zitrone
08.10.04, 13:18
Jestem germanistka. W miniomym roku szkolnym mialam caly etat w szkole i
dodatkowo pracowlam w szkole jezykowej. Wymuszono wtytdy na mnie, jako, ze
nie bylam juz studentka, prowadzenie dzialalnosci gospodarczej. Wtedy oplacil
mi sie ten interes. Musialam z tytulu dzialnosci odprowadzac jedynie skladke
zdrowotna w wysokosci ok. 150 zl. Cala reszta zajmowala sie szkola panstwowa.
Obecnie w gimnazjum mam zaledwie 1/3 etatu i jest to za malo, by odprowadzic
caly ZUS. Musze wiec z dzialalnosci placic ponad 800 zlotych. Wszystko byloby
dobrze, gdybym na te skladke zarobila. Tymczasem w szkole jezykowej zarabiam
srednio 700 zlotych brutto, w gimnazjum na reke dostaje ok. 200zl. A z czego
mam zyc? Prawa do zasilku nie mam. Nikogo nie obchodzi, ze zbyt malo
zarabiam, by oplacic tak wysokie skladki. Tak sobie mysle, ze juz jacys
bezrobotni miewaja lepiej. Niektore miasta funduja im bilety miesieczne.
Slyszalam, ze coraz wiecej firm wymaga od swoich pracownikow prowadzenie
dzialalnosci gospodarczej. Niestety, nie kazda pozwala na nia zarobic.I
jeszcze jedno. Jestem dobra w tym co robie. Lubie uczyc. Latem moja lekcja
pokazowa wygrala z dziesiatkami innych szkol jezykowych. Tylko co mi po tym?
Poza wewnetrzna satysfakcja nic nie zyskalam. A teraz jeszcze trace wiare w
sens tego, co robie. Moze jestem zbyt uczciwa? Niektorzy na czarno udzielaja
korepetycji za niebotyczne sumy. A mnie jest szkoda innych, a teraz i
siebie...