Dodaj do ulubionych

problemy z 17-latkiem

13.02.09, 00:18
Witajcie. Potrzebuję waszej opinii. Mam 17-letniego brata (1. klasa liceum). Młody sprawia sporo problemów, głównie związanych z nauką, ale całość ma szerszy zakres. Mi i naszym rodzicom powoli kończą się pomysły, co z nim zrobić. Może wy możecie coś podpowiedzieć? Bazując na własnych doświadczeniach, obserwacjach, a może specjalistycznej wiedzy? Problemy przedstawiają się następująco:

- młody nie chce się uczyć (to mogę zrozumieć, siedzenie w książkach dla wielu jest nieprzyjemne), przy czym twierdzi, że w szkole nic(!) go nie interesuje, ani trochę, nawet jedna dziedzina;

- z zainteresowań pozanaukowych można wyróżnić w zasadzie tylko dwa: wszelkie rozrywki komputerowe (głównie gry) oraz pewien rodzaj plenerowej zabawy pseudomilitarnej; niemniej jednak nie chce podjąć wysiłków aby związać swoje życie z informatyką bądź wojskiem;

- wydaje się, że nie przejmuje się tym, że będzie miał kiepskie stopnie - gdyby się przejmował, to by się chyba zmobilizował do nauki?

- z drugiej strony twierdzi jednak, że szkoła jest stresująca; pewnie, że jest, skoro idzie na lekcje nieprzygotowany; mimo to i tak się nie uczy;

- nie daje się przekonać, że edukacja mu wyjdzie na dobre, że bez tego to tylko do łopaty i to przy sporym szczęściu;

- nie ma nawet cienia pomysłu na to, w którą stronę chciałby pokierować swoim życiem;

- nie da się mu 'wjechać na ambicję' np. pokazując kolegów, którzy mają dobre wyniki w szkole, siostrę (czyli mnie), z którą nie było nigdy problemów, czy też rodziców, którzy też mieli dobre wyniki za czasów szkolnych; nic nie daje mówienie, że bez odrobiny wysiłku niczego nie osiągnie, można mu nawet mówić, że przy obecnym rozwoju spraw w dorosłym życiu nie będzie mógł sobie pozwolić na żadną z ulubionych rozrywek - bez skutku;

- młody nie jest głupi - tzn. daje się odczuć, że ma pewne zdolności, np. do języków obcych, ale nie wykorzystuje ich w ogóle;

- ma do dyspozycji pomoc całej rodziny - mówimy mu wielokrotnie, że jeśli czegoś nie rozumie z materiału przerabianego w szkole, to może przyjść i się zapytać, poprosić o wyjaśnienie - ale w ogóle z tego nie korzysta; jeśli już któreś z nas z nim pracuje, to z naszej inicjatywy, nigdy z jego;

- ma tendencje do oszukiwania - bywało, że nie mówił o terminach wywiadówek albo o ocenach (chyba, że udało mu się załapać dobry stopień); zwykle siedzi w pokoju za zamkniętymi drzwiami - mówi, że się uczy, ale gdy się do niego wejdzie, to w popłochu minimalizuje okna otwarte na kompie bądź wyłącza monitor - wiemy, że mając otwarte książki i tak wgapia się w komunikator internetowy i słucha muzyki;

- wywnioskowaliśmy, że z nim ktoś musi siedzieć, żeby były efekty w nauce, najlepiej ktoś obcy - kto go przypilnuje i któremu młody się nie będzie stawiał czy pyskował jak własnej rodzinie; w związku z tym został wysłany na korepetycje z przedmiotów ścisłych i angielskiego - od niedawna, trudno mówić o efektach, ale pierwsze wrażenie jest takie, że nic stamtąd nie wynosi; zresztą wspólna nauka np. z ojcem też nie dawała efektów - nawet jeśli wydawało się, że coś opanował, to zapytany po miesiącu nie pamięta już nic;

- nie chce korzystać z możliwości, jakie ma - mógłby jeździć na obozy językowe czy sportowe, chodzić na różne kursy, praktycznie na wszystko co by chciał, co jest rozwojowe - ale nie chce;

- chce, żeby go zostawić w spokoju; nie lubi rozmawiać o szkole, bo zawsze poruszamy kwestie jego 'nicnierobienia' (czyżby wstyd? chyba niewystarczający, bo nie mobilizuje), ale czy to zostawiony sam sobie czy to pilnowany zachowuje się tak samo;

- nie każdy musi być geniuszem, miłośnikiem szkoły itd. - mówimy mu wprost, że nie wymagamy cudów, że wystarczy, żeby prezentował średni poziom, żeby po prostu nie dostawał co chwilę jedynek, żeby się trochę postarał... nic; nie lubi być pod kontrolą, ale nie korzysta z takiej możliwości, że trochę się przyłoży i kontroli nie będzie, przecież jest prawie dorosły - kto to widział odpytywać licealistę z ostatniej lekcji?

- właściwie to on sam twierdzi, że się uczy - tylko, że jakoś zbiera złe oceny, no i nie umie zaprezentować tej rzekomo posiadanej wiedzy; jego nauka wygląda (albo wyglądała, kiedy miałam większy wgląd w to, co robi) tak, że odrobi zadania pisemne, przeczyta notatki albo tekst z książki i twierdzi, że umie; owszem, umie, przez chwilę, to co zapamięta (dotyczy typowej pamięciówki), natomiast rzeczy wymagające zrozumienia są nie do przejścia - przy wysiłku (głównie naszym, nie jego) nauczy się schematu rozwiązywania zadania, ale bez rozumienia tematu, więc natychmiast zapomina;

- częściowo daliśmy za wygraną jeśli chodzi o profil ścisły - może już tak ma, że nie jest stworzony do matematyki, to się często zdarza w dzisiejszych czasach - został przeniesiony do klasy humanistycznej, no ale maturę z matematyki przecież będzie musiał napisać! zresztą w nowej klasie wcale nie uczy się więcej, nie mówi też, że mu tam lepiej/gorzej niż w poprzedniej;

- ...

Pewnie można by jeszcze długo wymieniać... jeśli przez to przebrnęliście to jestem wdzięczna (i pełna podziwu ;) ). Co myślicie o zarysowanym powyżej problemie? Nie chcę, żeby wyszło, że np. całą rodziną uwzięliśmy się na młodego, który może po prostu jest mniej zdolny. On ma możliwości intelektualne, zdawał testy po podstawówce i gimnazjum (ten pierwszy na ok. 37 na 40 pkt, drugi na jakieś 70-80 na 100 pkt). Nie jesteśmy sadystami - jeśli nie interesuje go to co w szkole tylko inne rzeczy, to niech zajmuje się nią w minimalnym stopniu niezbędnym do ukończenia edukacji, ale niech rozwija swoje pasje. A on ani wte ani wewte. Brak pomysłu na rozwój, brak inicjatywy przy wyborze szkoły średniej, profilu klasy... Twierdzi, że chce być przeciętny, bo wyróżniający się maja przechlapane. Ale on nie jest nawet przeciętny ze swoją baterią bań w dzienniku. I tak było zawsze: podstawówka, gimnazjum i teraz w liceum. Może tylko kiedyś było łatwiej o wyższe stopnie, bo materiał był prosty. Teraz trzeba się przyłożyć, więc jest gorzej. Już nie wierzę, że to taki wiek, że wyrośnie, że mu przejdzie. To się ciągnie i ciągnie. Do matury ma jeszcze 2 lata, ale czy do tego czasu dotrze do niego, że musi się trochę pouczyć? A nawet jeśli się ocknie, to co zrobi przy takich zaległościach? We troje martwimy się o niego znacznie bardziej niż on sam. Co robić?
Obserwuj wątek
    • grzehuu Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 00:58
      1) porozmawiaj z ojcem i powiedz że niech powie synkowi że jak tylko skończy ( o
      ile skończy ) liceum to robi wypad z domu. Prawnie rodzina ma obowiązek
      utrzymywać do momentu aż skończy naukę. Co bądź niech mu od razu zdeklaruję że
      będzie musiał płacić za własne utrzymanie. Może to go trochę poruszy :]

      2) miejmy nadzieje że go zgranie WKU :) można go tez wojskiem postraszyć ;p
      • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 01:24
        Dzięki grzehuu za odpowiedź :)

        Co do 1) to ojciec czasem jak się szczególnie zdenerwuje na młodego stwierdza, że nie będzie młodego utrzymywał, jeśli ten się nie będzie uczył, czyli tak jak mówisz. Ostatnio stwierdził, że po skończeniu przez niego 21 lat (nie wiem czemu 21, wg Ciebie wystarczy że będzie miał 18 i nie będzie kontynuował nauki?). Chyba też nie było jakiegoś bezpośredniego straszenia wywaleniem z domu, a jeśli już coś mu takiego rodzice powiedzieli to stanowi to odległą przyszłość dla braciszka, więc się nie przejął. No ale może rzeczywiście trzeba trochę ostrzej, pogadam z rodzicami... i z bratem też :>

        2) Wojsko... a nie jest czasem tak, że ostatnimi czasy wymyślono, że nie będzie w Polsce zasadniczej służby a jedynie armia zawodowa? Obawiam się, że tracimy żelazny argument :) Może by się przestraszył, ale jeśli nie ma czym straszyć? :]
        • grzehuu Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 13:22
          wsciekla.paprotka napisała:

          > Dzięki grzehuu za odpowiedź :)
          >
          > Co do 1) to ojciec czasem jak się szczególnie zdenerwuje na młodego stwierdza,
          > że nie będzie młodego utrzymywał, jeśli ten się nie będzie uczył, czyli tak jak
          > mówisz. Ostatnio stwierdził, że po skończeniu przez niego 21 lat (nie wiem cze
          > mu 21, wg Ciebie wystarczy że będzie miał 18 i nie będzie kontynuował nauki?).
          > Chyba też nie było jakiegoś bezpośredniego straszenia wywaleniem z domu, a jeśl
          > i już coś mu takiego rodzice powiedzieli to stanowi to odległą przyszłość dla b
          > raciszka, więc się nie przejął. No ale może rzeczywiście trzeba trochę ostrzej,
          > pogadam z rodzicami... i z bratem też :>
          >

          Tak o ile dobrze pamiętam rodzic musi utrzymywać dziecko do czasu aż nie skończy
          szkoły ( wliczając w to nawet studia) , w przeciwnym wypadku będzie rodzic
          płacił alimenty

          Ogólnie sprawa wygląda tak - z ukończeniem wieku 18 lat, prawnie nie jest już
          dzieckiem i traktowany jest jak dorosły. Po 18 roku zycia nie ma obowiązku
          chodzić do szkoły, jednocześnie dzieciak prawnie nie może wymagać od rodziców
          aby go utrzymywali :)
          Nie jestem pewien czy ten obowiązek utrzymywania nie trwa do 25 roku życia.
    • leda16 Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 07:01
      chce, żeby go zostawić w spokoju;


      To go zostawcie w spokoju! Bez jedzenia, do picia woda z kranu, a komputer z całym majdanem CD oddajcie do Domu Dziecka. W ten sposób niech leniwy chłoptaś poczeka do 18-stki a potem noga-dupa-brama. Zresztą na pewno nie będzie to czekanie spokojne. Za pozbawienie kompa będzie z nudów systematycznie obijał rodzicom twarze, bo 17-to letni wybyczony i wypasiony socjopata jest silny jak tur. Nie to, co oni starzy, spracowani ;). Ale jest duża szansa, iż w takim wypadku da mu radę policja odwożąc do miejsca, gdzie bez pracy dostanie przyzwoity wikt i dach nad głową a kryminalne kiziory szybko nauczą go szacunku dla starszych.
      • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 13:47
        Czarna wizja :) Nie jest fanem Tibii, więc może nie rozwali krzesła na kimś z rodziny...
    • ca-ti Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 09:37
      Prawdopodobnie niewiele da się zrobić. Macie takie role w rodzinie,
      że to on jest "tym gorszym". Oczywiście robicie to wszyscy
      nieświadomie, tyle że wszystkie dysfunkcje skanalizowaliście w nim.
      Wszyscy jesteście przykładem cnót (bez obrazy), w szkole same
      piątki, dobra praca, ułożone życie, skąd więc taka osoba jak on w
      tym idealnym układzie?
      Ano, prawdopodobnie jest coś co skrzętnie skrywacie. Każda rodzina
      ma jakąś ciemną stronę, jakąś tajemncę, o której się nie mówi, a
      która jak cień kładzie się na wszystkim.
      To może być ktoś z poprzedniego pokolenia, kto nie spełniał
      pokładanych nadzie, był pijakiem, hulaką, roztrwonił majątek, zabił
      kogoś, porzucił żonę z czwórką dzieci i uciekł z kochanką...
      Podaję takie skrajne przykłady, ale to nie musi być nic takiego
      wielkiego.
      Bywa tak, że rodzina przez pokolenia przekazuje tę mroczną
      tajemnicę, a w jakimś jej członku pokazują się cechy, z którymi nie
      wiadomo co począć. To jest zwykle najwrażliwsza jednostka w
      systemie, ktora empatycznie bierze na siebie problem rodzinny.

      A praktycznie, tu i teraz co zrobić? Hm... Nie mam pojęcia. Też
      obserwuję w bliskim otoczeniu podobną sytuację i nie wiem...
      Jedyne co mi przychodzi do głowy, to zająć się sobą.
      • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 13:44
        Nie przychodzi mi do głowy nic, co mogłabym wskazać jako tą 'ciemną stronę', o której mówisz. Pewnie, może być tak, że o czymś zwyczajnie nie wiem - ale to by znaczyło, że to 'zło' przenosi się w sposób niewidzialny, ba, może genetycznie. Oczywiście młodego charakter jest skrzyżowaniem tego co odziedziczył z tym co dostarczyło mu środowisko. Tylko że właśnie ja nie rozumiem na czym polega problem ze środowiskiem - mój brat w moim odczuciu miał 'za młodu' nieco lepiej niż ja: lepsze warunki materialne w pierwszych latach życia, ogólnie lepsze czasy (urodzony po 1990), więcej uwagi rodziców (mama nie wróciła do pracy, zajmowała się nim non stop). Może po prostu jest rozpieszczony? Bo jaka jest różnica między nim a mną poza tym? Myślałam, że żadna, może oprócz tego, że on ma starszą siostrę, a ja nie. Czyli co, wynika z tego, że ja jestem winna?

        On rzeczywiście jest wrażliwy. Ale jednocześnie nie ma skrupułów, żeby oszukiwać, kombinować, czerpać korzyści kosztem innych. Nie robi nikomu fizycznej krzywdy, ale to bardziej wynika z moralnej zasady ('nie wolno i już') niż z tego, że liczy się z cierpieniem innych. I tego wszystkiego nigdy nie było w rodzinie, przynajmniej w tej najbliższej, z którą on ma częsty kontakt (rodzice, rodzeństwo, dziadkowie). Konflikty niewątpliwie się pojawiały - nie jesteśmy idealni - ale jakoś bez większego wpływu na kogokolwiek. Może powinnam założyć, że u niego to genetyczne, u nikogo nie 'wyszło' oprócz niego? Ale wtedy już nic nie można poradzić... A my nie chcemy go jednak zostawić samego sobie. Pytanie tylko czy to wynika z troski czy może chcemy, żeby 'nie plamił honoru rodziny'... ja stawiam na troskę, ale może ktoś obiektywny stwierdzi inaczej...
        • ca-ti Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 18:53
          wsciekla.paprotka napisała:

          > Nie przychodzi mi do głowy nic, co mogłabym wskazać jako
          tą 'ciemną stronę', o
          > której mówisz.



          Zakładam, że obie poruszamy się w obszarze hipotez, a nie prawd
          objawionych. Bo ja oczywiście nie mam pojęcia co jest z Twoim bratem.




          Pewnie, może być tak, że o czymś zwyczajnie nie wiem - ale to by
          > znaczyło, że to 'zło' przenosi się w sposób niewidzialny, ba,
          może genetycznie
          > .



          To się przenosi niewidzialnie. I nie trzzba o tym wiedzieć, a
          właściwie to rzadko się o tym wie. Tajemnice mają to do siebie, że
          są tajemnicami. A poprzez sam fakt ukrywania czegoś, wstydu wytwarza
          się jakaś energia. Wyobraź sobie, że sto lat temu jakiś wuj czy
          dziadek dokonał czegoś co plamiło honor rodziny. Rodzina go wyklęła
          i zerwała kontakty. Wspominanie o nim było zabronione. Zmowa
          milczenia przenosi się na pokolenia, co nie znaczy, że wuja da się
          wyrugować całkowicie. On istnieje w podświadomości wszytkich
          członków rodziny. Oczywiście po dwóch pokoleniach już prawie nikt
          nie wie o co naprawdę chodziło, ale wiadomo, że było coś straszego.
          To co nieuświadomione jest dla nas gorsze, niż świadome, bo rządzi
          nami z ukrycia.
          Coś o czym nie chcemy pamietać, narzuca nam się samo i nie daje o
          sobie zapomnieć. Wkładamy taką energię w to, żeby zapomnieć, że
          wzmacniamy to niechciane w sobie.



          Oczywiście młodego charakter jest skrzyżowaniem tego co
          odziedziczył z tym co
          > dostarczyło mu środowisko.



          No, tak. Oczywiście dotyczy to nas wszystkich.




          Tylko że właśnie ja nie rozumiem na czym polega pro
          > blem ze środowiskiem - mój brat w moim odczuciu miał 'za młodu'
          nieco lepiej ni
          > ż ja: lepsze warunki materialne w pierwszych latach życia, ogólnie
          lepsze czasy
          > (urodzony po 1990), więcej uwagi rodziców (mama nie wróciła do
          pracy, zajmował
          > a się nim non stop). Może po prostu jest rozpieszczony?




          To bardzo częsty schemat. I również to, że drugie dziecko jest
          bardzej rozpieszczone od pierwszego.



          Bo jaka jest różnica mi
          > ędzy nim a mną poza tym? Myślałam, że żadna, może oprócz tego, że
          on ma starszą
          > siostrę, a ja nie. Czyli co, wynika z tego, że ja jestem winna?




          Skąd! A dlaczego Ci w ogóle to przyszło do głowy? Poza tym nikt w
          ogóle nie jest winny, ani rodzice, ani nawet on sam.


          >
          > On rzeczywiście jest wrażliwy. Ale jednocześnie nie ma skrupułów,
          żeby oszukiwa
          > ć, kombinować, czerpać korzyści kosztem innych. Nie robi nikomu
          fizycznej krzyw
          > dy, ale to bardziej wynika z moralnej zasady ('nie wolno i już')
          niż z tego, że
          > liczy się z cierpieniem innych. I tego wszystkiego nigdy nie było
          w rodzinie,
          > przynajmniej w tej najbliższej, z którą on ma częsty kontakt
          (rodzice, rodzeńst
          > wo, dziadkowie). Konflikty niewątpliwie się pojawiały - nie
          jesteśmy idealni -
          > ale jakoś bez większego wpływu na kogokolwiek. Może powinnam
          założyć, że u nieg
          > o to genetyczne, u nikogo nie 'wyszło' oprócz niego? Ale wtedy już
          nic nie możn
          > a poradzić... A my nie chcemy go jednak zostawić samego sobie.
          Pytanie tylko cz
          > y to wynika z troski czy może chcemy, żeby 'nie plamił honoru
          rodziny'... ja st
          > awiam na troskę, ale może ktoś obiektywny stwierdzi inaczej...






          Nigdy do końca nie wiadomo jakie są nasze PRAWDZIWE motywacje. Może
          być troska, a może być też coś innego. Nikt poza wami tego nie
          odgadnie, a właściwie każdy z was z osobna powinien zadać sobie to
          pytanie: dlaczego chcę go zmienić?

          Poza tym mam jakieś niejasne poczucie, że za bardzo angażujesz się
          w tę sprawę. Może spróbuj go zaakceptować takim jaki on jest. Bo mam
          wrażenie, że Twoi rodzice napisali scenariusz na jego życie, a on
          się wyłamuje i...jest tragedia. Do tego Ty stawiasz siebie po jednej
          stronie z rodzicami, a brata po drugiej. Czuję, że jest tu coś
          niezdrowego.
    • doti0708 Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 13:55
      A czy chłopak zawsze sie tak zachowywał?
      • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 14:08
        Jeśli chodzi o edukację, to tak. Nigdy nie uczył się niczego chętnie i zawsze się wykręcał. Z czasem wystosował dodatkowe narzędzia wykręcania się, czyli zaczął kłamać, jeśli było to wygodne.
        Całościowo, trudno powiedzieć. Jako przedszkolak był miły, grzeczny, ułożony, jak to dziecko, ale od maluchów nie wymaga się pracy nad sobą. Moim zdaniem problemy pojawiły się, kiedy okazało się, że ma obowiązki a nie tylko prawa, że musi czasem popracować a nie wiecznie się bawić.
    • kalllka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 14:22

      wsciekla.paprotko na zielonym suknie stolu prezydialnego,
      mnie Twoj post troche zezlil...
      nawet gdybys miala sto lat to i tak jestes pokoleniem swojego
      brata,a nie swoich rodzicow.i na litosc boska,winnas mu pokoleniowe
      zrozumienie..kurczekurcze.
      moje starsze dziecko nigdy nie odpuscilo rzeczy mlodego. bywalo ze
      mediowala pomiedzy; klocila sie z nim, ale zawsze,zawsze stala po
      jego stronie.nie "zdradzila" tym samym wspolnej mlodosci, przezyc i
      swiezosci spojrzenia,a tym samym wspomagajac go w nielatwych
      wyborach na_sto_latka
      • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 15:21
        Pokoleniowe zrozumienie powiadasz... czyli może faktycznie to ja jestem problemem - bo nie rozumiem młodego ani trochę. 6 lat różnicy wieku między nami - kiedyś bawiliśmy się wspólnie... chciałabym napisać, że również wspólnie zbieraliśmy burę, ale jakoś nie mogę sobie przypomnieć - broiliśmy razem, ale wina była zawsze moja. Bom starsza. Kiedy miałam mediować? Kiedy rodzice przynieśli z zebrania kartkę z ocenami, z szeregiem jedynek? Rozumiem, że może nie pasować jedna dziedzina. Dwie. Połowa. Jemu nie pasuje żadna. Proponowałam pomoc, poświęciłam dużo czasu na tłumaczenie tego, czego nie umiał. Poświęciłam czas na rozmowy, co myślę o dorosłym życiu z punktu widzenia dziecka. Owszem, tłumaczyłam też rodzicom, że młody jest naprawdę młody, że jest typowy dla swojego wieku, a jedynie córka jest nietypowa bo w miarę bezproblemowa. Mówiłam, że jeśli będzie robił to, co lubi, to odkryje, co go naprawdę interesuje. Mówiłam, że należy się cieszyć, że znalazł zabawę i grono ludzi, w którym czuje się dobrze. Mówiłam, że ja też przecież nie wiedziałam, co chcę w życiu robić. Ale jeśli to jest przejawem 'jedności pokolenia', to chyba najwyższy czas, żeby w końcu zaowocowała. A tu nic. Mamy jeszcze czekać? Liczyć że się ocknie?
        • stinefraexeter Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 15:36
          Sorry, ale jedności pokoleniowej tu nie widzę.

          Upieram się przy tym, co napisałam poniżej: ty wciąż brzmisz jak "stara malutka"
          : dobre stopnie, studia bo jak nie to łopata...Dziewczyno, ty masz 23 lata!
          Powinnaś snuć przed nim wspaniałe możliwości jakie oferuje świat: podróże,
          języki, ciekawi ludzie, ciekawe miejsca... Zamiast tego od ciebie słychać tylko:
          stopnie, stopnie, stopnie.

          Nie każdy, nawet ktoś tak bliski jak twój brat, będzie taki sam jak TY. Czas to
          zaakceptować.
          • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 16:57
            Hmmm, mówiłam już, że młody nie chce korzystać z możliwości. Podróże? Ludzie?
            Języki? Hej, braciszku, chcesz jechać na wakacje do Anglii? Poznasz Anglików,
            zobaczysz inną kulturę, podszlifujesz język. On mówi: NIE. To może gdzie
            indziej? NIE. Wybierz sobie jakieś miejsce, pojedziesz. NIE. Więc jak to ma być
            atrakcyjne jako jego przyszłość?

            Zgoda, truję mu strasznie o stopniach. Żeby się zmobilizował trochę i zawalczył
            o te trójczyny chociaż. I jedyny argument jaki mi pozostał to to, że nie będzie
            mógł w przyszłości bawić się tak jak lubi. Argument o podróżach nie działa. O
            cudownym świecie też nie. Jego nie obchodzą możliwości.

            On nie musi być taki jak ja. Lepiej żeby nie był. Ale czy powinnam patrzeć
            bezczynnie jak teraz szykuje sobie przyszłe problemy? Powiedz proszę: tak czy
            nie? Liczę na to że kiedyś zmądrzeje, ale wiem, że im później tym więcej będzie
            go to kosztowało...
            • yoko0202 ale to jest JEGO życie 13.02.09, 21:18
              wsciekla.paprotka napisała:

              > Hmmm, mówiłam już, że młody nie chce korzystać z możliwości.
              Podróże? Ludzie? Języki? Hej, braciszku, chcesz jechać na wakacje do
              Anglii? Poznasz Anglików, zobaczysz inną kulturę, podszlifujesz
              język. On mówi: NIE. To może gdzie indziej? NIE. Wybierz sobie
              jakieś miejsce, pojedziesz. NIE. Więc jak to ma być atrakcyjne jako
              jego przyszłość?

              a może pozwolilibyście żeby sam coś wymyślił? prędzej czy później
              wymyśli, nie martw się

              > Zgoda, truję mu strasznie o stopniach. Żeby się zmobilizował
              trochę i zawalczył o te trójczyny chociaż. I jedyny argument jaki mi
              pozostał to to, że nie będzie mógł w przyszłości bawić się tak jak
              lubi. Argument o podróżach nie działa. O cudownym świecie też nie.
              Jego nie obchodzą możliwości.

              a dalibyście mu święty spokój na chwilę.
              >

              > On nie musi być taki jak ja. Lepiej żeby nie był. Ale czy powinnam
              patrzeć bezczynnie jak teraz szykuje sobie przyszłe problemy?


              wróżką jesteś?

              Powiedz proszę: tak czy nie? Liczę na to że kiedyś zmądrzeje, ale
              wiem, że im później tym więcej będzie
              > go to kosztowało...

              no i fajnie. to JEGO życie, nie przeżyjesz za niego, on musi sam
    • doti0708 Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 14:29
      Tylko widzisz, przychodzi taki moment w życiu młodego człowieka, że
      sam nie panuje na burzą hormonów.Chłopak jest w trudnym wieku i to
      nie jest tylko usprawiedliwianie.W tym okresie zazwyczaj młodzi
      ludzie mają konsumpcyjne nastawienie do życia.Chcecie dla niego
      napewno jak najlepiej, ale według mnie, popełniacie mnóstwo
      błędów.Nic nie da wjeżdzanie mu na ambicje, stawianie innych osób za
      pszykład lub mówienie jak skończy zachowując się w ten sposób.Skutek
      bedzie taki, że całkowicie zamknie się w swoim świecie, albo co
      gorsza znajdzie takie towarzystwo, które go zaakceptuje bez
      prawienia morałów.Prawda jest taka, że zazwyczaj my dorośli nie
      jesteśmy żadnym autorytetem dla młodych ludzi w trudnym
      wieku.Buntują się przeciw wszystkim i wszystkiemu.Jedyne co mogę
      doradzić to pokazać i mówić mu, że go bardzo kochacie bez względu na
      wszystko,chwalić za drobne nawet rzeczy, postarać się żeby chciał z
      Wami otwarcie rozmawiać. Nie należy krytykować go jako osoby.To jest
      bardziej skomplikowane niż się wydaje i ciężko jest tak napisać w
      kilku zdaniach jak powinno się postępować.Przechodziłam przez to ze
      starszym synem, teraz moja córka jest właśnie na tym
      etapie.Przeczytałam dużo książek i artykułów, żeby pomóc im przejść
      przez ten okres i Wam radze to samo.Oburzają mnie posty typu''
      wyrzucić z domu itp''Człowiek to nie jest przedmiot, który się
      wyrzuca, bo nie działa jak należy.Tu potrzeba zdrowej miłości.
      • doti0708 Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 14:31
        miało być ''przykład'' sorki:-)
        • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 15:53
          No widzisz. Ja mówię spokojnie o opcjach takich jak wygonienie młodego na swoje, ale widzę wyraźnie, że nikt go nie wyrzuci. Trudno mi bezpośrednio się odnosić do zjawiska burzy hormonów, bo ja się tak nie zachowywałam. Ale starałam się wyszukać takie przypadki wokół mnie skoro nie mogę odwołać się do siebie samej. I gdzie nie spojrzę, widzę takich, którzy się buntowali, mieli własny pogląd na życie. Ale go mieli. A brat sprawia wrażenie takiego, który 'płynie' gdzie go prąd poniesie. Zero pomysłu na cokolwiek. Słyszałam wiele historii pt. "mamo/tato dlaczego nie zmusiliście mnie żebym się uczył/a; teraz jestem dorosły/a, wiem, że młodość była głupia, ale wy mieliście mną kierować". Wiem, że go nie zmusimy, ale skoro płynie z prądem, chcemy skierować ten prąd w dobrym kierunku. Oferujemy mu pomoc, ale on nie chce z niej korzystać. Nie chce mówić, co go gryzie, czego oczekuje, czego potrzebuje; jedynie twierdzi, że nikt go nie rozumie, ale nie pozwala się rozumieć. Urywa każdą rozmowę, która mogłaby nas naprowadzić. Jest przez nas kochany, ale odnoszę wrażenie, że tego nie widzi, może dlatego, że nie ma wyobrażenia, jak to jest być niekochanym. Ma takie swoje powiedzonko, którym oznajmia, że 'czuje się niekochany', ale mówiąc to oczekuje, że się go zostawi w spokoju.

          doti0708, mówisz, że masz doświadczenie. Odnoszę wrażenie, że dałaś sobie radę, gratuluję. Chętnie wysłucham wszelkich rad. Nie jestem rodzicem (choć czuję, jakby przerzucono na mnie część ciężaru wychowania młodego), nie wiem czy w ogóle mam moc, żeby coś zmienić, ale warto próbować. Będę rozmawiać z bratem, z rodzicami, może uda się coś osiągnąć...
    • stinefraexeter Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 15:32
      Wydaje mi się, że popełniacie wobec chłopaka często spotykany błąd: błąd
      wynikający z dobrych intencji, ale jednak będący błędem.

      Po pierwsze: twój brat jest bardzo osamotniony w waszej rodzinie. Nie wiem, o
      ile jesteś od niego starsza, ale w wyraźny sposób trzymasz sztamę z rodzicami i
      jesteś po ICH stronie. Niby jesteś siostrą,ale zachowujesz się jak ciotka.
      Ciągłe kazania o potrzebie nauki nie powinny płynąć z twojej strony. To znaczy
      (chcę być dobrze zrozumiana), nie chodzi o to, byś go utwierdzała w przekonaniu,
      że jego obecne życie jest super, a starym nic do tego. Ty powinnaś być
      łącznikiem między synem a rodzicami. Zamiast tego, stoisz wyraźnie po stronie
      rodziców. Do kogo w rodzinie ma się zatem brat zwrócić? Miał jedynie ciebie, ale
      ty zaprzepaściłaś tę szansę. Skąd zatem zdziwienie, że zamyka się w pokoju? Nie
      ma przecież żadnego wsparcia emocjonalnego w waszej trójce. Jeśli chodzi o
      rodziców, to normalne, że w tym wieku człowiek się buntuje przeciwko wyznawanym
      przez nich wartościom. Ty jednak należysz do tego samego pokolenia, co on, a
      mimo to go opuściłaś (emocjonalnie).

      Po drugie: w zachowaniu twojego brata nie widzę nic co wykraczałoby poza bardzo
      szerokie normy tego, co potocznie nazywa się "typowym nastolatkiem płci
      męskiej". Jasne, zaraz mi powiesz, że nie każdy przynosi jedynki, że nie każdy
      spędza całe dnie sam przed kompem. Zgadzam się. Jednak znam i znałam wielu
      takich właśnie nastolatków jak twój brat. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że
      to dosyć typowe zachowanie.

      Po trzecie: zgadzam się ogólnie z tym, co pisze ca-ti. W nieuświadomiony sposób
      sami ustawiliście brata na pozycji "odmieńca". Zresztą, nie jest to rzadkie
      zjawisko, kiedy młodsze rodzeństwo jest bardzeij "zbuntowane" niż starsze.
      Przyczyn takiej sytuacji może być wiele. Z pewnością twój brat jest jednostką
      niezwykle wrażliwą i jednocześnie inteligentną - sama zresztą o tym piszesz. Ta
      inteligencja pozwala mu jakoś brnąć do przodu ( w końcu, mimo złych ocen, jakoś
      do tego liceum się dostał). Sądzę natomiast, że ty byłaś dzieckiem dosyć
      posłusznym (twoja płeć też nie jest tu bez znaczenia) i dlatego kłopotów żadnych
      nie sprawiałaś. Kiedy pojawił się twój brat, podświadomie twoi rodzice i ty
      zaczęliście wymagać od niego tego samego - posłuszeństwa (nie w sensie
      wykonywania rozkazów, ale spełniania oczekiwań, które na tym etapie życia
      sprowadzają się w zasadzie do bezproblemowej nauki szkolnej). Twój brat jest
      inny, bardziej wrażliwy i od samego początku osamotniony w rodzinie (bo ty jako
      siostra pełnisz raczej funkcję żandarma niż oparcia). Stąd wasza bezsilność.

      Co robić? Moim zdaniem te wszystkie monologi o potrzebie nauki to fatalny błąd.
      Chłopak ma 17 lat, przeżywa burzę hormonów, a jednocześnie w domu wszyscy trują
      mu nad głową o potrzebie nauki, myśleniu przyszłościowym, itd. Dajcie mu
      odetchnąć. On ma wystarczająco dużo na głowie i w sercu. Przestańcie wciąż
      wjeżdżać mu na ambicję. Niech ponosi konsekwencje swoich czynów. Skoro
      korepetycje i kursy nic nie dają, to odpuście. Jeśli zawali szkołę, bądźcie przy
      nim, bądźcie mu wsparciem EMOCJONALNYM przede wszystkim (dotyczy to zwłaszcza
      ciebie), pozwólcie mu się samemu sparzyć. Pozwólcie jemu samemu odczuć
      konsekwencje swojego postępowania. Tego typu ludzie przekonują się do pewnych
      spraw jedynie kiedy odczują na własnej skórze skutki podjętych przez siebie
      decyzji. Czemu nie możecie być dla niego po prostu przyjaciółmi?

      PS. Czy naprawdę zapomniałaś już jak to jest mieć 17 lat i siedzieć w liceum na
      niekończącym się maratonie lekcji? Czy naprawdę tak trudno ci pojąć, że ktoś
      może nie interesować się żadnym szkolnym przedmiotem? Czy w tym wieku już każdy
      jest w stanie stwierdzić, co chciałby robić w przyszłości?

      Twój brat będzie miał ciężko, bo widać że jest typem zdolnym, lecz mega leniwym
      i mało zdyscyplinowanym. Tego już żadne z was nie zmieni. Pozwólcie mu się
      sparzyć i zaprzestańcie tych wkurzających monologów.
      • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 16:43
        Niewątpliwie masz rację, że jestem inna niż mój brat. Mi zależało, ale też było
        dla mnie naturalne, że należy się starać. Tak, pamiętam jak dziś jak siedziałam
        w LO na lekcjach, z nauczycielami, którzy byli nie do końca fair. Pamiętam
        wątpliwości: czy dobrze wybrałam szkołę, co będę robić, skoro nie potrafię
        wyodrębnić jednej dziedziny, która mnie pasjonuje. Ale ja przynajmniej miałam
        jakieś wątpliwości, a te mnie mobilizowały.

        Powinnam być inna? Powiedzieć bratu: rozumiem, że nie chcesz się uczyć,
        rozumiem, że nie wiesz co chcesz robić, rozumiem, dlaczego uważasz większość
        swoich rówieśników za głupich i dlaczego korzystasz z licznych możliwości jakie
        masz (także pozanaukowe). No cóż, chyba nie do końca rozumiem to wszystko. Część
        tak i to mu powiedziałam. Ale nie wszystko. Z tego co mówisz wynika, że ja
        powinnam być inna, a on może sobie być taki, jaki jest. Więc ode mnie można
        wymagać zmian, od niego nie.

        Zastanawiam się, co by było gdyby on nie miał rodzeństwa?

        Skoro mówisz, że on nie odbiega od normy, to znaczy, że nie należy się
        przejmować, że wyrośnie? Może. Nie wiem. Ja w swoim otoczeniu miałam
        najwyraźniej "nietypowych nastolatków płci męskiej". Tam największe olewusy
        miały jakiś pomysł na siebie.

        Ok, załóżmy, że pozwolimy mu się uczyć na własnych błędach. Tylko, że nie jest
        łatwo tak po prostu patrzeć, jak ktoś bliski sam sobie szkodzi i nie korzysta z
        dobrych rad.

        A tak ogólnie, odnośnie wielu innych głosów, myślę też, że rodzice nie chcą mieć
        kiedyś w domu 40-letniego synka, który dalej tylko siedzi przy komputerze...
        • stinefraexeter Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 17:36
          Chyba niejasno się wyraziłam. Spróbuję inaczej.

          Nie namawiam cię do tego, byś brata głaskała po główce i przytakiwała, że świat
          jest zły, ludzie głupi i wszystko do dupy. Chodziło mi raczej o to, żebyś
          zwłaszcza ty (jako siostra) potrafiła brata po prostu wysłuchać. Ok, wiem,
          pewnie nieczęsto się przed tobą uzewnętrznia (co wcale mnie nie dziwi), ale
          nawet jeśli narzeka, to po prostu wysłuchać BEZ KAZAŃ. Bez umoralniania, bez
          nieśmiertelnych tekstów: inni, to mają dopiero kłopoty, a ty nie doceniasz tego,
          co masz.

          Coś ci powiem. Ja też jestem starszą siostrą (choć z nieco mniejszą różnicą
          wieku) i zachowywałam się bardzo podobnie jak ty. Moja młodsza siostra też była
          takim nieco trudniejszym przypadkiem, zwłaszcza w porównaniu ze mną, czyli
          posłuszną pilną uczennicą, co piątki ze szkoły przynosiła i fajek nie paliła.
          Ona też jest osobą inteligentną, lecz bardzo wrażliwą. Może jedynek w szkole nie
          dostawała, ale też żyła bezsensownie (naszym zdaniem), bez pomysłu na siebie,
          zamknięta w swoim pokoju.
          Zachowywałam się identycznie jak ty.
          Do dzisiaj nie mogę sobie tego wybaczyć.
          Z jakiś powodów (nie wiem, geny, wychowanie, starszeństwo, postawa rodziców) ja
          zawsze byłam ta "dojrzalsza" i w związku z tym faworytka rodziców. I zamiast być
          wsparciem dla mojej trudnej siostry, sprawiałam, że jej nastoletnie życie było
          jeszcze bardziej uciążliwe (kazaniami, wzgardą, umoralniającymi pogaduszkami)

          O co mi chodzi.
          Nie ukrywam, że twój brat to "trudny" przypadek i będzie mu w życiu ze sobą ciężko.
          Prawda jest taka, że czasem dochodzi się do takiego momentu, że po prostu nie
          jesteśmy już w stanie pomóc tej drugiej osobie. Nasze możliwości po prostu się
          wyczerpują. Sama piszesz, że twój brat nic nie chce, niczego nie lubi, chociaż
          wy otwieracie przed nim możliwości rozwoju. W takim razie nic więcej już nie
          jesteście w stanie zrobić. Trudno to zaakceptować, wiem, ale innego wyjścia nie ma.
          Dlatego radzę ci, żebyś zwłaszcza ty (bo rodzice na pewno na taki tok myślenia
          się nie przestawią) zaprzestała tej usilnej indoktrynacji, która u niego z
          pewnością budzi jedynie ośli upór i niechęć.
          Na takich ludzi jak twój brat działa tylko bezpośrednia konfrontacja ze skutkami
          swoich zaniechań. Zawali szkołę, zawali maturę - trudno. Będzie bolało, i jego i
          was, ale wreszcie być może wyjdzie se swojego kokona. Nie nauczy się języków -
          tylko jego strata. Jeśli nie pójdzie na studia, to będzie musiał pójść do pracy,
          a rodzice mają obowiązek utrzymywania jedynie dzieci uczących się.

          Wiem, że chcecie by miał jak najlepiej, ale to już prawie dorosły facet. Nie da
          się za niego zaplanować życia, nawet jeśli on sam nie ma nie pomysłu.

          Chodzi o to, by on wiedział, że jeśli będzie miał problem, zagwostkę, to może
          zawsze przyjść do ciebie i się wygadać. Jak nie teraz, to za 5 lat.

          Zresztą lada moment za 2 lata skończy się sielankowe życie twojego brata. Wtedy
          będzie musiał stawić czoła zupełnie nowym wyzwaniom i nie będzie taryfy ulgowej,
          że uczeń, że beztroskie życie z komputerem.

          Zrozum wreszcie, że twoja gadanina w niczym nie pomaga, a jedynie szkodzi.
          Chcesz dobrze, to oczywiste, ale czasem po prostu jest się bezsilnym.
    • ewiku problemy w rodzinie... 13.02.09, 16:25
      a co by było, gdybyście wspólnie usiedli i porozmawiali jak partnerzy czyli
      "młodemu" zapowiedzieli, że skoro on nie potrafi się sam zdyscyplinować i wziąć
      do sensownej nauki to czas ochronny w domu minął i skoro nie chce wydorośleć to
      trzeba go potraktować jak gó...arza czyli na początek zupełnie odciąć od
      komputera (jak ma swój to zapakować i wynieść w bezpieczne miejsce) i jeżeli to
      powiedzmy nie pomoże do końca roku szkolnego to od wakacji niech idzie do pracy
      (komputera oczywiście dalej nie ma bo z jakiej racji rodzice mają płacić za prąd
      i neta) i zero kieszonkowego.

      Jeżeli Twoi rodzice to wprowadzą to być może, na początku będzie w domu "mroźna"
      atmosfera ale trzeba to przetrzymać. I ważne jest, żeby obyło się bez kłótni i
      wyrzucaniu sobie starych win.
      Chodzi tu tylko o to, żeby Twój brat zrozumiał, że nigdy w życiu nie ma nic za
      darmo a dzieci mają takie same obowiązki jak rodzice.

      Piszę to bo mój syn też miał podobne problemy i dziś rozumie, że swego czasu
      radykalne cięcia były niezbędne, żeby go "wyprostować".
      Nie było to łatwe, szczególnie dla mnie jako dla mamy ale jakoś to przetrwaliśmy.
      I nie prawdą jest, że w takiej sytuacji dochodzi do scen czy rękoczynów bo
      jeżeli rozmawia się nawet w "podbramkowej" sytuacji spokojnie i rzeczowo to
      zawsze! można się dogadać.


      ----------------------------------------------
      Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
      • wsciekla.paprotka Re: problemy w rodzinie... 13.02.09, 17:02
        Właśnie o to chodzi, że partnerskie rozmowy się nie udają. On po prostu nie chce
        słuchać. Mówić też nie.

        Poza tym widzę, że ze wszystkich propozycji wyłaniają się opcje albo radykalnych
        cięć, albo głaskania młodego po główce bez wyciągania konsekwencji. A ja dalej
        nie wiem, w którą stronę lepiej się udać...
        • ewiku Re: problemy w rodzinie... 13.02.09, 17:32
          wsciekla.paprotka napisała:

          Właśnie o to chodzi, że partnerskie rozmowy się nie udają. On po prostu nie chce
          słuchać. Mówić też nie.

          Poza tym widzę, że ze wszystkich propozycji wyłaniają się opcje albo radykalnych
          cięć, albo głaskania młodego po główce bez wyciągania konsekwencji. A ja dalej
          nie wiem, w którą stronę lepiej się udać...

          ... Twój brat nie ma słuchać co mu macie do powiedzenia tylko powiedzieć swoje
          zdanie a jeżeli go nie ma tzn. że rodzice mogą sami zadecydować co z nim zrobić
          nad jego głową.

          ... i jedna ogólna uwaga... każdy człowiek ma prawo do indywidualnego
          jednostkowego rozwoju. Jedni uczą się szybciej (mam tu na myśli naukę
          odpowiedzialności za swoje życie) a inni potrzebują więcej czasu i bolesnych
          doświadczeń, żeby zrozumieć reguły życia.
          Odnoszę wrażenie, że Twój brat jest przytłoczony Waszą troskliwością (którą
          odbiera jako atak na swoją wolność) i w takiej sytuacji nie chce słyszeć/słuchać
          co do niego mówicie.
          Nie wiem jak Twoi rodzice ale Ty robisz jeden podstawowy błąd, chcesz go
          uchronić przed jego! życiowymi "potknięciami". A tego się nie da bo widocznie
          bez "bólu" Twój brat nie zmądrzeje.
          I nawet, gdyby on miał powtarzać klasę lub przerwać szkołę, iść do pracy a
          dopiero kiedyś tam za własne pieniądze wrócić do nauki to pozwólcie mu na błędy.
          A Ty bądź jego przyjacielem i daj mu żyć jego własnym tempem życia i nawet gdyby
          Cie serce bolało nad jego głupotą to nie próbuj ingerować.
          Ale nie pozwólcie mu tez żyć na Wasz koszt.


          ----------------------------------------------
          Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
        • ca-ti Re: problemy w rodzinie... 13.02.09, 19:10
          wsciekla.paprotka napisała:

          >
          >
          > Poza tym widzę, że ze wszystkich propozycji wyłaniają się opcje
          albo radykalnyc
          > h
          > cięć, albo głaskania młodego po główce bez wyciągania
          konsekwencji.


          Ja tej opcji nie zauważyłam. Pozwolić mu na dokonywanie własnych
          wyborów, to nie głaskanie po główce. Przeciwnie to zgoda na to, żeby
          poczuł ich konsekwencje.

          A ja dalej
          > nie wiem, w którą stronę lepiej się udać...



          Mam wrażenie, że oczekujesz rady co zrobić, aby zmienić brata na
          wasz obraz i podobieństwo. Czy myśałaś kiedyś, że Twój brat może nie
          mieć matury i żyć w zgodzie z sobą? Jeśli on jest tak inny od was,
          to i priorytety ma inne, a wtedy ubranie go w Twoje buty (albo
          podobne) unieszczęśliwi go. Tak samo zresztą byłoby w odwrotnej
          sytuacji.
    • naprawdetrzezwy (nie, nie przebranąłem przez cały opis) 13.02.09, 16:27
      Kwint esencja jest tu:

      wsciekla.paprotka napisała:

      >
      > - młody nie chce się uczyć (to mogę zrozumieć,

      I pewnie jego rodzice też to rozumieją.
      A skoro rozumieją, to akceptują.
      I zapewne wiedzą, że utrzymywać go muszą do 25 roku życia, o ile będzie się
      uczył. Więc może skracają ten czas...?
      • wsciekla.paprotka Re: (nie, nie przebranąłem przez cały opis) 13.02.09, 17:07
        Powinnam rozpisać statystykę: ile głosów za cięciami a ile za odpuszczeniem sobie...

        Mówiąc, że rozumiem, że nie chce się uczyć, mam na myśli to, że nauka to wysiłek
        dla większości, rozrywka dla niewielu... A podejmowanie wysiłków dobrowolnie
        jest hmmm... wyrazem głębszego zamysłu. Sama też nie czerpię rozrywki z
        ślęczenia nad książkami, ale wiem, że ma to sens. On nie wie i nie daje się
        przekonać.

        Co do rodziców to nie, nie chodzi o to że chcą się go pozbyć i nie płacić za
        jego studia. Mnie się nie pozbyli...
        • yoko0202 o co tak naprawdę Wam chodzi? 13.02.09, 21:15
          wsciekla.paprotka napisała:

          > Sama też nie czerpię rozrywki z ślęczenia nad książkami, ale wiem,
          że ma to sens. On nie wie i nie daje się przekonać.

          no i OK. Osobiście za moich młodych lat oraz obecnie znałam i znam
          więcej licealistów, którzy nie lubili się uczyć i właśnie nie dawali
          się przekonać, niż takich, którzy ślęczeli nad książkami bo to ma
          sens. Uwierz, wszyscy wyszli (starsi) lub wychodzą (młodsi) na
          ludzi. Nie wszyscy od razu po maturze poszli na studia, niektórzy
          kilka lat później jak już wiedzieli co chcą robić dalej w życiu,
          część zrobiła po dwa fakultety albo więcej.

          >
          > Co do rodziców to nie, nie chodzi o to że chcą się go pozbyć i nie
          płacić za jego studia.

          to o co chodzi? macie jakąś wizję, wg której młody człowiek powinien
          samodzielnie dojść do wniosku, że nauka ma sens i głównie tym się
          zajmować, i boli Was, że odstaje od wzorca? kiblował w którejś
          klasie? doi rodzinę z kasy na alkohol, dragi i imprezy?
          może po prostu ma inną wizję, albo na razie nie ma żadnej i
          najzwyczajniej nie wie, co chce robić za 2,3,5, 10 lat? Ma prawo do
          decydowania o sobie i podejmowania w przyszłości takich prób
          usamodzielnienia, jakie uzna za stosowne. Może nie kręci go
          tradycyjny model matura-studia-dobra praca-dziewczyna-ślub itp itd.
          A może za rok powie wam, że jedzie na mazury pracować w stadninie
          koni albo gdzieś na platformy i co zrobicie? będziecie go
          przekonywać, żeby poszedł na politechnikę?
    • wsciekla.paprotka Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 17:30
      Tak w ogóle to chciałabym podziękować wszystkim za opinie. Dobrze móc
      skonfrontować swój punkt widzenia z tym, co mówią inni. Będę miała na uwadze
      wasze uwagi ;) Jeszcze raz dzięki :)
      • free123 Re: problemy z 17-latkiem 13.02.09, 17:45
        A mnie zastanawia jedno - dleczego 23letnia dziewczyna tak bardzo
        chce kontrolować swego brata (nazywając to troską) miast zająć się
        swoim życiem ...

        Robicie mu ogromną krzywdę.
        Zostawcie go w spokoju ... skąd chłopak ma się dowiedzieć co lubi,
        co go interesuje kiedy dostaje pod nos podknięte gotowe recepty na
        życie.
        Ty za niego żyć nie będziesz, on sam musi dojrzeć do pewnych spraw.
        A wy mu to po prostu uniemożliwiacie. I wcale nie chodzi to o
        nieuczenie się.

        Zejdż z piedestału matki, a stań się jego siostrą.
        I jedyne co możecie dla niego zrobić najlepszego - to pozwolić mu
        odpowiadać za własne błędy i samemu decydować o sobie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka