Dodaj do ulubionych

31- latek kontra rodzice!

IP: *.zetosa.com.pl 30.12.03, 23:49
Nie bardzo nawet wiem jak opisać swoje obawy bo sytuacja w jakiej się
znalazłam wydaje mi się tragikomiczna!
Spotykam się od roku z facetem (31 lat) którego RODZICE nie akceptują
naszego związku. Podobno każdą nawet potencjalną partnerkę tak traktowali,
ale w moim wypadku ich podstawowym problemem jest moje dziecko. Mój
przyjaciel mieszka z rodzicami, ale jest niezależny finansowo. Całe swoje
życie był kontrolowany i czuł ciągły oddech rodziców na ramieniu! Traktują
go jak królewicza; śniadanie, obiad, kolacja podane, pranie, prasowanie,
sprzątanie pokoju...itp. Dodam, ze uważają się za Katolików i są bywalcami
na każdej mszy (nie chcę wyśmiewać ich religijności, ale swoje działanie
wciąż tłumaczą zasadami religii). Już byłam proszona na rozmowę;
odpowiedziałam chyba na wszystkie możliwe pytania, bo miałam nadzieje, że
gdy człowiek wie więcej to przestaje się bać! Ale nadal nie ustąpili, nadal
przyprowadzają jakieś dziewczyny do domu by przedstawić je synowi,
codziennie są awantury że do mnie jedzie, ze wraca późno, groźby
wydziedziczenia itp. A ostatnio po tym jak po raz pierwszy zobaczyli moją
córkę, tato zjawił się u moich rodziców by się dowiedzieć do jakiej to
rodziny jego synek wchodzi! Bez zapowiedzi przyszedł z rana do mojej mamy i
wypytał o stan finansowy mojej rodziny, o to co ja studiuje, o tatę mojej
córki......to wszystko co ja już mu powiedziałam! Mój przyjaciel w tym
wszystkim bardzo cierpi, widzę, że chciałby się uwolnić, wyprowadzić. Nie
chcę jednak go pchać w żadną ze stron, wolę by sam zdecydował czy chce się
wyprowadzić. Nie chce by robił to dla mnie lecz tylko dla siebie.
Staje w mojej obronie, nie jest już taki układny....ale to wszystko dla mnie
jest zbyt powolne, powoli trące siły. To może egoistyczne, ale boje się być
z nim, bo boje się że będziemy ciągle mieć problemy z rodzicami. Boję się,
ze moja córka nigdy nie będzie akceptowana.....a już raz ją jedna rodzina
odrzuciła! Nie chcę walczyć, szarpać się by ktoś mnie i moje dziecko
zaakceptował! Moje serducho jeszcze do końca się nie uleczyło po poprzednim
związku, a ja mam kolejne problemy....mam też obawy, że kiedyś mój królewicz
będzie jak jego rodzice. Znów płaczę, a obiecałam sobie już nie płakać.
Obserwuj wątek
    • cossa Re: 31- latek kontra rodzice! 30.12.03, 23:55
      wszystko w jego rekach
      jesli tak powoli mu to wszystko idzie
      i nie widzi i nie czuje tego, ze moze zyc tylko z Toba i Twoja coreczka
      (a nie z gratisem w postaci rodzicow)
      ze moze zaczac swoje zycie

      to nic nie wskorasz
      albo zaakceptujesz
      to jak traktuja Cie jego rodzice
      (bo moze bedzie na tyle zbuntowany,
      ze sie zdecyduje na zycie z Toba, ale juz Cie nie uchroni pozniej)
      albo warto zastanowic sie nad koncem tej znajomosci

      wszystkiego dobrego
      pozdr.cossa
    • Gość: ryb Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 31.12.03, 00:09
      Sa rozne metody wychowania. Jedna z nich to na niewolnika. No i niestety
      niektorym sie to udaje...


      Pozdr.


      ryb


      PS. walcz o niego, jak nie masz innego wyjscia...
    • Gość: Richelieu* Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.localdomain / 213.77.25.* 31.12.03, 00:10
      właśnie, jak cossa powiedziała

      no i on jest też, według mnie, wygodnicki, wie, że wraz z odcięciem się od
      rodziców straci wsparcie finasowe, choć jest niezależy pod tym względem, bo
      szantażują go wydziedziczeniem. Bo, fakt, że straci śniadania do łóżka i
      sprzątania nie biorę po uwagę jako zbyt głupie.
      A Wasze szczęście to radykalne odcięcie się i wzięcie odpowiedzialności za to.
      Jego rodzina jawi mi się jako jedna z tych, co to dbawszy o ciągłość rodu i
      zachowanie serwisu w pączki róż i sztućców z rodowym herbem zdolni są do
      największych zbrodni.
      • cossa Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 00:17
        zadzwiajace, ale jednak zdarza sie ponizsze jako dosc powazny argument :(
        ale oczywiscie w wielkim domysle

        pozdr.cossa

        Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

        Bo, fakt, że straci śniadania do łóżka i
        > sprzątania nie biorę po uwagę jako zbyt głupie.
      • yagootek czy rzeczywoscie chcesz ciaglej walki? 31.12.03, 10:45
        mam wrazenie ze zwiazek z tym facetem to bedzie ciagla walka o wplywy z jego
        rodzicami. piszesz ze cierpi ale czy on jakos reaguje. to dorosly facet - wg
        mnie powinien dosyc ostro pogadac ze swoim ojcem po takiej wizycie u twojej
        mamy.
        na pocieszenie powiem ci ze oni zadnej kobiety nie zaakceptuja, dziecko to
        tylko pretekst.
        natomiast niepokojaca jest jego postawa. jezei dorosly facet zgadza sie na
        takie zycie to widocznie - co moze zabrzmiec dla ciebie dziwnie - jest mu z tym
        dobrze. ma z tego jakies profity.w sumie ma bardzo wygodne zycie. zadnych
        zobowiazan, obowiazkow... nawet jego dziewczyny wybieraja mu rodzice...
    • fajny_chlopak1 Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 00:13
      Niedojrzały jest kolo i tyle. Zawsze mamuśka będzie ważniejsza. Rozejrzyj się
      za kimś poważnym dziewczyno bo życia i nerwów szkoda, może to co piszę jest nie
      bardzo psychologiczne ale życiowe. Kłaniam się i życzę mądrej decyzji. Krzysiek
      • yagootek takie zycie nie ma szans;) 31.12.03, 10:48
        :) podpisuje sie pod twoje wypowiedzia obiema rekami... moja kolezanka wyszla
        za podobnego syneczka i teraz... jest rokpo rozwodzie:)a przezyla koszmar
        klotni o rzeczy oczywiste.. bo koles nie wiedzial jak wyglada zycie jak trzeba
        sie samemu utrzymwac (zakupy zywnosci szokowaly go przez cale malzenstwo;)
        wczesniej kupowala mama;))
    • Gość: Aster Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.magma-net.pl 31.12.03, 04:18
      Facet, który nie potrafi bronić swojej kobiety, nawet przed rodzicami
      jest dla mnie dość niezrozumiały. Cierpi, chciałby się uwolnić?
      Po jakim czasie dojrzeje jeśli po roku ledwie coś świta?
      Te akcje rodziców które opisujesz są dla mnie niewyobrażalne.
      No ale coś za coś, niestety musi wybrać: albo się godzi być
      syneczkiem i czerpać z tego profity (ale i mieć uciążliwości),
      albo bierze swoje życie w swoje ręce. To pewnie był dylemat nawet
      wówczas gdy pozostawał sam. Ale widocznie mu to jakoś pasowało.
      Ale teraz przecież jesteś też Ty i coś się musi zmienić.
      Rodzice są religijni to powinni nieraz już to słyszeć:
      "Dlatego opuści mężczyzna Ojca i Matkę ..."

      Boisz się, że będziecie mieć problemy z rodzicami...
      Ale to jest sprawa wtórna, głowny problem to masz z nim.

      Pozdrawiam
    • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 04:32
      Gość portalu: Kinga napisał(a):
      > Spotykam się od roku z facetem (31 lat) którego RODZICE nie akceptują
      > naszego związku. (...)Bez zapowiedzi przyszedł z rana do mojej mamy i
      > wypytał o stan finansowy mojej rodziny, o to co ja studiuje, o tatę mojej
      > corki. Boję się, ze moja córka nigdy nie będzie akceptowana...

      Widzisz...studia to teraz prawie kazdy konczy, wiec nie dziw sie, ze
      "tesciowi" to nie wystarcza. Czy zauwazylas, ze juz teraz myslisz
      i boisz sie, ze Twoja corka, moze zostac odrzucona ? dziecko, zawsze
      bedzie dla rodzica dzieckiem. Cos musi byc jednak z Toba nie tak
      skoro sa sprzeciwy.
      • Gość: Aster Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.magma-net.pl 31.12.03, 04:42
        Oczywiście ironizujesz?
        Bo jeśli nie, to to stwierdzenie:
        "Coś musi być jednak z Tobą nie tak..."
        byłoby fatalne.
        • yagnieszka Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 05:10
          Rozsadnym byloby wziac przez kilka miesiecy na wstrzymanie - dajcie sobie co
          najmniej 3 a najlepiej 6 miesiecy "przerwy". Zadnych spotkan, telefonow,
          listow, e-mails itd. To jest Wasz czas na przemyslenie zwiazku. Dla Niego
          pewnie najlepiej byloby poszukac jakiegos krotkiego (do roku) kontraktu w
          innym miescie - zeby sie uwolnic na troche od rodzicow i zeby sie odizolowac
          od Ciebie. Jesli uczucie jest cos warte (z obu stron), czas bez siebie pozwoli
          Wam to sobie dobrze uswiadomic i da sile do walki z "przeciwnosciami", jesli
          uczucie proby czasu nie wytrzyma, to sprawa jasna.
          A tak na marginesie to ja nie rozumiem porannej wizyty ojca Twojego ukochanego
          i tego, ze tego pana wpuszczono do domu bez zaproszenia i zapowiedzenia sie,
          ze Mu opowiadano o rodzinnych szczegolach i w ogole nie potraktowano Go jak
          swego rodzaju intruza jakim wedlug mnie byl. Az tak plaszczyc przed rodzina
          Twojego mezczyzny Twoja rodzina nie musi. Wiecej szacunku dla siebie samych!
          • yagootek problem nie zniknie 31.12.03, 10:52
            tylko po co ta przerwa? w tym czasie rodzice na pewno mu wytlumacza ze ona ma
            go gdzies skoro sie nim nie interesuje nie kocha go i takie inne...

            a ona sie bedzie meczyc bo nie dostanie takie wsparcia od swoich rodzicow...

            problem nie zniknie w czasie tej przerwy...

            • yagnieszka Re: problem nie zniknie 31.12.03, 19:14
              yagootek napisała:

              > tylko po co ta przerwa? w tym czasie rodzice na pewno mu wytlumacza ze ona
              ma
              > go gdzies skoro sie nim nie interesuje nie kocha go i takie inne...
              >
              > a ona sie bedzie meczyc bo nie dostanie takie wsparcia od swoich rodzicow...
              >
              > problem nie zniknie w czasie tej przerwy...
              >

              Dystans - zarowno czasowy jak przestrzenny jest potrzebny kazdemu doroslemu
              czlowiekowi, ktory staje przed trudna decyzja. A Kinga i Jej przyjaciel maja
              co najmniej kilka trudnych decyzji do podjecia. Stosunkow rodzinnych nie
              uklada sie "raz na zawsze" - nad ukladami w rodzinie pracuje sie cale zycie -
              raz te stosunki sa lepsze, raz gorsze. Zeby je wyrazniej zobaczyc i ocenic
              swoje mozliwosci przystosowania sie do zastanej sytuacji jak rowniez wplywania
              na nia, warto czasem usunac sie na bok choc na krotko.
              To, ze problem nie zniknie nie znaczy bowiem, ze nie mozna sie dopracowac
              nowych, innych, lepszych sposobow radzenia sobie z nim. Poza tym zawsze sa
              JAKIES problemy i czlowiek potrzebuje duzo samo-swiadomosci zeby sobie z
              kolejnymi radzic. Wielokrotnie tkwienie w srodku problemu zacmiewa jego
              faktyczne kontury i uniemozliwia rozwiazanie. My tu wszyscy widzimy sprawe
              wylacznie z punktu widzenia Kingi, ciekawe co bysmy powiedzieli wysluchawszy
              wersji wydarzen interpretowanych przez Jej przyjaciela, Jego rodzicow, Jej
              rodzicow, ojca Jej dziecka... Szczesliwie swiat nie jest czarno-bialy ale to
              widac lepiej, gdy sie zrobi kilka krokow w tyl - jak w galerii sztuki ;o)
        • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 16:31
          Mozesz sobie interpretowac jak tylko zechcesz...

          Kinga napisala tylko o przyjacielu i jego rodzicach, o niej
          nie wiemy nic, poza tym , ze ma dziecko ( moze panna ?)
          i o KTORE sie juz teraz martwi czy ONO zostanie zaakceptowane
          przez OBCYCH mu ludzi. Wspomina cos o wydziedziczeniu...czyzby
          chodzilo o mezalians ? Niech chociaz napisze o pochodzeniu spolecznym
          dwoch rodzin aby przyblizyc nam jej problem. Poza tym, staram sie
          nie wydawac opinii wysluchawszy tylko jednej strony...
      • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 15:39
        Coś nie tak, to jest z tobą, zalotnica.

        Kinga, nie słuchaj Dulskich :)
        • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 16:36
          w przeciwienstwie do Ciebie, zostalam wychowana w szacunku dla starszych
          • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 16:42
            dobre, dobre...

            jak widzę do starszych chamów również :)

            ja zostałam wychowana w szacunku do ludzi bez względu na ich płeć, wiek,
            pochodzenie społeczne, narodowość, orientację seksualną itp. - do momentu,
            kiedy wyraźnie nie poproszą o utratę szacunku
            no i ofkors uważam to za lepsze wychowanie :)
            • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 16:55

              Powiem Ci tylko , ze nawet cham przestaje nim byc w moim towarzystwie...
              • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 16:58
                wishful thinking, obawiam się :)

                niemniej wsjewo charoszewo ;)
                • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 17:03
                  Gość portalu: gf napisał(a):

                  > wishful thinking, obawiam się :)
                  >
                  > niemniej wsjewo charoszewo ;)

                  czyzby jezyk juz Ci sie zaczynal platac...?
                  • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 17:10
                    uprzedzenia etniczne też masz? :)
                    • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 17:38
                      hmmm...czy to znaczy , ze "lubisz historie ?"
                      • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 18:14
                        owszem - oraz geografię :)
                        • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 23:12
                          Gość portalu: gf napisał(a):

                          > - oraz geografię :)

                          no to mamy cos wspolnego...
      • r.richelieu zalotnica 01.01.04, 22:29
        mówisz o mezaliansie? że niskie pochodzenie kobiety jest poważnym powodem, dla
        którego teściowie mają zabronić dorosłemu synowi ożenienie się z nią? że mają
        prawo pytać się o studia i inne nie najważniejsze w życiu sprawy tonem
        gestapowca?
        co Ty w ogóle robisz ze społeczeństwa? biedni i bogaci, urodzeni dobrze i
        urodzeni niedobrze. Kurde, następna

        Kinga chce tylko żyć szczęśliwie, teściowie pewnie martwią się, że błękitna
        krew zostanie zabrudzona. Konia z człowieka robią
        • Gość: az Re: zalotnica IP: *.magtel.net.pl 01.01.04, 22:41
          > Konia z człowieka robią

          Ano robią.
          Skąd to wzięłaś: "tonem gestapowca".
          • r.richelieu Re: zalotnica 01.01.04, 23:07
            tak mi się przypomiał Herr Flick z Allo Allo gdy Rene tłumaczyłam parę wątków
            niżej z czym kojarzy mi się jego nick
        • zalotnica Re: zalotnica 01.01.04, 23:10
          r.richelieu napisała:

          > co Ty w ogóle robisz ze społeczeństwa? biedni i bogaci, urodzeni dobrze i
          > urodzeni niedobrze. Kurde, następna


          Ja nie mowie, raczej glosno sie zastanawiam, poniewaz Kinga wspomniala
          cos o grozbach o wydziedziczeniu. Chetnie sama dowiedzialabym sie wiecej
          na ten temat.

          Naprawde nie uwierze, ze Ty, kiedy bedziesz miala swoje dzieci
          nie zareagujesz na wybranca/ke swojej pociechy, a teraz to mnie
          naprawde zastanawia, kim jest Kinga, ze wzbudzila az
          taki sprzeciw jego rodzicow.
          • r.richelieu Re: zalotnica 02.01.04, 00:44
            ja będę wierzyć, że moje dziecko w wieku dziestu lat będzie na tyle dojrzałe,
            że będzie potrafiło samo sobie wybrać partnera. Co to znaczy zareagować,
            zabronić dorosłemu mężczyźnie czy kobiecie żyć z tym z kim on chce?

            A sprzeciw rodziców. Niemormalni rodzice też są, wiesz o tym? i, że gdy klasa
            społeczna, wykształcenie, zawartość konta rodziców, kształt nosa przyszłej
            synowej im się nie spodoba wynajdą taką bzdurę na podstawie której uznają
            dziewczynę za wyrzutka społecznego, a synowi to wmówią.
            • zalotnica Re: zalotnica 03.01.04, 10:45
              r.richelieu napisała:

              > ja będę wierzyć, że moje dziecko w wieku dziestu lat będzie na tyle dojrzałe,
              > że będzie potrafiło samo sobie wybrać partnera. Co to znaczy zareagować,
              > zabronić dorosłemu mężczyźnie czy kobiecie żyć z tym z kim on chce?
              >
              > A sprzeciw rodziców. Niemormalni rodzice też są, wiesz o tym? i, że gdy klasa
              > społeczna, wykształcenie, zawartość konta rodziców, kształt nosa przyszłej
              > synowej im się nie spodoba wynajdą taką bzdurę na podstawie której uznają
              > dziewczynę za wyrzutka społecznego, a synowi to wmówią.

              A ja znam rodzicow, ktorzy bezblednie przepowiedzieli przyszlosc swoim
              dzieciom. Niestety, nie obylo sie bez bolu, wszyscy sa juz po rozwodzie...

              Ja juz teraz wiem, ze nie kazdego/kazda potrafie zaakceptowac,
              a slub niczego nie zmieni...

              Jesli Tobie bedzie obojetne z kim Twoje dziecko przestaje, to nie wiem
              jak to nazwac. (?) Czy doprawdy widzisz wokol siebie tylko szczesliwe
              pary malzenskie ?
    • kamfora Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 09:49
      W jakich okolicznościach go spotkałaś?
      I...po jakim czasie uświadomiłaś sobie, że go kochasz?
    • Gość: Allegra Re: 31- latek kontra rodzice! IP: 195.245.213.* 31.12.03, 10:49
      Przykro mi to mówić, ale z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że facet,
      który do 31. roku życia nie uwolnił się od rodziców, ma na to małą szansę.
      Jeszcze zrozumiałabym, gdyby nie miał pracy, nie stać by go było na
      mieszkanie.. Ale - mimo że autorka wątku o tym nie mówi - mam wrażenie, że on
      nawet nie stara się zapewnić sobie oddzielnego lokum. Czyli zakłada, że do
      końca życia będzie mieszkał z rodzicami??? Że nie będzie ponosił za nikogo
      odpowiedzialności.. Po co dojrzewać, skoro u rodziców jest tak fajnie? <:/

      Żałosne.. Na miejscu Kingi traktowałabym tę znajomość tak, jak na to zasługuje,
      czyli bez angażowania się. Ale ona jest matką i szuka nie tylko mężczyzny dla
      siebie, ale także ojca dla swojej córki.. Szukałabym dalej..
      • yagootek :) 31.12.03, 10:54
        kinga funduje sobie drugie 31-letnie dziecko... z dziadkami kochajacymi
        inaczej;)
      • Gość: tom Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.zetosa.com.pl 31.12.03, 15:31
        skoro jest wam dobrze to nie ma sie czym przejmowac...rodzice nie zyja
        wiecznie! Musi sie wyprowadzic.
        Do Siego!
    • Gość: Kinga Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.zetosa.com.pl 31.12.03, 11:31
      kinga funduje sobie drugie 31-letnie dziecko... z dziadkami kochajacymi
      inaczej;)

      Dziekuje za Wasze wypowiedzi! ostatnia jest znakomita!
      Mój przyjaciel jest osobą bardzo odpowiedzialną i znakomicie odnajduje się w
      roli 'taty', mogę na niego liczyć i zawsze jest przy mnie gdy tego potrzebuje.
      Zupełnie inaczej zachowuje się przy mnie niż przy rodzicach! Choć to może się
      zmienić gdy przyjdzie codzienność. Nie każdy nawet pracujący człowiek ma
      fundusze na swoje mieszkanie, a wynajęcie nie jest opłacalne, ale zgadzam się
      że tu bardziej chodzi o wygodę niż o forse!
      Zarówno on jak i jego brat (mieszkający osobno z żoną, która przeszła i
      przechodzi nadal to samo co ja!) są okropnie zahukani i przy rodzicach nikną
      całkowicie. To aż przykre jak nagle chowają się do skorupek, nic nie mówią,
      są skrępowani fizycznie. Ogólnie przy obiadach panuje cisza, lub są rozmowy na
      tematy kościelne.

      Mnie to przeraża! Ja wyrosłam w zupełnie innych warunkach, było ciepło i
      zawsze się rozmawiało!
      Dzieciństwo zbyt determinuje człowieka by nawet gdy się uświadamia błędy móc
      je szybko i skutecznie zmienić. Ja nawet nie jestem pewna czy mój partner do
      końca uświadomił sobie w jakiej jest sytuacji. Nie chcę za niego podejmować
      decyzji, bo jest dorosły i sam powinien to zrobić. Usiłował wielokrotnie
      rozmawiać z ojcem, ale oni oboje nie potrafią mówić do siebie! Staje w mojej
      obronie, tłumaczy....ale choć wiem, że się stara niknie podczas takich
      prób....ja bym chciała więcej i inaczej, ale.....

      Zakładając, ze nie zmieni się drugiego człowieka pozostaje jedynie pytanie na
      ile ja mogę zaakceptować takim jakim on jest! Na ile mogę zaakceptować
      dziadków 'kochających inaczej'. A tego nie wiem.
      • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 15:52
        Mam nastepujące pomysły ;)

        1.zastanówcie się, czy mozliwy jest taki wariant, że ta para palantów i Ty nie
        wchodzicie sobie w drogę - nie masz szans ich zmienić, nie łudź się. Ale możesz
        nie utrzymywać z nimi kontaktu.

        2.wciągnij chłopaka na orbitę własnej rodziny - lepiej pojmie w jakim bagnie
        tkwi, kiedy zobaczy coś normalnego i fajnego. zatęskni. znam chłopaka
        wychowanego w podobny sposób przez samotną matkę - nieco młodszy - przeżył
        przełom właśnie pod wpływem rodziny dziewczyny. tylko że jemu pomogła w ogóle
        bardzo silna osobowość.

        3.zmień strategię w stosunku do Dulskich w porozumieniu z żoną "szwagra" -
        trzymajcie się razem we dwie i bądźcie twardsze. Nie szukajcie porozumienia za
        wszelką cenę, bo Dulscy tego nie chcą. Oni chcą Cię ulepić na swoje
        podobieństwo. Nie chodzi o kłótnie, tylko o pewnego rodzaju nieustępliwość.

        Ja bym się nie bała tego, że on bedzie podobny. Tylko tego, czy kocha Cię dość.
        Bo przed nim trudna droga - nawet, kiedy opanuje sytuację "mózgiem" i w pełni
        uświadomi sobie, co trzeba przemeblować, zawsze będzie z nimi emocjonalnie
        związany i to jest jego główny problem.

        Trzymaj się dzielnie :)
        gf

        p.s.szkoda, ze to nie na mnie trafiło - już ja bym im dała popalić, hihi ;)
        • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 16:34
          Gość portalu: gf napisał(a):

          > p.s.szkoda, ze to nie na mnie trafiło - już ja bym im dała popalić, hihi ;)

          i tak oto w krotkim zdaniu przekazalas nam cala prawde o sobie...
          • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 16:38
            Nic, o czym nie wiedzieliby stali bywalcy :)
            Mało czego tak nie znoszę, jak bigoterii :)))

            pozdrawiam Cię zalotnico
            (acz twój nick zawsze wydawał mi się mało kompatybilny z Twoim pisarstwem)

            :)
            • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 17:28
              Gość portalu: gf napisał(a):

              > Nic, o czym nie wiedzieliby stali bywalcy :)

              doprawdy, nie wiem jak ty to robisz, cale noce i dnie na forum
              czy nie szkoda Ci zycia...?

              > Mało czego tak nie znoszę, jak bigoterii :)))

              A po co do tej sytuacji mieszac religie ? tysiace ludzi chodzi do Kosciola,
              a moze Kinga nalezy do mniejszosci...?
              Przeciez nie od dzis wiadomo, ze sa problemy z wychowaniem pasierbow...


              > pozdrawiam Cię zalotnico
              > (acz twój nick zawsze wydawał mi się mało kompatybilny z Twoim pisarstwem)

              mnie sie bardzo podoba...o;
              • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 18:22
                > > Nic, o czym nie wiedzieliby stali bywalcy :)
                >
                > doprawdy, nie wiem jak ty to robisz, cale noce i dnie na forum
                > czy nie szkoda Ci zycia...?

                jestem wzruszona Twoją troską o ludzi :)
                nie tobie jednak to oceniać
                besides - spóźniłaś się :))


                >
                > > Mało czego tak nie znoszę, jak bigoterii :)))
                >
                > A po co do tej sytuacji mieszac religie ? tysiace ludzi chodzi do Kosciola,
                > a moze Kinga nalezy do mniejszosci...?
                > Przeciez nie od dzis wiadomo, ze sa problemy z wychowaniem pasierbow...

                sprawdż w słowniku znaczenie slowa "bigot"
                to co robią ludzie z listu Kingi, to kpina z chrześcijaństwa
                będą się za to smażyć w piekle :)

                problemy z pasierbami mają Ci, którzy mają je ze sobą
                tak czy tak - to nie sprawa tych ludzi tylko ich dorosłego (!!!) syna


                >
                >
                > > pozdrawiam Cię zalotnico
                > > (acz twój nick zawsze wydawał mi się mało kompatybilny z Twoim pisarstwem)
                >
                > mnie sie bardzo podoba...o;

                owszem, mnie też się podoba, tylko, ze kompletnie do Ciebie nie pasuje :)
                ale to bez znaczenia :))
                • zalotnica Re: 31- latek kontra rodzice! 01.01.04, 23:22
                  Gość portalu: gf napisał(a):

                  > jestem wzruszona Twoją troską o ludzi :)
                  > nie tobie jednak to oceniać
                  > besides - spóźniłaś się :))

                  No wiesz, jak wchodze na Psychologie i widze co drugi post napisany przez
                  niejaka "gr" no to sama rozumiesz ...
                  Mialam klopoty z laczami, poza tym nie ja jedna mam "pilne" sprawy na
                  internecie...no i rowniez mam zycie poza...o;


                  > sprawdż w słowniku znaczenie slowa "bigot"
                  > to co robią ludzie z listu Kingi, to kpina z chrześcijaństwa
                  > będą się za to smażyć w piekle :)

                  to w takim razie Cie nie zrozumialam, myslalam, ze piszesz o jej przyszlych
                  tesciach...

                  > problemy z pasierbami mają Ci, którzy mają je ze sobą
                  > tak czy tak - to nie sprawa tych ludzi tylko ich dorosłego (!!!) syna

                  ***pamietaj, nic jeszcze nie wiemy o Kindze...

                  > owszem, mnie też się podoba, tylko, ze kompletnie do Ciebie nie pasuje :)
                  > ale to bez znaczenia :))

                  no wiesz...lubie sie w zyciu bawic...
      • kamfora Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 18:12
        Gość portalu: Kinga napisał(a):

        > Mój przyjaciel jest osobą bardzo odpowiedzialną i znakomicie odnajduje się w
        > roli 'taty', mogę na niego liczyć i zawsze jest przy mnie gdy tego potrzebuje.

        > Ja nawet nie jestem pewna czy mój partner do
        > końca uświadomił sobie w jakiej jest sytuacji. Nie chcę za niego podejmować
        > decyzji, bo jest dorosły i sam powinien to zrobić.
        /.../
        > Zakładając, ze nie zmieni się drugiego człowieka pozostaje jedynie pytanie na
        > ile ja mogę zaakceptować takim jakim on jest!

        On już Cię pokochał i zaakceptował razem z dzieckiem.
        A Ty? Czy Ty go kochasz, czy tylko kochasz być przez niego kochaną?
        Czy kochasz jego, czy jego gotowość pomocy i bycia przy Tobie?
        Wydaje mi się, że jego rodzice mają wątpliwości
        właśnie co do Twojej do niego miłości. Z tej racji, że dziecko
        staje się dorosłe nie wynika, że rodzice przestają się martwić o jego
        szczęście. Zobaczysz to, gdy Twoja córka dorośnie :-)

        Piszesz, że jego rodzice uważają się za katolików. Czyli swojego syna
        wychowywali w tym duchu, starali się wpoić mu to, w co sami wierzą.
        Możesz uważać to za dziwaczne, głupie czy cokolwiek - ale nie zmieni to
        faktu, że on jest przesiąknięty tym właśnie. I to, że jest taki a nie inny
        w roli "taty" jest również zasługą jego rodziców i tego wychowania.

        Jest jeszcze jedna kwestia: czy jesteś w stanie zawrzeć sakramentalny związek
        małżeński. Jeśli nie - to ten człowiek ma naprawdę trudny orzech do zgryzienia.
        • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 18:33
          > Piszesz, że jego rodzice uważają się za katolików. Czyli swojego syna
          > wychowywali w tym duchu, starali się wpoić mu to, w co sami wierzą.
          > Możesz uważać to za dziwaczne, głupie czy cokolwiek - ale nie zmieni to
          > faktu, że on jest przesiąknięty tym właśnie. I to, że jest taki a nie inny
          > w roli "taty" jest również zasługą jego rodziców i tego wychowania.

          Obawiam się, że on jest dobry wbrew wychowaniu, a nie z jego powodu :)
          Katolicyzm nie ma tu nic do rzeczy.
          • kamfora Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 18:46
            Gość portalu: gf napisał(a):

            > Obawiam się, że on jest dobry wbrew wychowaniu, a nie z jego powodu :)
            > Katolicyzm nie ma tu nic do rzeczy.

            Myślę, że się mylisz.
            (Moja własna, najbardziej osobista autopsja mi to podpowiada ;-)
            • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 18:53
              Ty tez w ramach katolicyzmu złożyłabyś taką obcesową wizytę, jak ten ojciec?
              I demonstrowałabyś taką pogardę dla ludzi?

              wątpię :)
              • kamfora Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 19:01
                Gość portalu: gf napisał(a):

                > Ty tez w ramach katolicyzmu złożyłabyś taką obcesową wizytę, jak ten ojciec?
                > I demonstrowałabyś taką pogardę dla ludzi?
                >
                > wątpię :)

                Wątpisz w moją zdolność do składania wizyt obcesowych (muszę sprawdzić, co to
                takiego ;-) czy w zdolność do demonstrowania pogardy? Czy w te ramy?

                (a tak na marginesie: skąd nagle wzięła się ta pogarda? Coś przeoczyłam?
                Czy uważasz, że demonstrowanie pogardy jest równoznaczne z pogardzaniem ludźmi,
                a nie demonstrowanie - z szacunkiem do nich?)
                • Gość: gf Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 16:15
                  Zawsze zakładam, ze ludzie są dobrzy, póki mnie nie przekonają, że jest wręcz
                  odwrotnie ;)
                  Dlatego mam nadzieję, że nie zachowałabyś się jak ojciec tego chłopaczka :)

                  Wszystko jedno, czy tylko czujesz pogardę dla - hihi - "nieczystości" czy ją
                  demonstrujesz. tak czy tak, jeśli tak, jesteś zła.
                  • kamfora Źli ludzie 01.01.04, 17:02
                    Gość portalu: gf napisał(a):

                    > Wszystko jedno, czy tylko czujesz pogardę dla - hihi - "nieczystości" czy ją
                    > demonstrujesz. tak czy tak, jeśli tak, jesteś zła.

                    Powiedz, czy znasz chociaż jednego człowieka, o którym mogłabyś powiedzieć,
                    że jest dobry, wedle kryteriów, które przyjmujesz?
                    Czy jedno zachowanie niezgodne z tymi kryteriami przesądza o zaliczeniu
                    w poczet złych? Jaką wagę/znaczenie ma dla Ciebie w takim razie wyrażenie
                    "zły człowiek"? Jakie konsekwencje ma to dla tego człowieka?
                    (czego może/nie może się od Ciebie spodziewać?)
                    • Gość: gf jak to jedno zachowanie??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 17:08
                      - przeczytaj jeszcze raz pierwszy post, tam jest cała litania grzechów, których
                      Ci państwo w swojej "wielkiej pobożnosci" oczywiście nie widzą.

                      Tak, znam w rzecywistości wielu dobrych ludzi.
                      Widzę również mnóstwo takich na tym forum.

                      O zaliczeniu w poczet złych stanowi nie jedno zachowanie tylko ogólny stosunek
                      do ludzi. Czego po mnie mozna się spodziewać? Odporu w przypadku ataku ;)
                      • kamfora Re: jak to jedno zachowanie??? 01.01.04, 18:00
                        Gość portalu: gf napisał(a):

                        > - przeczytaj jeszcze raz pierwszy post, tam jest cała litania grzechów, których
                        > Ci państwo w swojej "wielkiej pobożnosci" oczywiście nie widzą.

                        A największym grzechem wydaje się być ta pobożność właśnie...Znam, znam.
                        Zastanawiam się tylko, po co w takim razie wchodzić w taką rodzinę, której
                        sposobu na życie nie można zaakceptować?
                        Może i niewiele warte to moje doświadczenie, ale dla mnie daje ono wszelkie
                        podstawy by mniemać, że ten związek nie ma wielu szans na bycie udanym i trwałym
                        przy takim nastawieniu Kingi.
                        Żeby nie było nieporozumień: nie mówię, że Kinga powinna zachowywać się inaczej,
                        działać wbrew sobie. Ale tak tak samo, jak ona nie akceptuje pewnych zachowań
                        w rodzinie swojego ukochanego, tak samo oni mają prawo nie akceptować pewnych
                        zachowań u niej. I nic tu nie ma do rzeczy ocena z boku pt. "kto ma rację",
                        czy kto zły a kto dobry. Tutaj trzeba myśleć o wspólnym spędzaniu Świąt,
                        o zapraszaniu na rodzinne uroczystości i siedzeniu przy wspólnym stole.
                        Nie da się zmienić przeszłości - a przyszłość na pewno będzie do niej
                        nawiązywać.
                        Kinga pisze, że "udzielała odpowiedzi". A czy starała się sama pytać?
                        Czy pytała o to, dlaczego jest nieakceptowana? Czy starała się poznać
                        na czym polega ta "udawana pbożność" i dlaczego wydaje jej się udawana?
                        I jak według niej powinna wyglądać pobożność nieudawana?

                        Znamy Kingę z jej opowieści, według niej podstawowym problemem, którego
                        ewentualni teściowie nie mogą zaakceptować jest jej dziecko.
                        A jakie są poboczne problemy?
                        • Gość: gf Re: jak to jedno zachowanie??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 18:18
                          Zaraz, zaraz. Kinga się wiąże z chłopakiem, nie z jego rodziną. On nie jest
                          nimi. Jest (obaj są) nieco inni niż rodzice, jak to z jej postów wynika. Nie
                          skreślałabym mężczyzny na podstawie faktu, ze jego rodzice w stosunku do mnie
                          zachowują się niestosownie.

                          Problem Kingi chyba polega na tym, ze nie dość go kocha - takie jest moje
                          wrażenie. A z pewnością nie warto być z kimś, kogo nie kocha się bardzo.

                          • kamfora Re: jak to jedno zachowanie??? 01.01.04, 18:24
                            Gość portalu: gf napisał(a):

                            > Zaraz, zaraz. Kinga się wiąże z chłopakiem, nie z jego rodziną. .

                            I tu jest błąd podstawowy, który popełnia wielu młodych. Z chłopakiem to można
                            się związać w związek seksualny, bez przyszłości i bez zobowiązań - ot tak, dla
                            przyjemności jedynie i z zastrzeżeniem, że się rozstajemy przy byle okazji.
                            Małżeństwo, dzieci - chcesz czy nie - wiąże rodziny obie.
                            • Gość: gf Re: jak to jedno zachowanie??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 20:05
                              Absolutnie się z tym punktem widzenia nie zgadzam, choć rozumiem, ze jest
                              charakterstyczny dla bardziej konserwatywnych środowisk.
                            • r.richelieu Kamfora 01.01.04, 22:40
                              małżeństwo wiąże rodziny obie? a co w sytuacji gdy nie ma czego wiązać, gdy
                              ojciec, matka owszem są, ale nie ma się z nimi żadnych bliskich relacji.
                              Mało tego, czy cechy 30-letniej osoby są cechami jej rodziców? Czy sam rozumu
                              nie ma?
                          • kamfora jeszcze jedno 01.01.04, 20:37
                            Gość portalu: gf napisał(a):

                            > Problem Kingi chyba polega na tym, ze nie dość go kocha - takie jest moje
                            > wrażenie. A z pewnością nie warto być z kimś, kogo nie kocha się bardzo.

                            Piszesz to z punktu widzenia Kingi.
                            A gdybyś miała spojrzeć z punktu widzenia jej chłopaka, który, załóżmy, jest
                            Twoim ulubionym kuzynem ? Czy doradzałabyś mu bycie z kimś, kto go nie kocha
                            bardzo?

                            Oczywiście, że możesz uważać mój punkt widzenia na małżeństwo za typowy dla
                            środowisk konserwatywnych, a swój za typowy dla tych postępowych.
                            Już w tylu dziedzinach jestem zacofana, że jedna więcej nie zrobi zbytniej
                            różnicy w całości ;-)
                            No i myślę, że dosyć już wymądrzania się "w temacie" 31-latka.
                            (mojego wymądrzania, oczywiście - co do innych nie mam prawa decydować)

                            Życzę Kindze, żeby dokonała dobrego wyboru.
                            • Gość: gf Re: jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 21:03
                              wszystko zgoda, z zastrzeżeniem, że mój punkt widzenia jest liberalny a
                              nie "postępowy" :)

                              oczywiście, że chłopakowi powiedziałabym to samo - nie warto być z kimś, kto
                              Cię nie kocha mocno.

                              no właśnie...kluczową rzeczą jest to, że facet ma 31 lat a nie 18 ;))
                              • Gość: az Re: jeszcze jedno IP: *.magtel.net.pl 01.01.04, 21:14
                                Dziwny ten Twój liberalizm, który nakłada na ludzi postępowanie zgodne z Twoimi
                                ideami ("ta para palantów", "już ja bym im dała popalić").
                                Myślę, że pojęcie bigoterii masz równie dziwne.
                                • Gość: gf Re: jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 21:24
                                  Myślę, że nie wiesz co znaczy liberalizm. Nie myl go może z leseferyzmem...

                                  Ci państwo mają prawo ustawiać własne zycie - zycie innych nie.
                                  W swoim domu niech robią, co chcą - od domu innej pary (niechby i w połowie
                                  spokrewnionej) WARA, ze ciebie zacytuję.

                                  • Gość: az Re: jeszcze jedno IP: *.magtel.net.pl 01.01.04, 21:36
                                    O definicji dyskutować nie chcę, bo się nie znam. Dla mnie pojęcie Twego
                                    liberalizmu jest dziwne, ot tyle.
                                    Ci państwo w nikogo życie nie ingerują, w przeciwieństwie do Kingi.
                                    Pewnie, że wara od innych domów i ludzi. Jednak uważam, że rodzina rządzi się
                                    trochę innymi prawami.
                                    • Gość: gf Re: jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 21:54
                                      Dla mnie dziwna jest Twoja definicja. Ty jesteś klasycznym konserwatystą. But
                                      never mind.

                                      No właśnie - Kinga i ten chłopak byliby rodziną. Rozumiem, że moment ślubu
                                      uznajesz za kres prawa starszych państwa do wtrącania się w cudze życie?

                                      Bo jeśli nie, to rozumiem, ze i młodzi mają prawo "ustawiać" zycie starym -
                                      wszak to rodzina?
                                      • Gość: az Re: jeszcze jedno IP: *.magtel.net.pl 01.01.04, 22:02
                                        Rodziną się jest niezależnie od podpisywanych aktów. Z wyjątkiem aktu
                                        pt. "wyrzekam się rodziny". Co prawda rodziną i wtedy się pozostaje, ale już na
                                        innych układach.
                                        W rodzinie zależności pionowe nie są tożsame w obu kierunkach.
                                        Dlaczego piszesz "ustawiać"? Mają prawo się wtrącać.
                                        • Gość: gf Re: jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 22:18
                                          Skoro tak, to musisz przyznać Kindze prawo do wtrącania się w stosunki panujące
                                          w domu starszych państwa. mam nadzieję, że czujesz absurd takiego układu.

                                          Cóż, może ty akceptujesz sytuację, w ktorej rodzice stawiają tego chłopaka, ja
                                          jednak nie dałabym sobie tak w kaszę dmuchać w tak poważnym wieku. Myślę, że
                                          większość ludzi chce samodzielnie decydować o tym, kogo wybiera na swoją drugą
                                          połowę.

                                          Rozumiem też, że uznajesz za niegrzeczną wizytę faceta u matki dziewczyny -
                                          tak, jak się odbyła ? Wszystkiego tego mogli się dowiedzieć w cywilizowany
                                          sposób. W gruncie rzeczy są chamami.
                                          • Gość: az Re: jeszcze jedno IP: *.magtel.net.pl 01.01.04, 22:34
                                            Teraz Kinga nie ma takiego prawa. Po ślubie może się wtrącać w stosunki rodzice-
                                            syn (jej mąż). No bo stosunki rodzice-jej nowa rodzina, to ona będzie
                                            współkształtować.

                                            Oczywiście, że wybór powinien być samodzielny. Nie pisałem o decydowaniu przez
                                            rodziców, a jedynie o ich prawie do opinii, do sprzeciwu włącznie. Które to
                                            opinie (lub sprzeciw) syn może lub nie wziąć pod uwagę. Wiążą się z tym jednak
                                            konsekwencje wyboru wbrew rodzicom.

                                            Wizyta: Z relacji Kingi wynika, jak słusznie zauważasz, że była niegrzeczna, bo
                                            nie zapowiedziana. Daleki jednak jestem od słowa "chamy". Trudno zgadywać jak
                                            przebiegła ta rozmowa. To dałoby więcej światła na "poziom" ojca.
                                            • Gość: gf Re: jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 22:44
                                              Niestety tatulek znał odpowiedź, jak pisze Kinga, na pytania, które postawił.
                                              Ponadto stawianie komuś pytań "majątkowych" w ogóle jest dyskusyjne, natomiast
                                              robienie tego na takim etapie znajomosci i w takich okolicznościach właśnie
                                              chamskie.

                                              Cóż jeszcze? Te awantury o powroty 31-letniego syna...Hmmm...

                                              No coż. Każdy pozwala na tyle, na ile chce. Ja dałabym taki odpór, ze więcej by
                                              nie spróbowali. Niestety niektórzy rodzice są tak głupi, że zmuszają dzieci do
                                              walki o swoje.

                                              Życzę temu chłopakowi, żeby wykorzystał szansę, jaką jest dla niego Kinga.
                                            • Gość: gf p.s. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 22:47
                                              nie, nie - ja mam na myśli prawo Kingi (po ślubie, jak piszesz) to ingerowania
                                              w stosunki tatuś-mamusia tudzież oceniania ich religijności, obyczajów,
                                              finansów, prowadzenia się - no wiesz, analogicznie do tego, co oni robią teraz.
                                              • Gość: az Re: p.s. IP: *.magtel.net.pl 01.01.04, 23:02
                                                Kinga ma (po ślubie) prawo opiniowania, oceniania. Do tego jedynie może
                                                sprowadzać się jej ingerencja. Podobnie jak jej mąż (syn). Przypomnij sobie
                                                moje zdanie o relacjach pionowych.
                                                Jak przejdą na relacje - dzieci utrzymują rodziców, to wtedy mogą stawiać
                                                postulaty. Ale z wyczuciem. To wszak rodzice.
                                                • Gość: gf pudło - facet jest niezależny finansowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 23:36
                                                  abstrahując już od faktu, ze utrzymywanie nie uprawnia do takich ingerencji...

                                                  mamy odmienne zdanie - ja nie uzurpuję sobie prawa do tak bezczelnego, jak w
                                                  historii Kingi, ingerowania w sprawy mojej rodziny i tego samego od niej
                                                  oczekuję

                                                  ty jesteś konserwatywny - więc dajesz im takie prawo

                                                  ja ślub jako punkt zwrotny w "prawach" uważam za koncepcję zabawną li tylko :)

                                                  protokół rozbierzności podpisany
                                                  koniec dyskusji
                                                  • Gość: az Re: pudło - facet jest niezależny finansowo IP: *.magtel.net.pl 01.01.04, 23:43
                                                    Ament.
                                  • malvvina Re: jeszcze jedno 02.01.04, 00:35
                                    o ranyyyy, to od laisser faire ??????
        • yagnieszka Re: 31- latek kontra rodzice! 31.12.03, 19:17
          kamfora napisała:
          Z tej racji, że dziecko
          > staje się dorosłe nie wynika, że rodzice przestają się martwić o jego
          > szczęście. Zobaczysz to, gdy Twoja córka dorośnie :-)
          >
          > Piszesz, że jego rodzice uważają się za katolików. Czyli swojego syna
          > wychowywali w tym duchu, starali się wpoić mu to, w co sami wierzą.
          > Możesz uważać to za dziwaczne, głupie czy cokolwiek - ale nie zmieni to
          > faktu, że on jest przesiąknięty tym właśnie. I to, że jest taki a nie inny
          > w roli "taty" jest również zasługą jego rodziców i tego wychowania.

          To sa bardzo wazne spostrzezenia. Samemu sie czesto zapomina o tym, ze
          ukochany czlowiek nie stal sie wspanialym mezczyzna czy kobieta SAM Z SIEBIE -
          dom, z ktorego wychodzi mial zawsze duzy wplyw na te "wspanialosc".
      • Gość: Maria Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.01.04, 23:54
        Kiedy czytam, jak Twój przyjaciel i jego brat zachowują się przy swoich
        rodzicach (w obecności swoich partnerek) to widzę siebie i mojego brata przy
        naszym ojcu. Mój ojciec do tej pory nie akceptuje mojego męża (mamy 25 letni
        staż małżeński) ani mojej bratowej (27 lat po ślubie). Też przy stole panuje
        cisza (kiedy jest mój mąż lub bratowa). Kiedy jesteśmy z bratem u ojca sami to
        też milczymy albo kłócimy się. Bo ojciec zawsze chce mieć rację, być najlepszy
        i najbardziej pokrzywdzony przez los. Ale fakt, że ojciec od samego początku
        nie akceptował mojego męża nie przeszkadzał mojemu wówczas narzeczonemu
        oświadczyć się a mnie podjąć decyzję o wspólnym życiu. Mieliśmy odwagę ponosić
        konsekwencje naszej decyzji. Bo mówiąc szczerze najprościej jest przerzucać
        winę na rodziców partnera i tłumaczenie, że Ty wychowałaś się w innych
        warunkach. Mój mąż też wychował się w innych warunkach (jeżeli chodzi o te
        wlaśnie sprawy), ale nie znaczy że pod każdym względem idealnych. Każde
        wychowanie ma swoje plusy i minusy.
        A Wy po prostu nie macie odwagi podjąć decyzji o wspólnym życiu.
        Nie obawiaj się, ze Twój partner będzie podobny do swoich rodziców. Będzie ich
        przeciwieństwem. Wiem to po sobie.
        Nie cierp tak bardzo, że przyjaciel chowa się do skorupki, jest skrępowany
        fizycznie przy swoich rodzicach. Przypuszczam, że tak jak ja i mój brat nie
        chce wywoływać konfliktu przy Tobie.
        Proponuję, rodziców przyjaciela odwiedzaj tylko wtedy, kiedy trzeba. Kiedy
        jesteście sami, nie przeżywaj i nie omawiaj zachowań Jego rodziców. Mają wady
        jak WSZYSZCY rodzice, a szczególnie teściowie.
        Jeżeli męczy Ciebie ta sytuacja, to po prostu pomóż podjąć przyjacielowi
        decyzję, nie pozostawiaj Go samego (jeżeli jest Wam ze sobą dobrze).
        Pozdrawiam:))
    • Gość: gf od lektury Psów można dostać zawału ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 15:35
      Kinga, dlaczego on z nimi mieszka?
      • Gość: lu Re: od lektury Psów można dostać zawału ;) IP: *.adsl.proxad.net 31.12.03, 17:56
        Kinga, mozesz probowac z nim byc, ale nie bedzie Ci latwo.
        Po pierwsze dlatego, ze jest przyzwyczajony do pelnej obslugi. Jesli sie teraz
        bardzo stara - moze troche sie przystosowac, ale sentyment do mamusi zostanie
        (zwylke wychodzi to po latach). Ponadto Twoj luby chyba nic nie umie zrobic w
        domu - masz wiec na glowie pranie, sprzanie, gotowanie, koszule, itp.
        Po drugie: walka z jego rodzicami bedzie trwala w nieskonczonosc. Jesli juz
        teraz Twoj ewentualny tesc nawiedza Twoja rodzine bez uprzedzenia i zadaje...
        niedyskretne (to eufemizm) pytania! Nie najlepiej to swiadczy o nim. Wyobraz
        sobie nieustanne niezapowiedziane wizyty tesciow w Waszm gniazdku, wyobraz
        sobie krytyke (obiadu, Swiat, wychowania dzieci, braku Twojej religijnosci,
        itp).
        Jesli mozecie wyjechac i zamieszkac kikaset kilometrow dalej - moze warto sie
        angazowac, ale jesli tesciowa bedzie do Was miala 15 min tramwajem, to lepiej
        przemysl wszystko
        • Gość: Kinga Re: od lektury Psów można dostać zawału ;) IP: *.zetosa.com.pl 01.01.04, 15:54

          Oczywiście Kamfora ma rację, ze m.in. dzięki swoim rodzicom jest takim
          wrażliwym i dobrym człowiekiem! Zapewne wynika to także z ich religijności. Co
          nie zmienia mojego wrażenia, że jego rodzice uważają, ze tylko oni mogą go
          naprawdę kochac!!! Wciąż mu powtarzają, że związek - gdy kobieta ma już
          dziecko, jest brudny....że on nigdy nie będzie tym pierwszym!!!! Więc jak ja
          mam myśleć o nich?
          Wiem, ze to im zawdzięczam że mój facet jest świetnym opiekunem, ze jest dobry
          dla mojej córki...ale to samo wychowanie pozbawiło go samodzielnego myślenia,
          życia z szeroko otwartymi ramionami! Wciąż chciałby by to nam było jak
          najlepiej, wciąż się stara i choć z początku było to fantastyczne teraz
          widzę, że jest nienaturalne. Zaczyna żyć naszym życiem, bo zawsze ktoś inny za
          niego decydował! Mam coraz większe poczucie odpowiedzialności za niego!

          Pewnie byłoby o wiele łatwiej 'walczyć o jego duszę' gdybym była bardziej
          pewna swojego uczucia. Nie chcę powiedzieć, że nie kocham, tylko ze ja
          chciałabym mieć więcej czasu. Jego rodzice rozpoczęli wojnę, a my nawet nie
          jesteśmy zaręczeni (co dla mnie byłoby równoznaczne że z tym człowiekiem chcę
          założyć rodzinę i chce zamieszkać). Dlatego też na razie stoję z boku; ani nie
          chcę zawierać paktu z bratową, ani nie chcę wchodzić w kłótnie z rodzicami.
          Nie szukam złudnego ideału faceta, ale tez nie chce popełnić drugi raz błędu.
          Stad moje rozterki i może zbytnia ostroznośc.
          • Gość: gf Re: od lektury Psów można dostać zawału ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 16:12
            Kinga, to co napisałaś o jego ojcu, świadczy wprost przeciwnie - nie jest
            wrażliwy ani dobry, skoro złożył taką wizytę Twoim rodzicom i tak Ciebie i
            swoich synów traktuje. To jest pozór dobroci, za którym kryje się pogarda. Ja
            też znam takich Tartufe'ów.

            mam wrażenie, że Ty byś bardzo chciała, żeby oni Cię polubili...
            a wcale na to nie zasługują :)

            no, ale jeśli nie masz siły unicestwić świata dla Niego - to chyba znak, że
            należy zwrócić facetowi wolność ;)

            • Gość: doswiadczona Re: od lektury Psów można dostać zawału ;) IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 01.01.04, 19:53
              Kinga, znam z bliska podobna sytuacje. Synka wychowanego przez zbyt
              zachlannych rodzicow. Nie wierz ze nimi kieruje milosc do syna.
              Przeciez normalni rodzice, dla dobra i usamodzielnienia dziecka sami
              "odcinaja pepowine". Twoj 31-latek ciagnie pepowina za soba, a jego
              rodzice wiaza na niej wezelki.Masz slabosc do twojego 31-latka bo cos
              tam okazuje twojemu dziecku; Ale czy sytuacja nie zmieni sie gdy trzeba
              bedzie wspolnie odpowiadac materialnie za dom i dziecko?
              Co do rodzicow zareczam ze nie pozbedziesz sie ich , jesli do tej pory
              utrzymuja pepowine, beda ja pielegnowali do konca ich dni. Bedziesz zawsze
              dla nich rywalka, kims kto odbiera ich wlasnosc.Nie napisze co sadze
              o 31-latku, bo nie chce urazac twoich uczuc, na ktore po prostu On nie
              zasluguje.
    • Gość: az Mój punkt widzenia IP: *.magtel.net.pl 01.01.04, 20:02
      Ludzie są różni. Mają prawo do własnego zdania i działania. Nie mogą wyrządzać
      jednak krzywdy innym, zwłaszcza mi i moim bliskim.
      Nie jest tak, że to owi rodzice wyrządzają Kindze krzywdę. To ona, poprzez
      swojego przyjaciela, wkroczyła w ich świat. Chce czegoś od nich. Jej przyjaciel
      to dziecko tych rodziców. Kinga może działać jedynie "po prośbie" lub w ogóle z
      nimi się nie kontaktować. Nie ma prawa wywierać na nich jakiegokolwiek nacisku.
      Działania rodziców są dla mnie zrozumiałe. Troszczą się o przyszły los syna.
      Byłoby dziwne dla mnie, gdyby rodzice nie zechcieli poznać przyszłej synowej i
      jej rodziny. Zrozumiałe też dla mnie jest, że zaopiniują chęci młodych, wyrażą
      swoją zgodę, dezaprobatę czy zdecydowany sprzeciw. Przecież jest naturalnym
      stanem (a przynajmniej tak do tej pory bywało), że po ślubie pozostają ścisłe
      więzi pomiędzy nową rodziną a rodzinami z obu stron. Więcej - ta więź obliguje
      do wzajemnego wsparcia, w obie strony.
      Nie mam prawa (i myślę że inni też, w tym Kinga) dąsać się na ich religijność
      czy sposób wychowania swojego potomstwa. Ściślej: dąsać to się możemy, ale nie
      mamy prawa wymagać od nich innych zachowań w tej mierze.
      Kluczową sprawę w całym zagadnieniu odgrywają motywy działania Kingi i jej
      przyjaciela. Jeśli to wielka miłość, to dadzą sobie radę wbrew przeciwnościom.
      Jednak i przyjaciel (do czasu małżeńskiej obietnicy) ma prawo działać jak mu
      się podoba. Rodziców szanować powinien, zwłaszcza ich utrzymywanie jego, ale
      może też pożegnać się z nimi. Jego wybór. Nic mi i innym do tego.
      Skoro tkwi nadal przy rodzicach, (mimo że "bardzo cierpi, widzę, że chciałby
      się uwolnić, wyprowadzić") to marne szanse, że uczucie, którym darzy Kingę jest
      wielkie i że kandydat nadaje się na męża i ojca.
    • Gość: mona Re: 31- latek kontra rodzice! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.01.04, 23:49
      Uciekaj Kingo jak najdalej,uciekaj.

      Przegrasz życie,stracisz ideały,wpadniesz w kompleksy,znienawidzisz
      ludzi,poczujesz się brudna,niechciana,oszukana,niekochana...

      Uciekaj Kingo póki czas-bo będziesz żałowac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka