wsciekla.paprotka
13.02.09, 00:18
Witajcie. Potrzebuję waszej opinii. Mam 17-letniego brata (1. klasa liceum). Młody sprawia sporo problemów, głównie związanych z nauką, ale całość ma szerszy zakres. Mi i naszym rodzicom powoli kończą się pomysły, co z nim zrobić. Może wy możecie coś podpowiedzieć? Bazując na własnych doświadczeniach, obserwacjach, a może specjalistycznej wiedzy? Problemy przedstawiają się następująco:
- młody nie chce się uczyć (to mogę zrozumieć, siedzenie w książkach dla wielu jest nieprzyjemne), przy czym twierdzi, że w szkole nic(!) go nie interesuje, ani trochę, nawet jedna dziedzina;
- z zainteresowań pozanaukowych można wyróżnić w zasadzie tylko dwa: wszelkie rozrywki komputerowe (głównie gry) oraz pewien rodzaj plenerowej zabawy pseudomilitarnej; niemniej jednak nie chce podjąć wysiłków aby związać swoje życie z informatyką bądź wojskiem;
- wydaje się, że nie przejmuje się tym, że będzie miał kiepskie stopnie - gdyby się przejmował, to by się chyba zmobilizował do nauki?
- z drugiej strony twierdzi jednak, że szkoła jest stresująca; pewnie, że jest, skoro idzie na lekcje nieprzygotowany; mimo to i tak się nie uczy;
- nie daje się przekonać, że edukacja mu wyjdzie na dobre, że bez tego to tylko do łopaty i to przy sporym szczęściu;
- nie ma nawet cienia pomysłu na to, w którą stronę chciałby pokierować swoim życiem;
- nie da się mu 'wjechać na ambicję' np. pokazując kolegów, którzy mają dobre wyniki w szkole, siostrę (czyli mnie), z którą nie było nigdy problemów, czy też rodziców, którzy też mieli dobre wyniki za czasów szkolnych; nic nie daje mówienie, że bez odrobiny wysiłku niczego nie osiągnie, można mu nawet mówić, że przy obecnym rozwoju spraw w dorosłym życiu nie będzie mógł sobie pozwolić na żadną z ulubionych rozrywek - bez skutku;
- młody nie jest głupi - tzn. daje się odczuć, że ma pewne zdolności, np. do języków obcych, ale nie wykorzystuje ich w ogóle;
- ma do dyspozycji pomoc całej rodziny - mówimy mu wielokrotnie, że jeśli czegoś nie rozumie z materiału przerabianego w szkole, to może przyjść i się zapytać, poprosić o wyjaśnienie - ale w ogóle z tego nie korzysta; jeśli już któreś z nas z nim pracuje, to z naszej inicjatywy, nigdy z jego;
- ma tendencje do oszukiwania - bywało, że nie mówił o terminach wywiadówek albo o ocenach (chyba, że udało mu się załapać dobry stopień); zwykle siedzi w pokoju za zamkniętymi drzwiami - mówi, że się uczy, ale gdy się do niego wejdzie, to w popłochu minimalizuje okna otwarte na kompie bądź wyłącza monitor - wiemy, że mając otwarte książki i tak wgapia się w komunikator internetowy i słucha muzyki;
- wywnioskowaliśmy, że z nim ktoś musi siedzieć, żeby były efekty w nauce, najlepiej ktoś obcy - kto go przypilnuje i któremu młody się nie będzie stawiał czy pyskował jak własnej rodzinie; w związku z tym został wysłany na korepetycje z przedmiotów ścisłych i angielskiego - od niedawna, trudno mówić o efektach, ale pierwsze wrażenie jest takie, że nic stamtąd nie wynosi; zresztą wspólna nauka np. z ojcem też nie dawała efektów - nawet jeśli wydawało się, że coś opanował, to zapytany po miesiącu nie pamięta już nic;
- nie chce korzystać z możliwości, jakie ma - mógłby jeździć na obozy językowe czy sportowe, chodzić na różne kursy, praktycznie na wszystko co by chciał, co jest rozwojowe - ale nie chce;
- chce, żeby go zostawić w spokoju; nie lubi rozmawiać o szkole, bo zawsze poruszamy kwestie jego 'nicnierobienia' (czyżby wstyd? chyba niewystarczający, bo nie mobilizuje), ale czy to zostawiony sam sobie czy to pilnowany zachowuje się tak samo;
- nie każdy musi być geniuszem, miłośnikiem szkoły itd. - mówimy mu wprost, że nie wymagamy cudów, że wystarczy, żeby prezentował średni poziom, żeby po prostu nie dostawał co chwilę jedynek, żeby się trochę postarał... nic; nie lubi być pod kontrolą, ale nie korzysta z takiej możliwości, że trochę się przyłoży i kontroli nie będzie, przecież jest prawie dorosły - kto to widział odpytywać licealistę z ostatniej lekcji?
- właściwie to on sam twierdzi, że się uczy - tylko, że jakoś zbiera złe oceny, no i nie umie zaprezentować tej rzekomo posiadanej wiedzy; jego nauka wygląda (albo wyglądała, kiedy miałam większy wgląd w to, co robi) tak, że odrobi zadania pisemne, przeczyta notatki albo tekst z książki i twierdzi, że umie; owszem, umie, przez chwilę, to co zapamięta (dotyczy typowej pamięciówki), natomiast rzeczy wymagające zrozumienia są nie do przejścia - przy wysiłku (głównie naszym, nie jego) nauczy się schematu rozwiązywania zadania, ale bez rozumienia tematu, więc natychmiast zapomina;
- częściowo daliśmy za wygraną jeśli chodzi o profil ścisły - może już tak ma, że nie jest stworzony do matematyki, to się często zdarza w dzisiejszych czasach - został przeniesiony do klasy humanistycznej, no ale maturę z matematyki przecież będzie musiał napisać! zresztą w nowej klasie wcale nie uczy się więcej, nie mówi też, że mu tam lepiej/gorzej niż w poprzedniej;
- ...
Pewnie można by jeszcze długo wymieniać... jeśli przez to przebrnęliście to jestem wdzięczna (i pełna podziwu ;) ). Co myślicie o zarysowanym powyżej problemie? Nie chcę, żeby wyszło, że np. całą rodziną uwzięliśmy się na młodego, który może po prostu jest mniej zdolny. On ma możliwości intelektualne, zdawał testy po podstawówce i gimnazjum (ten pierwszy na ok. 37 na 40 pkt, drugi na jakieś 70-80 na 100 pkt). Nie jesteśmy sadystami - jeśli nie interesuje go to co w szkole tylko inne rzeczy, to niech zajmuje się nią w minimalnym stopniu niezbędnym do ukończenia edukacji, ale niech rozwija swoje pasje. A on ani wte ani wewte. Brak pomysłu na rozwój, brak inicjatywy przy wyborze szkoły średniej, profilu klasy... Twierdzi, że chce być przeciętny, bo wyróżniający się maja przechlapane. Ale on nie jest nawet przeciętny ze swoją baterią bań w dzienniku. I tak było zawsze: podstawówka, gimnazjum i teraz w liceum. Może tylko kiedyś było łatwiej o wyższe stopnie, bo materiał był prosty. Teraz trzeba się przyłożyć, więc jest gorzej. Już nie wierzę, że to taki wiek, że wyrośnie, że mu przejdzie. To się ciągnie i ciągnie. Do matury ma jeszcze 2 lata, ale czy do tego czasu dotrze do niego, że musi się trochę pouczyć? A nawet jeśli się ocknie, to co zrobi przy takich zaległościach? We troje martwimy się o niego znacznie bardziej niż on sam. Co robić?