. Muszę mu uwierzyć i porzucić
            natrętne myśli "co było". Teraz jesteśmy my i to się liczy. Może jak napiszę to
            sto razy to bardziej do mnie dotrze:)?

            W każdym razie dziękuję za posty. Sam fakt, że to napisałam i przyznałam się do
            tego głośno mi pomógł. Dzisiaj wydaje mi się to naprawdę mniejszym problemem niż
            wczoraj. Może musiałam to w sobie "odczarować" poprzez wypowiedzenie głośno.


            • psychoguru Efektu sa, moze byc wiecej 23.12.08, 12:44
              wszystkoch napisała:

              >> W każdym razie dziękuję za posty. Sam
              fakt, że to napisałam i przyznałam się do
              > tego głośno mi pomógł. Dzisiaj wydaje mi
              się to naprawdę mniejszym problemem ni
              > ż
              > wczoraj. Może musiałam to w
              sobie "odczarować" poprzez wypowiedzenie
              głośno.

              To jest typowy efekt terapeutyczny, wynika
              on z dzialania mzogu. Produkowane przez
              podswiadome systemy informacje przedostaja
              sie na poziom swiadomy i jesli nie
              sa "wydalane" na zewnatrz oddzialywuja na
              poziom podswiadomy, powstaje bledne kolo
              przejawiajace sie w napieciach emocjonalnych
              i obsesywnym powtarzaniu schematow myslowych.

              Terapia na "zywo" ma znacznie silnejszy
              efekt.

              Natomiast jak sie wydaje w twoim zwiazku
              brak jest odpowiednio silnego poziomu
              komunikacji ze strony twojego partnera ktory
              wwplywalby na zmiane nastrojenia systemu
              podswiadomego by wyeliminowac poczucie ze
              nie spelnia sie jego oczekiwan i poczucie
              zagrozenia.

              Nie wiadomo jaki bylby wlasciwy dla ciebie
              poziom komunikacji ale mozna probowac to
              zrobic na maksimum przez:

              - poinformowanie partnera i ustalenie ze
              potrzebujesz wyzszego poziomu komunikacji
              werbalnej. Czyli zapewnien z jego strony na
              temat waszego zwiazku

              - intensywne kontakty cielesne oprocz albo
              jako dopelnienie seksu. Czyli czeste
              przytulanki, mizioly, wspolne kapiele sa
              doskonale na bliskosc cielesna. Bardzo
              efektywne sa czeste masaze calego ciala
              dokonywane przez partnera, dotyk wplywa
              mocno na podstawowe, "zwierzece", obszary
              mozgu i redukuje wplyw sygnalow wirtualnych
              z porownywania wzrokowego swojego ciala z
              innymi.
    • ileszek Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 09:36
      Moja pierwsza żona miała 158, 65 kilo, byłem w niej zakochany, moja
      obecna żona, którą kocham bardzo ma 170, 56 kilo. W sprawie
      wielkości biustu sami możecie sobie wyobrazić różnicę.
      • psychoguru Trend jest 23.12.08, 10:15
        ileszek napisał:

        > Moja pierwsza żona miała 158, 65 kilo,
        byłem w niej zakochany, moja
        > obecna żona, którą kocham bardzo ma 170,
        56 kilo. W sprawie
        > wielkości biustu sami możecie sobie
        wyobrazić różnicę.

        Idonc po tryndzie to twoja trzecia żona
        bedzie miała 182 cm, 47 kilo i oczywisicie
        zgodnie z tryndem bedzie szlo w nogi a nie w
        biust.
      • panistrusia Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 10:44
        > Moja pierwsza żona miała 158, 65 kilo, byłem w niej zakochany, moja
        > obecna żona, którą kocham bardzo ma 170, 56 kilo. W sprawie
        > wielkości biustu sami możecie sobie wyobrazić różnicę.

        Jakoś ja nie mogę. Nie istnieje proste przełożenie waga:wielkość
        biustu.
        • wszystkoch Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 11:24
          Chciałam tylko zwrócić uwagę, że ubolewanie nad za dużym biustem to tylko część
          moich obsesji. Najmniej nawet istotna. Uczepiłam się jej, ale mam świadomość, że
          o inne, ważniejsze sprawy się rozbija, bo niedługo okaże się, że wątek rozbił
          się o kwestię "tyłek i biust- za i przeciw"...
          • psychoguru informacje ograniczone 23.12.08, 11:45
            wszystkoch napisała:

            > Chciałam tylko zwrócić uwagę, że
            ubolewanie nad za dużym biustem to tylko
            część
            > moich obsesji. Najmniej nawet istotna.
            Uczepiłam się jej, ale mam świadomość, ż
            > e
            > o inne, ważniejsze sprawy się rozbija, bo
            niedługo okaże się, że wątek rozbił
            > się o kwestię "tyłek i biust- za i
            przeciw"...

            Niby tak moze byc, ale tu udziela sie
            odpowiedzi na podstawie tego co piszesz. A
            byl tam spory fragment o ciele i jak nie
            pasuje do jego oczekiwan wiec myslisz co z
            tym zrobic.

            Bardzo ograniczona informacja nie pozwala na
            sensowna analize i wnioski. Nawet pelna
            terapia z profilem osobowosci i analiza
            zwiazku nie gwarantuje tego.

            Wobec tego to co sie pisze jest wlasciwie
            nieco spekulatywne bo odnosi sie do typowych
            prawdopodobnych mozliwosci, na podstawie
            twojej wypowiedzi. Na przyklad bardzo trudno
            wywnioskowac z tego jaki jest poziom
            zaangazowania twojego faceta w zwiazek. Nie
            poswiecasz temu uwagi a piszesz o innych
            sprawach wiec wrazenie ze jest takie jakie
            jest biorac pod uwage ze jest ze sfery
            artystycznej. Czyli facet nieco
            manipulatywny, nieco zmanierowany tym ze w
            tej sferze zawsze sie kreci duzo napalonych
            lasek, typowa dla tej sfery ocena kobiet
            przez jakosc doopy, i wynikajace z tego
            wrazenie ze jestes dla niego po prostu
            nastepna doopom i to chyba tez przejsciowa
            (?). Na dodatek jesli od niego pochodza
            sugestie ze on lubi doopy z nieduzymi
            cycuchami a twoje sa duze wiec to nie jest
            jego ideal ale ostatecznie moze byc no to
            jest niezbyt ciekawe na dluzsza mete.

            Ale rzecz jasna w tym wszystkim jest duzo
            spekulowania na podstawie typowych sytuacji.
    • estta1 Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 10:21
      no cóż jesli nie zaczniesz tego kontrolowac to rozpieprzysz fajny
      związek, na dłuzsza metę nikt nie wytrzyma z osobą, która bez
      przerwy musi byc zapewniana że jest wyjątkowa - mimo ewidentnych
      dowodów, gestów ze tak jest. A z drugiej strony ja bym nie
      lekceważyła tego poczucia że coś jest nie tak, przyjrzyj sie temu
      dokładnie. dziwnym mi się wydaje że znasz takie szczegóły z jego
      życia - typu który związek był juz z narzeczoną, który przelotny,
      zdjęcia dziewczyn itp i itd. Nikt rozsadny komu zalezy nie wywleka
      takich historii. Wiedzę o eks lepiej zachowac dla siebie, wersja
      oficjalna dla obecnej.go jest zawsze ta samo, było skończyło się i
      tyle. Tak racjonalnie to osoba trwardo stąpająca po ziemi lepiej
      dogada się z artysta niz ulotna blondynka. Ja bym zaryzykowała i
      powiedziała o tych wszystkich wątpliwosciach temu chłopakowi. Jesli
      traktuje wasz zwiazek równie powaznie jak ty to zacznie uwazac na
      teksty o tej eks itp. Podejrzewam ze dla niego to jest zaden problem
      i nawet nie domysla się ajki jest dla ciebie.
      • johanka79 Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 11:44
        a ja Ci powiem tak, może masz problem z poczuciem wartości ale Twoj facet musi
        byc bardzo niedelikatny mówiąc Ci ze lubi male biusty i małe pupy wiedząc ze Ty
        wyglądasz inaczej. Moim zdaniem każda kobieta mogłaby poczuć się niepewnie. Ja
        byłam z facetem, który mimochodem przekazał mi info ze lubi b. chude, małe
        brunetki (tak wyglądała jego ex), ja jestem wysoką szczupłą szatynka i juz do
        końca naszego związku miałam obsesje ze jestem nie w jego typie, ze jestem za
        gruba itp. Wiec masz prawo czuć sie dziwnie. Teraz jestem z kimś dla kogo jestem
        najpiękniejsza a temat byłych nie istnieje...
        • psychoguru Nie tak calkiem 23.12.08, 12:01
          johanka79 napisała:

          > a ja Ci powiem tak, może masz problem z
          poczuciem wartości ale Twoj facet musi
          > byc bardzo niedelikatny mówiąc Ci ze lubi
          male biusty i małe pupy wiedząc ze Ty
          > wyglądasz inaczej. Moim zdaniem każda
          kobieta mogłaby poczuć się niepewnie. Ja
          > byłam z facetem, który mimochodem
          przekazał mi info ze lubi b. chude, małe
          > brunetki (tak wyglądała jego ex), ja
          jestem wysoką szczupłą szatynka i juz do
          > końca naszego związku miałam obsesje ze
          jestem nie w jego typie, ze jestem za
          > gruba itp. Wiec masz prawo czuć sie
          dziwnie. Teraz jestem z kimś dla kogo jeste
          > m
          > najpiękniejsza a temat byłych nie
          istnieje...

          Pisanie o tym ze "kazda kobieta moglaby sie
          poczuc niepewnie" jest nonsensem w sytuacji
          gdy jest to przejaw nieprawidlowego
          nastrojenia systemu samooceny. Polega on na
          zbyt duzym wplywie sygnalow zewnetrznych na
          poziom samooceny. Czyli tak jak tutaj jakis
          facet cos palnie i samoocena doluje.


          Oczywiscie w przypadku gdy ktos ma wlasciwy
          nastrojenie i poziom samooceny silnie zalezy
          od wewnetrznego sygnalu reakcja na takie
          gadanie jest "co ten pozalowania godny
          kretyn bredzi" a na zewnatrz "no to k...
          czemu ty mi d... zawracasz, znajdz se kopie
          tamtej ex". W ramach rozrywki moze byc tez
          taka "ja lubie facetow co maja bardzo
          dlugie, bardzo grube i bardzo twarde" co
          kazdego faceta powinno sprowadzic na ziemie,
          tak ze to stosowac juz tylko w ostatecznosci
          bo po tym facet jeszcze bedzie chcial pojsc
          pod ziemie albo zupelnie wymieknie, hehe.
    • martika10 Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 14:18
      Po pierwsze nie warto się dla faceta zmieniać, dla żadnego. Skoro
      zwrócił na Ciebie uwagę, jest z tobą to odpowiadasz mu pod wieloma
      względami. Wiesz co naukowcy mówią: ze nigdy nie wychodzimy za mąż
      ze nasz ideał,i tak jest. Musi być to "coś". Poza tym nie ma sie co
      porównywać, tak jak nie ma porównywać swoich byłych, czy ejgo
      byłych, nikt nie wygra jesteśmy różni, inni i to jest fajne. Nie ma
      sioę co zadręczać myślami o byłej, gdy nie dał do tego powodu. Stań
      przed lustrem i doceń swoje walory i pamiętaj, że jesteście razem-
      jeśli Wam dobrze, to nie psuj tego, żadnym zamartwianiem. Cieszcie
      sie zyciem:-)Nadmierna zazdrość potrafi zniszczyc niejeden związek-
      ja to wiem, zerwałam bo mnie do szału doprowadzał z ta zazdroscią,
      zerwałam choć kochałam bardzo, ale dzis tworzę rewelacyjny związek
      partnerski i tego wszystkim zyczę, zyczę zazdrosci w wersji
      odrobinka.
      • terra_adorada Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 15:16
        Czytając ten wątek przypomniała mi się moja własna historia sprzed 3
        lat. Byłam chorobliwie zazdrosna o ex dziewczynę swojego ówczesnego
        faceta. Robiłam to co nasza autorka wątku tzn. porównywałam się z tą
        ex (na swoją niekorzyść oczywiście), byłam pewna że będąc ze mną
        myśli o niej, że gdyby tylko mógł to wymienił by mnie na nią (to ona
        zerwała)w jednej chwili. Wypłakiwałam się nawet na ten temat na
        którymś forum.
        Moja obsesja doszła do tego że zdobyłam namiary do niej i napisałam
        na GG. Okazało się moja intuicja mnie nie myliła....
        W czasie kiedy "już" był ze mną "jeszcze" się z nią spotykał. Potem
        zerwali ale cały czas byli w kontakcie (ona oczywiście o mnie nie
        wiedziała) i on cały czas próbował do niej wrócić i kochał ją. A ja
        byłam tylko wyrobem czekoladopodobnym.

        Najlepsze wydarzyło się na koniec....Zaprzyjaźniłyśmy się w
        tajemnicy przed nim i pewnego dnia wysłałyśmy mu mms-em zdjęcie w
        namiętnym pocałunku, sugerujące że jesteśmy w intymnej zażyłości.
        Facet mało zawału serca nie dostał i czuję że popamięta mnie do
        końca życia.

        Jestem pewna że w przypadku autorki wątku jest inaczej, taki typ
        jak "mój" trafia sie rzadko. Nie piszę tego żeby siać pesymizm ale
        żeby przestrzeć przed samymi optymistycznymi poradami. Mi tez pisano
        na forum że moja zazdrość to tylko mój problem a on jest niewinny.

        Trzymaj się "wszystkoch", z całego serca życzę Ci żebyś pozytywnie z
        tego wyszła.

    • ewelka99 Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 15:56
      Miałam podobną sytuację, obsesję itd. dopóki mój przyjaciel nie
      powiedział mi, cytując: "po prostu koleś postanowił zainwestować w
      coś innego. Tamten temat już przerobił - nic dobrego z tego nie
      wynikło". Może Tobie też to pomoże, tak jak mnie ;)
      • voguer Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 16:54
        Jest dosc oczywiste, ze nic z tego nie bedzie, bo zwiazki sa
        konstrukcja ktora ze swej natury sie nie udaje. Oczywiscie sa jakies
        jedno czy dwuprocentowe odsetki zwiazkow udanych, ale to tylko
        potwierdza fakt, ze wiekszosc zwiazkow to jakas tragedia.

        Ja nie lubie zwiazkow i uciekam przed nimi jak tylko moge, gdyz
        bycie z kims to fatalna, niezywkle meczaca sprawa.

        a jak czytam jeszcze jakie jazdy maja ludzie ze soba to tym bardziej
        utwierdzam sie w przekonaniu, ze dobrze ze jestem singlem/
        • wszystkoch Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 17:04
          A mnie Twój post uświadomił, jak szczęśliwym jestem człowiekiem. Mogłabym
          przecież z góry zakładać, że nic nigdy się nie udaje i nawet nie próbować. Tak
          wiele bym straciła. Nawet moje chwilowe szajby są funta kłaków warte przy całej
          radości jaką daje obcowanie z ukochaną osobą.
          Miłego:)
          • shachar Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 18:21
            Mnie Twoj post uswiadomil, ze jestes na haju, inaczej nie umiem tego nazwac, i
            to jest OK. Czas i woda plyna i zmieniaja krajobraz, przestaniesz byc zazdrosna,
            przestaniesz tez byc megaszczesliwa.
            a tymczasem sie dopasowywuj do zdjec blondynki i lam sobie glowe, nie ma na to
            szczepionki.
            • moon_witch Shachar :-) 23.12.08, 18:24
              A Ty jestes blondynka,czy brunetka? :-D
              • shachar Re: Shachar :-) 23.12.08, 18:45
                po chemii, zobaczymy co wyrosnie
                ;)
                • moon_witch Re: Shachar :-) 23.12.08, 18:59
                  Ohh te kolory, niektore naprawde sa piekne! :-D
    • wybitniemadry drogie panie po to macie nogi zeby je rozkladac 23.12.08, 19:15
      jedyna wasza funkcja drogie panie to rozkladanie nog, do tego zostalyscie stworzone i taka jest wasza funkcja, te wasze emocjonalne fochy wam przeszkadzaja dopuki ktos was nie zacznie rznac mocno i systematycznie, wtenczas czujecie sie spelnione, bezpieczne i kochane, ...no przeciez by mnie tak nie rznal gdyby mnie nie kochal... hi, hi hihihihi
      • shachar Re: drogie panie po to macie nogi zeby je rozklad 23.12.08, 19:21
        zeby rznac, trzeba miec za co, kochac to sobie mozesz swoja koze
    • mruff Re: Lek na zazdrość 23.12.08, 19:32
      Obawiam się,że działa ostrzegawczo Twoja intuicja. Po dlugim związku
      masz nosa do "uczuć" a także przeczuć.
      Widocznie on nie dostarcza Tobie odpowiedniego poziomu
      bezpieczeństwa.
      Być może zawczasu panicznie boisz się,że nie uda się...bo widzisz
      kontrast.
      Skup się na umilaniu Waszego czasu i bycia piękną i seksy dla
      niego :)
    • lajniak bardzo prosty 23.12.08, 23:29
      Idąc przez życie kieruj się zasadą, że trzeba być zawsze o jednego sk...syna do
      przodu przed innymi. Jeżeli masz problem z zazdrością, to wal po rogach partnera
      (co najmniej jeden raz) i po problemie ;] :P :*
    • z-zgrzyt zainteresuj się lepiej lekiem na głupotę 29.12.08, 11:26
      ty, wszystko..., zainteresuj się lepiej lekiem na głupotę, przyda ci się :)))
    • Gość: zdolowana Re: Lek na zazdrość IP: *.ovh.net 25.04.09, 20:29
      hm.. jakbym czytala siebie... oczywiscie, patrzac na to z boku jest to
      irracjonalne, niedojrzale, bezpodstawne.. a jednak ciagle to czujemy..
      niby jest dobrze, facet jest tym wymarzonym, cudownym, jedynym i wyczekanym
      mezczyzna, a my zachowujemy sie jak idiotki.. ale moze wlasnie z powodu tego, iz
      trafil nam sie ktos kto tak bardzo nam pasuje, kogo tak bardzo kochamy, nasza
      obawa przed utrata go jest tak silna ze rodzi sie paranoja..
      mam to samo. facet naprawde swietny, wydawaloby sie wyczekany partner na cale
      zycie i jednak cos nie gra. nie w nim, we mnie..
      dlaczego nie umiem poradzic sobie z natarczywymi myslami o jego bylej?? wiem, ze
      mnie kocha jestem tego pewna 100%, okazuje to, jest bardzo dobry i czuly jak
      nikt wczesniej. a jednak wciaz sie doluje, ze mial lepsza, piekniejsza, ze on
      doskonale zdaje sobie sprawe z roznicy miedzy nami ( ona jest przepiekna, a ja
      blizej brzydkiej niz przecietnej) widzialam jej zdjecia - zrobione przez niego-
      dech zapiera. zjawiskowa kobieta.. kiedys, na poczatku zwiazku, kiedy jeszcze
      nie czulam tego koszmaru (widzialam jakies zdjecia ale podeszlam do tego zdrowo
      i zignorowalam to- bylo, minelo, zwiazek skonczony, dziewczyna ladna i to
      tyle..) wywiazala sie rozmowa w trakcie ktorej powiedzialam przekornie i aby
      zobaczyc reakcje, ze wcale nie jest taka sliczna, jak sobie wyobrazalam.. i
      wiecie co- powiedzial wtedy: o nie, myslisz sie, jest niewiarygodnie piekna,
      musialas widziec nieodpowiednie zdjecia, jak chcesz pokaze ci te, ktore mam na
      komputerze- jak z katalogu!"
      od tego momentu zaczal sie moj koszmar i trwa pol roku. do dzis przypominam
      sobie jego slowa i sciska mnie w gardle.. nikt nigdy nie zapraszal mnie
      wczesniej do wspolnego podziwiania jego ex.. nikt nigdy nie probowal mi
      udowodnic ze ex jest piekniejsza niz mi sie zdaje.. gdy o tym mysle, dostaje
      szalu, placze i nie moge sie pozbierac. wykrzyczalam to pare razy mojemu
      mezczyznie, zrozumial swoj blad, przeprosil wielokrotnie ale coz z tego jesli ja
      wciaz slysze te slowa, zadreczam sie, dostalam swira, nie pozwalam sie mu
      fotografowac, jestem zlosliwa i uszczypliwa, nawet zdazylo mi sie wysmiac
      poprzedni zwiazek ze zlosci.. ostatnio otworzylam jego komputer w pracy i
      zobaczylam setki zdjec twarzy tej dziewczyny w roznych ujeciach, z roznych
      stron, zrobionych w ciagu trzech lat ich zwiazku. zrobione oczywiscie przez
      niego, twarz jak z bajki.. rzeczywiscie, jak z katalogu.. wsrod nich pare fotek
      ze mna, nieudanych, niekorzystnych. boli mnie po pierwsze fakt jak bardzo
      roznimy sie wygladem, ze przy niej wygladam masakrycznie, po drugie- dlaczego
      wciaz on ma fotki ex ma na komputerze? dlaczego nie zapisal sobie na plytach czy
      dodatkowym twardym dysku i nie wsadzil gleboko do szuflady?? dlaczego umieszcza
      moje zdjecia razem z tamtymi - mysle ze to brak wyczucia i nie w porzadku
      mieszac zdjecia z przeszlosci i terazniejszosci... a moze przesadzam??.. kazdy
      ma prawo do swoich wspomnien, zdjec z wakacji, imprez, spacerow etc. mimo
      wszystko nie rozumiem tych kilkuset portretow jednej twarzy na jego komputerze,
      kiedy jest ze mna, mowi ze kocha i jestem ta jedyna... i wiecie co-
      prawdopodobnie ten zwiazek sie skonczy bo nie umiem przejsc do porzadku
      dziennego nad tym wszystkim. rozpamietuje, patrze na siebie w lustro i plakac mi
      sie chce- nigdy nie bede wygladac nawet w polowie tak ladnie i jak to czytam to
      mi sie smiac chce z tego idiotyzmu ale nie umiem czuc sie inaczej..chociaz sie
      staralam powiedziec sobie ze mam tyle pozytywnych cech, powierzchownosc to
      banal.. i wczesniej nigdy nie plakalam nad faktem, iz nie jestem chodzaca
      pieknoscia, ale tamta sytuacja wszystko zmienila.. niby wiem ze jest ze mna bo
      jak twierdzi jestem inteligentna, ciekawa, mam duzo do zaoferowania a tamta
      miala.. tylko mnostwo fizycznego piekna, jak powiedzial...(znowu to podkreslil)
      czuje sie jakby ciezko mu bylo rozstac sie z wizerunkiem tamtej, jakby byl dla
      niego zbyt cenny aby wsadzic go posrod pamiatki ktore oglada sie dopiero po
      latach.. wiem, ze czesto te fotki przeglada. nawet jego kolezanka z pracy,jak
      sie dowiedzialam, zwrocila mu uwage czyzby wracal do przeszlosci..? sam mi o tym
      powiedzial..Krysia zobaczyla ze przegladam stare zdjecia z kumplami, akurat
      wpadlo jedno z moja ex i zapytala mnie czyzbym wracal do przeszlosci..? haha"
      manipuluje? czy ja juz kompletnie zwariowalam.. chcialabym byc szczesliwa, ale
      ten zwiazek z wymarzonym mezczyzna przeistoczyl sie w koszmar i obudzil moje
      najciemniejsze kompleksy z ktorych nijak nie umiem wyjsc... nie myslcie ze uroda
      jest dla mnie priorytetem, wyznacznikiem wartosci... nigdy nie ocenialam tak
      ludzi.. ale od tamtej rozmowymi odbilo, dla niego chcialabym byc niewiarygodnie
      piekna, jak tamta, a nigdy nie bede. moze powiecie ze jestem egoistka ktora
      chcialaby byc naj dla swojego faceta.. tak chcialabym byc i doprowadza mnie do
      szalu, ze mojemu mezczyznie inna podoba sie fizycznie bardziej niz ja.... nie
      umiem sobie z tym poradzic, wpadlam w paranoje, wciaz o tym mysle, kazdego dnia,
      stale zadreczam sie myslami, nawet juz nie chce aby na mnie patrzyl, zaczelam
      wstydzic sie siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka