Dodaj do ulubionych

tycie a la USA

29.11.04, 22:47
Mowi sie o Amerykanskiej otylosci, i odkad tu mieszkam b. dobrze rozumiem
dlaczego tu ludzie tak tyja. Odkad tu mieszkam przybylo mi jakies 8 kilo. W
tej chwili waga stoi, nie wiem jakim cudem. Oto moj typowy dzien:
Pobudka 4:30, jem sniadanie blyskawiczne (zazwyczaj jakies platki albo
owsianka instant; na gotowanie prawdziwej nie ma czasu).
W pracy jestem o 6:00, bo jestem zalezna od grafiku meza ktory mnie odwozi i
przywozi (autobus/ chodzenie nie wchodzi w rachube: straszne odleglosci i
klimat). Potem chodze/ stoje w miejscu okolo 4 godzin (jestem nauczycielka
akademicka). Okolo poludnia jem zmikrofalowany posilek z mrozonki, nawet
smaczny, typu (dzisiaj) dziki ryz z indykiem, fasolka i odrobinka zurawin. Na
posilek mam okolo 30 minut. Przez ten czas i do konca dnia w pracy caly czas
siedze przy biurku (sprawdzam prace, przyjmuje studentow, a tego nie da sie
robic na "chodzaco"). Okolo 4-tej "snack", staram sie zeby byl zdrowy, np.
dzisiaj czastki jablka maczane w humusie (pasta z soczewicy). Do domu
dojezdzamy okolo 5 lub 6 wieczorem, potwornie glodni. Nie ma czasu na
gotowanie o takiej porze, wiec czesto lapiemy cos na miescie (typu burrito
albo chinskie jedzenie, bo hamburgery mi nie smakuja), albo szybko
przygotowuje cos z polproduktow (mrozonki). Staramy sie jest najzdrowiej jak
sie da. Czesto na obiad jest mieso/ ryba z sama salata (+ feta, pomidor,
winogrona, ziola, domowy vinegrette). Rowniez porcje staram sie robic male.
Moze dlatego waga stoi, ale ja chce schudnac! Najgorsze, ze w gotowych/
mrozonych potrawach jest mnostwo ukrytego cukru. Aha, w dni powszednie, jak
sie latwo domyslic, nie ma co marzyc o cwiczeniach (po obiedzie czesto
jeszcze "odrabianie pracy domowej" przy komputerze, zasypiajac nad
klawiatura), a weekend glownie pracuje w ogrodku (miedzy pazdziernikiem a
kwietniem), co jest dla mnie najlepszym wypoczynkiem. Pijemy litry wody bo
mieszkamy w klimacie pustynnym (dlatego tez prosze nie polecac cwiczen na
swiezym powietrzu, od ktorych dostaje udaru cieplnego). I jak tu nie przytyc,
a co dopiero schudnac?
Obserwuj wątek
    • artur.kalinski Re: tycie a la USA 30.11.04, 23:14
      Specyfikę diety a'la USA znam bardzo dobrze z lektury przeróżnych doniesień
      mniej lub bardziej naukowych, telewizji i oczywiście opowiadań (takich jak to).
      Na szczęście nie miałem okazji doświadczyć jej na sobie, ale za to za czasów
      studenckich jeździłem trochę po Europie i po kilka miesięcy musiałem przetrwać w
      spartańskich warunkach na ubogiej diecie (z nadmiaru pracy i oczywiście
      oszczędności :). Myślę, że te sytuacje można porównać.
      Macie faktycznie sytuację podbramkową, ale moim zdaniem tak na prawdę to WY sami
      musicie się zastanowić jak z niej wyjść zanim problem urośnie do rozmiarów
      wieloryba :/
      Trudności z wyborem zdrowych produktów, mimo tak ogromnego wyboru na
      najbogatszym bądź co bądź rynku amerykańskim to niemały problem. Może jednak uda
      Wam się podejść do tego problemu i porozmawiać o nim bardzo poważnie (nie tylko
      w samochodzie w drodze do czy z pracy), z kartką papieru (lub przed komputerem
      ;), na której zanotujecie wszystkie możliwości poprawy sposobu odżywiania,
      włącznie z "najzdrowszymi" restauracjami czy barami w Waszej okolicy.
      Upierałbym się także przy odrobinie wysiłku na co dzień (opcji jest masa).
      Badania (amerykańskie nota bene) dowodzą, że już kilkuminutowe codzienne
      ćwiczenia fizyczne w domu-z klimatyzacją (chociażby stretching) wymiernie
      poprawiają kondycję fizyczną, wydajność psychiczną, samopoczucie i w
      konsekwencji zdrowie. Tylko kilka miesięcy w Ameryce a już myślisz ich
      kategoriami. Ja jestem przekonany, że te 5-10 minut dziennie tylko dla siebie
      każdy jest w stanie wygospodarować. Wiem, bo "zmusiliśmy" już do tego wielu
      naszych pacjentów tutaj w Polsce - ludzi, którzy pracują od świtu do zmierzchu w
      biurze lub samochodzie, na wyższych lub niższych stanowiskach.
      I wiesz co - w 90 procentach odnieśliśmy sukces. Wszyscy, którym się udało byli
      zaskoczeni, że to faktycznie możliwe i wcale nie takie trudne (tylko jak każda
      nowa rzecz w życiu wymaga odrobinę silnej woli).
      Acha - pozostałym 10% po prostu się nie chciało :)
      • englishinter Re: tycie a la USA 01.12.04, 01:05
        Dziekuje, pomysl z zapisaniem pomyslow i planow jest niezly, zeby nie
        bylo "pustego gadania" odkad to zamierzamy przejsc na diete i zaczac cwiczyc.
        Postaram sie wygospodarowac pare sesyjek w tygodniu na jakies cwiczenia -
        najpierw troche, moze potem coraz wiecej. Zmotywowal mnie Pan - dziekuje. Na
        szczecie maz jest jak najbardziej chetny do "ruszania sie" wiec mam
        sprzymierzenca. Oby udalo nam sie wytrwac... (bo zaczynalismy juz wiele razy).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka