mark241
09.01.06, 11:11
Wszystko zaczęło się 25.12. Niechcący nadziałem się na czyjś łokieć i dosyć
dobrze czułem swoje żebra przy każdym oddechu na następny dzień. Pomyślałem,
że to pęknięcie, a jako, że kiedyś brat miał podobny przypadek i nosił opaskę
uciskową - zakupiłem taką i sam dwa dni nosiłem. Ból zelżał na tyle, że
opaskę odpuściłem. Żebro balało ale dużo mniej. W takim stanie poszedłem na
sylwestra, gdzie trochę poskakałem... Na drugi dzień ból znacznie się
nasilił - każde uniesienie ręki, głębszy oddech, wybój był odczuwalny przeze
mnie. Tym razem sprawy nie strywializowałem i udałem się do chirurga. Chirurg
mnie obstukał (obściskał), zabronił nosić opaskę (nosiłem prawie non-stop 3
dni i ból zelżał) i wysłał na prześwietlenie. Po obejrzeniu zdjęć stwierdził,
że wszystko jest ok i że jest to zwykłe "zbicie". Powiedział, że mogę brać
ibuprom na ból, a do pełnego "wyzdrowienia" potrzeba jedynie czasu.
Opaskę wyrzuciłem, boli coraz mniej, chociaż nadal boli. Co mnie dziwi to to,
że jak dotykam/przesuwam po bolącym żebrze to czuję tam nierówność. Całość
jest na wysokości serca (mniej więcej) po lewej stronie (dosyć wysoko,
praktycznie od razu pod piersią"), po prawej stronie żebro jest równe.
Nie wiem jak ocenić mój ból - nigdy w życiu (mimo 30 lat) nie miałem nic
złamanego. Nie wiem czy panikuję, czy chirurg mógł się pomylić. Nie wiem
jakie jest prawdopodobieństwo, że na zdjęciu mimo iż coś jest nie tak nic nie
było widać, lub chirurg nie zauważył. Dzisiaj idę odebrać zdjęcia, które
miałby być dodatkowo opisane przez radiologa (może tu coś wyjdzie, o ile coś
jest?). Nie wiem czy zaufać, czy jednak ta nierówność na żebrze jest nie w
porządku? A może taka nierówność to sprawa normalna?