Dodaj do ulubionych

Śmierć bliskiej osoby

IP: 217.197.166.* 25.01.02, 10:53
Miesiąc temu zmarł mój kuzyn.Młody, wiecznie usmiechnięty, życzliwy człowiek,
29 lat.
Był dla mnie jak brat. Mieliśmy spędzac razem urodziny, miał rozkręcić moje
wesele...
I nagle wyrok-rak. Poważne stadium, z przerzutami. Rozum mówił- wiadomo jak to
sie skończy.Serce - trzeba mieć nadzieję.
Jednak odszedł. Na początku ból był duży, ale jednak i troche ulga.Już go nie
boli, nie cierpi. Jednak zamiast z upływem czasu ból maleć-narasta.
Mysle o nim codziennie, mam wrażenie, że co chwile. Wieczorem jest najgorzej,
gdy głowa nie jest juz zajęta innymi, codziennymi sprawami.
Mój ukochany widzi co sie dzieje.Przezywa to razem ze mna, przezywa moj stan.
Ale nie wie jak mi pomóc, może przytulić, powiedzieć ciepłe słowa.
Boje sie, że to wszystko moze skończyc się depresja. Mam obawy co do mojego
zdrowia psychicznego.
Swego czasu chodziłam do psychologów z innych powodów, mam mieszane odczucia co
do ich terapii.Nie umieli mi pomóc.
Jak życ z tym bólem? Jak sobie radzić ?
Obserwuj wątek
    • ry_benka Re: Śmierć bliskiej osoby 25.01.02, 11:11
      Tej pustki, którą po sobie pozostawił nikt nigdy nie zapełni, ale to dobrze, bo
      przecież nie oto chodzi, by wymazano nas z pamięci, gdy odejdziemy...

      Jeżeli jesteś osobą wierzącą, to wiara i modlitwa ma tu ogromną moc - modlitwa
      o niego i o to by teraz był juz szczęśliwy i spokojny przy boku dobrego Ojca.

      Jesli nie, to spróbuj umocnić się w tym przekonaniu, iż teraz jest juz mu
      dobrze, iż nie cierpi, a ból który czujesz, jest tak naprawdę płaczem nad sobą
      a nie nad nim...

      To nie jest łatwe, wiem o tym - wiara naprawdę jest tu ogromną pomocą.

      Przede wszystkim jednak, nie dopuść do tego, byś zaczęła tłamsić w sobie te
      uczucia - to jest jedno z założeń terapi "wygadać się" - dać upust kłębiącym
      się uczuciom. Twój ukochany może być teraz najlepszym terapeutą, tylko nie
      odtrącaj go i jego troski. Dziel się z nim tym , co czujesz i razem jakoś przez
      to przejdziecie...

      Cieplutkie pozdrowienia
    • tijo Re: Śmierć bliskiej osoby 25.01.02, 12:49
      Gość portalu: Myszka napisał(a):

      > Miesiąc temu zmarł mój kuzyn.Młody, wiecznie usmiechnięty, życzliwy człowiek,
      > 29 lat.
      > Był dla mnie jak brat. Mieliśmy spędzac razem urodziny, miał rozkręcić moje
      > wesele...
      > I nagle wyrok-rak. Poważne stadium, z przerzutami. Rozum mówił- wiadomo jak to
      > sie skończy.Serce - trzeba mieć nadzieję.
      > Jednak odszedł. Na początku ból był duży, ale jednak i troche ulga.Już go nie
      > boli, nie cierpi. Jednak zamiast z upływem czasu ból maleć-narasta.
      > Mysle o nim codziennie, mam wrażenie, że co chwile. Wieczorem jest najgorzej,
      > gdy głowa nie jest juz zajęta innymi, codziennymi sprawami.
      > Mój ukochany widzi co sie dzieje.Przezywa to razem ze mna, przezywa moj stan.
      > Ale nie wie jak mi pomóc, może przytulić, powiedzieć ciepłe słowa.
      > Boje sie, że to wszystko moze skończyc się depresja. Mam obawy co do mojego
      > zdrowia psychicznego.
      > Swego czasu chodziłam do psychologów z innych powodów, mam mieszane odczucia co
      >
      > do ich terapii.Nie umieli mi pomóc.
      > Jak życ z tym bólem? Jak sobie radzić ?


      Z tym się na tak sobie poradzić. Minie jeszcze trochę czasu zanim się troszkę
      uspokoisz. Opisywałam już na forum białostocki w wątku "Łowcy skór" jak było z
      moim kuzynem, też byłam z nim bardzo zżyta, też był to zawsze uśmiechnięty, a co
      najważniejsze był okazem zdrowia. Okazało się że ma tętniaka zmarł mając 32 po 3
      wylewach a znim do tego doszło leżał w śpiączce i nigdy bym nie powiedziała że
      umrze, nawet wtedy świetnie wyglądał, na tym łózku szpitalnym gdy był
      nieprzytomny. Mogę Ci tylko powiedzieć że doskonale wiem co czujesz, ja bardzo
      długo nie mogłam dojść do siebie.Bardzo często nim myślę ale wiem,że jemu jest
      już dobrze, nie męczy się. Może szybciej godzimy się ze śmiercią kiedy umiera
      człowiek "starszy" choć kiedy byliby to rodzice to nawet gdy mieliby i 100 lat
      też będzie nam ciężko ale niestety takie są koleje losu. Z tym poprostu trzeba
      się pogodzić. Terza możesz mu pomóc modląc się za niego bo nawet jeżeli człowiek
      był najlepszy to i tak tego potrzebuje.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Tijo

      • tijo Re: Śmierć bliskiej osoby 25.01.02, 12:50
        ojej ale narobiłam błędów mam nadzieję że mi wybaczycie.
    • Gość: Myszka Re: Śmierć bliskiej osoby IP: 213.17.225.* 29.01.02, 21:51
      Ciesze sie ze tak malo osob wie co sie wtedy robi.
      Nie wierze w Boga.Sebastian wierzyl.Umierajac mowil ze Jezus jest Panem.Dal
      swiadectwo wiary calym swoim swiadomym zyciem.Modlitwa mi wiec nie pomoze.
      Po prostu tesknie za nim tak bardzo,ze serce mi peka kiedy dociera do mnie ze
      on nie jest na wakacjach,ale ze nie ma go miedzy nmi,ze jego telefon odbiera
      zona i ze moge tylko mowic do niego gdy jestem sama z nadzieja ze mnie
      slyszy.Wiecie co?Wcale nie chce o nim zapomniec,ani na chwile i jestem dumna ze
      mam w glowie tyle cudownych lat ktore zylismy obok siebie.Kocham go i wiem ze z
      wzajemnoscia.Powiedzial mi ze zawsze bedzie mnie kochal,a zawsze bedzie nawet
      gdy do niego dolacze.Reszta zajmie sie czas.
      • Gość: inka różne miłości IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.01.02, 23:39
        Ty napisałaś do mnie - ja teraz piszę do ciebei.

        Gość portalu: Myszka napisał(a):

        > Ciesze sie ze tak malo osob wie co sie wtedy robi.

        Wcale nie tak mało...Pomysl ile osób codziennie ginie w wypadkach - i ile osób
        po nich płacze... Ile umiera co dzień w hospicjach... Oni tez maja rodziny...

        > Nie wierze w Boga.Sebastian wierzyl.Umierajac mowil ze Jezus jest Panem.Dal
        > swiadectwo wiary calym swoim swiadomym zyciem.Modlitwa mi wiec nie pomoze.

        A może? Może w ten sposób ulżysz sobie? Pomyśl - może ON ma cie przekonać? Mnie
        jest lżej z wiara - i chyba każdemu...

        > Po prostu tesknie za nim tak bardzo,ze serce mi peka kiedy dociera do mnie ze
        > on nie jest na wakacjach,ale ze nie ma go miedzy nmi,ze jego telefon odbiera
        > zona

        Pomyśl o bólu tej żony... W ogóle pomyśl o innych - nie tylko o sobie - nie
        nakręcaj w sobie tej spirali rozpaczy - cos wiem jak to wyglada - sama omal w to
        nie wpadłam. Ale wiem że JA jestem potrzebna INNYM którzy tez cierpia po stracie
        tego który był moim mężem.

        i ze moge tylko mowic do niego gdy jestem sama z nadzieja ze mnie
        > slyszy.Wiecie co?Wcale nie chce o nim zapomniec,ani na chwile i jestem dumna ze
        > mam w glowie tyle cudownych lat ktore zylismy obok siebie.

        Kto ci każe zapominac? Ja wątpie bym zapomniała kiedykolwiek - śmiać mi się chce
        z pocieszania mnie: jesteś młoda , jeszcze sobie życie ułozysz -czytaj :wyjdziesz
        za mąż... 10 lat temu zginął mój kolega- tylko kolega... - gdy o nim myslę boli
        mnie tak jak wtedy serce. Co więc będzie teraz gdy odszedł najukochańszy
        człowiek na świecie?

        Kocham go i wiem ze z wzajemnoscia.Powiedzial mi ze zawsze bedzie mnie kochal,a
        zawsze bedzie nawet gdy do niego dolacze.Reszta zajmie sie czas.

        Wiesz co? Pomysl lepiej o tym który kocha cie i chce z tobą iść przez życie.
        Wypijcie na swoim weselu za pamięć o Sebastianie - al ena litość Boska - czy ty
        kochasz bardziej pamięć o nim czy swego przyszłego?! Ciesz sie ze masz przy sobie
        jego kochajace ramiona - i pomyśl a gdyby to TYCH ramion zabrakło? Bo ja juz nie
        moge wtuliźć sie w te ramiona które mogły ukoić każdy ból...
        Pomyśl o tym... Pomysl o tych którzy zyja i potrzebuja CIEBIE.
    • fragola Re: Śmierć bliskiej osoby 31.01.02, 01:49
      Jak żyć z tym bólem?Jak sobie radzić?
      Czas Ci pomoże.Nie odrzucaj też wsparcia swoich przyjaciół,którzy choć może nie
      czują tego co Ty chcą Ci pomóc i wesprzeć.Więc chwytaj pomocną dłoń i trzymaj
      mocno...Ja kilka lat temu straciłam chłopaka i równie nagła śmierć zabrała mi
      ojca(nie mieszkałam z nim,wiadomość,że nie żyje była dla mnie szokiem).Żal mi
      było tego czego nie powiedzieliśmy sobie nigdy.Ojcu,że cieszę się,że mam jego
      oczy i usta , że lubię jak on dużo czytać i że jestem wrażliwa i dumna jak on.A
      M.,że....Z czasem przestałam pielęgnować w sobie cierpienie.Zrozumiałam,że
      takie doswiadczenia choć bolesne są nieodłączną częścią życia.
      • lastka Re: Brawo ineczko!!! 31.01.02, 14:18
        Tak tzrymaj bardzo wiele jest nieszczęścia na świecie Gdyby każdy człowiek
        załamywał się tak jak robi to myszka to wiesz ile samobójstw byłoby na świecie?
        Moja znajoma w ciągu roku pochowała męża i 17 -sto letnią córkę ale ma jeszcze
        dwoje dzieci i ma dla kogo żyć. A ty myszko masz ukochanego i dla niego
        powinnaś żyć. Co ma powiedzieć inka która pochowała swojego męża? Pewnie
        powiesz co ty możesz wiedzieć o śmierci bliskich? Wiem bo też pochowałam bliską
        i młodą osobę i znam ten ból który rozrywa serce na strzępki, nie ma dnia żebym
        nie myślała o nim. A wiesz co? mówisz że nie wierzysz Boga a piszesz że kiedyś
        się z nim spotkasz znam osoby które nie wierzą w Boga ale też nie wierzą w to
        że życie po śmierci istnieje. Pewnie dlatego tak napisałaś bo jesteś
        rozgoryczona ja też za wszystko obwiniałam Boga uważałam że jest
        niesprawiedliwy i żeby istniał to by nie zabierał młodych ludzi do siebie, ale
        potem mi przeszło i to właśnie modlitawa mi pomogła. On śnił mi się po nocach
        i w końcu podczas takiej bezsennej nocy zaczęłam się modlić i rozmyślać, to
        pomaga naprawdę.
        • Gość: inka Myszko - i co ty na to? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 01.02.02, 11:29
          No właśnie? Napisz jeszcze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka