mefik75
29.06.09, 09:33
Witam!
Mam straszny problem! Moja żona odeszła. Zabrała z sobą naszą
córeczkę i jeszcze jedno maleństwo, które ma w brzuszku. O ciąży
dowiedziałem się jakiś czas temu. Nie powiedziała mi. Widziałem, że
źle się czuje, że jest zmęczona, blada, miała sine wargi, nie mogła
dojść do domu normalnie, zasypiała w pociągu do i z pracy. Myślełem,
że jest chora. Wykombinowałem sobie, że zdobędę jej wyniki badań i
pójdę do jakiegoś specjalisty, żeby mi wreszcie ktoś powiedział co
się z nią dzieje skoro ona mi cały czas mówiła, że wszystko jest ok
tylko nie ma czasu iść na badania. Powiedziała, że ostatnio robiła
badania i wszystko było ok. Jakoś nie wierzyłem patrząc na to co się
dzieje. Zadzwoniłem do labolatorium, w którym robiła badania i
zapytałem czy mogą mi je wydrukować, że żona potrzebuje, azgubiła.
Pani powiedziała mi, że nie ma problemu ale dodała, że było tylko
jedno robione - na obecność ciąży i że żona jest w ciąży.
Nie powiedziała mi. Okłamała mnie. Strasznie to ciężko się pisze
niestety ale stało się to po decyzji żony o odejściu. Żona
zdecydowała się odejść, kiedy powiedziałem jej, że w nocy kiedy
spała dotykałem jej. Często kiedy się budziła mówiłem, że nic nie
robiłem - bałem się krzyku, cichych dni. Czasem rano mówiłem, że
trochę "rozrabiałem", a ona mówiła, że nic się nie stało itd.Czasem
oddawała pieszczoty. W ciągu 10 min podjęła decyzję o odejściu.
Powiedziała mi, że czuje się jak kawał mięcha, jak lalka dmuchana,
że czuje się zbrukana itd. Żona była jako mała dziewczynka
molestowana seksualnie. Nic nie pomaga. Tłumaczyłem, błagałem,
przepraszałem.
Powiedzcie mi: czy jest jeszcze szansa na odzyskanie mojej rodziny?
Jak mam postępować, żeby moja żona zechciała spróbować raz jeszcze.
Już nie mam siły,a staram się czerpać ją ze wszystkiego. Już sam nie
wiem co robić. Brakuje mi terapi. Idę znowu 08.07 dopiero. Mam coraz
mniej nadziei, siły, chęci do czegokolwiek.
Ostatnio zaczęliśmy się nawet dogadywać. Śmialiśmy się razem,
chodzilismy z córeczką i Jagódką na lody. Wydawało mi się, że
zbliżamy się do siebie. Przez ostatnie dwa tygodnie kończyłem pracę
o 14 i gnałem do nich. Siedziałem tam do późna starając się pomagać.
Narąbałem drewna, rozpaliłem w kominku, posprzątałem, zrobiłem obiad
itd. Wydawało mi się, że żona jest szczęsliwa, że pomagam, jestem i
pokazuję, że się zmieniam, że chcę. Cały czas mówiła mi jednak, że
nic do mnie nie czuje, że nie ma w niej miłości. Mówiła też, żebym
nie tracił nadziei, że ona będzie mnie obserwować i patrzeć czy
warto ale przedewszystkim czy coś się w niej zmieni.
Czytałem wiele książek o dda i doszedłem do wniosku, że ja nie wiem,
że muszę się wszystkiego domyślać. Stwierdziłem, że nie chcę już
domysłów - wolę pytać. Zapytałem czy mnie lubi. Powiedziała, że tak.
Zapytałem za co? Powiedziała kilka rzeczy i dodała i za twój upór w
odzyskiwaniu nas. Nadzieja. To cholerstwo siedzi we mnie dalej. ;(
W osttatni Piątek miała przyjechać wcześniej, żeby pobyć ze mną i
córcią. Pojechała do koleżanki, potem z ojcem na zakupy. Napisałem
jej sms czy naprawde się cieszy, że spotka się ze mną? Odpisała, że
tak. Kiedy wróciła zapytałem dlaczego napisała, że się cieszy skoro
robi wszystko, żeby uniknąć ze mną kontaktu? Powiedziała, że
kłamała. Kłamała, że mnie lubi i że jestem jej przyjacielem.
Powiedziała mi, że czuje się przytłoczona moją obecnością, że jej
przeszkadza moja obecność tam, że nie poto uciekała odemnie żebym
sie tam zadomawiał. Świat mi się zawalił kolejny raz. Dlaczego
kłamała? Dlaczego mówiła miej nadzieję?
Byłem kiedyś bardzo zaborczy. Sprawdzałem żonę, jej fora
internetowe, poczty. Łamałem zabezpieczenia. Naszeżycie intymne
umierało więc jej dotykałem. Często próbowaliśmy rozmawiać, a ja
chciałem dostosowac sie do jej potrzeb i wymagań. Odnosiło to skutek
bo przestałem ją kontrolować, reguły, które wprowadzałem żeby czuć
się bezpieczniej łamałem, żeby tylko widziała jak ją kocham....
Dopiero teraz widzę, że to nie była miłość. Nie wiedziałem co to
jest miłość, bliskość, rozmowa. Nikt mnie tego nie nauczył. Nikt mi
tego nie pokazał. Jestem dda. Miałem ojca, który pił, bił mnie i
gwałcił. Miałem problemy z niektórymi rzeczami związanymi z
dzieciństwem. Czarne dziury. Pamiętałem tylko, że wsadzał mnie do
wanny z gorącą wodą, wchodził ze mną i czasami kojarzyło mi się to z
bólem. Nie pamiętałem. Przypomniałem sobie dopiero po odejściu żony.
Siedziałem na balkonie i czytałem "gdzie się podziało moje
dzieciństwo". Przypomniałem sobie. Mój ojciec mnie gwałcił. Groził
potem, że zabije wszystkich, a ja zostanę sam. Zrozumiałem wtedy co
tak naprawdę zrobiłem swojej żonie. Gwałciłem "ją dotykiem". Nie
było przyzwolenia na to. Dzień wcześniej planowaliśmy drugie
dziecko, kupno mieszkania. Następnego dnia w 10 min podjęła decyzję.
Zanim jej o tym powiedziałem poszliśmy na terapię małżeńską. Żona
stwierdziła, że chce się ze mną rozwieść. Poszliśmy. W ciągu dwóch
godzin z kobiety, która nie chciała mnie dotknąć, trzymać za rękę,
dać się objąć stała się kochająca, czuła. Powiedziała przy
terapeucie, że z pełną świadomością mówi, że mnie kocha. To był
piękny tydzień. Pełen spokoju, miłości i rozmów. Nauczyliśmy się
rozmawiać ze sobą . Teraz. teraz wracam do 4 pustych ścian. Wracam i
staram się żyć. Siłę znajduję w sobie. Jakieś resztki jej jeszcze
mam. Tęsknię za moją rodziną. "Tatusiu. To był mój wymarzony dzień" -
Tak wczoraj powiedziała moja córeczka. Zabrałem ją na Sobotę i
Niedzielę do siebie. Boże. Tak bardzo je kocham i żałuję, że
skrzywdziłem nas czworo.
Nie chcę współczucia ani litości. Chciałbym tylko, żeby ktos mi
powiedział czy jest szansa na stworzenie z moją żoną czegos nowego?
Czy jest mozliwe żeby mnie znowu pokochała i chciała być ze mną?
Mówiła miej nadzieję, choć ja ci jej w tej chwili nie daję. teraz
mówi, żebym całkiem porzucił nadzieję, bo nigdy nie będzie ze mną.
Kłamała, że mnie lubi.
Juz nie wiem co jest prawdą, a co fikcją? Staram się żyć dla siebie
i córeczki. Staram się nie tracic nadziei. Chcę iśc na terapię ale
się boję. Boję się czy mnie pokocha? Czuję się inny i jestem inny.
Zmieniam się cały czas.
Co muszę zrobić? Co powinienem zrobić. Jak mógłbym sprawić, żeby
moja zona mnie pokochała i znów chciała być razem ze mną?
Tęsknię za moją żoną, Michalinką i tym maleństwem. Chciałbym być, a
nie mogę.
Jacek