kubekja
15.04.09, 00:18
Temat trochę przesadzony, ale taki mi wlasnie naszedl na mysl. Stracilem
swojego jednynego prawdziwego przyjaciela (moja kobiete), ktorej moglem sie
zwierzyc ze wszystkiego, choc czasami zawodzila, i te informacje "szly dalej",
jednak ufalem jej i moglem wyzalic sie na maxa. Teraz zostalem "sam" i troche
mnie to przeraza. Dobrze jest miec kogos, kto wyslucha, wesprze dobrym slowem,
nawet jak nie mamy racji :P
Pisalem juz kiedys, ze mam bardzo duuuuuzo znajomych, ogolnie uchodze, za
osobe lubiana :P no i skromna :P a co! A wiec mam tylu znajomych, kolegów,
kolezanek, ale jednak nie mam z nikim jakiejs mega bliskiej wiezi, jaka m.in.
laczyla mnie z moja partnerka. Moge z kims pogadac, otworzyc sie na wiele
kwestii, ogolnie jestem otwarty, potrafie wysluchac, doradzic, czasami
powiedziec co szczerego, co nie zawsze jest odbierane dobrze, ale chyba takie
cechy powinien miec prawdziwy przyjaciel?
No i wlasnie, tu jest problem. Jak wybrac tego "przyjaciela". Jak sie do tego
zabrac? Nigdy nie zastanawialem sie, a chetnie poznam Wasze opinie. W sumie
teraz tak "na gorąco" pisze, co mi przychodzi do glowy. Wiadomo, ze trzeba sie
skupic na pozytywnych cechach, ktore nam odpowiadaja, ktorych oczekujemy, ale
w dzisiejszych czasach, robiac szybka selekcje, malo jest osob ktore "potrafia
sluchac". A co gorsza, malo jest osob bezinteresownych. Chyba obracam sie w
zlym towarzystwie :P Chyba moim glownym bledem jest to, ze skazuje wszystkich
z gory na 'nieprzyjaciol'. Zarty, zartami, ale problem jest powazny. Dla mnie.
Bardzo powazny. Wrecz smiertelnie powazny. Wyprowadzam sie z mojego rodzinnego
domu, zamieszkam za jakies 2 tygodnie calkiem sam. Zero sąsiadów, zero
znajomych w okolicy, moze byc ciezko. Wiadomo, ze moge zaprosic kolegow,
kolezanki, na jakies 'piżama party', ale jednak potrzebuje jakiejs glebszej
relacji.
Czy mam zrobic casting? Czy moze probowac jakos zagadywac i sprawdzac moich
znjaomych, czy sie nadaja na przyjaciela. Czy w ogole szukaja przyjaciela, bo
moze juz maja?
Sorry ogolnie za chaos w temacie, jestem emocjononalnie rozbity po tym
rozstaniu, troche zartem i ironia probuje zrobic dobra mine do zlej gry, ale
jednak 3,5 roku to kupa czasu. Ciezko tak nagle "czesc".
A wiec chcac niechcąc, czytajac ten watek staliscie sie posrednio moim
chwilowym przyjacielem :) sie wyzalilem, sie wygadalem, a teraz licze na
jakies cieple slowa z nutka krytyki.