wszystkoch
22.12.08, 19:44
Czytam sobie o zazdrości i jak nic wychodzi mi z tego obraz, że zazdrośnikami są osoby o niskim poczuciu własnej wartości. OK. Czyli może powinnam zatytułować ten wątek "lek na niskie poczucie własnej wartości"...
W każdym razie, spotykam się od pewnego czasu z mężczyzną, nasz związek rozwija się, daje mi dużo szczęścia, ciepła i zmienia na lepsze. Ale, ale- nie daje mi chyba poczucia bezpieczeństwa. Podejrzewam, że nie wynika to z tego co otrzymuję, ale z tego jaka jestem i co tkwi we mnie. Między innymi dręczy mnie paskudna zazdrość o jego byłą kobietę. W zasadzie, nie mam ku temu zbyt wielu podstaw. Nie był to szczególnie długi, stabilny związek, nie jest wyjątkowo piękna. Wymyślam sobie za to (sic!), że pewnie była delikatniejsza, bardziej kobieca, "bajkowa". Ja jestem typem twardo stąpającym po ziemi, nie roztkliwiam się, nie czytam wierszy na łonie natury, a nade mną nie rozbłyska podwójna tęcza. Jesteśmy tak bardzo, bardzo różne... ona- delikatna, bardzo szczupła blondynka, typ intelektualistki, ja- ciemne, krótkie włosy, kobieca figura, typ furiatki- cwaniaka. Ponieważ to ona zadecydowała o rozstaniu, zastanawiam się co byłoby gdyby nagle zechciała wrócić i czego on szuka we mnie, skoro był zakochany w kimś tak skrajnie odmiennym? Co dziwne, o poprzednie dwa związki nie jestem zazdrosna, choć tamte kobiety były dla niego z pewnością ważniejsze, z jedną był zaręczony, ale (głupota)- on zakończył tamte związki, więc mnie to nie obchodzi.
Poza tym wiem, że lubi bardzo szczupłe kobiety, małe biusty i pupy, a ja, choć jestem dość drobna, zawsze miałam obfity biust i kobiece biodra. Czuję się po raz pierwszy "nie taka", bo jak do tej pory spotykałam mężczyzn, dla których duży biust był atutem, ogólnie, moja figura była moim atutem. Teraz często przychodzi mi do głowy, że gdybym drastycznie schudła to i biust by mi trochę zmalał. To dziecinne, głupie, wiem, wiem to wszystko, a jednak zadręczam się tym, że patrzy na chude kobiety i mnie z nimi porównuje. Zaczynam się zastanawiać czy będę umiała to przełamać i żyć z myślą, że podobałabym mu się bardziej "gdybym".
Czy jest na to jakiś sensowny sposób czy po prostu nie warto być z kimś w czyim typie nigdy się nie będzie? Ech, idiotyczne...