Dodaj do ulubionych

Zaplątałam się w poglądy

21.03.07, 18:56
Mam dziwne wrażenie, że źle zrozumiałam własne poglądy ;)

Moja córa ma skłonność do wrzasków i "pyskowania" (trochę po mnie). Zawsze
byliśmy troszkę "włoska rodziną",, nie stroniącą od "awantur" ale... Nie
potrafię jej zwracać uwagi - po pierwsze dlatego , że sama czasem krzyknę ; po
drugie nigdy nie chciałam zrobić z niej potulnej , cichej "dziewczynki do bicia".

No i teraz sama powoli staję się "mamą do bicia".

Jak wspierać naturalny gniew, naturalne wyrażanie złych emocji - i nie
przesadzić?
Obserwuj wątek
    • falafala Re: Zaplątałam się w poglądy 21.03.07, 19:41
      Oj wloski temperament, cos wiem o tym mam takich sasiadow, wrzaski na caly
      budynek, trzaskanie drzwaiami by za chwile widziec ich dziobiacych sobie z
      dzubkow, i jak tu nie wierzyc w stereotypy ;)
      A ile cora ma lat? W ksiazce o "toddlerach" (przepraszam, za okreslenie, ale to
      angielskie slowo okreslajace dzieci od 1 - 3 lat mi sie tak podoba, ze weszlo u
      nas do uzytku na stale) autor proponowal nauczyc dziecko wyladowywania
      negatywnych emocji na poduszce, vel specjalnym sprzecie do boksowania. Mysle ze
      takie przywalenie pasuje w kazdym wieku do rozladowania emocji ;)
      A ja tez czesto nie moge sie powstrzymac od krzyku, choc od dwoch tygodni
      (corka mi powiedziala, ze jak na nia krzycze to robi sie zla) udaje mi sie nie
      podniesc glosu, ale zrobilam sie bardziej ironiczna (zlosliwa ?) nie wiem czy to
      dobrze.
      • verdana Re: Zaplątałam się w poglądy 21.03.07, 19:52
        Jest róznica między dyskusja z mamą, a wrzeszczeniem na mamę. Jestem tu bardzo
        konserwatywna - dziecko ma prawo na mnie nawrzeszczeć tylko w sytuacjach
        ekstremalnych. Jak na spokojnie nie da sie wytłumaczyć czegoś dla dziecka
        fundamentalnego, jak wymagam czegoś absolutnie niemozliwego.
        Inaczej ja mam prawo na dziecko nawrzeszczeć, a ono na mnie nie, absolutnie.
        Może spokojnie przedstawić swój punkt widzenia (nie zawsze uwzględniany), ma
        prawo powiedzieć, ze jest niezadowolone, obrażone itd., ale ma to zrobić
        kulturalnie.
        Nie wierzę w to, ze dziecku powinno być wolno to samo, co rodzicowi. Choćby
        dlatego, ze istnieją sytuacje, kiedy mam prawo odebrać dziecku przywileje,
        ukarać, zmusić je do czegoś - a ono wrzeszcząć nie tylko nieczego nie osiągnie,
        ale też nauczy się nie tyle wyrazania poglądów, ile nie podporzadkowywania się
        pewnym absolutnie koniecznym wymaganiom.
        I nie przyniesie to dziecku zadowolenia - powinnna w domu istnieć zdrowa
        równowaga między posłuszeństwem, a niezaleznoscią. Przechył na kazda ze stron
        czyni dziecko nie tylko bezbronnym w spoleczeństwie, ale i nieszczęśliwym.
        • sir.vimes Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 14:29
          Masz rację.
          Ale jak mam uzdrowić sytuację? I doprowadzić do tego o czym piszesz.

          Obecnie czuję się , hmmm, bardziej jak starsza siostra niż mama - porównując do
          moich relacji w domu rodzinnym.
          Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu przestało być jasne kto np. ma prawo kogos
          ukarać, kto ma prawo komuś czegoś zabronić.
          • verdana Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 14:33
            No, brutalnie mowiąć - jesli Twoja córka stara się cos na Tobie wymusić - nie
            daj się! Jesli czegos zabraniasz - mozesz wysłuchac argumentów (a i to tylko
            tych wypowiedzianych bez krzyku), ale zabronione nadal pozostaje zabronione
            (chyba, ze w 100% nie masz racji, ale to moze zdarzysć się raz na rok, a nie
            raz na tydzień). Za zlamanie zakazu masz prawo ukarać, niezaleznie od opinii
            dziecka na ten temat...
            Wydaje mi się, ze w odniesieniu do małych dzieci nie ma mowy
            o "demokracji". "Absolutyzm oswiecony" sprawdza się znacznie lepiej.
            A tak z ciekawości - czego zabrania Ci córka?
    • malila Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 10:09
      Znam ten ból;)
      Po pierwsze jako siedmiolatka za chwilę się trochę uspokoi.
      Po drugie - krzyk nie jest tożsamy z siłą. Jeśli człowiek to sobie uświadomi,
      to łatwiej jest reagować na krzyk dziecka nie obawiając się, że zrobi z dziecka
      potulne cielątko. Ja oprócz tego, że staram się kontrolować własne reakcje (bo
      jeśli ja krzyczę, to nieuniknione jest powielanie mojej reakcji przez dzieci),
      tłumaczę chłopakom, że opanowanie i wyraźne artykułowanie swoich racji z
      odpowiednim uzasadnieniem bez obraźliwych epitetów diametralnie zwiększają
      skuteczność.
      • falafala Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 11:29
        no no, ale krzykiem latwiej zwrocic na siebie uwage niestety, i krzyczacy
        latwiej pozbywa sie emocji to tak jak w sztukach walki wydajesz z siebie okrzyk
        by zwiekszyc sile.
        W ilu fimach krzyk jest przedstawiony jako wyladowanie, jezeli czlowiek ma taki
        charakter ze krzyk w rozladowuje i nie potrafi znalezc innej formy rozladowania
        (vel boks)to tlumienie go przynosci odwrotne efekty
        malila napisała:
        > Po pierwsze jako siedmiolatka za chwilę się trochę uspokoi.
        Nie wiem czy to takie oczywiste.
        • malila Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 12:14
          falafala napisała:

          > no no, ale krzykiem latwiej zwrocic na siebie uwage

          Piszesz tak, bo nie znasz mojego ojca:))

          Owszem, krzykiem łatwiej zwrócić na siebie uwagę, łatwiej się obronić przed
          napastnikiem, łatwiej przeforsować i narzucić swoje racje, ale czy to jest to,
          co się chce osiągnąć w sporze z matką, czy jakąkolwiek inną osobą, która nie ma
          złych zamiarów? W takim sporze chodzi raczej o przyznanie racji, o sprawienie,
          że druga strona zmieni swój pogląd i swoje zachowanie.
          Krzyk często odbierany jest jako utrata samokontroli, przewaga emocji nad
          myśleniem oraz wywieranie presji - czyli koniec jakiegokolwiek porozumienia.
          Krzyk może być skuteczny, ale pod warunkiem, że ta druga strona na tyle boi się
          krzyku, że da za wygraną. Przy czym trzeba mieć świadomość, że krzykiem nie
          zmusi się nikogo do zmiany poglądów, do lubienia i kochania, a jedynie do
          podporządkowania się "zewnętrznego". Skrótowo: krzyk nie służy do
          przekonywania, dyskutowania i negocjowania, tylko do wywierania presji, ale
          jedynie do momentu, gdy ktoś jest na tę presję podatny.
          Jeśli chodzi o rozładowywanie emocji, to można sobie głośno dyszeć, furczeć.
          Albo i nie, bo złość można wykorzystać twórczo w wymyślaniu argumentów. Poza
          tym sama świadomość, że się jest skuteczniejszym na spokojnie, sprawia, iż
          energia znajduje ujście we właściwym miejscu.
          • falafala Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 14:35
            Prawda prawda, to co mowisz, trudno sie nie zgodzic, choc z ujsciem energii to
            mnie nie przekonuje ;) Widocznie mamy rozne charaktery, bo ja jestem postrzegana
            generalnie jako bardzo spokojna, ale wewnatrz mnie buzuje i na dluzsza mete
            wariuje. Kiedy mam mozliwosc chodzenia na sport, wywalenia z siebie nadmiaru
            agresji to jest w porzadku, ale gdy musze sie ciagle w siebie spinac to w koncu
            wybucham w nieoczekiwanym momencie.
            A wlasnie nakrzyczalam na corke bo rabnela bratu drzwiami (normalnie sie
            wystraszylam) przed nosem choc juz miala milion wykladow o tym, ze moze
            przytrzasnac mu palec, a ona siedzi i sie smieje. No i na ten smiech to mnie
            furia ogarnela i sie wydarlam to dopiero wtedy wygladalo, ze przyjela do
            wiadomosci ze sprawa jest powazna.
      • sir.vimes Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 14:26
        Ona ma 5 lat z grosikiem.

        Więc jeżeli dopiero po 7 roku życia jej przejdzie to ja tego nie dożyję ;))
        Jeżeli nie krzyczy to zachowuje się mniej więcej jak mała Mi.

        • verdana Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 15:01
          Hmm... Ja też z tych wrzeszczących, tylko, ze mnie się bali.
          Ale w ogóle nie mam przekonania do tego, zeby złość wyrażać krzykiem. A tym
          bardziej krzykiem na kogoś. Raczej starałam się sama zmienić, niż pozwalać
          dziecim na zachowania, które wcale nie są jednoznacznie do zaakceptowania. Bo
          co innego akceptacja tego, ze ktos powie "wsciekły jestem", a co innego
          pozwalanie na agresywne zachowanie - a tkim jest krzyk. Nie jestem też 100%
          zwolenniczką żadnej z tez - ani, ze złość nalezy wyrażać, rozladowywać w kazdym
          wypadku, ani że należy ja całkowicie tlumić. Oba - włanie oba krańce tej skali
          wydaja mi sie złe i nie ukrywam -ten pierwszy gorszy.
          Dityczy to oczywiscie obu płci!
          • sir.vimes Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 15:18
            Ja też uważam ,. że są lepsze metody na wyrażanie złości niż krzyk. I staram się
            nie krzyczeć.

            Ale wychodziłam z założenia (dość głupiego , jak widać ), że jeżeli zabronię
            krzyczeć to będzie "wykastrowana".
            Wyszło na to, że zrobiła się trochę arogancka - a to nie jest wcale tożsame z
            byciem silnym, z rozumieniem swoich emocji i naturalnym ich wyrażaniem (a tego
            oczekiwałam.)
            • verdana Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 15:20
              Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu?
              Zakaz wypowiadania swoich pogladów to "wykastrowanie". Wypowiadanie kulturalnie
              swoich poglądów na pewno niczemu nie zaszkodzi.
              A ten co krzyczy, krzyczy bo jest slaby, nie silny. jak ktos jest silny, to
              czasem wystarczy jedno słowo. Ciche.
              • sir.vimes Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 15:48
                Nie dołuj mnie dodatkowo.

                Ja to wszystko w gruncie rzeczy wiem.
                Ale. Znam osoby wychowujące "w karności" i przerażają mnie ich dzieci,
                przyjmujące np. krytykę (siebie, nie złego zachowania, oczywiście) bez słowa
                sprzeciwu, składające pościel po wojskowemu "bo tak". To, że nie wolno im
                dyskutować. Zapytać "dlaczego".
                No i rzeczywiście - często moje zachowania były z drugiego bieguna.

                nie wiem czy dobrze to wyjaśniam - chciałam, żeby była rezolutna, żeby nie bała
                się autorytetu rodziców - no i mam rezolutną impertynentkę, która właściwie
                chyba nie rozumie, że rodziców trzeba słuchać.
                • verdana Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 16:01
                  Bo pomylily Ci sie (wybacz że dołuję bardziej, ale zdołuję) dwie rzeczy.
                  Strach przed rodzicami, wychowywanie w posłuszeństwie, wykonywanie rozkazów.
                  I autorytet rodzicow, jako wyraxna wskazówka dla dziecka co jest dobre, a co
                  złe - to druga.
                  Nie należy wychowywać dziecko tak, by bało się rodziców, ale jednak powinno
                  czuć respekt (?), strach(?), żal(?) przed tym, ze rodzice źle ocenią jego
                  zachowanie. Właśnie czuć autoryt rodziców, uznawany, a nie wymuszony - to
                  najlepsza droga do nienarobienia sobie kłopotów w wieku nastolatkowym.
                  Łatwo jest dziecko zastraszyć, powiem też ze łatwo jest go nie zastraszyć,
                  pozwalać na zachowania, ktore wcale nam nie odpowiadają. Trudno jest tak
                  balansować, by dziecko nie bało sie dyskutować, nie bało się postąpić czasem
                  (czym jest starsze tym częściej) wbrew opinii rodziców, ale żeby z tą opinia
                  sie liczyło, zeby była dla niego ważna.
                  • sir.vimes Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 16:16
                    Ja chyba idealistką jestem, bo myślałam, ze dzięki odpowiedniej literaturze,
                    odpowiednim zabawom, wzorcom (z tym kiepściej było, ale staramy się) dziecko
                    samo wpadnie na pewne rzeczy i wrodzona empatia nakaże mu odpowiednio się
                    zachowywać.

                    I z tego co obserwuję - w kontaktach z rówieśnikami tak ma. Jest odpowiednio
                    empatyczna, i odpowiednio asertywna . W kontaktach z dorosłymi - coraz gorzej.

                    "> Łatwo jest dziecko zastraszyć, powiem też ze łatwo jest go nie zastraszyć,
                    > pozwalać na zachowania, ktore wcale nam nie odpowiadają. Trudno jest tak
                    > balansować, by dziecko nie bało sie dyskutować, nie bało się postąpić czasem
                    > (czym jest starsze tym częściej) wbrew opinii rodziców, ale żeby z tą opinia
                    > sie liczyło, zeby była dla niego ważna."

                    Dla niej najważniejsza jest jej własna opinia, co uważam za normalne (moze tu
                    tkwi mój błąd?) a daleko, daleko później opinia babci. Moje zdanie na większość
                    tematów traktuje, hmmm, dość protekcjonalnie.

                    • jagandra Re: Zaplątałam się w poglądy 23.03.07, 10:06
                      Mam trochę podobny problem. Podam przykład. Jakiś czas temu mała urządziła mi
                      dziką awanturę, gdy ją odbierałam z przedszkola. Często urządza takie awantury,
                      gdy w przedszkolu wydarzyło się coś dla niej przykrego. I faktycznie, okazało
                      się, że jeden chłopiec ją bił. Przemyślałam sprawę i powiedziałam jej, że jeśli
                      ktoś ją krzywdzi w przedszkolu, może go uderzyć. Efekt jest taki, że mała
                      zaczęła bić mnie i męża, a głęboko skrzywdzona czuje się przy każdym konflikcie
                      (poczucie winy jeszcze się jej nie rozwinęło ;)). Ech. Zmieniłam radę: ma bić
                      tylko, gdy ktoś ją pierwszy uderzy. Ale nadal się jej zdarza na nas zamachnąć.
                      Zobaczymy, co to będzie.
                      Dzieci nie są dość dojrzałe, by zrozumieć dorosłych, mają swój sposób widzenia
                      świata. Moja jest w przedszkolu bardzo grzeczna i chyba dosyć zestresowana, za
                      to w domu sobie odreagowuje. Wolałabym, żeby była mniej grzeczna w przedszkolu,
                      za to bardziej zrównoważona w domu, ale na razie nie bardzo wiem, jak to
                      osiągnąć...
                      W sumie przykład chyba nie do końca pasuje do Twojego problemu, ale to co
                      pisałaś, jest mi bliskie.
              • beata2802 Re: Zaplątałam się w poglądy 24.03.07, 17:49
                > A ten co krzyczy, krzyczy bo jest slaby, nie silny. jak ktos jest silny, to
                > czasem wystarczy jedno słowo. Ciche.

                Niby tak, ale jeśli w rodzinie jest gen włoski, to ta zasada ma się nijak do
                rzeczywistości! :-)
    • andziulindzia Re: Zaplątałam się w poglądy 22.03.07, 22:07
      Bardzo podoba mi się to co pisze Verdana. Ale to trudne zachować równowagę
      między przyjaźnią i szacunkiem dziecka do rodziców, a z drugiej strony pozostać
      autorytetem dla dziecka. Tak sobie myślę, że wychowywanie dzieci to w dużej
      mierze praca nad samym sobą, nad panowaniem nad własnymi emocjami, nad własną
      wiedzą.
      • verdana Re: Zaplątałam się w poglądy 23.03.07, 13:20
        Mnie się (chwalac się, nie powiem) udało zachować autorytet bez umiejetnosci
        panowania nad soba. Wrzeszczałam na starsze zdecydowanie za duzo i nie umialam
        sie opanować. I jakos raczej mnie szanują i nieszczególnie się mnie, mimo
        wszystko, boją.
        Dzieci sa jakoś odpone na głupotę rodziców.
        • sir.vimes Re: Zaplątałam się w poglądy 23.03.07, 14:37
          > Dzieci sa jakoś odpone na głupotę rodziców.

          I chwała za to Bogini ;)))
          • falafala Re: Zaplątałam się w poglądy 23.03.07, 15:12
            > > Dzieci sa jakoś odpone na głupotę rodziców.
            O! i to jeszcze jak ;) I maja wlasne charaktery, na ktore mamy wplyw minimalny i
            to co na jednego bedzie dzialalo "deprymujaco" na innego mobilizujaco. Nigdy nie
            wiadomo...
    • skrzydlate Re: Zaplątałam się w poglądy 26.03.07, 10:40
      mam a właściwie miałam to samo, automatycznie wyrosła już nieco z tego, a ja
      muszę pilnować jedynie granic,
      ustawiam swoje granice i nie wolno ich przekroczyć, bardzo dobrze zrobiło moim
      dzieciom, ze teraz ja wydaje większość pieniędzy na siebie, znaczy sie na moja
      naukę.. dopóki było odwrotnie, mam wrażenie, ze nie do końca mnie szanowali,
      teraz bardziej, czyżbym była jednak przeliczalna na złotówki które na siebie
      wydaje? daje ten temat do przemyślenia osobom które inwestują w dzieci kosztem
      własnych potrzeb i z wielkim wyrzeczeniem ... :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka