koru7
11.02.09, 23:09
Kurczę, trochę to dziwne, bo to mój pierwszy post w życiu w ogóle na jakimkolwiek forum.. I nie bardzo wiem jak go napisać, bo zawsze uważałam,że takie fora są dla ludzi którzy nie mają się komu wygadać, albo mają za dużo wolnego czasu...
W moim poście chciałam napisać, że nie mam jako takiego problemu czy kłopotu.. Po prostu.. się zgubiłam. Normalnie się zgubiłam, nie wiem co robić, kogo słuchać, w którą stronę iść. Mam nadzieję że nie zakręcę tego za bardzo, bo nie chodzi w tej sprawie o jedna konkretną rzecz, tylko o ogół życia..
Chyba głównym motywem jest to,że mam 21 lat, jestem na drugim roku studiów i chyba zdałam sobie sprawę,że nie robię tego co bym chciała, a przynajmniej nie jestem w tym zbyt dobra i to przysparza mi mnóstwa kłopotów,np w tym że ciężko mi osiągać sukcesy na uczelni, bo nie mam motywacji, studiuję, bo.. studiuję jak chyba 80% studentów, nie odnajduję pasji w tym czego się uczę, może jedynie uczucie, że mogę się tego uczyc, bo to nie jest cos czego NIENAWIDZĘ... Jeszcze chyba ważną sprawą jest to, że nie mam pasji, zadnej. Lubię zycie, mam bardzo wielu znajomych, nawet 3 przyjaciólki juz od 6 lat i moją Pierwszą Wielką Miłość od 10 miesięcy (chociaż wczesniej miałam mnóstwo chłopaków, teraz czuję,że to to "TO" ). Ale nie mam czegos, jakiejś dziedziny życiowej, która byy była moją pasją, żadnego zajęcia, hobby, nic..
Chodzi o to, że nie bardzo wiem, co mam robić dalej. Wlasnie niedawno mialam egzamin, ktorego nie zdałam (moja pierwsza poważna porażka na tej uczelni) ale dostałam jeszcze jedną szansę, w maju. Tylko chodzi o to, ze w tym wypadku pierwszy raz w życiu mam wrażenie, że mi się nie chce.. Że ie mam siły, że nic mnie do tego nie motywuje..
DO tego dochodzą kłopoty w domu, moja mama jest w pewnym stopniu chora (chociaż nikt tego nie mówi na głos) W dzieciństwie miała ojca alkoholika i wlasciwie nigdy nie była młoda, bardzo wczesnie zaczęła się zamartwiać itd... Teraz jestem w takiej sytuacji, że moja mama podsuwa mi wszystko pod nos, wiele rzeczy za mnie robi i jakby nie potrafi dopuścić do sytuacji typu "a niech ma teraz, sama sobie narobiła, niech teraz poczuje konsekwencje" a ja coraz częściej czuję, że chciałabym takiej sytuacji, słyszę często, że w życiu sobie nie poradzę,że uciekam od problemów itd.. No tak, zle kto mnie tego nauczył, samo mi się to nie zrodziło..
Fakt, nie ukrywam, jestem trochę taka, że idę na łatwiznę.. Robię większość rzeczy "po łebkach", po najniższej linii oporu, tak żeby się nie cofnąć, ale jakby nie za wiele mam ambicji. Chciałabym je mieć ale nie bardzo potrafię, bo tak jak już pisałam, nie mam motywacji i stąd to się bierze... Mam też tak, że zawsze byłam karcona za porażki a mało nagradzana za osiągnięcia.. Teraz coraz częściej mam myśli że bardzo ale to bardzo chciałabym zamieszkać, sama, bez tego wyręczania, upominania, że przecież jutro mam na 8 na uczelnie to "muszę polozyc się o 22 spac bo bede niewyspana.." A może ja chcę tego, chcę w niedzielę w nocy poimprezować, obudzić się z kacem i pojśc z bolącą głową na uczelnie i nie móc się skupic i cos zawalić, żeby poczuć, że kurczę tak nie mogę drugi raz zrobić.. A ja nawet nigdy nie mogę tego poczuć, sama przejechać się na własnych błędach, wiem że to ciężkie, ale może to by mi dało kopniaka w dupe.. Ale nie mogę. Moja mama jak to zwykle bywa chciałaby żeby moje życie wyglądało tak jak jej.. Nie potrafi zrozumieć, ze czasy się zmieniły i mentalność młodzieży też się zmienia, tak jak świat się zmienia.. Ona chyba ciągle myśli,że mam 15 lat i myśle tylko o tym jak wymknąć się z domu, żebyy zapalić papierosa, napić się piwa, czy "porobić brzydkie rzeczy z chłopcami"..
A już legalnie wie, że czasem lubię sobie zapalić i nie ukrywam tego, wie że normalnie chodzę ze znajomymi na piwo, czasem wrócę z imprezy w akademiku mocno podchmielona, również tego nie ukrywam, bo po co, o tabletkach antykoncepcyjnych wie, bo jej powiedziałam, chociaż wiem, że wolałaby tego nie słyszeć, o moim chłopaku z którym jestem prawie rok też stosunkowo dużo wie, że to porządny chłopak.. Tylko ona stwierdza że "jak ona była z moim tatą 8 lat, to nawet nigdy by nie pomyśleli o tym żeby któreś zostało u któregoś na noc, bo to nie wypadało" Akurat nie jestem w 100% pewna czy to prawda, no ale już się nie będę sprzeczać..
Mam w domu w miarę duży luz, mogę wrócić o 5 nad ranem kiedy mam wolne, nie muszę ciągnąc od rodziców kasy, bo udzielam korepetycji, ale czasem chciałabym po prostu zasnąc przy moim chłopaku, albo obudzić się przy nim, zjeść razem śniadanie, czy poczytać razem ksiązki w łózku. Seks już uprawiamy od pewnego czasu, i jest to bardziej zbliżenie dwóch dorosłych osób (on ma 23 lata) psychiczne niż czysto fizyczne, tak to odbieram, to nie jest juz jakies tam szczeniackie bzykanie się. Na prawdę się kochamy i szanujemy, uwielbiamy swoje ciała i tą naszą wspólną czystą intymność i wiem że nie robię nic złego. Ale tutaj po raz kolejny zdaniem mojej mamy, robię coś złego.
Moja mam nie jest moją przyjaciółką, nie mogę z nia rozmawiać teraz już praktycznie na żaden temat, bo ona ciągle tylko mówi o nauce i o tym, że muszę zapomnieć o chwilowych uniesieniach tylko siedziec w pokoju i cięzko harować, żeby potem mieć łatwiej, ja to rozumiem, ale ona robi to z przesadą. Nigdy nie usłyszałam od niej " kurczę, no to się cieszę ze się fajnie bawiłaś", "a co ubierzesz na imprezę" , "No to opowiadaj co tam u ciebie". Tylko ciągle, gdzieś ty znowu była, po co tam chodzisz, powinnaś myślec tylko o nauce itd..
Kocham tą kobietę, bo jest moją mamą i szanuję ją bardzo, ale.. Nikt mnie nigdy w życiu tak nie irytował i nie stopował jak ona..
O tym mogłabym dużo pisać, ale w mojej sytuacji chodzi też o tą moją drogę życiową, nie wiem co mam robić, jak itd. Czy podejmowac jakies drastyczne kroki, czy godzić się z tym i codzien płakac i kłócić się, bo zaznaczam że jestem taką osobą która nie potrafi przemilczeć i powiedzieć sobie "a niech sobie gada, niech obraża moich najbliższych, niech mnie poniża mnie to nie rusza" Ja po pierwszych 5 sekundach kiedy słyszę co ona wygaduje, w tym amoku to nie potrafię przemilczzeć. Mój tato często powtarzał "przemilcz to czasem, wiesz jaka mama jest, musi się wyżyć, musi w złości powiedzieć parę głupot" Ale ja nie potrafię potraktować mojej mamy jak niepełnosprawne dziecko, które cos tam sobie gada a ja powinnam to wypuścić drugim uchem..
Moja obecna sytuacja mnie przerasta, bo zaczynam odbijać to wszystko najwięcej na moim chłopaku, który jest Bogu ducha winny, no ale jest przy mnie i tylko słucha i za to jest mu wdzięczna..
Dlatego kieruję ten post do osób starszych ode mnie, bo oczekuję mądrej rady, albo chociać dobrego słowa, albo opisania podobnej sytuacji w czyimś życiu a nie słów "nie pękaj wszystko będzie cool, pogadaj z mamą a się ułoży", " nie jest tak żle weż się w garść" takie ppuste hasła do mnie nie trafiają, czekam na jakies głębsze słowo, bo kurczę.. ciężko mi...