Gość: /
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
15.12.03, 01:36
Przeszło mi wszytsko ,bo facet nie " wtej samej wadze co ja".Jemu trzeba
było trzy razy tłumaczyć wszytsko.Najpierw myslałam ,ze mnie nie słucha ,ale
on słuchał tylko nie rozumiał.To straszne.Męczyłam się strasznie>Byłam
zakochana jak wariatka i nie chciałam widzieć co samo mi siępchało do
oczu.Strasznie jak miło.śc umiera.Ma sie tyle nadziei i trawa to i trwa..a
tu nie ma wspolnych tematów,wspólnych pasji,inne cele...Ja się często juz
pod koniec jak mu mowiłam cos to strałam sie jak najprościej mówić,bo bałam
się ,ze potem on nic nie bedzie pamiętał.Nic nie jarzył ,sprawy takie
normalne były mu odległe jak gwiazdy.I najgorsze,ze nie miał ciekawości
swiata ,nie znosił intelektualnego wysiłku.No niczego raczej nie znosił.I
nie miał fantazji.Nic nie potrafił pogłowkowac.i wiecie co nawet
myslałam ,ze moge to znieść,ale nie dało się...bo tego się nie da...takie
róznice oddalają...ja myslałąm ,ze to nie takie wazne,ze najwazniejsze ,ze
jesteśmy razem ,zaciskałam zęby i tłumaczyłam 6 razy to samo...i nic nie
mowiłam jak nastepnego dnia pytał o to samo.Jak kiedyś zapytałam "Ty nie
pamiętasz,pzreciez wczoraj Ci mowiłam."to sie obraził i powiedział ,ze
jestem konfliktowa.Patrzyałm jak mi siebie zabiera.I powoli odchodziło mi
wszytsko ,nie miałam nawet checi na intymność.Przestawałam myslec o
nim,zaczełam myślec tylko o sobie.odpływał,choc myslę,że stało się na jego
zyczenie tak.Nie chciałam rozmow ,w ktorych on nigdy niczemu nie był winien
tylko okoliczności.Oj i tak sie skonczyło cos co miało trwać i
trwać.Szkoda.Ale nie wytrzymałbym tego za duzo na mnie.