me_te_4
06.07.09, 17:11
Żyjąc w spokojnym i ułożonym świecie,tak ustabilizowanym że aż nudnym, pewnego
dnia wkracza w moje życie przystojny, czarujący, inteligentny mężczyzna. Będąc
mężatką z ponad 20 letnim stażem, nigdy niedocenianą przez męża, traktowaną
jako kobieta od robót domowych, szybko poddaję się urokowi temu czarującemu
mężczyźnie. Słyszę od niego wiele czarujących słów, komplementów, czuję że
jestem nie tylko kimś kto zarabia pieniądze, jest kucharką, sprzątaczką i
nianią. Zaczynam inaczej patrzeć na świat i rozkwitać.On mnie zaczął
dowartościowywać, polubić seks, imponuje mi swoją szeroką wiedzą,
krasomówstwem i wieloma komplementami. Zakochuję się w nim do szaleństwa,
pozostawiam wszystko,swój dorobek, dom i udaję się za nim licząc na lepsze i
barwniejsze życie. Kontrast pomiędzy nim a mężem jest olbrzymi: mąż -
mężczyzna zupełnie nieurodziwy, prostacki w obejściu, nie potrafiący się
wysłowić, traktujący mnie bardziej jako kobietę od spraw domowych, nigdy nie
wypowiadający żadnych komplementów, w seksie podchodzący do mnie nie jak do
kobiety, ale do samiczki na której zaspokajał swoje zapędy seksualne,
wzbudzający we mnie obrzydzenie. Mój królewicz - urodziwy, umiejący kochać i
wskrzesić we mnie moje ukryte pragnienia, powtarzający przez wiele lat, że "
jak zmieniać to na lepsze". Kiedy zaczęłam oddalać się od domu, spotykać ze
swoim królewiczem, otrzymuję wiele ostrzeżeń od znajomych. Nie słucham ich,
słucham jego i słucham od niego to, co chcę słyszeć. On aby zdobyć mnie i moją
przychylność opowiada mi o swojej partnerce z którą jeszcze wciąż dzielił
swoje życie, tylko złe i negatywne na jej temat informacje. O tym, jakie nie
dobre miał z nią życie, jaka ona dla niego była niedobrą, jak go
wykorzystywała itp. Mnie opowiadał, że z taką kobietą jak ja zawsze marzył żyć
przy swoim boku i to właśnie ja będę dla niego tą przystanią do końca życia.
Tak więc pewnego dnia, zamieszkujemy razem i budujemy swoją przyszłość.Zerwane
całkowicie zostają moje kontakty z rodziną i znajomymi, którzy próbowali
odwieść mnie od mojej decyzji sądząc, że po prostu mi zazdroszcząc, oskarżając
ich o to ,że próbują przeszkodzić mi w ułożeniu sobie wspaniałego życia przy
wspaniałym mężczyźnie. Występuję o rozwód jako winna rozkładu małżeńskiego,
lecz sprawę przegrywam.Nie stanęło to jednak na przeszkodzie aż tak bardzo
gdyż uznaliśmy, że bez rozwodu możemy sobie też ułożyć życie.
Tak więc byliśmy razem przez 11 lat w którym mój królewicz pełnił dominującą
rolę. On podejmował decyzje we wszystkim. Nie sprzeciwiałam się jego
działaniom, chociaż nie zgadzałam się z nimi bo były złe i doprowadzały nas do
ruiny finansowej. Najważniejsze były zawsze jego potrzeby, które były
realizowane za kredyty których spłat trudno było sprostać, a za które winiona
byłam ja gdyż nie miałam rozwodu, który doprowadziłby do podziału mojego
majątku, a uzyskane z tego pieniądze mogłyby zaspokoić rosnące potrzeby mojego
lubego. Widziałam, jak on swoimi zachowaniami odtrąca starych i nowych
znajomych. Dlaczego? Ponieważ nie zaspokajali jego potrzeby by być
podziwianym, zachwalanym i nie spełniali jego oczekiwań. Potrafił być szorstki
i nieprzyjemny, kłótliwy i agresywny. Jeśli widział wśród nowo zapoznanych
osób kogoś kto mógłby mu się w czymś przydać, potrafił być miły, jowialny, dać
z siebie wszystko aby osiągnąć swój cel.Jeśli ktoś wyraził się krytycznie
wobec jego działań czy wobec niego, wpadał ze wściekłość i zrywał kontakty.
Nigdy nie miał żadnych przyjaciół ani bliskich znajomych. Widziałam te
zachowania, ale nie chciałam tego widzieć - ślepa miłość.Słyszałam jak kłamie,
zmyśla różne historie i ubarwnia je. Przede mną był wielu związkach
małżeńskich i konkubenckich, które kończyły się dość szybko głównie jego
zdradom jak i przemocy psychicznej.Byłam mu przez te wszystkie lata uległą ,
pokorną, zgadzającą się na zaspokajanie jego potrzeb,sama usuwając się w cień.
Znosiłam różne upokorzenia, lecz on potrafił mną tak manipulować,że
przebaczałam i przez jakiś żyliśmy w sielankowym nastroju do momentu
następnych jego humorów.
Pewnego dnia, informuje mnie że czuje się chorym, nie może żyć i mieszkać w
miejscu w którym osiedliśmy, różnymi manipulacjami nakłania mnie do sprzedaży
mojego mieszkania.Nie chcę tego, mimo wszystko chcę z nim być. Boję się
samotności, nie mam ani bliskich znajomych, ani przyjaciół którzy byliby w
stanie zapełnić mi pustkę.
Zaczynam intuicyjnie odczuwać, że on znudził się mną, że potrzebuje nowego
miejsca bo w obecnym nie znajdzie nikogo, kto zaspokoi jego ego.Żąda ode mnie
podjęcia dodatkowej pracy zarobkowej, albo odejścia ode mnie. Staje się to dla
niego proste, bowiem zamieszcza swój profil na portalach randkowych i szybko
znajduje go tam kobieta z którą natychmiast nawiązuje kontakt. Wiem o tym,
nawet nie ukrywa się z tym. Dzwoni do niej najpierw przy mnie, odbiera przy
mnie telefony i sms-y, wymieniają z sobą maile. Czuję się tą sytuacją bardzo
upokorzona, buntuję się przeciwko temu. Więc on z telefonem zaczyna wychodzić
z mieszkania, kiedy tylko dostaje od niej sygnał. Chcą się bardziej
uwiarygodnić dla tej kobiety, wysyła jej maila, w którym wypisuje same
kłamstwa, w którym w okrutny sposób mnie oczernia ( mail trafił przez jego
nieuwagę na moją skrzynkę ).Kiedy mu uświadomiłam, że wiem jakie paskudne
rzeczy o mnie napisał, nie widzę w nim żadnej skruchy! To doprowadza do
naszego rozstania, jednak on znając moją słabość do niego nadal mną
manipuluje, proponując zachowanie między nami przyjacielskich stosunków. W
zamian ja zgadzam się na sprzedaż mieszkania i podział pieniędzy oraz naszego
wspólnego dorobku. Swoje zobowiązania wypełniłam, on ścieląc sobie nowe
gniazdko ucieka od swoich zobowiązań, swoją nową panią wtajemnicza w treść
naszych rozmów na gg i moich listów do niego.Za wszelką cenę kupuje jej
uczucia pokazując jej swoją nadmierną lojalność, mnie jednocześnie pozbawiając
swojej lojalności wobec mnie. Otrzeźwiałam w jednej chwili, stwierdziłam że on
manipuluje mną, aby w razie czego mieć mnie na zapleczu w razie gdyby mu coś
nie udało się ze swoją następną ofiarą.Odtworzyłam sobie cały obraz życia z
nim, oprzytomniałam i twierdziłam, że najlepszym lekarstwem na zapomnienie
będzie całkowite odcięcie mnie od siebie i zacząć żyć od nowa, chociaż mam już
za sobą dawno przeżyte półwiecze. Czy nowa ofiara będzie miała przy nim
szczęsliwe życie? Uczestnicząc z nim w manipulowaniu moją osobą nie potrafiła
dla siebie wyciągnąć wniosków chociaż jest w moim wieku i bardziej
wykształconą. Tak narcyz potrafi omamic i zdobyć każdego dla osiągnięcia
własnego celu i wygodnego życia.