paulina.e
24.08.07, 10:04
Dlaczego każda moja wizyta u Fryzjera musi sie kończyć rozpaczą - chyba nie o
to tu chodz. Mam jedną fryzjerkę określaną mianem najlepszej w okolicy, kilka
razy u niej nie byłam i bardzo tego żałowałam. Teraz chodze do niej regularnie
raz na 3 miesiące od 2 lat(farbowanie i podciananie). Do wczoraj moje włosy
sięgały do piersi - dziś rozpaczam bo są do połowy szyji. Pani stwierdziła że
przydało by się podciąć koncówki więc ja się zgodziłam i powiedziałam że max 3
cm. Zaczęła obcinać z tyłu głowy i jak wyrównała jeden bok z tyłem to mi
zaczęły lecieć łzy. Jak dobrnęła do końca fryzury i mi ją ułożyła to ja byłam
już w dobrej histerii. Dziś rano stojąc przed lustrem łzy mi ciekły ciurkiem
bo moje włosy z podatnych na układanie zrobiły się każdy ma swój świat. Nawet
ich spjąć nie można bo za krótkie. Wnioski: farbować będe się sama a włosy
mogą mi nawet do kostek urosnąć. To była moja ostatnia w życiu wizyta u fryzjera.