Dodaj do ulubionych

wybaczyliscie?

15.09.06, 16:27
czy wybaczyliscie swojej mamie/tacie, ktory po latach (u mnie jest to 18 lat)
chce nagle aby miedzy wami bylo tak jak normalnie byc powinno? bo ja jakoś
nie umiem o tym zapomniec i nie moge sie przelamac. Moze daltego, ze tak
późno zaczeła sie starac o jakikolwiek, chocby najmniejszy kontakt ze mna!
Nigdy nawet nie powiedzilam jej "mamo" najchetniej mówila bym "prosze Pani"
jak dziecko w podstawówce. praktycznie 18 lat niewidzenia robi swoje, chyba
nie da sie nadrobić tego czasu... chcialabym bardzo nie czuć tej złości i
żalu ale chyba nie potrafie
Obserwuj wątek
    • sloggi Re: wybaczyliscie? 15.09.06, 23:41
      Nie zmuszaj się, bo to bez sensu. Zawsze możesz mówić w trzeciej osobie. Czy
      znasz z jej ust przyczynę tego koszmaru, który przeszłaś?
      • madziulka861 Re: wybaczyliscie? 16.09.06, 15:21
        nie znam, ona sama nie ma zadengo wytlumaczenia. Poprostu wyjechala i juz nie
        wrócila!
      • madziulka861 Re: wybaczyliscie? 16.09.06, 15:24
        Nie zebym sie nad soba użalala bo po tylu latach a wlasciwie przez cale zycie
        przyzwyczailam sie do tej sytuacji w ktorej jestem.smile Chcialam sie dowiedzieć
        czy sa wsrod "nas" osoby ktore wybaczyly i utrzymuja stały kontakt z rodzicem.
        Tak z ciekawosci
        • czyjas_corka Re: wybaczyliscie? 11.10.06, 11:52
          jestem corka matki, ktora odeszla kiedy bylam w szkole podstawowej... byla
          zlosc we mnie, potem zal mieszany z tesknota za tym czego bylo mi najbardziej
          brak...MAMY... nie wiedzialam przez wiele lat czy zyje i gdzie jest...
          Powiem wprost: trzeba nam bylo 11 lat na odbudowanie tego co dzis jest czyms
          waznym. Warto bylo ale to nie bylo objete tylko przebaczeniem ale sila
          dojrzewania to zrozumienia tego co sie przed wielu laty stalo, ze podjela taka
          decyzje. Dzis sama jestem mama i to czego doswiadczylam dalo mi cos bardzo
          waznego, a mianowicie pelna swiadomosc tego co moim dzieciom jest najdrozsze i
          najbardziej potrzebne. Tydzien temu przytulalam sie do swojej mamy(tak jak
          codziennie moje dzieci do mnie) i w trudnym momencie swojego zycia w jej
          ramiona wyrzucalam moje cierpienie - bo JA MAM SWOJA MAME- mam 31 lat i ciagle
          dojrzewam...wszyscy dojrzewamy do tego co dla nas najtrudniejsze, trzeba czasu-
          dla jednych wiecej dla innych mniej- ale warto PROBOWAC. Zycie jest jedno i
          dosc krotkie wiec ,,kradnijmy,, nawet TO czego sie boimy- nie bojmy sie swoich
          uczuc, odczuc i tego za czym tesknimy.Zawsze bedziemy dziecmi swoich rodzicow.


          CHCIEĆ TO MÓC. [G.M.]
        • sloggi Re: wybaczyliscie? 13.10.06, 19:20
          Nie byłaś mimo wszystko jej ciekawa?
    • imme1981 tak 21.10.06, 15:29
      nie pamiętam wspólnych lat spędzonych z rodzicami, dla mnie zawsze byłam ja i mama, tata poprosił o wybaczenie gdy miałam 21 lat, wybaczyłam...i dbam o kontakt, on również, łatwo było wybaczyć gdy nie czułam co straciłam nie mając ojca, tata zawsze gdzieś tam istniał, ale tak na poważnie zaczął się starać gdy miałam 12 lat, od tamtej pory jest coraz lepiej, nie chce żywić urazy, gdyż mnie to by chyba wyniszczało od środka
    • eddybear Re: wybaczyliscie? 24.10.06, 19:30
      madziulko- masz bardzo fajną stopkę- pełną optymizmu.

      Wszystko jest możliwe, jeśli się chce. Także odbudowanie relacji z mamą. I warto
      to robić, póki można. Sytuacja jest otwarta i warto podjąć ryzyko. Moja mama
      nie żyje- więc wiem coś o sytuacjach zamkniętych.

      Mam koleżankę, która w wieku 26 lat po raz pierwszy spotkała się z ojcem. jest
      szczęśliwa- mimo że oczywiście kontakt nie jest jeszcze całkiem naturalny, widać
      duże spięcie po obu stronach.
      Ale jest szczęśliwa- bo pogodziła się w pewnym sensie z przeszłością,
      zaakceptowała ja i buduje przyszłość. To coś fantaastycznego, że dała sobie i
      ojcu szansę.

      Ale to spotkanie prawdopodobnie nie byłoby możliwe gdyby nie to, że koleżanka
      przez długi czas chodziła na terapię- to pomogło jej przezwyciężyć strach i złe
      emocje zapamiętane z dzieciństwa.

      W każdym razie, jej historia udowadnia, że można odbudowywać relacje z rodzicem,
      którego się nie znało.
      • martolka Re: wybaczyliscie? 04.12.06, 12:07
        > Mam koleżankę, która w wieku 26 lat po raz pierwszy spotkała się z ojcem

        Ja mam 36, w tym roku spotkałam swojego ojca po 28 latach nie-widzenia, a 14-
        stu braku kontaktu. Kontakt powoli się odnowił niedawno, a wczesną jesienią
        pojechałam go odwiedzić - było miło i fajnie. Ale ja nie wiem tak naprawdę, co
        to znaczy "ojciec" i nawet ciężko dopasować słowo "wybaczam" do takiej
        sytuacji, bo to ktoś obcy mimo wszystko. Poznaję go, może lubię, jakieś
        wspomnienia powracają, stare fotografie poprzegladane, ale nie czuję głębszych
        więzi, uczuć, i na pewno nie ufam.
    • borla Re: wybaczyliscie? 13.12.06, 01:07
      madziulka861 napisała:

      > czy wybaczyliscie swojej mamie/tacie, ktory po latach (u mnie jest to 18 lat)
      > chce nagle aby miedzy wami bylo tak jak normalnie byc powinno? bo ja jakoś
      > nie umiem o tym zapomniec i nie moge sie przelamac.

      Przede wszystkim witam całokształt, gdyż tu akurat po raz pierwszy piszę -
      znajoma powiedziała o artykule, przeczytałem, poszukałem i jestem wink

      A wracając do tematu...
      W sumie to nie.
      Rodzice rozeszli się tak wcześnie, że nie wiem co to znaczy mieć w domu ojca.
      Kontakty towarzyskie nawiązał ze mną gdy miałem już lat naście, a dla mnie to
      już było ża tak to ujmę po ptokach (przy okazji poznałem wtedy bliżej moją
      troszkę tylko młodszą siostrę przyrodnią wink ) i tak już właściwie zostało do
      dziś. Kontakty towarzyskie owszem, on się nawet obiektywnie rzecz biorąc stara,
      niemniej jednak we mnie serdeczności ani nadmiaru ciepłych uczuć nie ma.
      Ojciec - zgadza się. I co z tego. Jest, ale wtedy gdy był potrzebny - nie było
      go, objawił się gdy zacząłem być ze względu na swoje zawodowe zdolności
      użyteczny, w każdym razie ja to tak odbieram. No i efektem tego (plus mojej
      cholernej pamiętliwości) jest to że moge powiedzieć jedynie że go lubię. I
      jesli kontakty miałyby wychodzić ode mnie, to widywalibyśmy się średnio raz na
      rok.
      Przy ogólnym wypaczeniu mojego życia emocjonalnego, braku zrozumienia pewnych
      rzeczy - za jedno jestem mu wdzięczny. Pokazał mi dokładnie jak nie chciał bym
      aby wyglądała rodzina. I tego się w życiu trzymam - tak to sobie
      wyidealizowałem jak bym chciał żeby rodzina wyglądała - czułość, wzajemna
      troska, lojalność, wspieranie się... Tylko jakoś nie potrafiłem nigdy znależć
      tej drugiej połowy, a czas płynął.
      Tyle że w końcu miałem to niesamowite szczęście, że trafiłem na dziewczynę
      która od niemal pięciu lat jest moją żoną - jest właśnie taka jaką sobie
      wymarzyłem, a sam staram się ze wszystkich sił być dla niej taki, jak uważam że
      powinien być partner w życiu. Nadajemy na tych samych falach, od półtora roku
      mamy najcudowniejszego synka na świecie, a gdy ostatnio podczas wizyty u
      lekarza wtulał się we mnie całym sobą szukając ciepła i bezpieczeństwa, było to
      dla mnie po prostu niesamowite uczucie. Szczerze mówiąc przy braku płynących z
      obserwacji doświadczeń jak mogą relacje między dorosłymi ludźmi wyglądać, mam
      wrażenie jakbym po prostu był pod kątem emocjonalnym czystą kartą którą od nowa
      zapisuję.
      I w sumie to mi nawet trochę mojego ojca żal.
      Bo on tego nie miał, a toksyczne babsko z którym się związał i jest do dziś
      może być traktowane jako kara za myślenie nieodpowiednią częścią ciała.
      Ale w głębi siebie - nie, nie wybaczyłem.
      • marek_gazeta Re: wybaczyliscie? 13.12.06, 11:49
        Moja sytuacja jest o tyle inna, że ojciec nie zniknął zupełnie, widywałem go regularnie... średnio raz na pół roku.

        Teraz jestem dorosły, ale wiem, jak bardzo brakowało mi ojca. Nie da się już chyba tego odrobić, bo i po co? Tego, czego mi zabrakło w życiu już mi nie zwróci. Niewiele do niego czuję, czasem zadzwonię, czasem się spotkamy, ale dla mnie to są dość - ja wiem - niewygodne momenty, takie sztuczne momenty rodzinne. Ciocia (jego siostra) ma pretensje, że za mało się ojcem interesuję - powiem szczerze, nie czuję potrzeby interesowania się. Może jestem złym synem, ale w pewnym sensie zbiera to, co zasiał. A że nie zasiał nic, to i plony są mizerne. I jakoś nie czuję wyrzutów sumienia.
        • aiszka4 Re: wybaczyliscie? 14.12.06, 16:28
          U mnie z uczuciami podobnie do Marka.
          Po rowodzie zostałam z ojcem, który sie ponownie ożenił.
          Z dzieciństwa pamietam tylko jakąś kłótnię mamy z babcią, gdy ja siedziałam
          mamie na kolanach, potem jakieś spotkanie przez płot ogradzający przedszkone
          podwórko. Ponoc ojciec zabronił naszych kontaktów podczas mojego pobytu w
          przedszkolu, uniemożliwiał je mamie w domu.
          Potem były wakacje u mamy, po których nie wróciłam do ojca, tylko rozpoczęłam
          podstawówkę tam, gdzie mieszkała. Ostatni raz widziałam ją w dniu moich
          siódmych urodzin, a potem gdy już byłam w liceum.
          Też uważam, że nie da się nadrobic tych lat, tak ważnych w życiu dziecka -
          dziewczynki. Nie było mamy, gdy nie dogadywałam się z koleżankami, gdy się
          zakochałam, gdy przeżywałam pierwsze miłosne rozczarowanie, gdy stawałam się
          kobietą. Nie zbudowałyśmy relacji jako matka i córka-dziecko, nie zastąpią ich
          relacje matki z dorosłą córką. Chyba tego nie potrzebuję, albo tej potrzeby
          sobie nie uświadamiam. Dla mnie mama istnieje jako babcia moich dzieci, bo one
          ją w tej roli akceptują - nawet bardziej, niż ja sama.
          I też, jak Marek, spotkałam się z zarzutami, że nie jestem dobrą córką, bo
          cytuję obecnego m. mojej mamy: "przez tyle czasu nie potrafiłaś usiąśc i
          porozmawiac z nią (czyli mamą moją), jak matka z córką".
          A ja sie pytam - gdzie i kiedy miałam się tego nauczyc?
          Pomijając fakt, że się dziad wpierdziela w nieswoje sprawy. Odkąd się pojawił w
          życiu mojej mamy, automatycznie w naszym też, jakoś nasze relacje się
          pogorszyły, jest właśnie tak sztucznie.
          • wis2006 Re: wybaczyliscie? 15.12.06, 11:22
            Juz to pisałam, ale przytoczę raz jeszcze, żeby zobrazować sytuacją:
            Moi rodzice rozwiedli sie jak mialam 4 lata. Potem ojciec wyjechal za granice.
            Raz na 5 lat jednodniowe spotkanie. Potem dłuższa przerwa i jak mialam 20 lat go
            odnalazlam. Spedzilam z nim i jego rodzina 2 tygodnie. Robilam wszystko, zeby
            zbudowac miedzy nami jakas wiez... Staralam sie unikac wrazliwych tematow,
            postanowilam wszystko mu wybaczyc (moja mama zostawila go bo byl alkoholikiem i
            po pijaku przechodzil do rekoczynow)... Przy rozstaniu obiecalismy sobie ze
            bedziemy utrzymywac kontakt. Dzwonilam (do USA!), pisalam listy - bardzo sie
            staralam. Ale zaczelo do mnie powoli docierac, ze tylko ja sie
            staram. Nie odpisal na zaden moj list. Rozmawial krotko i na temat, sam do mnie
            nigdy nie zadzwonil. Z czasem dotarlo do mnie, ze nie ma to sensu. Przestalam
            pisac i dzwonic. I co? Mija 9 lat - ani razu nie zadzwonil, nic nie napisal,
            nic. Totalna olewka.
            No i jak ja mam wybaczyc? A najgorsze jest to, że ja codziennie o nim myslę...
            Nie wiem jak sobie z tym poradzić, szczerze mówiąc. Cały czas tli sie we mnie
            nadzieja, ze ten facet sie do mnie odezwie i zacznie sie starac... Zdrowy
            rozsadek mowi mi ze to nierealne i glupie, ale akurat w tej kwestii zdrowy
            rozsadek schodzi na drugi, albo i trzeci plan. W sumie wyglada na to, ze ja bym
            bardzo chciala mu wybaczyc ale on nie daje mi takiej mozliwosci.
            • madmaxime Re: wybaczyliscie? 16.12.06, 14:08
              Przestań o nim mysleć. Ten facet nie jest tego wart. Wiem co mówię, bo moi
              rodzice rozzwiedli sie także a tatuś owszem alimenty placił, ale szczegolnie
              sie mną nie interesował. Od wielu lat nie pamieta ani o moich urodzinach ani
              imieninach. W ciagu ostatnich kilku lat zadzwonił dwa razy - za każdym razem z
              prośbą o kasę. Nie pożyczyłam. Czasami go spotykam - zawsze z jakiś okazji, ale
              nie czuję z nim żadnej więzi ani też potrzeby takowej. Już nie. Owszem bolalo
              przez jakiś czas, ale przeszło. Nie jest wart ani mojego bólu ani też pamięci.
              To jego strata nie moja.
              • marek_gazeta Re: wybaczyliscie? 16.12.06, 16:32
                Jeszcze jedno - w rozmowie z osobami trzecimi nazywam Go "ojcem", w rozmowie z Nim nigdy nie nazywam go "Tatą". "Ojcem" też zresztą nie, po prostu unikam tych słów. "Tata" nie przeszło by mi przez gardło, "tata" zarezerwowane jest dla kogoś, kogo się kocha. Ja chciałbym, żeby moje dzieci mówiły do mnie właśnie w ten sposób, choć żona (była) nazywa mnie przy nich "ojcem".
            • ewag52 Re: Proszę o radę - czy szukać kontaktu z "ojcem" 01.01.07, 21:23
              Mnie i moją Mamę,ojciec równiez zostawił,jak miałam 4 lata. Nie był alkoholikiem
              i nigdy u mnie nie było rękoczynów,bo to był tzw "facet kulturalny". Kulturalnie
              i bez żadnych skrupułów, zakochał się w jakiejś pindzie i zostawił nas w bardzo
              ciężkich warunkach materialnych i mieszkaniowych.W zasadzie, to moja Mama
              utrzymywała, do tej pory tego [zanim nas nie olał],nieodpowiedzialnego faceta,
              który był stworzony do "wyższych celów" i żadna praca nie sprawiała mu satysfakcji.
              Jak już znalazł taką w której zaczął się piąć po szczebelkach,to rzucił rodzinę
              w diabły.Jak miałam 13 lat, to sobie na jakiś czas przypomniał [nowa żona mu się
              odwidziała]i zabrał mnie na dalekie wakacje do ciepłych krajów. Tam przeżyłam
              prawdziwy koszmar, bo nocami tatuś się zwyczajnie do mnie dobierał.Nigdy tego
              nie powiedzialam Mamie.Czułam sie winna i zupełnie bazradna, chyba tak właśnie
              dzieci się czują w takich sytuacjach.Po powrocie, stwierdził,że jestem bardzo
              niedobrym i trudnym dzieckiem, nie do wytrzymania po prostu i się zmył, na
              dalsze lata.Mama moja, nie żyje, a ja nigdy nie miałam odwagi powiedzieć Jej o tych
              incydentach. Minęło bardzo wiele lat, często o nim myślałam i teraz poczułam
              wielką potrzebę, odnalezienia go i spojrzenia w oczy.Nawet zaczęłam go szukac
              przez gazetę. Nie wiem, co bym czuła, na pewno nie miłość, ale chciała bym go
              jeszcze w tym życiu spotkać.Nienawidzę go za to,ze mnie tak skrzywdził i po
              prostu NIE CHCIAŁ.Nie wiem nawet, czy jeszcze żyje? Była bym zapomniała,następny
              przypływ zainteresowania miał, jak miałam 17 lat.Tylko dlatego,ze nie miał co ze
              sobą zrobić - tak myślę.Słyszałam,że się po raz 3 ożenił, tylko wątpię,czy po-
              przestał na tym zwiazku. Bardzo "uczuciowy", był ten moj tatuś.Szkoda,że nie do
              własnej córki.
      • greedowski Re: wybaczyliscie? 31.05.07, 17:11
        witam wszystkich.
        nigdy nie da się w 100% wybaczyć.
        zawsze zostanie to coś co nie da zapomnieć, nawet jak się bardzo chce.
        mój ojciec wyprowadził się do innej jak miałem niecałe 2 lata.
        olał wszystko i jeszcze z pomocą swojej mamy i siostry zabrał nam wszystko z
        domu (potem atwierdził że to wszystko było jego i jego mamy). została pralka,
        lodówka (nie zdążyli zabrać bo mama wróciła do domu po pracy), moje łóżeczko,
        kilka talerzy i puste ściany. sprawa w sądzie trwała kilka lat. za wszelką cenę
        ojciec próbował udowodnić że moja mama jest pijaczką i że lepiej żebym był u
        niego. na szczęście zostałem z mamą. potem była walka o alimenty i pojawił się
        argument że ja to pewnie nawet nie jestem jego dzieckiem. sąd zasądził
        spotkania 2 razy w miesiącu i alimenty. ojciec nigdy nie przejawiał chęci
        widywania się ze mną częściej. czasmi zostawiał mnie u jakiś swoich znajomych
        na cały dzień bo miał inne zajęcia. miał drugą żonę i drugiego syna. drugi
        (pewnie bardziej udany) mial wiele rzeczy a ja byłem ten niedobry co go matka
        źle wychowała. zawsze mnie krytykował, wszystko co zrobiłem było źle. teraz mam
        30 lat i od 2 lat nie utrzymuję z ojcem kontaktu po tym jak się dowiedziałem
        jaki to wstyd rodzinie przyniosłem idąc a wesele siostry w wg niego
        nieodpowiednich spodniach. nawet "dobry tatuś" pożyczył dla mnie od kogoś
        spodnie. jak się o tym dowiedziałem to był to ostatni raz kiedy się
        widzieliśmy. on nigdy oprócz krytykowania mnie nie miał żadnego wkładu w moje
        wychowanie. jak miałem jakieś 8-9 lat to miałem okazję wyjechać do rodziny na
        miesiąc na wakacje za granicę. powiedział że nie zgodzi się na to żebym miał
        paszport bo matka chce żeby jej płacił alimenty. dokładnie taki był argument.
        nigdy nie zapomnę jeszcze kilku innych rzeczy a trochę tego było. dlatego nie
        mam ochoty go widzieć a tym bardziej wybaczyć.
    • ewag52 Re: wybaczyliscie? 01.01.07, 21:34
      madziulka, to jest ważne, co piszesz:"chciałabym bardzo nie czuć do niej złości
      i żalu ale chyba nie potrafię".Jeżeli bardzo tego chcesz, to podejmij taką próbę.
      Jeżeli uważasz,że warto. Ja chyba, bym tego nie potrafiła. Matce się najtrudniej
      wybacza, bo matka NIE MA PRAWA nigdy zostawić swego dziecka.Dzieci pozostawione
      przez matki, dużo gorzej funkcjonują w życiu, niż te, zostawione przez ojców.
      Nie znaczy to, broń Boże,że faworyzuję tatusiów,ale nie mam usprawiedliwienia
      szczególnie dla matek.A Twoja mama nie ma chyba prawa wymagać od Ciebie,żeby
      wszystko było normalnie.
      Pozdrawiam Cię serdecznie
      • woman-in-love do madziulki 01.06.07, 14:58
        fajnie wygląda ostatnie zdanie czołowego postu i sygnaturka smile
    • eurofabrika_com Do wszystkich 03.06.07, 18:32
      Wybaczyc czy nie ? hmmmmmmmmmmm.

      Wybaczam , nie wybaczam, niech ona, on zaczanie itd .

      A postawcie sie w " ich " sytuacji, tych ktorych nie ma , nie bylo, ale juz sa.
      czy WY byscie nie czekali na takie slowa jak mama, tata ????




      Oczywiscie nie zycze Wam tego, byscie kiedys czekali nate slowa , ale nikt nie
      zna przyslosci !!!




      Pozdrawiam
    • dzdzd Re: wybaczyliscie? 03.06.07, 21:20
      nic w życiu nie jest proste, a lata obserwacji pokazują, że jest jeszcze
      bardziej skomplikowane;
      Dla własnego dobra starajcie się dowiedzieć dlaczego jeden z rodziców odszedł, a
      na dodatek potem nie utrzymywał z wam kontaktów.
      Kiedy mąż postanowił ode mnie odejść, byłam przekonana, że ja bardziej o rodzinę
      starać się nie mogę, a on jest wspaniałym ojcem więc może zniknę, żeby dzieci
      zostały z tak wspaniałym człowiekiem. Dość szybko dowiedziałam się, że to nie
      tak ma być. Plan odchodzenia uwzględniał, ze to ja nadaję się świetnie na
      głowę rodziny. Wtedy ocknęłam się i musiałam stanąć na nogi. Od tego momentu
      wiedziałam, że nikt i nic nie rozdzieli mnie z dziećmi.
      Napisałam o tym, żebyście brali pod uwagę, ze rozstawanie się z własnymi
      dziećmi może być niesamowitą historią.
      A kontakt z rodzicami, poznanie ich jest potrzebne jak woda w życiu. Trudno
      jeśli są kiepscy, jeśli znamy ich to łatwiej przejść nad tym do porządku.
      Najgorszy jest żal, pytania bez odpowiedzi - dlaczego mnie zostawił, czy mnie
      kiedykolwiek kochał i zawsze ten pomysł, ze coś w nas musi być złego. Poznanie
      historii naszych rodziców przynosi ulgę.
      Moim dużo młodszym ode mnie rozwodzącym się znajomym powtarzam do znudzenia nie
      psujcie już więcej nic; wystarczy, ze się rozstajecie; dajcie dzieciom i sobie
      pamiętać o wspaniałym związku ( musiał być taki okres), pomóżcie dzieciom
      kontaktować się z rodzicami i tak mają przed sobą nie złą jazdę.
      Ale kto to wierzy w to wszystko co wyżej napisaliście, ze do końca życia zostaje
      się dzieckiem z rozwiedzionego związku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka