Gość: Paula
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
15.04.10, 15:45
Witam! Wróciłam dzisiaj z rozmowy kwalifikacyjnej w sprawie pracy
biurowe, stanowisko sekretarka/asystentka. Wszystko ok, warunki
pracy, służbowy telefon, samochód, gdy trzeba coś zawieść, ale coś
mnie tutaj niepokoi. Otóż mój jeszcze niedoszły szef, na takiej
rozmowie, żalił mi się, jak to dziewczyna go okantowała. On jej tutaj
telefon dał, niemałą pensyjkę, a ona zniknęła bez słowa, z telefonem
i pieniędzmi, najprawdopodobniej do narzeczonego, o którego również
mnie pytał. Bardzo nalegał na umiejętność rozdzielenia życia
prywatnego od zawodowego, co dla mnie jest normalne, jednak pytał
wprost, czy u mnie ktoś taki jest, czy będę wydzwaniać do niego,
zamiast załatwić swoje sprawy, EWENTUALNIE, gdy on będzie mnie na 18
potrzebował na kolację biznesową, to czy nie odmówię mu, bo przecież
jestem umówiona na pizzę ze swoim mężczyzną. Przedstawił mi te
warunki pracy, zaznaczył, że chce partnerski układ, kilka razy w
miesiącu możemy wyskoczyć sobie do kina, raz do teatru, będzie mnie
potrzebował na kolacje/obiady/spotkania biznesowe z przedsiębiorcami
(sam nie ma żony, ani partnerki, więc rzekomo nie wypada przychodzić
samemu). Ponadto musieliśmy kończyć rozmowę na takim etapie, ponieważ
przyszli inni pracownicy w sprawie rekrutacji i zaproponował, abyśmy
tą rozmowę dokończyli w sobotę na kolacji ok. 18... Podejrzanie to
dla mnie wygląda, dodam, że przeprowadzaliśmy tą rozmowę w obecności
jego przyjaciółki, z którą pił kawę. On ma moje oko jest po 40, a ja
20...