Gość: anonmyous O wizie F-1 IP: *.dip.t-dialin.net 11.10.09, 21:00 Ostrzegam wszystkich ktorzy pragna studiowac w USA ze w przypadku Polskiego paszportu status wizy studenckiej F-1 tak naprawde nie istnieje. Polska wymaga tzw. nostryfikacji dyplomu uzyskanego w USA tzn. jego powtornej obrony a USA jasnej intencji opuszczenia USA 10 dni po otrzymanie dyplomu co jest sprzeczne z poprzednim warunkiem w Polsce.. Do dnia dzisiejszego jest to szykan PRL poniewaz uczelnie USA sa na duzo wyzszym poziomie. Wydanie wizy USA moze byc proba zwerbowania do Rosyjskiej siatki szpiegowskiej na tzn. krylowa tzn. studenta z Polski potrzebnego na wypromowaie obywatela Rosji na profesora w uczelni USA jako ze niektorzy amerykanie nie odrozniaja Polski od Rosji z powodu podobienstwa jezyka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anonymous Sprzecznosc praw Polski i USA IP: *.dip.t-dialin.net 11.10.09, 21:06 Biuro uznawalnosci wyksztalcenia zagranicznego: www.buwiwm.edu.pl/bwm/index-faq.htm INA (101) 15 F(i) www.uscis.gov/portal/site/uscis/menuitem.f6da51a2342135be7e9d7a10e0dc91a0/?vgnextoid=fa7e539dc4bed010VgnVCM1000000ecd190aRCRD&vgnextchannel=fa7e539dc4bed010VgnVCM1000000ecd190aRCRD&CH=act Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asd wez stary zieloną pigułkę.... i to szybko :D IP: *.jmdi.pl 11.10.09, 21:32 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stan Polscy Kolumbowie wpadają w depresję IP: *.chello.pl 11.10.09, 21:08 To tak jak w PZPN, starzy raszple rządzą mimo braku wyników.Co krok to skansen. Odpowiedz Link Zgłoś
boobooo Glupota!!! 11.10.09, 21:56 "Nie można jednak wymagać od naukowców polskich takiego samego poziomu i wydajności pracy, jeżeli ich pensja jest cztero-, pięciokrotnie mniejsza niż kolegów w Europie Zachodniej. Glupota - wydajnosc pracy i poziom naukowca nie ma nic do wynagrodzenia. Jestem naukowcem w USA i mam rowniez doswiadczenia z Polski. Pensja to cos co motywuje miernych, ale nie tych co faktycznie oddaja sie nauce. Tego co brakuje to: 1) Ostra weryfikacji pracownikow aby wywalac miernoty 2) Pieniedze na nauke (wysokie granty, a nie zapomogi) 3) Mozliwosci kariery przy poparciu dorobkiem naukowym 4) czesc pensji wyplacana z srodkow wlasnych a nie statutowych aby mobilizowac finansowo do zdobywania grantow --- ... a pensja to i tak w Polsce jast za duza za to co Polscy naukowcy robia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mk Moja deportacja z USA w czerwcu 2007 10 lat po PhD IP: *.dip.t-dialin.net 11.10.09, 22:53 Moja deportacja z USA w czerwcu 2007 10 lat po PhD: mkk.blox.pl Odpowiedz Link Zgłoś
jakwbanku.com Nie lepiej było przedłużyć wizę? 12.10.09, 02:01 Niż ryzykować na granicy? Żeby wybrać się do Kanady i lyczyć na szczęście, trzeba być pokręconym naukowcem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: henio Re: Moja deportacja z USA w czerwcu 2007 10 lat p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.09, 10:11 Standard treatment dla polskich naukowców którym się wydaje, że mogą działac w USA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J.J-P. Polscy Kolumbowie wpadają w depresję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.09, 23:03 Proporcja zarobków za granicą i w Polsce w innych zawodach jest jeszcze większa niż 4 czy 5 razy. Czyli pod tym kątem chyba nie jest, aż tak źle biorąc pod uwagę siłę nabywczą pieniądza. Wspominają o konkurencji i dużym nakładzie pracy, więć stąd można wysnuć wniosek, że wydajnośc pracy na wyjeździe jest wyższa, znacznie wyższa niż w kraju. Możliwe, że istotą (motorem) działania naukowca jest kariera, ale z punktu widzenia podatnika finansujacego naukę, nie interesuje mnie ta czy owa kariera, ale efektywność inwestycji. Opisany tu stosunek do wykładów (zajęć ze studentami) wyjaśnia nieco niski poziom absolwentów. Stąd ogólny wniosek, że efektywność mojej inwestycji jest na tyle niska, że rodzi wątpliwości co do sensu dalszego finansowania (płacenia podatków i udziału nauki w budżecie). Potrzebne są zmiany systemowe, które z jednej strony wprowadzą otwartą konkurencję wśród aspirujących do bycia naukowcem, a z drugiej strony zagwarantują efektywność inwestycji. I tu trzeba ograniczyć rolę Państwa jako pośrednika. Nauka musi być finansowana przez pobierających naukę (odpłatne studia) i zamawiajacych (ryzykujących)wyniki badań (firmy, towarzystwa, fundacje, Rząd (ekspertyzy) i Samarząd). Istotnym, kto wie czy nie najważniejszym jest uregulowanie praw własności. Współpraca z uczelnią winna odbywać się na dwa sposoby : - pierwszy pracownik etatowy, - współpracownik (kooperant, wolny strzelec itp). Naukowiec zatrudniony na etacie winiem sprzedać się uczelni "cały" (zakaz prac zleconych, ekspertyz sądowych, zakaz prowadzenia firmy, koncelarii, gabinetu, zakaz pracy w innej jednostce itd.) Zlecenia przyjmuje i fakturuje uczelnia i deleguje odpowiednią osobę, (leżąc w szpitalu klinicznym konsultujący mnie profesor UM powinien pobierać wynagrodzenie z uczelni, a nie z NFZ). Właścicielem wyników badań jest uczelnia lub podmiot zamawiający badanie (umowa to winna regulować). Współpracownik (kooperant) jest zatrudniony do określonych przez uczelnię zadań (np. wykładów, określonych w umowie badań). Za pracę wystawia fakturę (lub jego uczelnia), a właścicielem wyników badań zostaje strona określona w umowie. Ten kierunek zmian systemowych (urynkowienie i wyeliminowanie pośredników) plus zmiany wewnątrz uczelni np. kadencyjność, otwarte konkursy, odpłatność może podnieść efektywność nauki i przywrócić sens jej finansowania. Poza tym pomoże sensownie skoncentrować finanse na najefektywniejszych badaniach (nauki stosowane, lub badania oczekiwane przez firmy (przemysł, media, prywatne kliniki itp). Niech ktoś mi pokaże (wyliczy), ile jako podatnik zyskuję, na wyjazdach naszych (moich) naukowców. Ja uważam, że tracę, bo wyniki badań zostają na Zachodzie, a ja jako firma nie mam do nich dostępu mimo, że finansowałem naukowca. Zbyt często na zajęciach mamy do czynienia z przedstwicielem jakiejś firmy niż z naukowcem prowadzącym badania, stąd nieprzyzwoicie niska ilość patentów i rozwiązań na wysokim poziomie stosowanych w gospodarce. Spółki powstałe przy uczelniach czy instytutach naukowych raczej finansują naukowców, a nie zapewniają zwrotu nakładów podatnikom. Wiedza i nauka jest towarem i trzeba ją urynkowić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc z Kaliforni Re: Polscy Kolumbowie wpadają w depresję IP: *.socal.res.rr.com 12.10.09, 00:32 moja wspaniala pani chirurg,ktora wyjechala z Polski 15 lat temu do Los Angeles, specjalistka od chirurgi zatok metoda tzw Lothrop , pracuje jako asystant profesora na Univ. Southern Calif.Mowi ze w Polsce profesor zamiast uczyc mlodego chirurga i dawac mu skomplikowane operacje to raczej tego unika.Nie ma w Polsce dobrej atmosfery i checi wyksztalcenia praktykow chirurgow, co natomiast w USA jest to jedyny cel profesora.Mowi ze np Osrodek w Kajetanach jest fantastycznie wyposazony,a sa checi mlodych i talent ale... Poza tym jest przyjazd na felloship program na uczelnie w USA z Polski jest bardzo trudny gdyz od polskiego lekarza wymagane jest uzyskanie pelnej akredytacji z nostrifikacja dyplomow i zdaniu egzaminow jezykowcych.Polski felloship musi uzyskac pelne prawo do leczenia wUSA jezeli chce przyjechac na praktyke.Z kolei kraje europejskie nie przyjmuja Polakow na praktyki poniewaz nie chca konkurencji wsytuacji kiedy polscy pacjenci moga pojechac do Wiednia na operacje. sprawa wynagrodzenia na uczelniach medycznych jest tez zwiazana z planem budzetu wykonania operacji.Dlatego tez asystenci profesora zarabiaja okolo 300 tys dol rocznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gene z Łazienek Polscy Kolumbowie wpadają w depresję IP: *.pekao-fs.com.pl 12.10.09, 07:44 Nie tylko naukowcy wpadają w depresję po powrocie do Polski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Brawo Polscy Kolumbowie wpadają w depresję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.09, 09:58 To prawda. Po powrocie z zagranicy kontrast pomiedzy demokratycznym i kapitalistycznym zachodem(w szczególności jego nauka, promujacą wyniki), a mafijnymi, komunistycznymi, etatystycznymi i bandyckimi stosunkami i ukladami w polskiej nauce kazdego zwali z nog. Polska nauka to po prostu bagno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ada Polska nauka NIE jest w stanie agonalnym... IP: *.tnw.utwente.nl 12.10.09, 10:10 polska nauka nie jest w stanie agonalnym. W tym stanie byla w latach 90-tych. Polska nauka nie istnieje, umarla, chociaz bardziej wlasciwe slowo to "zdechla". Jedyne, co sie jeszcze w Polsce dzieje to masowe "ksztalcenie" studentow. Na zenujaco niskim poziomie, ale jednak. Niech maja namiastke tego, co dostaja ludzie na zachodzie. Niech im sie wydaje, ze to, co otrzymuja, ma jakas wartosc. Ma, hobbystyczna. Zaraz ktos na mnie skoczy, ze nie wiem, ze nie widzialem, ze pewnie jestem sfrustrowany. Nie, nie jestem. Studiowalem w Polsce i za granica. Rowniez pracowalem na uczelni w Polsce, pracuje na Zachodzie. Obiektywnie - kadra i studenci - zejdzcie na ziemie - uczelnie w Polsce nalezy zaorac. Z wlasnego doswiadczenia - 5-10% wykladowcow w Polsce prowadzi wartosciowe kursy i zasluguje na swoje miano. Reszta zdaje sie pelnymi garsciami czerpac z pomarcowej spuscizny. Wstyd, ze prawie czterdziestomilionowy narod nie istnieje w swiecie naukowym, poza kilkoma jednostkami. I nie ma szans na zredukowanie tego opoznienia cywilizacyjnego przez kolejne 30 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J.J-P. Re: Polska nauka NIE jest w stanie agonalnym... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.09, 12:11 Z przykrością muszę przyznać Ci rację. Twoja ocena jest w pełni trafna. Ja jestem w kraju i widzę to na co dzień, nie tyle z samej uczelni, ale po efektach, po absolwentach, po skryptach i publikacjach, po wypowiedziach tzw. ekspertów. Ostatnio nawet nie przeglądam publikacji bo szkoda czasu. Poziom większości absolwentów szkół technicznych, to poziom dobrego technikum sprzed 30 lat. A jeśli chodzi o zderzenie teorii z praktyką to jedna wielka tragedia, po prostu inny świat. Ta miernota dotyczy wszystkich dziedzin (prawnicy, socjolodzy .... itd.) Czas na rewolucyjne zmiany. Najskuteczniej będzie odciąć kasę, nawet niby tą malutką, zwolnić wszystkich, a następnie z 5 - 10 % zacząć budować od początku i na zasadach, o których już wspominałem, we wczorajszej wypodziedzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ada Re: Polska nauka NIE jest w stanie agonalnym... IP: *.tnw.utwente.nl 12.10.09, 14:02 Pamietam, jak przez Polske przetaczala sie debata o zniesieniu habilitacji. I co? I nic - jest jak bylo. Gdy wyjezdzalem z Polski kilka lat temu bylem optymista - sadzilem, ze moze cos sie zacznie zmieniac w persperktywie 5-7 lat. Nie mylilem sie, zmienilo sie, ale na gorsze. Gdybym chcial wrocic do Polski, to musze blagac wielce szanowne grono, ktorego dorobek naukowy po 30 latach kariery jest zenujacy, o laske nostryfikacji dyplomu. Na Zachodzie bylem traktowany podczas swojego doktoratu jak czlowiek. Podobnie po doktoracie, przez ludzi z przemyslu - jako czlowiek z doswiadczeniem. Ale o czym my mowimy, jesli w moim kraju, przewazajaca grupa naukowcow to ludzie z negatywnej selekcji. Zgroza. Osobiscie podziwiam tych kilku normalnych naukowcow, ktorzy wciaz z podniesiona glowa dbaja o jakosc tego, co robia. O to, zeby studia byly studiami, a nie masowa hodowla bezwartosciowych tytulow. Wreszcie o to, aby studenci mieli szanse otrzymac wiedze nie sprzed 40 lat, z pozolklych notatek, ktore powinny znalezc sie w muzeum, jesli oczywiscie wczesniej sie nie rozsypia, lecz mniej wiecej odpowiadajaca poziomowi XXI wieku. O badaniach w Polsce nawet nie bede sie rozpisywal - one nie istnieja. I wcale nie jest to tylko i wylacznie kwestia finansow - widzialem projekty za miliony zlotych, ktore pomimo potencjalu, staly sie "polkownikami" - prototypy nie ujrzaly swiatla dziennego. To nie kwestia finansow, to kwestia mentalnosci. I jest mi smutno, bo to moj kraj, to kraj za ktory ludzie, dzieki ktorym jestem na tym swiecie, oddawali swoja krew, pot i lzy. Zgadzam sie z Toba, ja jestem absolwentem polskiej uczelni, tym "nowym" absolwentem i doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze absolwent technikum sprzed 30 lat jest o niebo lepiej wyksztalcony od tego malego czlowieczka, ktoremu wtlaczano do glowy, ze bedzie "elyta" intelektualna, ze zachod jest dobry tylko dlatego, ze ma pieniadze i inne bzdury. Nawet nie wspomne ile energii kosztowalo mnie zrozumienie tego, dlaczego na prawie kazdej konferencji, gdzie pojawi sie naukowiec z Polski, prawie zawsze moge spodziewac sie, ze w wtedy, kiedy dowie sie, ze pracuje na zachodzie i czym sie zajmuje, to zaraz uslysze sugestie, ze jestem zdrajca, ze na zachodzie to jest pikus i ze kazdy z nich moglby, ale oni robia nauke, a nie gry i zabawy; ze to, co ja robie to oni robili w latach 70-tych i ze przeciez to nic nowego. To ja sie wtedy grzecznie pytam, czy to, ze dzialy R&D w powaznych firmach, grupy badawcze, itp. prowadza intensywne badania w tej materii to tylko przypadek? Ze publikacje w czasopismach z pierwszej piatki w danej dziedzinie to tez pikus? Wtedy nastepuja osobiste wycieczki. A im bardziej sfrustrowany moj adwersarz, im wiecej ma rownoleglych etatow, tym wiekszej zapalczywosci moge sie spodziewac. I to jest smutne. Nie uwazam sie za nikogo nadzwyczajnego, wykonuje tylko swoja prace najlepiej jak umiem. Nie potrafie nawet wyobrazic sobie powrotu. Nie po tym, co przeszedlem. I to jest wlasnie smutne, bo to moj kraj, a jedynym rozwiazaniem, ktore widze, to odizolowanie tych dobrych, rozgonienie reszty kolesiostwa, wypalenie uczelni do golej ziemii, zaoranie pozostalosci i budowa wszystkiego od poczatku. Jesli tego nie zrobimy, Polska stanie sie krajem bez przyszlosci. Wroc, Polska dzieki swojej nauce juz jest krajem bez przyszlosci i ambicji. I dlatego nalezy robic rewolucje tu i teraz, aby opoznienie cywilizacyjne udalo sie zredukowac w ciagu 1-2 pokolen. Bo szybciej sie niestety nie da. Pacjent umarl. Odpowiedz Link Zgłoś
lmblmb Zapóźnienie jest dużo większe, a hamulcowy silny. 14.10.09, 23:19 Gość portalu: Ada napisał(a): > Obiektywnie - kadra i studenci - zejdzcie na ziemie - uczelnie w > Polsce nalezy zaorac. Albo jestem geniuszem, albo też poziom nie jest taki, jak opisujesz, bo ja wcale nie odstaję z teorii, a z praktyki nie jest tak źle - ale tylko dlatego, że w Polsce wszędzie pchałem się do przodu, podczas gdy kolegom często zależało na wpisie. Pracuję w Niemczech z próżnią, i co się okazuje - miejscowi studenci nie mają zielonego pojęcia co to UHV. > Z wlasnego doswiadczenia - 5-10% wykladowcow w Polsce > prowadzi wartosciowe kursy i zasluguje na swoje miano. Moje szacunki są dużo wyższe, ale podobnie jak twoje, dalekie od optymizmu. Problemem moim zdaniem jest przymykanie oka na ściąganie i pdobne przewały. Reszta zdaje sie > pelnymi garsciami czerpac z pomarcowej spuscizny. Wstyd, ze prawie > czterdziestomilionowy narod nie istnieje w swiecie naukowym, poza > kilkoma jednostkami. Daj spokój, jaki to wstyd? Przecież to reprezentacja poziomu Polski. Byłeś w Polsce? Bo większość Polaków nie była. Mam wrażenie, że Tobie też zdaje się, że Polska jest taka jak Twoje podwórko. A bywa i lepiej (czasami), i tragicznie. > I nie ma szans na zredukowanie tego opoznienia cywilizacyjnego > przez kolejne 30 lat. Kto kiedykolwiek mówił o dogonieniu w ciągu trzydziestu lat? Zapóźnienie jest dużo większe, a hamulcowy silny. Ale pozytywne jest to, że są kraje w dużo gorszej sytuacji od nas, przy czym nie jest to argument typu "spójrz na gorszego i dowartościuj się", a sugestia że zawsze byliśmy trzecim światem i sytuacja ta jest zupełnie normalna. Ukraina też nas nie dogoni w tym wieku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bastardo Polscy Kolumbowie wpadają w depresję IP: 85.119.42.* 12.10.09, 10:21 TO DOTYCZY WSZYSTKICH NORMALNYCH LUDZI PRZYEZDZAJACYCH DO POLSKI! Odpowiedz Link Zgłoś
ooolooo Re: Polscy Kolumbowie wpadają w depresję 12.10.09, 10:23 To nie jest kwestia "przyzwyczajenia do dobrego". Tez dostalem depresji po powrocie, nie z powodu malej pensji, ale wszechobecnego pedu Panow Profesorow i ich podwladnych, do utrzymania stanu obecnego - malo pracy, malo wynikow, male pensje (z wyjatkiem profesorow i dr hab)i znikome wymagania. Po powrocie zdalem sobie sprawe, ze duza czesc autorytetow naukowych w Polsce, nie dalaby rady zatrudnic sie na podrzednym uniwersytecie w USA czy Wielkiej Brytanii. Zarabiaja oni po 7 tysiecy, plus wyplaty za recenzje, "ekspertyzy" etc. Polscy profesorowie wypowiadaj sie na temet badan jakich nigdy nie prowadzili, a znaja je tylko z literatury, stroja sie przy tym w szaty ekspertow. Niemoznoscia jest dostanie grantu na cos nowoczesnego, poniewaz oni nie sa na czasie z trendami swiatowymi i pisza negatywne recenzje pelne bledow meytorycznych, a niejednokrotnie i ortograficznych. Jestesmy ewenementem na skale swiatowa - patrzac na wiek osob otrzymujacych granty Polak im starszy tym bardziej zwawy i kreatywny. Ludzie z tytulami profesora maja osiagniecia naukowe mniejsze niz 30-35 letni naukowcy po trzyletnim pobycie za granica, ale Polski system ocenia jakosc instytucji nie tylko na podstawie jakosci badan, ale w durzej mierze w oparciu ilosc dr hab. i profesorow, nawet jesli maja oni po 80 lat i nie pamietaja jak sie nazywaja. Rady instytutow pelne sa emerytow. Ci starzy ludzie decyduja o przyszlosci Polskiej nauki, a jej wizje maja sprzed 30 lat. Nigdy nie odpuszcza habilitacji, bo to licencja na zarabianie, glejt na nierobstwo do konca zycia. Miernoty z habilitacja uzyskana za komuny, za badania zalosnej jakosci, przyznaja habilitacje wybrancom ktorzy im nie zagrazaja. Instytuty ich zatrudniaja, bo potzrebuja odpowiedmniej ich ilosci by dostawac dotacje i miec prawo przyznawania doktoratow i habilitacji i tak zamyka sie bledne kolo. Nie chodzi o to by robic dobre badania, tylko o to by miec kadre profesorow, bo to przelicza sie na pieniadze i przywileje instytutow. Sa w Polsce profesorowie, ktorzy nie maja jednej publikacji w liczacych sie w swiecie czasopismach z wlasnej branzy. Nie chodzi o to, ze po powrocie nie ma fizycznej mozliwosci robienia nauki na dobrym poziomie, tych mozliwosci nie chca dac uznani naukowcy krajowi. Sytuacja wyglada nastepujaco - mlody naukowiec moze dostac grant z EU i jego wniosek jest tam oceniany dobrze, starzy profesorowie, polskie slawy nie moga. Gdy ten sam mlody czlowiek aplikuje o podobny grant w kraju, to jego wniosek jest slaby, a wnioski lokalnych slaw - "profesurow" - znajduja wielkie uznanie w oczach polskich recenzentow. Czas wyslac ich na emerytury. W Polsce naukowcy, Ci uznani, doprowadzili do sytuacji w ktorej wiecej patnetów niz my produkuja Czechy o populacji kilkukrotnie mniejszej niz nasza. Nie ma co sobie geby wycierac komunizmem jako wrogiem nauki, Czesi tez go mieli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ada Re: Polscy Kolumbowie wpadają w depresję IP: *.tnw.utwente.nl 12.10.09, 10:30 Dokladnie tak, ooolooo. Nic dodac, nic ujac. Odpowiedz Link Zgłoś
ooolooo Re: Polscy Kolumbowie wpadają w depresję 12.10.09, 13:03 przepraszam za slowo "duzej" napisane z pieknym bledem, takiego typu bledy sa w recenzjach grantow. Niestety piszac na klawiaturze czesto robie bledy, bo nie umiem pisac bezwzrokowo i nie widze co pisze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anonymous Latwe studia i Tempus czy Erasmus malo zmieniaja IP: *.dip.t-dialin.net 12.10.09, 10:28 O latwych studiach i ze krotkotrwaly wyjazd za granice nawet do renomowanej uczelni malo zmienia bo liczy sie glownie renomama uczelni glownego dyplomu: Wiele osob nie zdaje sobie sprawy ze skonczenie studiow w Polsce wyklucza w zasadzie szanse na znalezienie pracy za granica chca studiowac gdziekolwiek i za kazda cene. Jest to spowodowane opoznieniem PRL wzgledem USA i krajow starej Unii Europejskiej w szczegolnosci opznieniem w powszechnie rozumianych dziedzinach wyzszych technologii jak elektronika wielkiej kali intergracji, superszybki transport kolejowy, telekomunikacja etc. Daltego tez polskie uczelnie zaczynaj rankingi swiatowe od miejsca 400 setnego a drugi z najlepszych Uniwersytet Warszawski rownal sie w 2007 w rankingach amerykanskiemu rolniczo-przemyslowemu stanowi Utah (ok mln mieszkancow). W rankingan najwyzsze miejsca zajmuja uczelnie z USA i krajow starej Unii europejskiej i to wlasnie ich absolwenci maja najwieksze szansne na zajecie najlepszych stanowisk bez wzgledu na oceny etc. a tylko z powodu reputacji uczelni. Swiatowy akredytowany ranking uczelni z Chin: www.arwu.org/rank2008/EN2008.htm Z drugiej strony dyplomy z uczelni uzyskanych z krajow najwyzej w rankingach sa ciagle malo warte w Polsce szczegolnie jesli chce sie z nimi kontynuowac edukacje poniewaz paradoksalnie wymagaja uciazliwej biurokratycznej nostryfikacji tzn. wtornego uznania przez uczelnie majaca prawo do nadawania stopni naukowych. Jest to szczegolnie wazne w przypadku studiow w USA kiedy obcokrajowcy musza zadeklarowac ze chca wroci do kraju z ktorego wyjchali zeby byc legalnymi imigrantami to uwidocznia bezsens systemu USA zmuszajago wlasnych studentow do legalizacji swoich dyplomow w duzo nizej stojacej technologicznie Polsce w przypadku legalneg imigranta z Polski. Biuro uznawalnosci wyksztacenia zagranicznego: www.buwiwm.edu.pl/bwm/index-faq.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: petroo81 Polscy Kolumbowie wpadają w depresję IP: *.iitd.pan.wroc.pl 12.10.09, 10:50 Przeczytałem sobie w większości wasze opinie i przyznam,że około 3% z nich to normalne racjonalne wypowiedzi, które opisują faktyczny stan nauki w Polsce.Reszta to jakiś pseudonaukowy bełkot o drzewach, jaskiniach, ziemniakach ludzi którzy łykneli świeżego zachodniego powietrza i dostali zadyszki z zachwytu.Osobiście uważam,że w Polskiej nauce są ludzie, którzy zasługują na sporty szacunek, gdyż słyszy się o nich w światowych kuluarach.W instytucie w którym pracuje często odiwedzają nas naukowcy, którzy w renomowanych instytutach badawczych w tym tych z USA piastują wysokie stanowiska. Jeśli chodzi o Polskich naukowców to zdecydowanie się nie zgodzę, że kompromitują nas w swiecie.Mój dobry znajomy obecnie pracuje w MD Anderson Cancer Center Uniwersytetu w Texasie.Skonczył doktorat na polskiej placówce, a jego ostatnia publikacja uzała się w czasopismie z IF ponad 10... nie wspominając o tym,że kilka miesięcy później była cytowana w NATURE. W mojej pacówce z doktoratu jestem nie do końca zadowolony.Stypendium 1050zł, brak zajęć douczających, praktycznych i takich gdzie mógłbym mieć szersze pole wiedzy. To wszystko plus stara przyrośnięta kadra, która w niektórych przypadkach dostaje kasę za pierdzenie w stołek. Staram się być obiektywny i wiem,że kokosów nie ma.Są jednak w Polskiej nauce grupy badawcze, które wspólnie potrafią stworzyc wiele i to na swiatowym poziomie. Chcialbym tez dodac kilka słów do komentarzy delikwentów, którzy to tak swietnie znają się na nauce... tzw "krytycy naukowi". Uwazam,że część z was zamiast ośrodkowego układu nerwowego ma drabinkę i dwa zwoje... jak u dżdżownicy... i tyle Mojego komentarza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xio Dzisiejszy wynik moich badan IP: *.dip.t-dialin.net 12.10.09, 10:59 Dzisiejszy wynik moich badan: znalazlem sobowtora Cichopka w pornolu. Wiecej takich ? www.jizzhut.com/videos/two-busty-babes-fuck-a-cock-116406.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eurotik Zmienić Ustawę o szkolnictwie wyższym IP: *.el.pcz.czest.pl 12.10.09, 12:08 Ustawa o szkolnictwie wyższym powstała na potrzeby szkół prywatnych. Nie ma tam żadnych uregulowań dotyczących działalności naukowej. Szkoły prywatne takiej działalności nie prowadzą, bo zysk daje tylko dydaktyka. Nauka - to same straty. Prowadzenie działalności naukowej w szkołach państwowych, to generowanie sobie wrogów. Tytuły naukowe niekiedy tak, ale tylko do etapu habilitacji. Reszta już jest zbędna. Odpowiedz Link Zgłoś
fan_pani_minister Niedoinwestowana nauka? Ona jest niezainwestowana. 12.10.09, 13:02 Czy wy ludzi macie w ogóle pojęcie o jakich kwotach mówicie pisząc że I TAK ZA DUŻO pieniędzy idzie na naukę. W naszej katedrze na ponad 20 pracowników budżet na BW (badania własne dla niewtajemniczonych)w tym roku (dzięki temu że pani minister lekką ręką oddał miliard czy coś koło tego na ratowanie budżetu)wynosi (uwaga to nie dowcip) 15 tys. złotych. I proszę tu nie pisać że za publikacje w zeszytach naukowych to i tak za dużo, bo akurat u nas nie ma pracowników którzy by raz dwa razy do roku nie publikowali czegoś w czasopismach z tak tu obśmianej Listy Filadelfijskiej. Owszem idzie sporo pieniędzy na DYDAKTYKĘ, a efekt jest taki że zamiast pensum przeważnie robi się dwa razy więcej zajęć bo taniej jest wcisnąć ludziom nadgodziny niż zatrudnić nowych. O pensji to powiem tylko tyle że jest to żenada żeby adiunkt zarabiał poniżej średniej dla danego miasta w którym pracuje, ale każdy może mieć swoje zdanie, tyle że luka pokoleniowa już się tworzy na uczelniach technicznych, zostają tylko ludzie bez pomysłu na życie i maniacy (ale ci drudzy żyją radośnie dopóki nie przyjdzie im utrzymywać rodziny) ale "róbta co chceta", tylko tego się nie da załatać potem w 5 a nawet 10 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Z jakich dziedzin są dyskutanci? 12.10.09, 16:20 Każdy tu chyba mówi o innej (swojej) dziedzinie nauki i dlatego czasem nie mogą się dogadać. Gdybym mogła zgadnąć, kto z jakiej dziedziny jest (tylko niektórych odgadłam), to ta dyskusja byłaby dla mnie szalenie pouczająca. Odpowiedz Link Zgłoś