tab10
11.05.06, 14:27
Proszę też tu o radę, bo naprawdę szukam pomocy.
Nie wiem jak zacząć, żeby dobrze naświetlić sprawę... Mam problem i wiem, że
jego sedno tkwi we mnie. Koszmarnie boję się imprez z alkoholem. Obecność
alkoholu po prostu spędza mi sen z powiek na kilka dni przed imprezą.
Dlaczego? Nie wiem, szukam odpowiedzi. Wiem, że kiedyś tak nie było, bawiłam
się normalnie w towarzystwie przyjaciół i męża. Teraz to jakiś koszmar.
Mój mąż pochodzi z rodziny, gdzie pije się nieczęsto, ale potrafi się też
wypić sporo, choć z kulturą. Ilekroć pojawiał się mocniejszy alkohol na
imprezach rodzinnych, wszystko z reguły było pod kontrolą. Wyjątki: Raz oboje
pokłóciliśmy się "pod wpływem". Drugi raz wyniknęła awantura miedzy moim mężem
a jego bratem (zaczeło się od zwrócenia przez męża uwagi, że jego brat źle się
odnósł do swojej żony), końcem końców pokłóciliśmy się też miedzy sobą, bo
każdy wtrącał swoje 3 grosze. Na tym "afer alkoholowych" między nami koniec.
Jak już pisałam, mój mąż ma mocną głowę, potrafi wypić, ale sytuacje gdy
wypija więcej zdażają się 1-2 razy w roku. Na codzień nie pije alkoholu,
czasem piwo podczas meczu (niekoniecznie całe). Odkąd się znamy widywałam go
mocno zanietrzeźwionego naprawdę rzadko. On mnie widział może 2 razy w takim
stanie.
Ja mam po prostu jakąś fobię!!! Żle mi z tym i mam wrażenie, że nie dość że
sobie, to i innym odbieram zabawę. Wiem, że czasem można przeciez wypić
wiecej, ale w ogóle nie dopuszczam takich sytuacji. Unikam imprez, jak idiotka
spoglądam ma ilosć wypitych kieliszków. Apogeum nastąpiło w długi weekend,
kiedy b. dobrzy znajomi przyszli do nas z butelką wina, co od razu zaowocowało
u mnie lękiem!!! Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, wypiliśmy tę butelkę normalnie
i nadal nie wiem, skąd we mnie takie pokłady lęku.
Tworzymy z mężem udany zwiazek. Kochamy się i szanujem. W domu nie ma awantur.
Nieporozumienia wyjaśniamy od razu. Mamy 2 małych dzieci (przeraża mnie
wprost myśl, że mogłyby widzieć kogoś z nas na rauszu, a przecież chcę
również, aby kulturę picia /także mocniejszego, sporadycznie oczywiście/, czy
imprezowania wyniosły z domu - przeczę sobie czasami).
W przeszłości związana byłam z agresywnym, uzależnionym człowiekiem. Czy takie
leki mogą wyjsc dopiero teraz???
Mówiłam meżowi o moich obawach. Rozumie mnie, choć wierzę, ze jest mu trudno.
Chyba powinnam z tym iść do psychologa.
Jeśli ktoś chce mi dokopać to naprawdę nie mam nic przeciwko. Sama jestem zła
na siebie o taki ztan rzeczy. Może ktoś miał podobne przeżycia. Pomóżcie mi
zrozumieć siebie.
pzdr