Dodaj do ulubionych

mój dylemat

05.01.09, 23:22
Historia jest cokolwiek skomplikowana, ale postaram się ją streścić w paru
zdaniach. Pod koniec 2007 poznałam faceta, była to początkowo internetowa
miłość na odległość, ale dość szybko się spotkaliśmy - od początku jak się
wydawało byliśmy nastawieni na szukanie partnera do małżeństwa (na takim
właśnie portalu się poznaliśmy). Znajomość się toczyła obiecująco, facet ów
zaczął mówić o zaręczynach, potem trochę się kłóciliśmy, potem pogodziliśmy i
podczas kolejnego tygodnia, który spędzaliśmy razem - zaszłam w ciążę. Kiedy
mu o tym powiedziałam niestety zaczął się koszmar. Sugerował aborcję,
panikował, mówił, że zmuszam go do małżeństwa, chociaż wcale go nie zmuszałam
i mówiłam, że skoro tak, to może się rozstańmy - ostatecznie przeprosił mnie
za swoją panikę, obiecał to wszystko wynagrodzić i oświadczył mi się, wkrótce
się pobraliśmy. Co jest ważne - mam syna z pierwszego małżeństwa i to dla
niego jest pewien problem.

Niestety po paru dniach po ślubie okazało się, że bardzo trudno nam się
porozumieć, on zmienił nasze początkowe plany, po tym jak wyjechał zmieniał je
kilka razy, domagał się, żebym wysłała syna do szkoły z internatem itp. Miał
przyjechać, odwoływał przyjazd, potem twierdził, że to z mojej winy, bo byłam
niemiła (faktycznie wkurzyłam się kiedy odwołał przyjazd za pierwszym razem).
W rezultacie od ślubu się nie widzieliśmy (ponad 4 miesiące). Ostatnio było
tak, że miałam się do niego przeprowadzić, ale szczerze mówiąc widząc jego
stosunek do mojego syna (nieciekawy), oraz że podejmuje decyzje bez brania
mojego zdania pod uwagę - przestraszyłam się wizji, że zamieszkując z nim w
obcym kraju, bez pracy i będąc na jego utrzymaniu znajdę się w sytuacji co
najmniej przez parę miesięcy bez wyjścia... (z uwagi na poród)

w rezultacie zdecydowałam się zostać i urodzić na miejscu. Tutaj mam znajomych
i mogę liczyć na pomoc, mam też pracę i swoje pieniądze. On ma tu przyjechać w
lutym, a mój dylemat polega na tym, że zasadniczo to ledwo go toleruję,
strasznie mnie wkurza (ale panuję nad tym, tzn. nie wyżywam się nad nim tylko
potem np. ciężko przeżywam tę złość) i cieszę się jak z nim nie rozmawiam. Czy
nie lepiej byłoby więc już teraz powiedzieć mu, żebyśmy się rozwiedli? Nie
widzę przyszłości dla tej relacji, zbyt mnie zawiódł i dla mnie nie rokuje
jako partner na życie. Z drugiej strony nie chcę go odcinać od dziecka i chcę
mu dać szansę uczestniczenia w tych pierwszych momentach.

Nie wiem sama...
Obserwuj wątek
    • zlotyswit Re: mój dylemat 05.01.09, 23:30
      Jeżeli w kraju do którego masz jechać jest dobry socjal to grzej rodzić tam,
      potem będziesz miała jak w niebie. W razie problemów przewrócisz się na klamkę i
      powiesz że cię pobił i go załatwią ]:-)

      > Historia jest cokolwiek skomplikowana...

      może i skomplikowana ale...

      > Pod koniec 2007 poznałam faceta

      podstawowy błąd od którego wszystko się zaczyna pozostaje ten sam ;)
      • librarian3 Re: mój dylemat 06.01.09, 08:53
        zlotyswit napisał:

        > Jeżeli w kraju do którego masz jechać jest dobry socjal to grzej rodzić tam,
        > potem będziesz miała jak w niebie. W razie problemów przewrócisz się na klamkę
        > i
        > powiesz że cię pobił i go załatwią ]:-)

        No właśnie nie bardzo, to są Stany i na początku byłabym jako turystka :-/ a
        ponieważ dziecko dostaje z mety obywatelstwo - istniałoby teoretycznie ryzyko,
        że mnie deportują, a dziecko tam zostanie - koszmar...

        Ale co do klamki z pewnością miałby poważne kłopoty w takiej sytuacji.

        >
        > > Historia jest cokolwiek skomplikowana...
        >
        > może i skomplikowana ale...
        >
        > > Pod koniec 2007 poznałam faceta
        >
        > podstawowy błąd od którego wszystko się zaczyna pozostaje ten sam ;)

        Rozumiem, że przez błąd masz na myśli to, że niedługo się znamy? Ech, no może,
        ale z drugiej strony słyszałam też historie, że takie rzeczy wychodzą nawet po
        latach niby udanego związku.

        • mruff Re: mój dylemat 06.01.09, 09:32
          ja pierniczę ale kosmos
          • librarian3 Re: mój dylemat 06.01.09, 09:40
            mruff napisała:

            > ja pierniczę ale kosmos

            kosmos nie kosmos, dylemat pozostaje...
            Staram się w tym kosmosie postępować racjonalnie - a przynajmniej nie mnożyć
            błędów. Przyjaciele mówią - myśl tylko o sobie i dzieciach i spuść go do
            ścieków. Wydaje mi się to dość okrutne...
            • tylna.szyba Re: mój dylemat 06.01.09, 09:53
              Przyjaciele mówią - myśl tylko o sobie i dzieciach i spuść go do
              > ścieków. Wydaje mi się to dość okrutne...

              Ale, wiesz, ze przyjaciele maja racje? Ja tez myslalabym o dzieciach.
              • librarian3 Re: mój dylemat 06.01.09, 12:07
                tylna.szyba napisała:

                > Przyjaciele mówią - myśl tylko o sobie i dzieciach i spuść go do
                > > ścieków. Wydaje mi się to dość okrutne...
                >
                > Ale, wiesz, ze przyjaciele maja racje? Ja tez myslalabym o dzieciach.

                No niestety nikt z nich się nie wyłamuje i nie karze mi na przykład szukać w
                sobie winy :( oprócz oczywiście braku rozsądku na początku znajomości...

                Tylko, że on sobie wyobraża ten przyjazd i towarzyszenie mi przed porodem jako
                szansę dla nas i deklaruje chęć zaopiekowania się mną. Odczuwam trudność w
                powiedzeniu mu teraz - idź do diabła i nie wracaj, właśnie z powodu jego
                deklaracji. Gdyby mnie po prostu zostawił to byłoby mi łatwiej, ale on mi nie
                ułatwia...
                • emilla18 Re: mój dylemat 06.01.09, 12:54
                  To może spotkaj się z nim, kiedy przyjedzie. Przedstaw swoje
                  oczekiwania, plany, rozwiązania w sposób konkretny i jednoznaczny.
                  Niech się wypowie czy akceptuje i podejmijcie wspólną decyzję co
                  dalej. Wspomnij mu też że rozważasz możliwość rozwodu - niech będzie
                  świadomy i też przedstawi swoje wizje waszej przyszłości. Ze względu
                  na maluszka, który ma się pojawić, spróbujcie chociaż porozmawiać i
                  ustalić pewne konkrety. Jeśli nic z tego nie wyjdzie podejmij
                  osateczną decyzję i jej się trzymaj.
                  Najgorsze w życiu jest takie gdybanie, a może być razem, a może się
                  rozstać, wyjechać albo nie wyjechać... Ty teraz mając dwójkę dzieci
                  potrzebujesz stabilności. Najlepiej przemyśl wszystkie możliwe
                  rozwiązania (te lepsze i gorsze), przeanalizuj ich skutki,
                  uporządkuj to wszystko - wtedy łatwiej myśleć i podejmować ważne
                  decyzje.
                  • librarian3 Re: mój dylemat 06.01.09, 13:17
                    emilla18 napisała:

                    > To może spotkaj się z nim, kiedy przyjedzie. Przedstaw swoje
                    > oczekiwania, plany, rozwiązania w sposób konkretny i jednoznaczny.

                    On ma przyjechać i mieszkać z nami przez conajmniej kilka tygodni. A ja go ledwo
                    toleruję... Co do konkretności - cały czas staram się być wobec niego konkretna
                    - nie przynosi to efektów.

                    > Niech się wypowie czy akceptuje i podejmijcie wspólną decyzję co
                    > dalej. Wspomnij mu też że rozważasz możliwość rozwodu - niech będzie
                    > świadomy i też przedstawi swoje wizje waszej przyszłości. Ze względu
                    > na maluszka, który ma się pojawić, spróbujcie chociaż porozmawiać i
                    > ustalić pewne konkrety. Jeśli nic z tego nie wyjdzie podejmij
                    > osateczną decyzję i jej się trzymaj.
                    > Najgorsze w życiu jest takie gdybanie, a może być razem, a może się
                    > rozstać, wyjechać albo nie wyjechać... Ty teraz mając dwójkę dzieci
                    > potrzebujesz stabilności. Najlepiej przemyśl wszystkie możliwe
                    > rozwiązania (te lepsze i gorsze), przeanalizuj ich skutki,
                    > uporządkuj to wszystko - wtedy łatwiej myśleć i podejmować ważne
                    > decyzje.

                    Problem polega na tym, że on zmienia zdanie co kilka tygodni (nie odnośnie
                    naszego bycia razem, ale np. gdzie będziemy mieszkać itd.). Z tego powodu też w
                    końcu postanowiłam tu zostać, żeby samej sobie i dzieciom zapewnić stabilność.
                    Ma także skłonność do podejmowania decyzji bez pytania mnie o zdanie i
                    oczekiwania potem, że ja się po prostu dostosuję. A tak w ogóle to po prostu
                    uważam, że jest głupi. Nie umiem mu wybaczyć jego niedojrzałości, wkurza mnie
                    (ostatni przykład - mówię mu, że stresuję się przed załatwieniem ważnej sprawy
                    związanej z synem - powiedział, że to nie jego sprawa...). Ogólnie to go nie
                    kocham i chciałabym się jakoś bezboleśnie rozstać. Pytanie dla mnie nie brzmi
                    "czy", ale raczej "kiedy"...
      • facettt Gratuluje przezornosci i moralnosci. 06.01.09, 13:47
        zlotyswit napisał:
        W razie problemów przewrócisz się na klamkę
        > i powiesz że cię pobił i go załatwią ]:-)

        Gratuluje przezornosci i moralnosci.
        zaiste - godna lepszego, kobiecego jutra.
        • librarian3 Re: Gratuluje przezornosci i moralnosci. 06.01.09, 14:00
          facettt napisał:

          > zlotyswit napisał:
          > W razie problemów przewrócisz się na klamkę
          > > i powiesz że cię pobił i go załatwią ]:-)
          >
          > Gratuluje przezornosci i moralnosci.
          > zaiste - godna lepszego, kobiecego jutra.

          Nie, no to byłoby jakieś ekstremum. Jednak jest faktem bolesnym, z którym musi
          się zmierzyć każda kobieta, że zadawanie ran fizycznych łatwiej udowodnić, niż
          ran psychicznych.
          • emilla18 Re: Gratuluje przezornosci i moralnosci. 06.01.09, 14:41
            Pytanie: kiedy się rozstać?
            Odpowiedź: jak najszybciej, po opracowaniu odpowiedniego planu.
            Jak przyjedzie od razu na wstępie mu powiedz że to nie ma sensu i że
            go nie kochasz. Nie widzisz waszej wspólnej przyszłości. Jeśli nie
            wiesz jak zorganizować rozwód już dziś poszukaj pomocy prawniczej,
            płatnej lub bezpłatnej (ośrodki pomocy społecznej, punkty
            poradnictwa rodzinnego). Albo w necie poszukaj porad jak napisać
            pozew. Po napisaniu składasz do sądu i czekasz na termin rozprawy.
            • librarian3 Re: Gratuluje przezornosci i moralnosci. 06.01.09, 15:07
              emilla18 napisała:

              > Pytanie: kiedy się rozstać?
              > Odpowiedź: jak najszybciej, po opracowaniu odpowiedniego planu.
              > Jak przyjedzie od razu na wstępie mu powiedz że to nie ma sensu i że
              > go nie kochasz. Nie widzisz waszej wspólnej przyszłości. Jeśli nie
              > wiesz jak zorganizować rozwód już dziś poszukaj pomocy prawniczej,
              > płatnej lub bezpłatnej (ośrodki pomocy społecznej, punkty
              > poradnictwa rodzinnego). Albo w necie poszukaj porad jak napisać
              > pozew. Po napisaniu składasz do sądu i czekasz na termin rozprawy.

              emilio, doceniam Twój czas i uwagę jakie poświęciłaś temu wątkowi i nie chcę
              wyjść na osobę, która na każdą odpowiedź ma swoje "tak, ale".

              Ale... Czy nie sądzisz, że z przyczyn takich powiedzmy humanitarnych,
              elementarnej zasady "nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe" nie powinnam w takim
              razie zapobiec jego przyjazdowi? Jeśli w pierwszym momencie miałabym powiedzieć,
              że nie widzę przyszłości. Tak, jest mi trudno to powiedzieć kiedy się nie
              widzimy. No ale - on tu przyjedzie, nie załatwi sobie noclegu gdzie indziej,
              zatrzyma się u mnie. Powstałaby ogromnie niezręczna sytuacja dla niego i dla mnie.
              • ca-ti Re: Gratuluje przezornosci i moralnosci. 06.01.09, 22:37
                librarian3 napisał:

                >>
                > Ale... Czy nie sądzisz, że z przyczyn takich powiedzmy
                humanitarnych,
                > elementarnej zasady "nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe" nie
                powinnam w takim
                > razie zapobiec jego przyjazdowi? Jeśli w pierwszym momencie
                miałabym powiedzieć
                > ,
                > że nie widzę przyszłości. Tak, jest mi trudno to powiedzieć kiedy
                się nie
                > widzimy. No ale - on tu przyjedzie, nie załatwi sobie noclegu
                gdzie indziej,
                > zatrzyma się u mnie. Powstałaby ogromnie niezręczna sytuacja dla
                niego i dla mn
                > ie.



                Chcesz odejść od faceta, a zastanawiasz gdzie gdzie on spędzi noc
                jak nie zatrzyma się u Ciebie? Na hotel go nie stać?
                A swoją drogą, sądzisz że bardziej humanitarne jest powiadomienie go
                o rozwodzie smsem?
                Jakieś koszty tej decyzji oboje poniesiecie, nie ma rady. A koszt
                noclegu nie jest tu chyba największy?...
                • librarian3 Re: Gratuluje przezornosci i moralnosci. 07.01.09, 08:14
                  ca-ti napisała:

                  > Chcesz odejść od faceta, a zastanawiasz gdzie gdzie on spędzi noc
                  > jak nie zatrzyma się u Ciebie? Na hotel go nie stać?
                  > A swoją drogą, sądzisz że bardziej humanitarne jest powiadomienie go
                  > o rozwodzie smsem?
                  > Jakieś koszty tej decyzji oboje poniesiecie, nie ma rady. A koszt
                  > noclegu nie jest tu chyba największy?...

                  nie myślę o kosztach finansowych, ale o niezręcznej sytuacji wynikającej z tego,
                  że on przyjedzie myśląc, że zamieszkamy razem, a tu się okaże, że jest to
                  niemożliwe w ostatniej chwili. nie mówię o rozwodzie przez sms, ale nawet jeśli
                  go nie lubię i mnie denerwuje, to byłoby mi go po prostu żal w takiej sytuacji i
                  uważam, że postąpiłabym nie fair. to, że on zachował się nie fair nie oznacza,
                  że to usprawiedliwia moje zachowanie nie fair. Na tym polega mój dylemat - skoro
                  ma tu przyjechać - powinien wiedzieć na czym stoi, a z drugiej strony - mam mu
                  nie dać szansy bycia ze swoim dzieckiem (pierwszym i jedynym zresztą)?
                  • emilla18 Re: Gratuluje przezornosci i moralnosci. 07.01.09, 09:34

                    librarian3 napisał:
                    > nie myślę o kosztach finansowych, ale o niezręcznej sytuacji
                    wynikającej z tego
                    > ,
                    > że on przyjedzie myśląc, że zamieszkamy razem, a tu się okaże, że
                    jest to
                    > niemożliwe w ostatniej chwili. nie mówię o rozwodzie przez sms,
                    ale nawet jeśli
                    > go nie lubię i mnie denerwuje, to byłoby mi go po prostu żal w
                    takiej sytuacji
                    > i
                    > uważam, że postąpiłabym nie fair. to, że on zachował się nie fair
                    nie oznacza,
                    > że to usprawiedliwia moje zachowanie nie fair. Na tym polega mój
                    dylemat - skor
                    > o
                    > ma tu przyjechać - powinien wiedzieć na czym stoi, a z drugiej
                    strony - mam mu
                    > nie dać szansy bycia ze swoim dzieckiem (pierwszym i jedynym
                    zresztą)?

                    Hmmmm ... a skąd wiesz że jak on przyjedzie nie zaskoczy Cię nowymi
                    wiadomościami? Sama pisałaś, że facet potrafi samodzielnie
                    podejmować decyzje bez konsultacji z Tobą, oraz zmieniać zdanie.
                    Gdybyś chciała porozmawiać prywatnie mój mail:
                    gwiazdeczka112@autograf.pl Emilia
        • zlotyswit Re: Gratuluje przezornosci i moralnosci. 07.01.09, 06:53
          Wybacz, ale jeśli ktoś nie traktuje poważnie swojego życia to jak może wymagać
          normalnej odpowiedzi na jego temat :]
          • librarian3 Re: Gratuluje przezornosci i moralnosci. 07.01.09, 08:31
            zlotyswit napisał:

            > Wybacz, ale jeśli ktoś nie traktuje poważnie swojego życia to jak może wymagać
            > normalnej odpowiedzi na jego temat :]

            heh, ludzie, którzy poważnie traktują swoje życie zwykle nie mają rozterek i
            dylematów, czyż nie?
    • jchlebowska Re: mój dylemat 06.01.09, 15:13

    • moon_witch Pomyłki to rzecz ludzka. 06.01.09, 17:32
      Moze przeprowadź z nim rozmowę, postaw warunki i albo albo. Napewno
      się nie przeprowadzaj z dziecmi do USA! To nie jest kraj dla
      rodziny.
      • librarian3 Re: Pomyłki to rzecz ludzka. 06.01.09, 17:44
        moon_witch napisała:

        > Moze przeprowadź z nim rozmowę, postaw warunki i albo albo. Napewno
        > się nie przeprowadzaj z dziecmi do USA! To nie jest kraj dla
        > rodziny.

        Czemu tak uważasz, że to nie jest kraj dla rodziny?
        • moon_witch Re: Pomyłki to rzecz ludzka. 06.01.09, 17:49
          owszem dla rodziny. Ale kobieta musi być samodzielna. W kazdym
          kraju, a tak pomiedzy wami nie jest dobrze i nie wiadomo jaki on
          jest. Nie dobrze, ze żle traktuje twojego syna. To źle o nim
          swiadczy.
          • second.fantasmagoria myślenie nie boli l... 06.01.09, 19:46
            dziwię sie autorce, desperacja jest b. złym doradcą, bilans roku - jakis facet,
            całkiem nowy, po kilku miesiącach ciąża, potem wymuszony ślub, post factum
            myślenie, i jeszcze jedno dziecko, które nie ma żadnego poczucia bezpieczeństwa
            w tym całym bałaganie - gratuluje dojrzałości i odpowiedzialnosci
            • friday133 Re: myślenie nie boli l... 06.01.09, 22:21
              A ja uważam, że autorka jest cholernie odważna.
              Popełniła poważny błąd, to fakt. Ale nie chce go kontynuować "dla dziecka", nie boi się zostać sama, widzi, że jej "Mąż" ma złe podejście do jej syna.
              Ile kobiet w takim układzie zdecydowałoby się zostać z panem, bo dwoje dzieci, bo sama, bo co ludzie powiedzą i takie tam?
              Szczerze mówi - jest głupi, nie chcę go, wolałabym się rozstać.
              BRAWO!
              • librarian3 Re: myślenie nie boli l... 07.01.09, 08:25
                friday133 napisała:

                > A ja uważam, że autorka jest cholernie odważna.
                > Popełniła poważny błąd, to fakt. Ale nie chce go kontynuować "dla dziecka", nie
                > boi się zostać sama, widzi, że jej "Mąż" ma złe podejście do jej syna.
                > Ile kobiet w takim układzie zdecydowałoby się zostać z panem, bo dwoje dzieci,
                > bo sama, bo co ludzie powiedzą i takie tam?
                > Szczerze mówi - jest głupi, nie chcę go, wolałabym się rozstać.
                > BRAWO!

                odważna nie odważna - na pewno moją odwagę w dużej mierze umożliwiają mi
                pieniądze ;-) poza tym jestem też rozdarta wewnętrznie - bo z drugiej strony
                moje życie jest usiane odważnymi decyzjami i tak naprawdę rozwiązanie dylematu w
                stronę posłania go w diabły jest czymś co mam opanowane do perfekcji. Naprawdę
                nowe i odważne dla mnie byłoby paradoksalnie wytrzymać i znosić ewentualny ból w
                milczeniu, poświęcając się dla idei pełnej rodziny licząc na to, że w końcu on
                dojrzeje, ja dojrzeję, oboje dojrzejemy. Obawiam się jednak, że to wyzwanie
                przerasta moje obecne możliwości. wczoraj nie rozmawiałam z nim, wysłałam mu 2-3
                linijki o tym, że się źle czuję na jego pytanie, co ze mną. kiedy z nim nie
                rozmawiam - złość mi przechodzi, myślę, że dylematu nie ma, aż do czasu kolejnej
                dłuższej rozmowy, kiedy na nowo odkrywam jaki on jest głupi :)
            • librarian3 Re: myślenie nie boli l... 07.01.09, 08:06
              second.fantasmagoria napisała:

              > dziwię sie autorce, desperacja jest b. złym doradcą, bilans roku - jakis facet,
              > całkiem nowy, po kilku miesiącach ciąża, potem wymuszony ślub, post factum
              > myślenie, i jeszcze jedno dziecko, które nie ma żadnego poczucia bezpieczeństwa
              > w tym całym bałaganie - gratuluje dojrzałości i odpowiedzialnosci

              będę się trochę bronic: sytuacja w moim odczuciu wynika po części z tego, że
              miałam do niego zaufanie. Jestem tak wychowana, że do głowy mi nie przyszło, że
              on może się zachować w taki sposób. Ponadto prezentował się jako osoba religijna
              i z rodziny z zasadami. Tak więc zgadzam się, że wpakowałam się w niezły kanał,
              jednak natychmiastowe racjonalne działanie uniemożliwiał mi stan szoku w jaki
              wpadałam kilkakrotnie gdy stykałam się nagle ze sposobem myślenia i działania
              tak odmiennym od tego, co uznaję za normę. A jeśli chodzi o dziecko nr 1 - mam
              nadzieję, że moja decyzja o pozostaniu w Polsce chociaż częściowo przywróciła mu
              poczucie bezpieczeństwa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka