Gość: asiek_asiekowaty
IP: *.wola-duchocka.sdi.tpnet.pl
13.07.04, 23:23
Inaczej tego nazwać nie umiem: albo pracownicy służby zdrowia są
niedoinformowanymi kretynami, albo totalnymi chamami (zapewne 2w1).
Moja historia:
Chłopakowi zsunęła się prezerwatywa, zadzwoniliśmy na pogotowie, gdzie
poinformowano nas, że obecny jest jedynie lekarz internista i odpowiedziano
na moje pytanie co do uprawnienia do przepisania Postinoru przez niego
negatywnie.
Skierowaliśmy się do szpitala (w nocy na nogach ok. godziny szybkiego marszu
w butach na obcasie, gdyż innych ze sobą nie wzięłam - przyjechałam do
chłopaka z innego miasta na parę dni). Na dyżurce w szpitalu babsko było
super niemiłe i poinformowało mnie, że żaden lekarz tutaj Postinoru mi nie
przepisze, bo może to zrobić jedynie lekarz rejonowy (przypominam - nie byłam
w swoim województwie). Nalegałam, więc pani łaskawie pozwoliła mi osobiście
porozmawiać z ginekologiem.
Pan doktor powiedział, że szpital nie może mi tego przepisać (czyli mam
rozumieć, że on jako lekarz na dyżurze w publicznym szpitalu nie może/nie ma
prawa), natomiast może jako lekarz prywatny. No to już: 50 złotych... Pan
doktor ponadto pytał o dzień cyklu, bo może Postinor nie jest mi potrzebny
(idiota nie wie, że w ciążę można zajść praktycznie w każdym momencie cyklu?
ciekawe, czy jakbym np. miała miesiączkę, to czy odmówiłby?), następnie, że
miałabym problemu ze zdobyciem recepty, bo lekarze nie chcą przepisywać
Postinoru jako środka poronnego (jakby był poronny, to byłby w Polsce
zabroniony!!!) oraz, że jestem za młoda, żeby to stosować (taaa...). Ogólnie
strasznie się krzywił i był bardzo niechętny (i to jeszcze po tym, jak mu
zapłaciłam za "prywatną wizytę!").
Powiem szczerze, że jak jeszcze byłam w miarę spokojna do czasu dojścia do
szpitalu, tak po wyjściu z niego byłam tak roztrzęsiona, że gdy zaczęłam
wręcz histerycznie płakać, to nie mogłam się uspokoić - wszystko za sprawą
polskiej służby zdrowia i wszelkich utrudnień, i łamania prawa. Jak się
okazało (sprawdziłam późnij), każdy lekarz ma uprawnienia, żeby wypisać
receptę na Postinor! I każdy musi to zrobić!
Szlag mnie trafia, jak o tym myślę... Zamiast pomocy dostałam tyle niechęci
czy nawet wrogości, ile nigdy bym się nie spodziewała, tym bardziej w tak
trudnej dla mnie sytuacji (nie wierzyłam, że mogę zostać potraktowana, jak
jakaś nieodpowiedzialna gówniara, która wpadła podczas puszczania się z
kolejnym facetem).Właściwie mój przypadek i tak jest jednym z tych, który
dobrze się skończył (przynajmniej mam taką nadzieję - poczekamy jeszcze z 3
tyg. na okres i wówczas będzie spokój), ale wiele ludzi nie ma pojęcia o
możliwości antykoncepcji „po”, nie zna też swoich praw jej dotyczących -
najwyraźniej lekarze też nie znają swoich obowiązków lub bezczelnie
korzystają z ludzkiej niewiedzy. Ja wiedziałam sporo, ale w sytuacji, kiedy
liczy się czas nie będę się kłócić z debilem o to, czy Postinor jest dla
starszych kobiet, czy jest środkiem wczesnoporonnym i czy on ma obowiązek mi
go przepisać jako lekarz publiczny, a nie prywatny.
Piszę to częściowo z żalu i złości, które pozostały po tym wydarzeniu (nie
samej wpadce, ale właśnie przygodzie ze służbą zdrowia), a częściowo też dla
Waszej wiadomości: rady i przestrogi.