le-grand-bleu
08.07.09, 12:38
Życie mi się zawaliło, chyba nic już nie ocalę. Małżeństwo okazało się
pomyłką, mąż ma jedynie horrendalne długi, zostałam ja, małe dziecko i
dzidziuś w brzuchu. I 1500 miesięcznie. Nie mam nic, a może i to nic mi
zostanie odebrane. Przyszłość jawi się jako czarna masa, sił już nie mam. Przy
życiu trzyma mnie jedynie moja mała córeczka i synuś w brzuchu. Żałuję że nie
zginęliśmy w wypadku 5 lat temu, czekam na obiecany koniec czasów, coś, co nas
wybawi z doczesności. Nie mogę odejść sama, bo moja córeczka by tego nie
przeżyła, a jej życia zabrać nie mogę. Już się nie modlę, już nie czekam na
lepsze chwile. Nie wiem, jak będzie. Muszę żyć dla dzieci. Moja mała córeczka
daje mi te jedyne chwile szczęścia, gdy jestem radosna, uśmiechnięta.
Nie czekam na złote rady, wygraną na loterii, cudowne odwrócenia losu.
Chciałam to tylko wyrzucić z siebie. To już rok takiej potwornej męczarni.
Zaczyna iść coraz szybciej w dół...