Gość: Myszka
IP: 217.197.166.*
25.01.02, 10:53
Miesiąc temu zmarł mój kuzyn.Młody, wiecznie usmiechnięty, życzliwy człowiek,
29 lat.
Był dla mnie jak brat. Mieliśmy spędzac razem urodziny, miał rozkręcić moje
wesele...
I nagle wyrok-rak. Poważne stadium, z przerzutami. Rozum mówił- wiadomo jak to
sie skończy.Serce - trzeba mieć nadzieję.
Jednak odszedł. Na początku ból był duży, ale jednak i troche ulga.Już go nie
boli, nie cierpi. Jednak zamiast z upływem czasu ból maleć-narasta.
Mysle o nim codziennie, mam wrażenie, że co chwile. Wieczorem jest najgorzej,
gdy głowa nie jest juz zajęta innymi, codziennymi sprawami.
Mój ukochany widzi co sie dzieje.Przezywa to razem ze mna, przezywa moj stan.
Ale nie wie jak mi pomóc, może przytulić, powiedzieć ciepłe słowa.
Boje sie, że to wszystko moze skończyc się depresja. Mam obawy co do mojego
zdrowia psychicznego.
Swego czasu chodziłam do psychologów z innych powodów, mam mieszane odczucia co
do ich terapii.Nie umieli mi pomóc.
Jak życ z tym bólem? Jak sobie radzić ?