Gość: Dobro
IP: *.cdma.centertel.pl
05.09.10, 11:07
Przy okazji debaty na temat stanu finansów publicznych przedstawiciele rządu
wielokrotnie przypominali, że Polska jest jednym z nielicznych krajów Unii
Europejskiej, w którym w czasie kryzysu rósł PKB. Wzrost gospodarczy nie musi
jednak bezpośrednio przekładać się na warunki życia obywateli. W Polsce z jego
owoców korzysta niewielka część społeczeństwa, a wiele wskaźników jakości
życia pozostaje na bardzo niskim poziomie.
Przedstawiciele polskiego rządu w ostatnich miesiącach rzadko wypowiadają się
na temat sytuacji na rynku pracy. Trudno się temu dziwić, ponieważ nie mają
sukcesów na tym obszarze. Zgodnie z najnowszym raportem Eurostatu poziom
zatrudnienia w Polsce należy do najniższych w Unii Europejskiej. Średnio w UE
pracuje 64,7 proc. osób w wieku produkcyjnym. Tymczasem w Polsce jest ich
jedynie 59,3 proc., a kobiet zaledwie 52,0 proc.
Również sytuacja polskich bezrobotnych negatywnie wyróżnia się na tle osób
pozbawionych pracy w innych krajach UE. Zgodnie z raportem przygotowanym przez
portal www.money.pl polscy bezrobotni, obok brytyjskich, otrzymują najniższe
zasiłki w UE w stosunku do średniej pensji. Zasiłek dla bezrobotnych w Polsce
w stosunku do średniego wynagrodzenia wynosi zaledwie 15 proc., a tymczasem w
większości krajów UE wskaźnik ten przekracza 50 proc.. Polscy bezrobotni
otrzymują świadczenia o ponad połowę niższe nawet od Łotyszy czy Słowaków. Co
gorsza, zasiłki nie dość, że są bardzo niskie, to otrzymuje je zaledwie 20
proc. bezrobotnych, czyli znacznie mniej niż w większości krajów unijnych.
Bardzo wolno rosną w Polsce wynagrodzenia. W ciągu ostatniego roku zarobki
polskich pracowników wzrosły o 3,5 proc., ale w tym samym czasie poziom
inflacji wyniósł 2,1 proc. Oznacza to, że realne płace wzrosły zaledwie o 1,4
proc., a dochody wielu grup zawodowych nawet spadły. Co gorsza, rząd
zapowiedział zamrożenie płac w sferze budżetowej na najbliższy rok, a minister
finansów chciałby, aby płace pracowników publicznych nie zmieniały się przez
najbliższe 4 lata. Realizacja tego pomysłu oznaczałaby spadek realnych
wynagrodzeń budżetówki o około 10 proc.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat skokowo wzrosło też rozwarstwienie dochodów.
Wartość wskaźnika Giniego, mierzącego nierówność dochodów, należy w
dzisiejszej Polsce do najwyższych w Unii Europejskiej. Biedzie i wykluczeniu
społecznemu setek tysięcy ludzi towarzyszy uderzające bogactwo wąskich elit
biznesu. Zgodnie z danymi firmy Hay Group dysproporcja między wynagrodzeniami
kadry kierowniczej i kadry administracyjnej należy w Polsce do najwyższych na
świecie. Menedżerowie zarabiają średnio ponad 9 razy więcej niż pracownicy
średniego szczebla.
Niestety, mimo nieprzerwanego wzrostu gospodarczego, w ciągu ostatnich lat
zwiększył się odsetek osób żyjących poniżej minimum ubóstwa. Szczególnie
niepokojący jest fakt, że w stosunku do 1995 roku znacznie wzrosła liczba osób
żyjących poniżej minimum egzystencjalnego. Według danych Eurostatu znajdujemy
się w czołówce państw UE o najwyższym odsetku ubóstwa. W Polsce aż 32 proc.
obywateli nie ma zaspokojonych podstawowych potrzeb materialnych, 63 proc.
Polaków nie stać, by raz w roku pojechać przynajmniej na tydzień urlopu poza
miejsce zamieszkania, 20 proc. Polaków nie może sobie pozwolić na to, by
wystarczająco ogrzać mieszkanie, 21 proc. – by przynajmniej raz na dwa dni
jeść mięso, drób, rybę albo ich zamiennik wegetariański. Zgodnie z tegorocznym
raportem OECD Polska zajmuje też czołowe miejsce w niechlubnym rankingu
największej liczby dzieci cierpiących z powodu ubóstwa.
Z powyższych raportów wyłania się ponura wizja Polski jako kraju biednego, w
którym znaczna część społeczeństwa doświadcza ubóstwa i wykluczenia
społecznego. Na dodatek Polska jest krajem bardzo podzielonym, w którym
różnice społeczne są coraz większe. Zamiast powtarzać mantrę o wzroście
gospodarczym, rząd powinien zacząć walczyć z biedą, bezrobociem i wykluczeniem
społecznym. Na tych obszarach bowiem nie jesteśmy zieloną wyspą Europy, lecz
jej zacofaną prowincją.
ŹRÓDŁO