Gość: Bezzębny
IP: *.chello.pl
29.03.05, 18:58
Witajcie,
godzinę temu wyrwali mi górną siódemkę - muszę się jakoś mentalnie oderwać
więc piszę...
Teoretycznie można było moją siódemkę leczyć, ale kilku specjalistów mi to
odradziło. Dodatkowo - po młodzieńczych doświadczeniach z borowaniem maszyną
napędzaną pasem transmisyjnym oraz usuwaniem kamienia dłutkiem (~1990) do tej
pory miałem dentystyczną traumę.
Ale od początku:
ząb zaczął mnie boleć 5 dni temu. Jazda do dentysty i wyrok: rwiemy ósemkę.
Ja na to OK, ósemka za bardzo do szczęścia mi niepotrzebna (jak się okazało,
niestety jestem typem pacjenta, którego zęby nie bolą gdy powinny, lecz
dopiero wtedy gdy już jest za późno...). Wczoraj sam zacząłem liczyć i
doliczyłem się dziury w siódemce. Lekko spanikowałem - wyrok był na ósemkę,
dziura w siódemce... Kolejna wizyta u innego specjalisty i kolejne
potwierdzenie - to siódemka, ale nie ma co się "bawić" w ratowanie.
Opis "akcji" dla zainteresowanych:
Poprosiłem o znieczulenie żelowe nakładane na dziąsło przed znieczuleniem
właściwym. Dobry wybór - poczułem lekkie nakłucie (dawka 1/100). Ze strachu
jednak tak zbladłem, że pielęgniarka zaczęła badać mi puls i otworzyła
szeroko okno (moim błędem było to, że nic na ~2h przed zabiegiem nie zjadłem,
no i ten strach...). Pielęgniarka stwierdziła, że nabrałem kolorów i wszystko
się rozpoczęło. Od początku minęło 10 min. Najpierw wyczułem ostre chybotanie
w lewo-prawo, potem lekkie szarpnięcie i brzdęk zrzucanego zęba do kufetki.
Ucieszyłem się, że już po - niestety - to dopiero góra zęba - w środku
zostały jeszcze korzenie. Kolejne 20 min to dźwięki i czucie ześlizgujących
się obcęg z moich korzeni - dość nieprzyjemne... W końcu lekarz zaczął coś
nawiercać i znowu przymiarki do korzeni. Po pierwszym, kolejne dwa poszły w
ciągu 5 minut. Następnie 5 minut szycia (wydawało mi się, że znieczulenie
puszcza - podniebienie nie było już zdrętwiałe i nakłucia czułem dokładnie
tak jak nakłucie znieczulenia właściwego) - była to chyba 40-50 minuta
zabiegu. Poleżałem jeszcze 5 minut, wstałem, zapłaciłem i po samosprawdzeniu
zdolności motorycznych, wsiadłem do samochodu. Od tego momentu znieczulenie
przestało chyba działać i czułem mocny nieustanny ból ucha i dziąseł -
zwłaszcza na każdej dziurze w jezdni (byłem informowany, że nastąpi to
dopiero ok. 1 godz. po zabiegu). Łyknąłem szybko 400mg nurofenu, ale ten
zacząl działać dopiero po ok. 30 minutach, gdy byłem już w domu.
Teraz siedzę z mrożonym szpinakiem przy policzku i zaczynam ustalać terminy
kolejnych wizyt - zdecydowanie stawiam na prewencję specjalisty. Zwłaszcza,
gdy okazuje się, że nic mnie nie boli do ostatniego momentu (chyba nie
wszyscy tak mają...) Poznałem także reakcję mojego organizmu na znieczulenie -
dawka 1/100 przy 77kg/188cm na godzinny zabieg to chyba ciut za mało.
Definitywnie: borowanie to nic w porównaniu z rwaniem takie jak moje - nie
wahajcie się długo tylko od razu do dentysty! Ja już nigdy nie zaniedbam
moich zębów.
Łączę się w bólu z innymi cierpiącymi i wszystkich ciepło pozdrawiam