Gość: Ania
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.12.03, 14:52
Witajcie,
ponieważ ciuchy wpływają znacząco na naszą urodę, pozwalam sobie umieścić
tutaj wątek: czy Wy też macie czasem wyrzuty sumienia, przyglądając się
swojej szafie, a przy tym odnosicie wrażenie, że nie macie co na siebie
włożyć? Czy tylko ja jestem taka dziwna, czego do końca nie może zrozumieć
mąż?
Ostatnio dzieciom kuzynki naszykowałam dosłownie worek ubrań (za małe,
nielubiane, znoszone it), a mimo to szafa - właściwie szafy - nadal pełne!
Mam sporo ubrań np. 5,6-czy 8-letnich, czasem się łudzę, że jeszcze się
przydadzą i nie wyrzucam itp. W zasadzie tylko jeden czy dwa swetry z około
dziesięciu, jakie mam, nadają się do noszenia; pozostałe są zmechacone,
niemodne, stare. To samo z resztą rzeczy..
Podjęłam decyzję o zrobieniu generalnych porządków i pozbyciu się tego, co mi
niepotrzebne; można przecież oddać do pojemników PCK.
Na razie nie kupuję nowych rzeczy, bo powstrzymuje mnie wizja tych
teoretycznie pełnych szaf. Z drugiej strony powtarzam sobie, że jak nie
teraz, to przecież za 30 lat nie będę się "stroić". Chciałabym stworzyć sobie
bazę koniecznych, potrzebnych, ładnych i lubianych rzeczy...
A Wy, jak macie?
Że też mężczyźni nas nie do końca rozumieją, prawda? Mój mąż ma niewiele
rzeczy, ale wszystko w bardzo dobrym gatunku (niekoniecznie drogie!), no i
każdy zakup jest przemyślany.