Dodaj do ulubionych

ROZWÓD...

21.01.06, 22:54
Mam problem z którym sobie nie mogę poradzić, nie wiedziałam że do takiej
decyzji dojrzeję i nie wiem co mnie jeszcze czeka. Całe życie byłam
uzależniona od drugiego człowieka i znosiłam przez wszystkie lata swój los w
imię miłości, przywiązania do rodziny i najbliższych osób.Kilka lat temu
coś zaczeło się psuć w małżeństwie ( mówię to na podstawię moich odczuć )
odkąd syn się wyprowadził z domu potem śmierci ojca. Nie mogłam z tym
wszystkim sobie poradzić a mąż był daleki od tego, aby wesprzeć dobrym
słowem, według niego takie jest zycie i koniec nie ma łez...oddalając się
od siebie skorzystałam z cudu techniki jakim okazał się internet i dopiero
tutaj odnalazłam osoby które mnie wspierały psychicznie i dodawały
otuchy...zlotoslanos Tobie zawdzięczam że przetrwałam i wzmocniłam się :*
Poznałam rownież człowieka który jest bardzo bliski memu sercu i w którym
odnalazłam sens zycia...on też jest w rozpadającym się układzie małżeńskim.
Zaczęliśmy się spotykać i snuć wspólne plany bo w małżeństwie nie było i nie
ma już uczucia..są za to narastające problemy i ciągłe pretensje.Nie chcę już
tak dłużej zyć w takim piekle.Postanowiliśmy że się rozejdziemy i okazało się
że owszem , wyraża zgodę na rozwód, ale co do podziału majątku to staje się
oporny ..uważa że nic mi się nie należy bo nie pracowałam tylko opiekowałam
się dziećmi które już są dorosłe i nie potrzebują opieki.Wiem że bedzie mi
ciężko stanąć na własnych nogach i zaczynać wszystko od początku, począwszy
od tego że muszę podjąć pracę bo nie chcę już być na niczyim utrzymaniu.
No i teraz gdy wniosek złozony jest to mąż oświadcza że mnie kocha i nie
wyobraża sobie zycia z inną kobietą, a ja nie mogę się zdobyć na uczucie
miłości do niego które by przesądziło o pozostaniu w starym związku, snujemy
się po domu jak dwoje obcych ludzi, wymieniając poglądy tylko na temat
rozstania , nie łączą nas wspólne wyjścia i wyjazdy , nawet pokoje osobne
mamy.Pokochałam już kogoś innego ze wzajemnością i przy którym jestem
szczęśliwa i daję szczęście.Ciężko mi....jak przez to wszystko przejść i
przetrwać....
Obserwuj wątek
    • gotlama Re: ROZWÓD... 22.01.06, 00:06
      "według niego takie jest zycie i koniec nie ma łez..."
      Nie miał racji , bo łzy są po to, by smutek wypłynął z człowieka.
      Ale miał rację, bo takie jest życie.
      Nie będę ci doradzac - nie widzę dobrego rozwiązania.
      To już Ty sama musisz się zastanowic - na ile deklaracje Twojego męża są
      podyktowane obawą iż sąd nie podzieli jego opinii co do podziału majątku, a na
      ile była to rozpaczliwa próba finansowego szantażu by Cię zatrzymac, bo mimo
      wszystko - jednak Cię kocha. To może trochę tak jak z tym chwytaniem brzytwy
      przez tonącego.
      Trudno od nowa ożywic uczucie którego już nie ma. Tym bardziej, że jak piszesz
      związałaś się emocjonalnie z kimś innym.
      Nie "będzie Ci ciężko" - najciężej chyba jest Ci właśnie teraz.
      A ja - nie jestem w stanie Ci pomóc.
      Nie mogę zaoferowac Ci nic poza marnymi słowami współczucia.

      • margot_may Re: ROZWÓD... 22.01.06, 00:45
        może on po prostu dopiero teraz się obudził i zrozumiał, że wszystko będzie
        inaczej. najtrudniej chyba jest poradzić sobie ze zmianami, które przychodzą z
        zewnątrz. niezależne od nas.

        • zlotoslanos Re: ROZWÓD... 22.01.06, 09:02
          Zatkały mnie te litery. Takie szczere i odważne. Musiała naprawdę dojrzeć do
          tego by o tym mówić. Ona nie pisze, że od lat kazał jej sobie szukać kogoś,
          żeby mogli się spokojnie rozstać, żeby nie musiał zostawiać jej samej. Ona dużo
          nie pisze. Na siebie wzięła winę w tych literach. O jej przyjaciela nie
          pytałam, ona nie mówiła, nie chciałam nic wiedzieć, męża znam ale sprawy
          małżeńskie to ich sprawy, moja rola zamykała się do wysłuchania szlochu gdy np
          pijany odciągał ją od telewizora na sex , w minutę śmierci papieża. Wybacz
          wydra ale tego nie piszesz, jak i tego, że całe życie siedziałaś w domu
          stłamszona, zahukana, wykorzystywana do granic przyzwoitości. I o tych
          huśtawkach zły- dobry - zły - dobry - zły - zły - zły - zły -zły.... jakby
          huśtawka się zacięła
          • wydrowata Re: ROZWÓD... 22.01.06, 14:34
            zlotoslanos... spadłam z tej huśtawki i chociaż siedzę pod nią z rozbitą głową
            patrzę na nią ale już nie mam zamiaru na niej siedzieć. Po każdym upadku
            człowiek staje się silniejszy a rany się zabliżniają, potrzeba czasu i naprawdę
            kochającej osoby aby to wszystko przejść...:*
        • wydrowata Re: ROZWÓD... 22.01.06, 14:25
          margot podzielam Twoją opinię ...gdyby zrozumiał wcześniej ( na co czekałam w
          nadziei i wiele rozmów na ten temat było miedzy nami że się żle dzieje)zanim
          by się wszystko wypaliło, napewno byłaby szansa na uratowanie, ale teraz nie
          mam złudzeń i męczy mnie to, że on tego nie widzi ..albo nie chce.
          • margot_may Re: ROZWÓD... 22.01.06, 18:26
            ale dlaczego cię to męczy? myślę, że nie ma sensu przejmować się czymś, co nie
            zależy od nas. chyba za dużo bierzesz na swoje barki. zrób sobie wakacje i
            odetnij się od tych emocji.
      • wydrowata Re: ROZWÓD... 22.01.06, 14:20
        Masz rację, czuję że próbuje mnie szantażem w sprawach finansowych zatrzymać
        dla siebie...ale czy to w życiu wszystko, utrudnia rozejście się a walcząc w
        ten sposób odnosi wręcz odwrotny skutek...utrwala mnie w przekonaniu że nie
        możemy być razem.
        • niedowiarek1 SEN 22.01.06, 19:30
          Wydrowata.Przez te lata zyłaś jak w snie,koszmarnym strasznym snie.Mieć męża
          uzupatora,tyrana to najgorszy typ człowieka z którym się można związać.Na co
          czekałaś do tej pory ? aż się zmieni.Podziwiam Cię za ten krok który
          zrobiłaś.Jak długo można być traktowaną jak lalka,którą wystarczy
          ubrać,nakarmić,i nie dać nic więcej,a gdzie uczucie,wsparcie,szacunek.Może nie
          zna tych słów,może nikt go tego nie nauczył.Obudziłas się już z tego
          snu,lepiej pózno niż wcale.Los do tej pory nie oszczędzał Cię,ale chce to
          wynagrodzić,więc nie czekaj.Jak piszesz jest ktoś kto na Ciebie czeka.Drogę już
          znasz,Już sen się skończył Wydrowata,teraz pora na jawę.Powodzenia na tej
          drodze.
        • gotlama Re: ROZWÓD... 22.01.06, 23:17
          Nie siedzę w Twojej skórze, nie patrzę Twoimi oczyma, nie podejmę za Ciebie tej
          decyzji. I nikt nie ma prawa podejmować jej za Ciebie. Bo nikt nie zna sytuacji
          tak jak Ty i nikt za Ciebie nie poniesie konsekwencji.

          O kryzysie w małżeństwie można mówić gdy są to stany przejściowe - czyli takie
          które rokują jakąkolwiek nadzieję na poprawę. Jeśli nadziei nie ma - to jest to
          rozpad.
          Sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy ten szantaż, to próba zatrzymania
          Cię w imię uczuć, czy ostatnia próba pokazania "kto tu rządzi".


          • kocia_noga Re: ROZWÓD... 23.01.06, 09:12
            Żeby zmienić swoje życie trzeba mnóstwo siły.Skąd ją brać, kiedy człowiek jest
            latami osłabiany, niszczony, degradowany? Mimo to wiele osób robi to.Życzę
            przezwyciężenia tego, co ciągnie cię do bezruchu.Życzę ci siły do zmiany.
            • zlotoslanos Re: ROZWÓD... 23.01.06, 09:57
              Ona naprawdę nie pisze wszystkiego. Ja z błahszych powodów jestem już po. Ja ją
              po prostu podziwiam. Jej ubezwłasnowolnienie. Ona wie - wczorajsze.
    • silverstone1 Re: ROZWÓD... 24.01.06, 11:26
      jakie to trywialne .. mąż nie rozumie, on w rozpadającym się
      związku ...ble,ble, ble
    • micra Re: ROZWÓD... 24.01.06, 12:04
      nie wahaj się, zrób następny krok, a właściwie krocz drogą, którą już rozpoczęłaś.

      Jeżeli jest rzeczywiście taką zimną osobą to szkoda wahania. Jeżeli ten inny
      odczuwa to samo to co Ty to chyba warto rozwiązać obecny węzeł i spleść nowy
      maleńki supełek. Może już taki, który nie będzie musiał być rozwiązywany.

      O majątek się nie martw. Może rzeczywiście przejście przez sąd będzie ciężkie,
      może oskarżyć Cię o masę rzeczy, choćby o kradzież - zbierz się w sobie i
      przebrnij przez to. On już odczuwa, że Cię traci. On się tego boi...

    • frankhestain [...] 24.01.06, 12:14
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • cyberski Re: ROZWÓD... 24.01.06, 17:24
      Jak przez to przejść?
      Wszystko robić powoli...
      I to raczej "wolniej" niż "szybciej"...
      I może jednak spróbować "ratowac" małżeństwo?
      Psychologowie mówią, ze odbudowanie związku pociąka za sobą dużo mniej energii niż budowanie nowego (są wyjątki rzecz jasna...)

      Ja do ostatecznej decyzji o rozwodzie "dojrzeałem" niemal dwa lata od dnia gdy moja zona oświadczyła mi, że "ma innego..."
      Dziś jestem niemal 2 lata po rozwodzie i wiesz co?
      Nie żałuję, ze nie zrobiłem tego odrazu...
      Przynajmniej mogę sobie przed lustrem powiedzieć, że "zrobiłem dużo by uratowac małżeństwo" i wobec siebie jestem uczciwy...
      No, ale u Ciebie może być zupełnie inaczej...
    • wydrowata Re: ROZWÓD... 24.01.06, 19:31
      Przepraszam że od razu nie odpisałam na posty.zlotoslanos wie co w ostatnich
      dniach się stało bo tylko jej mogłam o tym powiedzieć...
      Doszedł jeszcze jeden gwóż do tego wszystkiego co wcześniej napisałam.Nie wiem
      czy warto już pisać o tym co zrobił nie tylko mnie ale synowi i zawisnęło
      czarną chmurą i niepewnością życia ( przynajmniej przez jakiś okres czasu ,
      chyba że w jednej chwili mając wyniki w ręce dostałam na siebie wyrok)...ból
      pozostanie w pamięci na zawsze i mimo że patrzyłam w przyszłość optymistycznie
      że jednak życie mozna sobie ułożyć z kimś innym, jego chwila zapomnienia
      kosztuje mnie tę resztę nadziei z którą patrzyłam w przyszłość.
      • niedowiarek1 Re: ROZWÓD... 24.01.06, 19:49
        Zrobiłaś pierwszy krok,ten najwżniejszy,nie możesz teraz sie poddać,zatrzymać w
        miejscu.
        • niedowiarek1 Re: ROZWÓD... 24.01.06, 20:19
          Wydrowata jeśli możesz wejdz do mnie na gg .Dzieki
        • wydrowata Re: ROZWÓD... 26.01.06, 11:22
          Odważyłam się na ten krok i od razu podcięto mi nogi...nie mogę teraz o niczym
          innym myśleć po tym co się stało. Wiem tylko jedno że chcę być bezpieczna i
          żyć. Jedna chwila i całe plany przyszłego życia zawisnęło na nitce czasu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka