Gość: jacek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
30.07.04, 12:40
Prowadziłem negocjacje z firmą xxx. Negocjacje zakończyły się fiaskiem. Nawet
nie pomyślałem, żeby jeszcze powalczyć. Otóż, z ramienia firmy rozmawiałem o
intratnym (dla obu stron) kontrakcie. Okazało się, że moje oferty zostały
odrzucone przez Wielkiego Prezesa Firmy. Powód: niektóre opisy dotyczące
kontraktu były w jęz. angielskim. Zostałem poinformowany przez panią
zajmującą stanowisko ACCOUNT MANAGER, że prezes był bardzo zły, bo nie było
opisów polskich. Powiedziała, że nie każdy musi znać angielski i oni nie będą
rozmawiać z firmami, które tak ich lekceważą. Szczęka mi opadła, bo firma ma:
angielską nazwę, angielskie określenia stanowisk, rozmawialiśmy o angielskich
produktach. Pomijam milczeniem fakt, że mogą wybrać ofertę już tylko droższą
od tej, którą przedstawiłem. Jak firma "lekką ręką" w dzisiejszych realiach
ekonomicznych może pozwolić sobie na stratę kilkunastu tysięcy, bo prezesik
tak każe? Dodam, że realia firmy znam dobrze i wiem, że ta firma ma problemy
z wypłatą dla pracowników. Notorycznie brakuje tam "kaski" MOŻE TO TWOJA
FIRMA WŁAŚNIE?