Gość: Kinga
IP: *.zetosa.com.pl
30.12.03, 23:49
Nie bardzo nawet wiem jak opisać swoje obawy bo sytuacja w jakiej się
znalazłam wydaje mi się tragikomiczna!
Spotykam się od roku z facetem (31 lat) którego RODZICE nie akceptują
naszego związku. Podobno każdą nawet potencjalną partnerkę tak traktowali,
ale w moim wypadku ich podstawowym problemem jest moje dziecko. Mój
przyjaciel mieszka z rodzicami, ale jest niezależny finansowo. Całe swoje
życie był kontrolowany i czuł ciągły oddech rodziców na ramieniu! Traktują
go jak królewicza; śniadanie, obiad, kolacja podane, pranie, prasowanie,
sprzątanie pokoju...itp. Dodam, ze uważają się za Katolików i są bywalcami
na każdej mszy (nie chcę wyśmiewać ich religijności, ale swoje działanie
wciąż tłumaczą zasadami religii). Już byłam proszona na rozmowę;
odpowiedziałam chyba na wszystkie możliwe pytania, bo miałam nadzieje, że
gdy człowiek wie więcej to przestaje się bać! Ale nadal nie ustąpili, nadal
przyprowadzają jakieś dziewczyny do domu by przedstawić je synowi,
codziennie są awantury że do mnie jedzie, ze wraca późno, groźby
wydziedziczenia itp. A ostatnio po tym jak po raz pierwszy zobaczyli moją
córkę, tato zjawił się u moich rodziców by się dowiedzieć do jakiej to
rodziny jego synek wchodzi! Bez zapowiedzi przyszedł z rana do mojej mamy i
wypytał o stan finansowy mojej rodziny, o to co ja studiuje, o tatę mojej
córki......to wszystko co ja już mu powiedziałam! Mój przyjaciel w tym
wszystkim bardzo cierpi, widzę, że chciałby się uwolnić, wyprowadzić. Nie
chcę jednak go pchać w żadną ze stron, wolę by sam zdecydował czy chce się
wyprowadzić. Nie chce by robił to dla mnie lecz tylko dla siebie.
Staje w mojej obronie, nie jest już taki układny....ale to wszystko dla mnie
jest zbyt powolne, powoli trące siły. To może egoistyczne, ale boje się być
z nim, bo boje się że będziemy ciągle mieć problemy z rodzicami. Boję się,
ze moja córka nigdy nie będzie akceptowana.....a już raz ją jedna rodzina
odrzuciła! Nie chcę walczyć, szarpać się by ktoś mnie i moje dziecko
zaakceptował! Moje serducho jeszcze do końca się nie uleczyło po poprzednim
związku, a ja mam kolejne problemy....mam też obawy, że kiedyś mój królewicz
będzie jak jego rodzice. Znów płaczę, a obiecałam sobie już nie płakać.