Dodaj do ulubionych

pokręcone to...

24.01.09, 20:12
Witam wszystkich,

jestem tu po raz pierwszy, postanowiłam napisać, może ktoś stojący
obok podpowie co mam zrobić ze swoim życiem...
wyprowadziłam się w wieku 19 lat do Warszawy, czasu od dzieciństwa
do matury wolałabym nie pamiętać. niezrównoważona i apodyktyczna
matka, jej matka (moja babka) która chce wszystkimi rządzić,
szantażuje, obraża się o cokolwiek (nawet o to, że założyłam spodnie
a nie spódnicę), wyklęła mnie wielokrotnie, zawsze powatrzała -
nawet jak byłam małą dziewczynką - że jestem niedobra, że będę sama
w życiu, że życzy mi wszystkiego co najgorsze.. nie wiem co to
miłość mamy i babci, nigdy tego nie odczułam ani nie usłyszałam.
Matka potrafiła obrażac się na mnie o byle co, nie odzywała się
nawet wiele miesięcy, nie dawała mi wtedy obiadów, nie kupowała
ubrań, nie dotrzymywała słowa, terroryzowała mnie, kiedyś oskarżyła
mnie o to że tata trafił do szpitala (miał atak woreczka
żółciowego...). Byłam zdana na tatę i ciocię, do której jeździłam na
obiady. Poza tym matka często mnie biła, w takim ataku złości
uderzała głównie po głowie, biła po twarzy. Tata się buntował ale w
końcu się poddał. Ale zawsze był po mojej stronie i zawsze mi
pomagał. Siostra to inna historia, zadawała się z kryminalistami,
robiła co chciała, jako nastolatka wyszła za mąż po 3 miesiącach
znajomości, wprowadziła się z mężem do nas, ja musiałam wyprowadzić
się z pokoju i spać z rodzicami. Po niecałym roku był rozwód. Ja
czekałam tylko aż zdam maturę. Stało się, wyjechałam na studia.
Oczywiście musiałam zaocznie studiować bo musiałam się utrzymywać.
Wynajmowałam mieszkania, musiałam sobie sama radzić. Tata do mnie
dzwonił, interesował się co u mnie, starał się co miesiąc jakieś
kieszonkowe mi wysłać (a jest na rencie więc sam dużo nie ma). Matka
zadzwoniła do mnie dwa razy a mieszkam tu 13 lat. Każdy wyjazd do
rodziców kosztuje mnie dużo zdrowia. Zawsze się denerwuję jak tam
jadę na Święta. Świąt w ogóle nie znoszę, jeżdżę tam bo mnie tata
zaprasza, szkoda mi go no i panicznie boję się zostać sama na
Święta. Ale zawsze wracam pierwszego dnia, bo zawsze są awantury,
siostra oskarża mnie o całe zło świata, tak bez powodu, wypomina mi
że jestem sama, ostatnio mnie nawet uderzyła (stanęłam w obronie jej
córki, którą biła) ale tata stanął w mojej obronie. Matka się nie
odezwała słowem. Siostra w ogole po raz drugi wyszła za mąż, mieszka
z mężem i 2 nastoletnich dzieci z rodzicami w 2 pokojach, nie
pracuje, głównie ogląda telenowele.. Obie z matką są skłócone ze
wszystkimi, uważają że inni są okropni, głupi, beznadziejni, itp.
I tak sobie myślę, że spełnia się przepowiednia mojej babki... Czuję
się coraz bardziej samotna, mieszkam sama, znajomości mi się gdzieś
rozeszly (koleżanki albo wyjechały albo wyszły za mąż albo
imprezują), w weekendy głównie siedzę i płaczę, z wiadomego powodu
nie układają mi się relacje z mężczyznami. Jakieś 2 tyg temu
zostawił mnie bez słowa kolejny facet z którym byłam pewna że mi się
uda, teraz mnie ignoruje, ja to strasznie przeżywam... Rozpaczliwie
potrzebuję ludzi, miłości, bliskości. Kiedyś byłam zawsze
uśmiechnięta, realizowałam swoje marzenia, teraz jestem coraz
bardziej zgorzkniała, w ostatnie wakacje nawet nie miałam z kim
jechać na urlop:( boję się że będzie tylko gorzej... Czasem z
samotności i potrzeby bliskości angażuję się w jakieś dziwne krótkie
układy bez przyszłości, po to aby choć trochę poczuć bliskość, aby
ktoś mnie przytulił... Ostatnio wieczorami zaczęłam pić alkohol, w
sumie tylko jeden słaby drink ale martwi mnie to. Niby moje
doświadczenia mnie wzmocniły, niby wiem że w każdej sytuacji muszę
sobie radzić sama, nie mogę liczyć na rodzinę, od jakiegoś czasu
moje życie osobiste to porażka, tęsknię za swoim ostatnim facetem,
obwiniam siebie o to że odszedł ale z drugiej strony jestem
nadwrażliwa, wiele rzeczy biorę do siebie, łatwo mną manipulować,
często płaczę... Tak bardzo pragnę zmiany a z drugiej strony stoję w
miejscu i jestem załamana :(
Nie wiem co mam dalej robić, jak sobie ułożyć życie... czasem tak
bym chciała, żeby ktoś mnie mocno przytulił i dodał sił...


Obserwuj wątek
    • rosa_de_vratislavia Re: pokręcone to... 24.01.09, 20:27
      pokręcone...szukaj psychoterapeuty, sama nie dasz rady.
      Nie jestem z Warszawy, wiec konkretnie nie doradzę.
      Jedyne nazwisko,które kojarzę pozytywnie, to Katarzyna Walewska,
      psycholog-psychoterapeuta. pogooglaj.
      • t_oja Re: pokręcone to... 24.01.09, 20:29
        Zgadzam się z przedmówczynią.

        Dobrze, że nie ukrywasz tego przed samą sobą..
        • malaczarna6 Re: pokręcone to... 24.01.09, 20:50
          dzięki. Ja też o tym coraz bardziej intensywnie myślę. Kiedyś przez
          ok. poł roku chodziłam do psychoterapeutki ale obecnie koszt jednej
          wizyty mnie trochę przeraża.. średnio to ok. 100 zł i pewnie
          musiałabym chodzić przynajmniej raz w tygodniu.
          dziś coś we mnie pękło... stąd mój post..
          • gadagad Re: pokręcone to... 24.01.09, 21:09
            Jesteś z Wwy,masz o wiele większe możliwości znalezienia pomocy.Ładowanie
            pieniędzy w prywatnego psychoterapeutę ma sens,kiedy wie się mniej więcej czego
            się od niego oczekuje.Znajdź spotkania grup ludzi z rodzin dysfunkcyjnych.Do
            niczego cię to nie zobowiązuje,możesz na takie spotkania chodzić jak chcesz,czy
            nie chodzić,znaleźć grupę która ci odpowiada,nie musisz się tam ani
            przedstawiać,ani nic o sobie mówić,jeśli nie masz ochoty,wystarczy,że
            przyjdziesz i posłuchasz.Czujesz się samotna,akurat znajdziesz się między
            ludźmi.www.literka.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=15549
            • gadagad Re: pokręcone to... 24.01.09, 21:17
              toksycznirodzice.nzn.pl/index.php?topic=45.0
    • moon_witch A ja ci zycze abys wyrosla z tej toksyny... 25.01.09, 14:00
      i stala sie naprawde silna.
      Moim zdaniem nie powinnas miec zadnego kontaktu z rodzina, o ile
      jest w dalszym ciagu zatruwajaca ci zycie. A wyglada na to ze to
      lagodnie mowiac -bagienko. Ale takie jest zycie.
      Terapie moga byc pomocne ale ja ci radze znalezc cos co bedzie
      twoim hobby, co wypelni czas, da radosc dla duszy. Powoli moze
      wyjdziesz z samotnosci, gdy sie wewnetrznie uspokoisz i spotkasz
      kogos kto cie doceni i uszanuje i odbiera na twoich falach.
    • kozica111 Re: pokręcone to... 25.01.09, 21:02
      Odezwij sie do mnie na maila dam Ci namiary na fundacje gdzie znajdziesz
      wsparcie i pomoc psychologa.
    • kozica111 Re: pokręcone to... 27.01.09, 11:11
      Nie wiem czy dostalas maila bo mam zwroty, w razie cos wyslij mi na
      moj adres swoj dokladny lub inny mail to postaram sie z innej poczty
      wyslac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka