Gość: Sergiusz
IP: 213.17.172.*
16.12.03, 18:14
Wielkie miasto w centrum Europy.
Wielkie skrzyżowanie w centrum wielkiego miasta w centrum Europy.
Podziemne miasto pod tym skrzyżowaniem.
Godziny szczytu.
Tłum spieszących się ludzi.
Pomiędzy nimi szaro odziany szary człowiek na inwalidzkim wózku. Szara twarz
szarego człowieka.
Szare słowa, którymi szary człowiek zwraca się do kolejnych kolorowych
przechodniów:
- może Pan/Pani kupi jeden los? Tylko dwa złote!
Wzrok inwalidy Kładzie się na plecach kolejnego oddalającego się w pośpiechu
szczęśliwego człowieka. Człowieka biegnącego, by kupić komuś świąteczny
prezent za wielokrotność dwóch złotych...
Stoję kilkanaście minut. Przy wózku nie zatrzymuje się nikt.
Podchodzę. Prawie ze wstydem wyciągam te dwa złote i wręczam sprzedawcy losów.
Szeroki uśmiech na jego twarzy. Potok słów:
- tu trzeba zdrapać i jak Pan zobaczy trzy takie same.....................
Odchodzę, ale słowa mnie gonią:
- ....szczęśliwych Świąt!
Co było cenniejsze? Te dwa złote, czy możliwość chwili rozmowy?
Wesołych Świąt?
MS.