Emilka urodziła się 6 kwietnia 2004 r. z wagą 2650g i dł. 51 cm

,
zdrowiuteńka (10 pkt).
W ósmej dobie życia - na moją prośbę - pojechałam z nią do szpitala, bo
wydawało mi się, że coś jest nie tak - nie budziła się wogóle na jedzenie,
cały czas spała i była pomarańczowa. Okazało się, że ma zbyt silną żółtaczkę -
poziom bilirubiny przekraczał 24. Od razu zabrali ją na oddział na lampy i
zrobili wszystkie badania w tym badanie moczu - wszystko było ok. Po tygodniu
wszystko się unormowało i wróciłyśmy do domku

.
Jak Emilka ma 6 miesięcy zaczyna nie przybierać na wadze i staje się marudna.
Badanie moczu wykazuje e. coli. Dostaje antybiotyk zinnat, później furaginę.
Ja zielona w temacie - zakarzenia dróg moczowych - szperam troszkę po
internecie i trafiam na to forum. Tu dopiero wszystkiego się dowiaduję

.
Emilka ma 7 miesięcy - okazuje się, że ma alergię na białko mleka krowiego,
później gluten i białko kurze. Myślę sobie - jaka ona biedna, nic nie może
jeść (oj głupia, gdyby ludzie mieli tylko takie problemy...).
Sylwester - rano Emilka zaczyna nagle wymiotować, dostaje 40 st. gorączki.
Szybko dzwonię po lekarza - mamy zrobić badanie moczu. Okazuje się, że nie
jest dobrze - białko w ilość 258, leukocyty pokrywają pola, erytrocyty w
ilości 50-80. Emilka dostaje "w ciemno" antybiotyk, codziennie kontrolujemy
mocz czy jest poprawa. Anybiotyk trafiony, jest coraz lepiej - dostajemy
skierowanie do poradni nefrologicznej. Od tamtej pory jesteśmy pod kontrolą
nefrologa

.
Króciutko przed pierwszymi urodzinami Emilka ma robioną cystografię, która
nie wykazuje refluksu

)).
Emilka ma teraz prawie półtora roczku i jak na razie nic groźnego się nie
dzieje (i na pewno dziać się nie będzie). Od czasu do czasu wychodzi
niewielka ilość bakteri, która znika po "kuracji rivanolem". Cały czas
jesteśmy pod opieką nefrologa. Kontrolujemy mocz, bo może to być (ale wcale
nie musi!!!) zwężenie cewki moczowej (w rodzinie męża zdarzyły się takie
przypadki).