Dodaj do ulubionych

Jestem taki...

06.12.03, 22:28
jakiego widze sam siebie czy takim jakiego widza mnie inni?

pozdr.cossa

pees. nie wiem czy napisalam poprawnie gramatycznie,
ale chyba wiadomo o co chodzi ;)
Obserwuj wątek
    • Gość: js. Re: Jestem taki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 22:30
      Jak dla kogo...
      • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:33
        a dla Ciebie?
        pokrywa sie opinia innych z opinia o sobie samym?

        pozdr.cossa

        Gość portalu: js. napisał(a):

        > Jak dla kogo...
        • Gość: js Re: Jestem taki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 22:37
          A jaka jest opinia o mnie? [twoja]
          • riena Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:39
            a u Ciebie dzisiaj
            gdziekolkwiek jestes
            tez tak wialo nad ranem?

            pozdr.cossa

            Gość portalu: js napisał(a):

            > A jaka jest opinia o mnie? [twoja]
            • Gość: Js. Re: Jestem taki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 22:43
              :))) też. I padało. A miałem pójść biegać...;/
              • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:54
                to dramaturgia okrutna, ale za to dzis
                od swietego mikolaja
                dostalismy pierwsze platki sniegu ;)

                warto bylo ;)
                pozdr.cossa


                Gość portalu: Js. napisał(a):

                > :))) też. I padało. A miałem pójść biegać...;/
    • procesor Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:50
      Róża wygląda inaczej dla mnie - inaczej dla pszczoły.

      Ale to wciąz ta sama róża..

      A co myśli o sobie sama róża?? :))
      • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:53
        a mysli? ;)

        procesor napisała:

        > A co myśli o sobie sama róża?? :))
        • procesor Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:15
          cossa napisała:
          > a mysli? ;)
          > procesor napisała:
          > > A co myśli o sobie sama róża?? :))

          A gdyby myślała?? ;)

          Nie, tu chodzi o ten rdzeń, to coś co jest jednakie niezalenie od tego czyim
          okiem sie spojrzy.

          I diament, i grafit, i to czarne czym mozna w piecu napalic - to wegiel,
          pierwiastek C.
          Ale jak róznie wyglądają. Odwróc sytuacje - ktos powie: mam w ręku bryłę
          pierwiasta "C". Co trzyma w ręku? Choć w różnej postaci to cały czas jest
          węgiel.
          Czy kolega z pracy powie że jestem "A", czy siostra że jestem "B", czy sąsiadka
          że "C" - to wciaz jestem - JA.

          :))
          • Gość: Js. Re: Jestem taki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 23:19
            Aha, w ten sposób. Proste. Za proste na definicję istnienia.
            Określanie węgla i tak jest sztuczne i relatywne ;/
            • procesor Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:24
              Gość portalu: Js. napisał(a):
              > Aha, w ten sposób. Proste. Za proste na definicję istnienia.
              > Określanie węgla i tak jest sztuczne i relatywne ;/

              Oj. Od czegos trzeba zaczać. :)

              I nie o istnienie tu chodzi - ale o widzenie tego istnienia.
    • kwieto Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:51
      Ani jedno, ani drugie.
      • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:52
        wiec jakim sie jest wg Ciebie? ;)

        kwieto napisał:

        > Ani jedno, ani drugie.
        • kwieto Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:56
          Pytasz o bycie "jakims" jako takie, czy raczej o to, kto widzi wiecej Twojej "prawdziwej twarzy" - Ty
          czy otoczenie?
          • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 22:58
            nie sprecyzowalam - nic nie umknie, cholwcia
            (albo kurde bemol)

            ktora z opcji najblizsza
            czy ktoras w wymienionych
            czy moze jeszcze inna?

            a moze zadna?

            pozdr.cossa
            • kwieto Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:09
              Wiesz, mialem pare razy sytuacje gdy spojrzalem na siebie z zupelnie innej perspektywy i bardzo
              sie zdziwilem tym co zobaczylem. (nie zebym zobaczyl seryjnego morderce, ale bylem zaskoczony
              tym, jak bardzo roznilo sie to od mojej dotychczasowej opinii o sobie). Od tego czasu raczej
              unikam mowienia "jaki jestem" bo zdaje sobie sprawe jak bardzo moge sie mylic.

              Ale, z drugiej strony, moje zdziwienia nijak sie nie mialy do opinii otoczenia, ktore mialo o mnie
              zdanie jeszcze inne...

              Zatem ani ja nie jestem taki jak siebie widze, ani taki jakim mnie widzi otoczenie. Czy w ogole ktos
              moze zobaczyc jaki jestem? Moze Bog, ale tez nie bylbym taki pewny...

              Inna sprawa, to czy mozna w ogle byc "jakims". Przeciez czyjes zachowanie jest tylko czesciowo
              wyznaczane przez swiadome decyzje, wplyw ma rowniez otoczenie, emocje, podswiadomosc...
              Moze sie okazac, ze w dwoch identycznych sytuacjach, oddalonych od siebie o jakis czas ta sama
              osoba zachowa sie kompletnie odmiennie. I zarazem w obu przypadkach autentycznie, szczerze,
              prawdziwie.
              A przeciez ten jej "jestem jakis" bedzie w obu tych zdarzeniach kompletnie inne
              • Gość: Js. Re: Jestem taki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 23:12
                w jaki sposób zdefiniowanie tego jakim się jest wpłynie na cokolwiek?
                I jak sprawdzić tezę?

                Opisanie czegoś, opowiedzenei czym jest opiera się na porównaniu.
                Możemy dać punkt odniesienia dla wszystkich ludzi, zwierząt, istnień, cząstek
                elementranych... w zależności od tego jak bardzo chcemy być dokładni, i wtedy
                rozpocząć definiowanie. Don't You think? ::) Mutated goodnight.
                • kwieto Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:25
                  Wiesz, tutaj zgadzam sie z Zen-istami i Tao-istami - jasne (i jak najbardziej dokladne) okreslenie
                  sie daje zludne poczucie bezpieczenstwa, na ktorym mozna budowac swoj swiat (z podkresleniem
                  slowa "swoj").
                  Wiesz, wystarczy okreslic sie jako piekny/brzydki, madry/glupi, itd., itp. zeby sobie znalezc
                  spokojne miejsce w swiecie i zaczac sie w ramach tego "urzadzac".

                  Ja np. przez bardzo dlugi czas czerpalem autentyczna sile z tego ze "jestem inteligentniejszy niz
                  przecietna" - pozwalalo to miec poczucie wyzszosci nad tymi, ktorych intuicyjnie odbieralem jako
                  "lepszych od siebie" itd....
                  Dokladne okreslanie sie metoda na dowartosciowanie wlasnej osoby?
                  Chyba cos w tym guscie.
                  • Gość: Js. Re: Jestem taki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.03, 11:09
                    Jest to wygodne. na pewno. Jednak czy najlepsze? :)))
                    [to moje kultowe pytanie :D ]

                    A ja zgadzam się ze stoikami . :::)
                    Jeżeli nasze szczęście opieramy o rzeczy od nas niezależne [ogół] to w każdej
                    chwili możemy stać się nieszczęsliwi [średnia się podniesie itp.].

                    Wygląda mi, że definiowanie tak, ale w stanie przejściowym, keidy musimy
                    odłożyć małe problemy, żeby poradzić sobie z tymi dużymi.

                    To taki analog makijażu, tylko psychologiczny . ;)
                    • kwieto Re: Jestem taki... 07.12.03, 11:22
                      Gość portalu: Js. napisał(a):

                      > Jest to wygodne. na pewno. Jednak czy najlepsze? :)))
                      > [to moje kultowe pytanie :D ]

                      Niektorzy uwazaja ze tak, Zen-isci twierdzili ze nie.
                      Osobiscie sklaniam sie ku Zen.

                      > A ja zgadzam się ze stoikami . :::)
                      > Jeżeli nasze szczęście opieramy o rzeczy od nas niezależne [ogół] to w każdej
                      > chwili możemy stać się nieszczęsliwi [średnia się podniesie itp.].

                      A co jest od nas zalezne w takim razie?
                      Mam spore watpliwosci co do tego czy sam jestem od siebie zalezny :(


                      > Wygląda mi, że definiowanie tak, ale w stanie przejściowym, keidy musimy
                      > odłożyć małe problemy, żeby poradzić sobie z tymi dużymi.

                      > To taki analog makijażu, tylko psychologiczny . ;)

                      To znaczy? Bo sie chyba zgubilem - co definiowane jak w okresie przejsciowym?
    • Gość: gf Re: Jestem taki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.03, 23:11
      dowcip w tym, że każdy "inny" widzi co innego :)
    • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:23
      to moze tez tak:
      jaki wplyw mamy na to jacy jestesmy?

      czesto gesto szukamy odbicia w lustrze
      w oczach innych ludzi
      kim jestem? na co moge sobie pozwolic? co moge tym ludziom dac a czego nie?
      czasem dopasowujemy sie
      pojawiaja sie komromisy mniejsze, wieksze
      albo zadne

      lustro moze sie wtedy na nas sie bardzo obrazic :(

      wydaje mi sie, ze
      rodzic uczy sie bycia rodzicem od wlasnego dziecka
      oczy malucha sa w pewnym sensie takim lustrem

      kochac uczymy sie od rodzicow
      bliskich

      oczywiscie jest pierwiastek mniejszy wiekszy
      naszego wlasnego ja

      niemniej ilu z Was zylo z blednym przekonaniem o sobie
      pochodzacym z przeszlosci i bedace jedynie czyims widzimisie
      ktore zadecydowalo, ze dzis jeszcze mowimy o sobie rzeczy
      przez nas nie "sprawdzone", a jedynie zaslyszane kiedys tam
      przez wychowawcow, rodzine..

      pewnie jak zwykle kraze wokol tematu
      i tego o co mi chodzi
      wybaczcie ;)

      pozdr.cossa
      • procesor Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:27
        cossa napisała:
        > to moze tez tak:
        > jaki wplyw mamy na to jacy jestesmy?

        Cosso - to na drugi watek!

        A co do widzenia jeszcze i luster - pamietaj że nasz mózg to taki dziwny twór
        co nawet może anorektyczkę przekonac że ten szkielet z lustra to potworny
        grubas!
        • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:41
          procesor napisała:

          > Cosso - to na drugi watek!

          nie bedziemy robic sztucznego tloku :)

          > A co do widzenia jeszcze i luster - pamietaj że nasz mózg to taki dziwny twór
          > co nawet może anorektyczkę przekonac że ten szkielet z lustra to potworny
          > grubas!
          >
          faktycznie - tu rozszerzamy temat o wplywie naszego myslenia na dzialanie mozgu.
          zwariowac idzie od tego wszystkiego ;)

          byc tak naprawde soba to jak bardzo banalna tak trudna rzecz.. :)
          tak mi sie jakos wydaje ;)

          pozdr.cossa
          • kwieto To mozna nie byc soba? N/T 06.12.03, 23:47
            • cossa Re: To mozna nie byc soba? N/T 07.12.03, 00:02
              wydaje mi sie, ze tak
              • kwieto Kiedy i w jaki sposob? 07.12.03, 00:03
                Bo ja wiem, jakis przyklad?
              • cossa tzn co przez to rozumiesz ;) 07.12.03, 00:04
                no bo soba jestesmy
                nikim innym

                tylko czy to "soba"
                jest faktycznie tym co jest w nas ;)
                a nie odruchem
                wyuczona reakcja

                pozdr.cossa
                • kwieto Re: tzn co przez to rozumiesz ;) 07.12.03, 00:41
                  A czy wyuczona reakcja nie moze byc "faktycznie tym co jest w nas"?
                  • malvvina Re: tzn co przez to rozumiesz ;) 07.12.03, 00:43
                    A Nietzche oszalal zeby uniknac odpowiedzialnosci
                    lubie go czytac
                    • kwieto A co ma tu odpowiedzialnosc do rzeczy?? N/T 07.12.03, 00:46
                      • malvvina Re: A co ma tu odpowiedzialnosc do rzeczy?? N/T 07.12.03, 00:49
                        hihi
      • kwieto Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:29
        Ale co rozumiesz przez "wplyw na to jacy jestesmy"?
        Co nas ksztaltuje, jako takich?

        Otoczenie najczesciej jest impulsem, od nas zalezy co z tym impulsem zrobimy. Praca zespolowa?
        • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:46
          moze nie bezposrednio co nas faktycznie ksztaltuje,
          ale to co ma wplyw na to co o sobie myslimy

          pochwaly, nagany, opinie ludzi o nas samych
          ludzi na ktorych nam zalezy

          a praca zespolowa..?
          w podstawowce jestesmy w jakies klasie, grupie
          szkola srednia rowniez
          studia jak sa
          no i praca
          - wielu pracuje w grupie
          wiec ciagle w zespole - chcac nie chcac

          pozdr.cossa
          • kwieto Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:52
            Troche co innego mialem na mysli mowiac "praca zespolowa".
            Czlowiek i psujacy sie samochod to tez "praca zespolowa" - jest impuls (samochod sie psuje), jest
            tez reakcja (czyli co czlowiek z tym impulsem zrobi). I jak sie zachowa, jaki "bedzie" w tej
            konkretnej sytuacji. Ale musi byc zespol: zepsuty samochod i czlowiek.

            pochwaly, nagany... na jednych to wplywa, na innych nie...
      • Gość: gf Re: Jestem taki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.03, 23:30
        Ja tam zawsze byłam podejrzliwa w stosunku do krytykantów mojej skromnej osoby,
        hihi ;)

        a serio: trzeba się otaczać ludźmi o podobnej wrażliwości, bo ja wiem? systemie
        wartości, sposobie patrzenia na świat. to wręcz warunek zdrowia.

        re: uczenie się miłości
        uważam, ze się mylisz - rodzimy się z instynktowną zdolnością do kochania
        tylko niektórym po drodze coś takiego się robi (inni im robią?), coś im się
        zamyka i tracą tą naturalną zdolność

        no nie wiem, może dochodzą do wniosku, że bardziej opłaca się kochać siebie?
        • cossa Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:59
          Gość portalu: gf napisał(a):

          > re: uczenie się miłości
          > uważam, ze się mylisz - rodzimy się z instynktowną zdolnością do kochania
          > tylko niektórym po drodze coś takiego się robi (inni im robią?), coś im się
          > zamyka i tracą tą naturalną zdolność

          tez jestem zdania, ze rodzimy sie z ta zdolnoscia. czyli czlek rodzi sie dobry.
          pozniej ktos cos popsuje i nagle staje sie z dobrego - zly. czy faktycznie? a
          moze probuje wyprostowac cos co mu zostalo zabrane, a nie potrafi?
          inni go postrzegaja - zly.
          i albo w to uwierzy albo nie.

          > no nie wiem, może dochodzą do wniosku, że bardziej opłaca się kochać siebie?

          mysle, ze jesli umie sie kochac siebie to rowniez umie sie kochac innych. cos co
          czesto jest postrzegane jak samouwielbienie jest czesto po prostu wygoda. bez
          specjalnie dopisywanych teorii.

          pozdr.cossa

          pees. a w ogole o co mi chodzi, do jasnej? ;)
          • malvvina Re: Jestem taki... 07.12.03, 00:04
            nie wiem czy czlowiek rodzi sie dobry
            ale napewno nie rodzi sie zly
            ha ! co za mysl !
            ludzie maja dokladnie taki moj obraz jaki im daje

            z wyjatkami
            (patrz rysunek aniolkow girl :-)
            zreszta nigdy nie wiem jakim cudem czasem pojawia sie tacy ktorzy nie daja sie
            nabrac i nie jedza kaszki mannej ktora im troskliwie podtykam :-)
          • Gość: az Re: Jestem taki... IP: *.magtel.net.pl 07.12.03, 00:26
            > pees. a w ogole o co mi chodzi, do jasnej? ;)
            Wydaje mi się, że szukasz wymówki dla siebie, dla innych.
            Jestem zwolennikiem 100% odpowiedzialności.
            Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje myśli, słowa, uczynki i zaniedbania,
            od momentu poczęcia, aż po grób.
            Okoliczności się pojawiają, albo "ktoś, coś" nimi steruje.
            To moje życie i ja jestem za nie odpowiedzialny. To, że ktoś coś o mnie myśli,
            że ktoś kiedyś coś o mnie powiedział, nie zwalnia mnie z tej odpowiedzialności.
            Albo inaczej: to, że ktoś coś o mnie mówi, to moja wina (zasługa), nie tej
            mówiącej osoby.
            I te wszystkie okoliczności należy z pokorą przyjmować i przestać winić innych
            za nasze życie.
            Oczywiście przyjmowanie z pokorą nie oznacza bezczynności.

            Co do pierwotnego pytania:
            Jesteś taką jaką siebie widzisz. Ale i tu warto mieć kilka dowodów na poparcie
            swojego punktu widzenia.
            • procesor bez skrajności :) 08.12.03, 11:27
              Gość portalu: az napisał(a):
              > Wydaje mi się, że szukasz wymówki dla siebie, dla innych.
              > Jestem zwolennikiem 100% odpowiedzialności.
              > Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje myśli, słowa, uczynki i zaniedbania,
              > od momentu poczęcia, aż po grób.

              No nieeeee. Bez przesady. Od momentu poczęcia to ty sobie możesz dwoic sie i
              troic a nei zalezy to od ciebie. POtem to mozesz mamusię w watrobe kopnąć..
              A jak sie juz urodzisz to nawet nie odpowiadasz za to kiedy pieluszke zmoczysz..

              Troche przesuń ten moment odpowiedzialności za swoje czyny.. Ze słowami od
              poczęcią i myślami tez moze byc problem. Że nie wspomnę o zaniedbaniach. :)
              • Gość: az Bez wykrętów IP: *.magtel.net.pl 08.12.03, 14:40
                No to na kogo zwalasz winę (zasługi) za swoje losy od momentu poczęcia, i kiedy
                kończy się ten okres odpowiedzialności innych, a zaczyna danej jednostki?
                A może cofniemy się do okresu przed poczęciem? Dlaczego np. rodzić się
                niektórym przychodzi w nędzy, a innym w bogactwie?
                Zgoda - płód nie pisze referatów.
                • procesor Re: Bez wykrętów 08.12.03, 21:32
                  Gość portalu: az napisał(a):
                  > No to na kogo zwalasz winę (zasługi) za swoje losy od momentu poczęcia, i
                  > kiedy kończy się ten okres odpowiedzialności innych, a zaczyna danej
                  > jednostki? A może cofniemy się do okresu przed poczęciem? Dlaczego np. rodzić
                  > się niektórym przychodzi w nędzy, a innym w bogactwie?
                  > Zgoda - płód nie pisze referatów.

                  A może ja odwróce pytanie?
                  A co, uważasz że płód wystawia łepek i mówi do matki: słuchaj mamo, idź na
                  zabieg nie podoba mi się pomysł by sie urodzić?? Albo: mamo, postanowiłem że
                  będę miała fenyloketonurie? Albo: mamuś, wiesz ja to sobie zafunduję rozszczep
                  podniebienia a! i żółtaczke od ciebie ściagne, dobra?? I nie zapomnij przyćpać!
                  Ze o papierochach i alkoholu nie wspomnę..

                  Wg ciebie płód sam za to odpowieda, tak zdecydował i juz.
                  No i chyba dziecko nie wybiera sobie rodziców? (dobrze, dobrze wiem że Imagine
                  pewnie byłby innego zdania :) ) Tez od poczęcia jest odpowiedzialen że smao
                  sobie takich wspaniałych lub takich [....] wybrało?

                  Za co odpowiada taki mały człowiek? Jest całkowicie zalezny od innych. Sam się
                  nie nakarmi ani nie przewinie. Odpowiedzialność? Przychodzi z wiekiem. W miarę
                  zdobywania umiejętności rozszerza sie nasza świadomość - decydujemy świadomie
                  by wsadzić kanapke do video czy sprawdzić jak gorący jest prodziż, uciec matce
                  na ulice pod rozpędzony samochód (może pod samochód to raczej nie decyzja ale
                  że uciec - tak).

                  Obserwowałes jak rośnie tak mały człowiek?

                  Gdzie granica odpowiedzialności? Zalezy za co.
                  Uważam nadal że przesadziłes z odpowiedzialnościa za wszystko od poczecia. No
                  chyb aże to kwestia twoich przekonań religijnych.. ale chyba nie chodziło ci o
                  grzech pierworodny?!
                  • Gość: az Re: Bez wykrętów IP: *.magtel.net.pl 08.12.03, 21:52
                    Ponieważ sprawa pojawienia się nowego(?) człowieka (poczęcia?) jest dla mnie
                    niejasna, mam do wyboru - uznać, że to ja kieruję swoim życiem(?) zawsze, przed
                    poczęciem i po śmierci, albo założyć, że pojawiam się jako losowy przypadek w
                    naturze, i wtedy można mieć pretensje o wszystko do wszystkich.
                    Powyższe nie wynika z żadnych moich przekonań religijnych.
                    • procesor Re: Bez wykrętów 08.12.03, 22:16
                      Gość portalu: az napisał(a):
                      > Ponieważ sprawa pojawienia się nowego(?) człowieka (poczęcia?) jest dla mnie
                      > niejasna, mam do wyboru - uznać, że to ja kieruję swoim życiem(?) zawsze,
                      > przed poczęciem i po śmierci, albo założyć, że pojawiam się jako losowy
                      > przypadek w naturze, i wtedy można mieć pretensje o wszystko do wszystkich.
                      > Powyższe nie wynika z żadnych moich przekonań religijnych.

                      Coś się uparł tak na to "zawsze"?

                      Sam dopisałes "?" do tego że kierujesz swoim zyciem.
                      Na ile stereujemy swoim zyciem? Na ile inni? Na ile
                      Bóg/natura/przypadek/fatum/przeznaczenie??

                      Pojawiasz sie na swiecie jako mały cud. :) Niezależnie od tego czy chciany czy
                      nie. Kiedys rozważałam jakie to jest niesamowite. Niby wszytsko wiemy - łączy
                      sie plemnik i jajeczko, dziela się dzielą i mamy nową ludzka istote. Kurcze -
                      ale jak sie NAPRAWDĘ w to zagłębic - TO JEST NIEWIARYGODNE!! Film (technika
                      umozliwiająca zrobienie go to tez coś niesamowitego!) pokazujący powstanie
                      człowieka już od momentu wielkiego wyscigu plemników - jest wspaniały. Mozna
                      sie zastanawiac - no tak , tak jest ale DLACZEGO?? :)


                      Zaraz a od czego zaczęliśmy?? ;)
                      A od kiedy odpowiedzialnosc za myśli mowe czyny i zaniedbania?? :)
                      A myslisz że da sie okreslic jakies sztywne normy??
                      • Gość: az Re: Bez wykrętów IP: *.magtel.net.pl 08.12.03, 22:36
                        Pominięcie słowa "zawsze" byłoby wykrętem.
                        (?) tyczy słowa "życie". Bo nie wiem czy można nazwać życiem istnienie przed
                        poczęciem i po śmierci.
                        Myślę, że akt poczęcia jest wiarygodny, ale niepojęty.
                        Od kiedy odpowiedzialność? Od początku - myśli, słów, czynów i zaniedbań.
                        Sztywne normy - nie da rady. Musielibyśmy być robotami.
      • procesor Re: Jestem taki... 06.12.03, 23:42
        cossa napisała:
        > czesto gesto szukamy odbicia w lustrze w oczach innych ludzi
        > kim jestem? na co moge sobie pozwolic? co moge tym ludziom dac a czego nie?
        > czasem dopasowujemy sie pojawiaja sie komromisy mniejsze, wieksze
        > albo zadne

        Ale czy przez to jestesmy bardziej soba czy mniej? Dopasowując sie do wyobrazęń
        innych? A jesli ktoś jest szaleńcem? Przeciez nie będziemy sie dopasowywac do
        jego wizji?


        > wydaje mi sie, ze
        > rodzic uczy sie bycia rodzicem od wlasnego dziecka
        > oczy malucha sa w pewnym sensie takim lustrem

        Nie. Nie tylko. Uczy nas dziecko - i uczyli nas rodzice zapisując się swym
        postępowaniem w naszej pamięci. Albo jakim być - albo jakim NIE byc.


        > kochac uczymy sie od rodzicow
        > bliskich

        Tak. Zdecydowanie - od rodzicó. Od matki w pierwszej kolejności - bo już przed
        narodzeniem.

        > niemniej ilu z Was zylo z blednym przekonaniem o sobie
        > pochodzacym z przeszlosci i bedace jedynie czyims widzimisie
        > ktore zadecydowalo, ze dzis jeszcze mowimy o sobie rzeczy
        > przez nas nie "sprawdzone", a jedynie zaslyszane kiedys tam
        > przez wychowawcow, rodzine..

        E, to raczej sami sobie nierealne obrazy tworzymy w głowach na postawie
        zasłyszanych wieści.. :) Nikt nas nie zmusza - na ogół..
    • cossa wlasciwie to.. 07.12.03, 00:18
      napisalam dwa zdania
      a teraz sie poce nad odpowiedziami

      i sie zorientowalam rezolutnie
      ze wlasciwie nie wiem o co mi chodzi ;(

      pozostalo mi tylko pozdrowic ;)
      cossa
      • malvvina Re: wlasciwie to.. 07.12.03, 00:19
        wiesz tylko nie chcesz powiedziec :-)
        • cossa Re: wlasciwie to.. 07.12.03, 00:25
          jak bune dydy
          nie klamie :)

          • kurde.bemol Re: wlasciwie to.. 07.12.03, 02:40
            bunie nie dydy, dydy nie bunie, a mistrz Imagine nauczal: "zaden produkt
            umyslu, w tym obraz siebie samego (obraz do cholery, nie sam obiekt)nie jest
            rzeczywistoscia". nie wazne wiec co myslisz o sobie, nie jest to myslenie o
            prawdziwym tobie. myslenie o tobie przez innych pomijam tu zupelnie, gdyz to
            juz jest z conajmniej dziesiatej reki proba. moze masz i racje cossa, ze nie
            wiesz o co ci chodzilo...
            kurde.bemol
    • j_ar Re: Jestem taki... 08.12.03, 09:13
      > jakiego widze sam siebie czy takim jakiego widza mnie inni?

      takim jakim widze sam siebie, tylko, ze czasami wizerunek nasz wlasny jest
      tworzony przez innych i ciezko nam to zauwazyc....;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka