youaresowonderful
20.11.03, 17:26
Jest mi źle...Wiem, że takich postów pojawia się tu pewnie przynajmniej kilka
dziennie, ale ja naprawdę nie wiem co robić. Czemu takie dni, kiedy mam
wrażenie że „nie pasuję do tej układanki”, że to nie ma sensu, zdarzają się
coraz częściej? Czemu ostatnio ciągle jest mi źle? Ja rozumiem, brak słońca,
ale...Ja naprawdę czasami nie rozumiem, czemu to tak ma być, czemu chwilami
wydaje mi się, że ja już tego wszystkiego nie wytrzymam, że to coś co zwie
się moim życiem do niczego nie prowadzi...;-(((
Nie potrafię się cieszyć, bo nie mam z czego. Na myśl o pójściu do szkoły
dostaję po prostu drgawek i dreszczy; dlaczego? Nie wiem czy mogę to tak
nazwać, ale jestem wręcz szykanowana przez małą grupkę osób („dream
team”..................), a mianowicie 3-4, które robią wszystko, żeby mi
sprawiać przykrość. Jestem skłonna napisać, że chcą mnie pogrążyć. Czemu? Nie
wiem, naprawdę. Że bez kucia na pamięć jak robią to one mam lepsze oceny? Że
jestem bardziej inteligentna od nich? (nie bierzcie tego proszę za przejaw
nieskromności, ale jak patrzę na tą ich dziecinadę jaką ciągle odstawiają, to
słabo mi się robi) Że mimo wszystko lubi mnie kilka osób i nie potrzebuję do
uzyskania ich sympatii szpanowania czyli np. klęcia czy zwyczajnego
popisywania się? Że nie jestem tak obłudna jak one?...
Kiedy np. mają problem z napisaniem czegoś no, powiedzmy na angielskim, bo
orłami raczej nie są/na sprawdzianie/lub w każdej innej sytuacji, którą
mogę „uratować” to wtedy stają się nadzwyczaj miłe (zwykle na 5 minut), a
jeśli nie chcę im pomóc to się obrażaja, stwierdzają że ach no tak, po takiej
idiotce jak ja czego się można spodziewać, potem następuje litania w której
wymieniają stek moich wad i zwykle po kilkunastu/kilkudziesięciu minutach się
zamykają. I tak w kółko...W „wolnym czasie” sobie ze mnie po prostu kpią i
już nawet nie mam ochoty przytaczać tych sytuacji, ale zaręczam że nie są
najmilsze. Już mi nawet szkoda o tym pisac; reszta dziewczyn chyba nie chce
za bardzo im podpaść, ale mimo wszystko obstaje za mną, tylko co mi dają ich
pocieszenia? Chyba tylko przekonanie, że naprawdę jest źle. Ja już nie mam
siły ;-((((( dodam, że o zmianie klasy nie mam co marzyć, w moim mieście jest
tylko 1 gimnazjum, a chyba bym musiała się z niego wynieść żeby wreszcie mieć
spokój. Nie znam sposobu na nie, dzisiaj prawie się do nich nie odzywałam,
nie reagowałam po prostu, nawet jak mnie obrazały, ale to nic nie daje;
najbardziej denerwujące jest to, że te ścierwa (przepraszam za wyrażenie...),
cholera, myślą, że są jakimiś wielkimi paniami, elitą, że mogą wszystko; że
są najpiękniejsze, najmądrzejsze i w ogóle NAJ. Jak na nie patrzę, to mi ich
żal...Ale przy okazji siebie, bo nie wiem, jakim sposobem ja wytrzymam w tej
klasie ;-((((((.
Czemu jest tak, że jak darzy się uczuciom drugą osobę, to osoby „trzecie”
wszystko psują, czemu czasami można już tylko patrzeć, bo wie się, ze nie
zmieni się sytuacji, bo wszystko się tak strasznie poplątało?...
Czemu czasami nie da się opanować tego smutku, który jest wewnątrz? Czemu
często jest tak, że nawet najdrobniejsze gesty potrafią zaboleć, zranić;
czemu potem te rany nie chcą się goić, mimowolnie się je rozdrapuje?
Przepraszam wszystkich, którzy to przeczytali, że wypisuję takie głupoty...;-
((( Wiem, są gorsze nieszczęścia na świecie, na pewno w tej sekundzie ktoś
umiera, przeżywa prawdziwą tragedię, dzieci w Afryce głodują...Ale czasami
naprawdę ciężko wyobrazić sobie, że coś może być gorsze od naszej obecnej
sytuacji. Wiem, że pewnie pod tym postem pojawi się kilka innych, z np.
przekleństwami, ale to już mi chyba obojętne...Jeśli może być gorzej, to
niech już będzie; „kop mnie, to już i tak nie boli”...