mankatoja
31.07.09, 17:39
Mam urlop. Mój TZ mógłby mieć. Ale był ze swoimi dziećmi kilka dni,wcześniej
obiecywał że też wyskoczymy gdzieś razem
. Wrócił, obietnica gdzieś się zapodziała, a jak o nią pytałam,
odpowiada: "Zobaczymy". Czyli .co???.lipa .
Postanowiłam wyjechać na tydzień z koleżankami, to był przypadek , zapytały
czy chcę się zabrać, zgodziłam się, przecież nie
będę sama siedzieć w domu. TZ pracuje, ostatnio dziwnie zajęty. Pytam ostatni
raz co z naszym wyjazdem , kiedy znów mnie zbywa mówię o planach z
koleżankami, a on wyleciał z tekstami- z jakim facetem jadę, że to nie fair, a
na koniec ostentacyjnie się obraża, że go zdradzam. Tak najłatwiej. Obrazić
się żeby miała poczucie winy ja a ni eon , choć to on nie dotrzymał słowa. Czy
ja zwariowałam czy on? Chcę wyjechać z miasta na kilka dni, odpocząć, chciałam
z nim, ale .....on"zobaczy" . Ja zwariowałam ,że chcę spędzić urlop poza domem
, czy on? Czemu jego słowa nic nie znaczą, skoro zawsze kończy się tak
samo.....Na słowach.