No to może w końcu napiszę coś o nas, bo tylko pytam i nic w zamian

Alicja urodziła się 03.12.2004r. w Warszawie. Od urodzenia dawała nam
popalić. Strasznie płakała zarówno w dzień i w nocy. Ja oczywiście z nią, bo
bezradność jest najgorsza. Piszę bezradność, bo wszyscy twierdzili, że to
kolki i lekarstwa na to nie ma. Okropne krzyki skończyły się po 4 miesiącach.
Jakiś lekarz zasugerował, ze może to było coś w kale. Zrobiliśmy posiew -
nic. Po jakiś czasie powiedziano, że może mocz. Kilku lekarzy oglądało wynik
i różne teorie były. Jedni, że dobrze inni, ze nie najlepiej. W końcu przed
wakacjami robimy posiew moczu. Wychodzi 1mln coli. Robimy usg - mówią, że
jest ok. Antybiotyk, furagin i myślimy, ze po sprawie. W wakacje posiew ok.
Po wakacjach kolejna kontrola i ku mojemu zaskoczeniu znowu 1mln coli.
Kolejny antybiotyk, furagin i trafiamy w końcu do nefrologa. Twierdzi, że
antybiotyki były dawane niepotrzebnie, bo wystarczył furagin, że usg było
ewidentnym wskazaniem do cystografii(widoczne moczowody), że straciliśmy 2
miesiące, a do tego Alicji wargi sromowe mniejsze przyrastają do zewnątrz.
Wyszłam i się poryczałam, a co to ja niby lekarzem jestem?!
Jurto czeka nas cystografia.
Proszę trzymajcie kciuki
tusia