Dodaj do ulubionych

NIE, NIE UMARŁO! :)

26.11.03, 22:24
witajcie
ja, jako założycielka, usprawiedliwiam się nastepująco: nie miałam dostępu
do internetu. ale teraz znów mam. :)

a co u mnie?
totalne zmiany:

OD MIESIĄCA NIE ZJADŁAM nic słodkiego: czekolady, chipsów, ciasteczek. nie
słodzę napojów. tylko dwa razy śnił mi się czekoladowy batonik. :) tylko dwa
razy (co tydzień w sobotę) pozwoliłam sobie na maluteńki kawałeczek (2 na 2
cm :)) ciasta. i tylko raz, z racji, żem Poznanianka - zjadłam marcińskiego
rogala (ledwo dałam radę - szok!).

ze słodyczy przerzuciłam się na orzechy, winogrona, jabłka, actimele. powoli
próbuję zwiększyć ilość warzyw i owoców.

A dlaczego?
sprawa prosta. LEKARZ ZABRONIŁ. :) proste, nie?
to znaczy: jak już pisałam, od wielu lat walczę z trądzikiem. poszłam do
kolejnej dermatolożki w mojej karierze. pierwsze jej pytanie: co najbardziej
lubisz jeść? a ja automatycznie: "słodkie. ostre".
acha. czyli to ostawiamy, powiedziała szanowna pani.

przejęłam się też wynikami badań. zagrożenie cukrzycą. kłopoty z sercem.
fatalny stan żołądka, jelit.

na razie się trzymam, na poprawę cery jeszcze za wcześnie, ale i tak jestem
zadowolona. nie wiedziałam, że to było takie proste!
oczywiście nie mówię, że nie kusi mnie coś czasem ale... daję radę.

do psychologa i tak pójdę. :)

dziewczyny, polecam dobre badania lekarskie!!!!!!!


a jak u was??
piszcie, piszcie!
Obserwuj wątek
    • takhisis Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 02.12.03, 21:50
      Nie wiem, czy badania cokolwiek wniosą. Nawet jeśli wyniki będą koszmarne (a
      pewnie będą) to nic nie zmieni, nic nie jest ważniejsze od jedzenia-kocham je i
      nienawidzę, jest moim ukojeniem i przekleństwem. Ja słodyczy nie jadłam od
      początku kwietnia, teraz nadal jem tylko owoce, warzywa, mleko i płatki,
      pieczywo chrupkie, i co tego? Problemem jest sam mechanizm- jedzenie jako
      sposób na życie, nudę, zdenerwowanie nagroda...Napisałaś, że zastąpiłaś
      słodycze czymś innym, a nie że zmieniłaś swój sposób myślenia. Wydaje mi się,
      że na dłuższą metę to nie działa.
      Odnośnie psychologa-chodzę i na terapię indywidualną i grupową, od roku też
      chodzę do psychiatry. I co? Zapadam się coraz bardziej. Wpadłam w bulimię. Po
      uszy. Nienawidzę siebie coraz bardziej. Powróciła depresja. Jem coraz więcej.
      Rzygam, i tak tyję. Puchnę raczej. Fizycznie i psychicznie czuję się coraz
      gorzej. To, że siebie niszczę nawet sprawia mi satysfakcję. Dobrze, że boli,
      dobrze, że nie mam miesiączki, dobrze że pracuję na zapalenie przełyku i
      próchnicę... To takie mentalne samookaleczanie. Taka wstrętna gruba świnia jak
      ja zasługuje na to, żeby cierpieć. I co robię, żeby zagłuszyć takie myśli? Jem.
      Koło sie zamyka...
      • horlaa Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 03.12.03, 11:11
        wszystko to racja, co piszesz. to prawda, że nadal jestem uzależniona. ale i
        tak jestem dumna z tego, że zrobiłam taki krok. jest dla mnie jak zupełnie
        nowy świat - BEZ śmieciowego jedzenia. owszem, na razie rzucam się na
        orzeszki, rzucam się na jabłka, ale nie wygląda to tak jak kiedyś. nie jest to
        kompulsywne. nie marzę o tym cały dzień. na siłę się powstrzymuję. udaje się.
        więc mam nadzieję, że to dobry początek.

        a wobec twoch problemów moje wydają się błahe i mało groźne. nie potrafię
        powiedzieć nic mądrego. skoro chodzisz do terapeutów, wiesz, co jest grane, i
        nic...? a może powinnaś przemeblować coś w swoim życiu? zrobić coś zupełnie
        innego niż zwykle, jakiś skok na głęboką wodę, coś, co dodałoby koloru? jakieś
        zapomniane marzenie, zagubiony plan? nie wiem, nie wiem....
        ale jestem z Tobą, wspieram, trzymam kciuki.

        ja też mam w sobie zapęd do niszczenia siebie. lubię się, jak to
        mówię, "upodlić". choćby siedzeniem 12 godzin przy komputerze. choćby
        wyczerpującą pracą. i ciągle myślę, że to po to by... nie czuć, nie myśleć. bo
        ciągle mam świadomość, że jestem zupełnie sama z problemami. może kiedyś się
        przełamię, i opowiem wszystko mamie. chciałabym, żeby ktoś się o mnie
        zatroszczył.

        ...

        trzymam kciuki.
        pozdrawiam
    • yossarianka Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 06.12.03, 13:02
      cześć horlaa,
      dobrze, że piszesz i że się tak dzielnie trzymasz.to naprawdę sukces. nawet
      jeśli tak jak mówisz nie jesz tak znowu super hiper idealnie to zawsze nie
      napychasz się tymi wszystkimi śmieciami i przy okazji trochę twój organizm i
      mózg uczą się inaczej odżwyiać.
      u mnie drugi dzień odwyku. już to moja chyba setna próba ale i tak dobrze,że
      mam chęć na następną tym razem oczywiście udaną :-)
      aha, jeszcze horlaa powiedz mi do jakiego ty lekarza się wybrałaś.tzn.
      takiego "zwykłego" czy dietetyka czy dermatologa???
      mam takie pytania czy odczuwasz teraz już nasycenie bąź głód? bo ja mam
      problem z tym, że jak zjem 50 pączków to się czuję jakbym nic nie zjadła.a
      stop dopiero mi mówi żołądek. mam zaburzone odczuwanie głodu i nie wiem jak to
      naprawić.chciałabym nauczyc się jeść od nowa...tak żebym zjadła trochę i była
      najedzona.no i żebym nie myślała obsesyjnie o jedzeniu nawet jak sie nie
      napycham to myślę o jedzeniu.
      gratuluję horlaa tego miesiąca!!!!!
      pozdrawiam
      yossa
      • horlaa Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 07.12.03, 18:03
        hej!
        jesli chodzi o lekarza, to wybrałam się do dermatologa, ale
        takiego "innego" :) pani owa specjalizuje się w medycynie chińskiej. zrobiono
        mi b. szczegółowe badania całego organizmu za pomocą elektrod... nie umiem
        powiedzieć jak to się nazywa, ale wykrywa nieprawidłowości w funkcjonowaniu
        poszczególnych organów: no i mój żołądek okazało się, jest zniszczony,
        wszystkie pokrewne organy też, do tego zagrożenie cukrzycą...
        jeśli chodzi o leczenie, to na razie niewiele się zmieniło: ciagle mam
        paskudny trądzik, ale podobno na początku, kiedy organizm się oczyszcza, tak
        musi być. nie stosuję żadnej chemii, biorę mikroelementy, witaminy, minerały,
        wszystko b. naturalne podobno.

        jeśli chodzi o uczucie głodu, to miałam dokładnie to, co ty. ciągle byłam
        nienasycona. dopiero jak żołądek pękał, to przestawałam, ale i wtedy ciągle
        myślałam o tym, że można by coś jeszcze...
        teraz...
        wszystko stało się bardziej racjonalne. nadal dużo myślę o jedzeniu, ale
        inaczej. kiedy idę do sklepu, wybieram rzeczy zdrowe. prawda, niewiele jest
        takich (np. serki itp - wszystko z cukrem, barwione itp).
        i prawda... mam mniejszy apetyt. nie wiem jak to się stało, jakoś naturalnie.
        jem ciemne pieczywo, owoce, mniej warzyw (ciągle za mało), suszone śliwki,
        dużo orzeszków :) to wszystko syci, ma niewiele kalorii, jest zdrowe. nie
        zwiększa apetytu jak paka chipsów. myślę, że faktycznie pomaga mi też takie
        poczucie, że "lekarz zabronił". to też jest dobre w sytuacjach towarzyskich:
        ktoś częstuje a ja mówię, że nie mogę. po prostu. wytrzymałam już tak mnóstwo
        imprez, na których ludzie opychali się chipsami i batonikami. sama siebie nie
        poznaję. :) ale to chyba desperacja: terapia kosztuje b.b. dużo,
        zasponsorowała mi ją mama, a ponieważ mam świadomość, że w wieku 23 lat
        trądzik to już przegięcie, zaangażowałam się w to bardzo.

        acha, zauważyłam też, że poprawiła mi się przemiana materii. i trochę
        zrzuciłam brzuszek. :)

        wiesz co, może pomóc rozgłoszenie wszystkim znajomym, że po prostu nie możesz
        jeść niezdrowych rzeczy. w moim przypadku powiedziałam, że to przez zagrożenie
        cukrzycą itp. (przecież nie będę mówiła o trądziku :)) teraz troszczą się o
        mnie, troszkę mi dokuczają, opowiadając co by zjedli itp, ale to pomaga:
        gdybym się złamała, byłoby mi wstyd przed nimi. rodzina też zaczyna się uczyć:
        wczoraj na Mikołaja :) dostałam zamiast czekoladek suszone figi.

        a poza tym... podoba mi się to nowe życie. nakręcam się tym. czasem, owszem,
        ślinka mi pocieknie na widok batonika, albo pizzy czy chipsów, ale to szybko
        mija. to stało się samo z siebie.
        jest jeszcze coś: nie mówię, że nigdy nie zjem nic tłustego czy słodkiego.
        drugą, po rogalu marcińskim dyspensę robię sobie na święta (bo na sylwestra
        chyba już nie). nie będę szaleć, ale po prostu chrupnę sobie kostkę czekolady,
        jakieś ciasto. dlatego wiem, że nic nie jest stracone, że życie nie straciło
        smaku.
        i czekam z nadzieją na dzień, kiedy będę normalnie wyglądać. a jeśli wyleczę
        się przy okazji z kompulsywnego obżarstwa, to będzie jeden z większych
        sukcesów życiowych.

        trzymaj się, yossarianko!!!! nie łam się, bo dostaniesz ode mnie po łapach! :)
        objadaj się, ale: razowym chlebkiem, białym serem, jabłkami, chrup orzeszki,
        super są śliwki suszone i winogrona, poza tym b. ładnie oczyszczają
        organizm. :)
        na początku będzie trudno, ale daj sobie czas. nie myśl o tym, czego nie
        możesz jeść, ale o tym, co możesz. okazuje się że jest tego nieco. na chęć
        słodyczy w buzi dobry jest miód. :)

        acha, i żadnej chemii, gorących kubków, zalewajek, itp. ja np. nigdy nie
        sądziłam, że polubię naturalne jogurty bez cukru. a tu proszę. :)

        będzie dobrze.
        trzymaj się dzielnie
        i pisz często i szczegółowo, jak ci idzie.

        POZDRAWIAM CIEPŁO!!!
        horlaa
        • yossarianka Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 08.12.03, 09:54
          Cześć horlaa, dziekuje ci slicznie za to co napisałaś.jakoś tak mi sie lepiej
          zrobiło na duchu.chyba masz rację, że najlepiej powiedzieć niektórym,
          że "lekarz zabronił" bo naprawdę czasami to ludzie nie dadzą spokoju, a nie
          wiedzą, że ten jeden kawałek ciasta u nich spowoduje, że póxniej zjem dziesięć
          po drodze do domu. czasami wydaje mi się, że łatwiej w ogóle nic nie jeść bo
          jak się zacznie to uruchamia sie lawinę napychania się.a poza tym jak sie
          powie komuś, że sie tego czy tamtego "nie może" jeść to nawet głupio poźniej
          rzucic sie na coś, a wiadomo, że zwykle jak takie zachcianki sie odciągnie
          czasowo to ochota na słodkie mija.
          ale jestem dobrej myśli bo dzisiaj jest 4 dzień bez napadów i mam nadzieję, że
          wytrwam i że mi się uda to zwalczyć.
          ja w ramach terapii (przynajmniej narazie) chce zacząć ćwiczyć jogę bo to
          podobnież wprowadza harmonię między ciałem a umysłem.tego mi właśnie
          trzeba.nie wiem natomiast na ile to faktycznie działa...ćwiczyłas może jogę?do
          tej pory nigdy nie lubiłam jakis tam dziwnych ćwiczeń typu pies, kot czy inna
          koza bo po pierwsze jestem totalnie nirozciągnieta a tam trzeba byc gibkim, po
          drugie to zbyt statyczne mi sie wydawało.ja wolę dobry wycisk w ostrym
          tempie :-) ale spróbuję, wiadomo, moze sie spodoba?
          strasznie sie cieszę, że ci tak dobrze idzie.dodaje mi to siły i wiary w to,
          ze mi tez się uda.trzymam za ciebie kciuki.na święta też zamierzam wszamać coś
          pysznego.mam tylko nadzieję, że w rozsądnych ilościach 9jako jedyna przy stole
          pewnie), a nawet jak zjem więcej w wigilię to chyba jakoś przezyje. grunt żeby
          tego nie zwrócić.
          pozdrawiam cię i będę pisać jak mi idzie.
          yossa
          • takhisis Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 08.12.03, 21:19
            Hej Dziewczyny. Yossarianko, u Ciebie też to przeszło w bulimię? A propos jogi-
            chodzę na grupową terapię ruchową, tam są ćwiczenia wzorowane na jodze, ale
            zamiast koncentrować się na nich ciągle myślę jak strasznie przytyłam, jak
            obrzydliwie wyglądam :-(
            Skąd bierzecie siłę i wiarę w to, że się uda? Zazdroszczę Wam strasznie, ja już
            nawet skończyłam z postanowieniami bo wiem, że się nie uda.
            Boję się świąt, rodzina przy stole będzie patrzeć co jem, zresztą to już jest
            integralną częścią każdego posiłku. Nie potrafię im powiedzieć, że mój problem
            to objadanie się i wymiotowanie a nie początki anoreksji. Ze jak zacznę jeść to
            skończę dopiero jak poczuję ból żołądka. Dlatego wolę nawet nie zaczynać, bo
            wiem do czego to doprowadzi.
            Pozdrawiam Was Towarzyszki Niedoli.
            • horlaa Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 09.12.03, 11:19
              takhisis: wierzymy, bo nie mamy innego wyjścia. to taki optymizm, który wykluł
              się z pesymizmu i totalnego zwątpienia. przekonuję się ostatnio, że pozytywne
              myślenie działa, naprawdę. zamiast nakręcać się myśląć, że jestem do niczego,
              nie mam chłopaka, nikt mnie nie kocha, ciągle nie zaczęłam pisać magisterki, a
              na twarzy mam trzecią wojnę światową, po prostu działam i skupiam się na tym,
              co dobre. czasem jest cholernie ciężko, czasem trzeba sobie popłakać i
              poprzeklinać, ale potem trzeba wrócić do normy. pomyśl sobie, nie zasługujesz
              na to, co przeżywasz. na pewno, jesteś na to zbyt fajną osobą! nie możesz się
              niszczyć, szkoda by było :)
              wierz mi, zacznij mówić do siebie w myślach: dam radę. będzie dobrze. ja tak
              mówię i okazuje się, że moi przyjaciele albo nawet znajomi mówią, że to działa
              nawet na nich. zwierzają mi się z problemów, a ja po prostu wyjaśniam im, że
              będzie dobrze. :) w to trzeba wierzyć, i będzie dobrze :))))
              trzymam kciuki!

              yossarianka:
              joga to świetny pomysł, a na pewno jest dla każdego, bo przecież i panie
              starsze o wiele od nas zaczynają ją od zera i jakoś żyją :) ja nigdy jej nie
              uprawiałam, ale za to trenuję taniec nowoczesny. każda forma ruchu jest dobra.
              acha, tylko warto pamiętać o tym, żeby po wyjściu z treningu nie powiedzieć
              sobie: ok, no to się napracowałam, należy się nagroda w postaci batonika
              chociaż. niestety, musi nam starczyć butla wody mineralnej i biały serek :)

              a na koniec jeszcze coś:
              wczoraj odkryłam, że chyba jednak zmienia mi się myślenie. kupiłam paczkę
              suszonych śliwek, które uwielbiam. jadłam, jadłam, aż nagle poczułam, że
              niedobrze, że się obżeram. coś mi się nagle zaświeciło w mózgu. zostało pół
              paczki, które zostawiłam "na jutro". sama w to nie wierzę: że powiedziałam
              sobie dość.
              tak jest coraz częściej.

              na dodatek koleżanka powiedziała mi, że zeszczuplałam. :)

              mówię wam, uda się! to bardzo proste! dacie radę i... BĘDZIE DOBRZE :)
              (to taka moja mantra prawie)
    • szczesliwawa Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 25.11.04, 21:35
      Równiutko rok temu horlaa pisała o swoich początkach (jak tam buzia teraz?)...
      ożywiam ten wątek ku nadzieji nam wszystkim. Prawie zdrowa teraz horla też
      zaczynała jak my, miotając się, walcząc z cukrem... Chciałabym, żeby każda z
      nas znalazła na siebie metodę... a pozostałe dziewczyny z początków forum,
      zaglądacie tu jeszcze czasem? Może pod innym nickiem? Odezwijcie się...

      Pozdrawiam,
      Sz
      Ps. Nie zdołuję się tym, że kupiłam kilka jogurtów owocowych - do płatków na
      śniadania - nie sprawdzając czy mają cukier (pewnie mają). Nie zajrzę i nie
      będę się martwić.
    • un_papillon_de_nuit Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 26.11.04, 11:19
      Tak sobie czytam to, co piszecie o zdrowym i madrym jedzonku i muszę przyznać
      jedno: zawsze, gdy odstawiam wszystkie rozpychające przekąski czuję się
      niesamowicie lekko, zdrowo i mam zdecydowanie więcej energii – trudno jest się
      przełamać na taką zmianę, ale potem jakoś już tak ciężko jest wrócić do starych
      nawyków. Oczywiście ja niestety po pewnym czasie, zgodnie z mechanizmem
      powracałam, ale po pewnym czasie zaczynało mi brakować poczucia, ze nie
      zaśmiecam swojego organizmu. Wszelkie nawoływania do zdrowego przekąszania są
      jak najbardziej wskazane:) – może jakoś uda nam się zakodować:)

      A co do badań lekarskich – zdecydowanie zgadzam się z Horlą! Nie wiem, czy
      jeżeli będą złe, to spowoduje to, że pozwoli Wam to wzmocnić proces
      dochodzenia do ładu ze sobą i postrzeganiem samych siebie – na to nie ma
      żadnej gwarancji, ale zawsze lepiej jest wiedzieć, żeby można było podjąć
      odpowiednie leczenie. Wiem, że to frazes, ale naprawdę szanowania swojego
      zdrowia trzeba się nauczyć, to powinno zawsze wygrywać w ogólnym rozrachunku:)

      Dwa lata temu doprowadziłam swój organizm do takiego stanu, że niewiele
      funkcjonowało w nim prawidłowo, walczyłam z trądzikiem (gdy byłam nastolatką,
      jakoś przebrnęłam przez i tak łagodne problemy z cerą a tu po dwudziestce po
      prostu koszmar...) – u mnie to było rozchwianie hormonalne, dlatego obok
      standardowych badań, naprawdę polecam Wam sprawdzenie poziomu hormonów (badania
      zazwyczaj są płatne, chociaż można próbować uzyskać skierowanie na NFZ) no i
      nie trzeba ich robić dużo, wystarczą podstawowe (4 albo 5) a to już pozwala
      działać:) Przez pół roku po diagnozie naprawdę dbałam o to, żeby zacząć
      rozumieć się ze swoim organizmem, potem jakoś dużo się popsuło w moim życiu i
      poddałam się, zobojętniałam, ale teraz gdy czytam Wasze naprawdę mądre posty,
      dociera do mnie, ze zdrowie jest priorytetem – a cała reszta idzie z nim w
      parze:)

      Napisałabym jeszcze, że badania najlepiej powinno się połączyć z usportowieniem
      trochę naszych dni, ale nie będę się wymądrzać, bo daleko jest mi od jakichś
      sportowych rozrywek (kiedyś było inaczej) – ale może się w końcu przełamię
      (czego I Wam życzę), ruch pozwala dużo zmienić, naprawdę. Pozwala w jakimś
      stopni uczyć się własnego ciała.

      Życzę Wam wiele wytrwałości i wiary.
      Niech nam się żyje zdrowo:)

      • parwati Re: NIE, NIE UMARŁO! :) 26.11.04, 12:41
        Dwa lata temu doprowadziłam swój organizm do takiego stanu, że niewiele
        > funkcjonowało w nim prawidłowo, walczyłam z trądzikiem (gdy byłam nastolatką,
        > jakoś przebrnęłam przez i tak łagodne problemy z cerą a tu po dwudziestce po
        > prostu koszmar...) – u mnie to było rozchwianie hormonalne, dlatego obok
        > standardowych badań, naprawdę polecam Wam sprawdzenie poziomu hormonów
        (badania
        >
        > zazwyczaj są płatne, chociaż można próbować uzyskać skierowanie na NFZ) no i
        > nie trzeba ich robić dużo, wystarczą podstawowe (4 albo 5) a to już pozwala
        > działać:) Przez pół roku po diagnozie naprawdę dbałam o to, żeby zacząć
        > rozumieć się ze swoim organizmem, potem jakoś dużo się popsuło w moim życiu i
        > poddałam się, zobojętniałam, ale teraz gdy czytam Wasze naprawdę mądre posty,
        > dociera do mnie, ze zdrowie jest priorytetem – a cała reszta idzie z nim
        > w
        > parze:)
        >
        > Napisałabym jeszcze, że badania najlepiej powinno się połączyć z
        usportowieniem
        >
        > trochę naszych dni, ale nie będę się wymądrzać, bo daleko jest mi od jakichś
        > sportowych rozrywek (kiedyś było inaczej) – ale może się w końcu przełami
        > ę
        > (czego I Wam życzę), ruch pozwala dużo zmienić, naprawdę. Pozwala w jakimś
        > stopni uczyć się własnego ciała.
        >

        Eh, madrze piszesz kobieto, chyba sama nie wiesz jak bardzo:)
        Chyba powinnam obwiesic sobie pokoj kartkami z niektorymi zdaniami z tego postu
        bo.... bo ja chyba to co robie mozna nazwac powolnym samobojstwem... a jezeli
        nie to zabieraniem sobie szczescie w przyszlosci na pewno. Organizm mam w
        stanie zaplkakanym..... hormony to temat rzeka dla moich lekarzy.... rok nie
        mialam miesiaczki , USG moj lekarz skomentowal " no coz.... macice ma Pani jak
        80letnia babcia , naprawde zycze powodzenia gdy bedzie pani chciala zajsc w
        ciaze" , cera mi sie non stop buntuje, zoladek jeszcze czesciej ( kiedys nawet
        nie wiedzialam co oznacza slowo 'zgaga' << teraz moglabym na jej temat prace
        doktorksa chyba napisac;> ) , paznokcie lamia mi sie przy kazdej okazji wiec
        musze nosic je w wersji ultrakrotkiej itd itp. Tak wiec... stan zdrowia O
        ZGROZO nie jest dla mnie zadnym bodzcem do poprawy....... zalosne:( Musze nad
        tym posmyslec powaznie naprawde. Nad soba. Nad swoim zyciem a raczej tym czy
        BYC czy NIE_BYC bo do tego to sie chyba sprowadza:|
        • horlaa ZDROWIE 26.11.04, 18:18
          no właśnie.
          tak się mowi że zdrowie jest najważniejsze, a kto tak naprawdę w to wierzy? tak
          NAPRAWDĘ. ciągle się wydaje ze to milion innych rzeczy. że np. jak będę mieć
          wreszcie wymarzoną pracę, chłopaka, takich naprawdę dobrych przyjaciół itp, to
          wtedy będzie mi dobrze i będę zdrowa. e tam, odwrotna kolejność.
          najpierw zadbać o siebie.
          najpierw.
          z namaszczeniem, z prawdziwą wiarą w to, że "robimy sobie dobrze". tak właśnie.
          trzeba się dopieszczać, słuchać organizmu, wierzyć w to, że to pomaga. mówić do
          siebie czule. czule!!! a nie "jesteś po*ebana, ale jesteś bez sensu, no ku*wa
          mać!" (cytat z moich myśli jeszcze sprzed paru miesięcy).
          to niszczy.
          ja nawet nie uświadamiałam sobie, jak bardzo marszczę czoło, dopóki warstewka
          fluidu nie zaczęła mi się w ten sposób układać (w tej jakby zmarszczce). a
          kiedy pracuję nad tym, żeby się "nie marszczyć" (tzn świadomie wygladzam czoło -
          myślami) to od razu czuję, jak uwalniam napięcie z twarzy. i lepiej mi.

          podobnie ze wszystkim innym.
          przez to, że nie dbałam o siebie, pracowałam non stop, teraz dostałam przykaz
          od lekarki: leżenie przez 5 dni. 5 dni!!!! jak to wytrzymam??? ale własnie -
          tak trzeba. czasem trzeba.

          wiecie, świadomość, że niszczę swoj organizm, że go męczę, troche mnie stopuje.
          ale dlaczego? widzę, ze nie wszystkie tak mamy. może niektóre z nas robią sobie
          jakby trochę na złość. niszczą siebie, a potem z lubością o tym mówią (znam
          takie osoby), żeby no własnie - zwrócić uwagę kogoś, kto by się zaopiekował?
          albo żeby pokazać innym, że też potrafimy zrobić sobie krzywdę, że wcale nie
          jesteśmy takie super, jak się innym wydaje?*

          *a to dlatego że z moich obserwacji wynika, że wiele dziewczyn z BED mają
          opinię super silnych, pewnych siebie kobiet, której to opinii nie mogą
          sprostać. wydaje im się, że wszyscy się myla, i próbują to udowodnić na własne
          sposoby, które na ogół są nieskuteczne (typu: żarcie i inne mało widoczne formy
          autoagresji).



          zastanówmy się, komu tak naprawdę szkodzimy. innym? nie, sobie. to są NASZE
          zniszczone paznokcie, łamliwe włosy, porąbany układ trawienny, bylejaka skóra,
          rozstępy, i inne takie... to wszystko należy DO NAS. nikt inny nie będzie
          dysponował naszym ciałem.
          dlatego wizyty u lekarzy zawsze działają na mnie mobilizująco. szczególnie
          jeśli dowiem się czegoś między wierszami, jak kiedyś dentystka powiedziała, że
          moje szkliwo zębów jest takie miękkie "jak plastelina" - mruknęła to tak do
          siebie, a ja cała zesztywniałam. i kiedy o tym myślę nad kolejną czekoladą, to
          odechciewa mi się jej :) bo wiem ze niszczę w ten sposób samą siebie... zamiast
          stawać się fajniejszą, zdrowszą, piękniejszą.


          jeśli chodzi o poprawę tamtego stanu (bo już rok minął) - wtedy przez 2-3
          miesiące faktycznie jadłam b. zdrowo, brałam witaminy, czułam się super, potem
          na święta wszystko rzuciłam, cera poprawiła mi się, więc tym bardziej nie
          wracałam do diety, w wakacje dzięki słońcu i powietrzu tym bardziej było ok, a
          teraz znów wraca. :( pewnie dlatego, że mam problemy ze zdrowiem. być moze to
          migdały, które zamierza się mi wyciąć :(((
          tak czy siak, znów próbuję przekonać siebie do zdrowego jedzenia, bo NAPRAWDĘ
          PRZEKONAŁAM SIĘ jak można się doskonale czuć, jeśli się o siebie dba. jaka to
          przyjemność, jaka rozkosz. jaka duma i optymizm rozpiera!!!
          poważnie. jest się czym chwalić :)



          aaaaale się rozpisałam.
          jak zwykle, kurczę :)
          • mostena Re: ZDROWIE 27.11.04, 23:53
            > trzeba się dopieszczać, słuchać organizmu, wierzyć w to, że to pomaga. mówić
            do
            >
            > siebie czule. czule!!! a nie "jesteś po*ebana, ale jesteś bez sensu, no ku*wa
            > mać!" (cytat z moich myśli jeszcze sprzed paru miesięcy).

            !!!! Horlaa!!! To jest wlasnie to! Caly czas tak do siebie mowilam!!! Az
            ktoregos dnia stalam w kolejce w markecie, majac nastroj napadowy - jakies 1.5
            miesiaca temu, gdy z jedzeniem bylo idealnie. Co myslalam? 'No, k..wa,
            kretynko, schudlas i teraz to wszystko spie..sz'. Hehe. No o wiele lepiej mi
            sie robilo, doprawdy, z chwili na chwile. Az pomyslalam sobie - rany. Co ja
            robie?!! A gdyby tak ktos do mnie mowil, ktos inny?!
            I zaczelam rozmawiac z soba w mysli, tak sie pocieszac, smiesznie troche, no
            wiecie - biedactwo, tak sie boisz itd. I pomoglo! Teraz robie tak coraz
            czesciej. Po prostu jestem dla siebie mila.
            A te 'zmarszczki' na czole znam...
            • kasiolda Re: ZDROWIE 28.11.04, 11:46
              ja tez czuje jakbym lepiej sama siebie traktowala,owszem zdarza mi sie byc
              wsciekla na sama siebie,ale rzadziej niz dotychczas,czuje sie dobrze ze
              soba,taka jaka jestem,taka jak wygladam,czesciej sie usmiecham do samej
              siebie,mysle o sobie pozytywnie.to duza zmiana
              i pilnuje sie z czolem,tak jak Ty horlaa wygladzam w myslach.
              i wiem ze to nie wszystko,ze jest duzo do zrobienia jesli chodzi o
              zdrowie,jakos do tej pory nie przywiazywalam do tego wagi,ale to sie zmieni.mam
              nadzieje.
              pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka