lo.rett.aa
07.04.09, 08:49
nasunelo mi sie, po przeczytaniu watku ponizej
otoz temat:
Milosc
piszecie namietnie, dajecie rady
osobom, ktore
przychodza tutaj, bo cos sie zlego w nich dzieje
lub zostalo nieuleczone
Wy, ktorzy nie wiedzac, ze sami czesto potrzebujecie pomocy
pomagacie innym
otoz czesto tu czytam:
pokochaj siebie, musisz kochac siebie zebys umial pokochac innych
no dobrze
ale jak ma taki ktos pokochac siebie
jesli nikt go wczesniej nie kochal naprawde
poczynajac od rodzicow
bo ich rola jest tu WIODACA
jak ktos niekochany przez rodzicow
ma w ogole umiec pokochac siebie?
przeciez kochanie siebie
to jakby wzor, odbicie
tego jak bylismy traktowani w dziecinstwie
tak jak nauka mowienia, obcego jezyka
musisz sluchac, oswajac sie
po czym dopiero jestes gotowy mowic
co w zwiazku z tym?
oto, co ja mysle
dawanie osobom, najczesciej kobietom, ktore kochaja
zle/nieszczesliwie -rad typu 'pokochaj siebie'
to do dupy chyba jest
jak ona ma sie nauczyc pokochac siebie?
ma pojsc do kina sama?
do fryzjera/kosmetyczki/na basen
do teatru
popatrzec na swiat jaki piekny, ze coraz piekniejszy
i w ogole?
a moze one to robia
ale to i tak dla nich bez sensu jest
jesli po prostu nie czuly sie nigdy
kochane
wazne wiec jest aby byl choc jeden czlowiek
czesto okazuje sie, ze to dopiero dziecko..
(zaden mezczyzna)
...ze to Twoje dziecko kocha Cie, jako jedyne na swiecie
i dzieki niemu, dzieki temu, ze slyszysz:
jaka madra/cudowna mam mame/tate
uczysz sie kochac siebie
i to jedynie jest Twa sila napedowa
bo jakos inaczej tego nie moge zobaczyc