Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej?

    IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 12:07
    To naprawde poważne pytanie - czy ktoś z was rzucił
    znienawidzoną pracę w diabły, nie majac nowej i nie żałował?
    Jestem świeżo po studiach - studiowałam dziennie,
    pracowałam dorywczo i w wakacje - pisałam do prasy, pracowałam w radiu (za
    pół darmo), brałam tez prace sekretarskie,ankiety,korepetycje
    po obronie pracy chciałam mieć już coś na stałe - no i przez agencję pracy
    trafiłam do obecnej firmy.
    To miało byc stanowisko asystentki zarządu, z naciskiem na współprace z prasą
    branżową, troche PR-u, marketingu itd.
    w praktyce - jakiś koszmar, jedyne co sie zgadza z omowionym wczesniej
    zakresem obowiazkow to troche wspolpracy z zagranica i tłumaczeń. Poza tym
    tłuczenie na kompie kretynskich pism szefa - buraka, przepisywanie pisemek
    dla wszelkich mozliwych osob z fimry, parzenie kawki szefowi i gosciom,
    serwowanie drinkow jego gosciom,mycie szklanek po buraku, wyrzucanie jego
    smieci, petów z popielniczki, czasem robienie mu sniadanka, sprzatanie biura
    lacznie z myciem kibla, bo firma sprzataczki nie zatrudnia,zalatwianie
    wszelkich spraw, ktorych komus sie nie chce zalatwic (banki,urzedy) - ogolnie
    zapieprz, codziennie co najmniej 9 godzin, czesto 10, przychodzimy tez w
    soboty (cholera wie po co).
    Atmosfera okropna - caly czas niezadowolenie szanownego zarzadu(prezes+gruba
    malzonka)i dwoch dyrektorow (wielkieto slowa), darcie mordy, chamskie
    odzywki - a podobno w malych firmach powinna panowac rodzinna atmosfera. Nie
    mam czasu do kibla pojsc ani zjesc kanapki.
    Juz pol roku tu tkwie, nie mam szans, zeby umawiac sie na rozmowy w sprawie
    pracy(raz mi sie udalo, ale nic z tego nie wyszlo), bo nikt sie nie chce
    spotykac o 19, a o zwlanianiu sie "do lekarza" nie mowy tu mowy.
    Juz nie wyrabiam psychicznie - dzis jest pierwszy dzien od pol roku, kiedy
    nie ma buraka i moge napisac na forum :-)
    Mam chec rzucic to w cholere,bo nie wyrabiam psychicznie, ale jak czytam te
    wszytskie posty od ludzi szukajacych pracy przez 3 lata, to zastanawiam sie
    czy ja nie za bardzo narzekam.
    Piszcie, prosze!
    Obserwuj wątek
      • peterli Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 10.02.05, 12:24
        czesc,

        tak sobie przeczytalem ten twöj post i möwiac szczerze jestes "niestety!!!"
        przykladem osoby pracujacej w bandyckiej firmie czyli polskiej i do tego
        prywatnej bo inaczej tego nie mozna nazwac. Niestety tez jestem w podobnej
        sytuacji, ze chce zmienic i to jak najszybciej moja znienawidzona prace ale
        möwiac tobie szczerze jedyne co mnie tam trzyma to möj miesieczny dochöd za
        ktöry moge normalnie zyc i gospodarowac i to jest tylko ten jedyny powöd.

        to co opisalas jest normalnym przykladem podejscia prywaciarzy do pracownika w
        polsce, tez znam bardzo dobrze takiego jednego "przedsiebiorce", ktöry tylko
        chamstwem i oszustwem doszedl do majatku a ludzi traktowal jak towar ale i tak
        ma teraz rachunek za to..
        a co dotego czy masz rzucic ta prace???? trudne pytanie, poniewaz nie wiem czy
        bos mogla sie utrzymac bez czasowej pracy i miesiecznych dochodöw ale czytajac
        tutaj na forum jaka ludzie maja sytuacje i jak szukaja pracy chyba bym wybral
        mniejsze zlo i troche tam porobil (jezeli sie to wogöle finansowo oplaca? co
        jest innym tematem!) a jak nie to rzuc ta robote w cholere i majac wolna reke i
        do tego czas zacznij natychmias sie obracac za inna praca i nietylko przez
        jakies tam agencje ale i prywatnie.....to jest moja rada ale jak wiesz sama
        jest to bardzo trudne komus cos radzic jak sie samemu ma troche lepiej....

        a przepraszam, ze pytam a jakie studia masz ukonczone?

        pozdrawiam
        Piterek
        • Gość: wiki Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 12:44
          skonczylam dziennikarstwo na uniwerku,a tutaj to byl naprawde
          kretynski przypadek. To w duzej wina agencji,
          ktora nie sprawdzila dokladniej swojego klienta i wybrala nieodpowiednia
          kandydatke :-) no i moja wina rowniez - ze nie spieprzylam stad
          po rozmowie kwalifikacyjnej (a juz wtedy czulam, co sie swieci).
        • szahedebetryszko Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 21.02.05, 11:44
          odpowiadajac na tytulowe pytanie.
          jedną z moich prac, których nie mogłem znieść. decyzja o natychmiastowym
          odejściu zapadła w czwartek. w piątek złożyłem wypowiedzenie.
          a od poniedziałku zacząłem szukać nowej.
          nie ma co się frustrować dla pieniędzy (były bardzo dobre)
      • Gość: liza Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.e-wroc.com 10.02.05, 12:47
        ja odeszłam i nie żałuję.
        • delfina.25 Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 10.02.05, 12:52
          mam cos podobnego..pracuje 7 dni w tyd i jestem na skinienie palcem.jestem
          wrakem czlowieka, zycie ucieka mi miedzy palcami...praca w hotelu...alcatraz
          chyba..ale wlasnie dzis zdecydowalam się dac wypowiedzenie i odchodze z dniem 1
          kwietnia, akurat moje urodziny :\) i wiem ze nie bede załowała, bo zycie jest
          jedno i nie tedy droga,, zeby je marnowac..w zyciu trzeba ryzykowac..
          • Gość: wiki Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 12:58
            dzieki za te posty! zaczynam wierzyc, ze bedzie dobrze - kurde,
            zyje sie tylko raz! chyba jutro dam papier burakom.
            • pom Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 10.02.05, 13:12
              Jeśli zdecydowałaś się odejść z bandyckiej firmy to może zrób to inaczej?
              Jak się domyślam, nie masz zakresu czynności? Zatem odmów sprzątania kibla. Co
              Ci zależy? Podejmujac decyzję nie masz i tak nic do stracenia.
              Przysługują Ci w roku 4 dni urlopu na tzw. żądanie. Skorzystaj z nich.
              Przyjnajmniej masz czas pracy poszukać.
              Zachorujesz? Kuruj się w domu. Czas pracy niech Ci określą także.
              Na co możesz się narazić:
              -na opiernicz od kogoś, na humorze kogo przestało Ci zależeć. Na stałe joby od
              buraka, kiedy atmosfera w pracy i tak do niczego.
              -że sam postanowi Cię wywalić.:) I nie ma nic piekniejszego - kierujesz pozew
              do sądu pracy i jeszcze kasę od niego za swoją harówę dostaniesz.

              Prawdą jest, że welu pracodawców pomiata pracownikiem. Ci nic nie robią bo drżą
              o posadę. ale już kiedy się zdecyduja odejść - powinni po prostu przestać się
              bać.
          • Gość: kika Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: 217.153.210.* 11.02.05, 10:53
            wiem coś o tym, ja też już jestem w rozsypce, a mam dopiero 27 lat i nie wiem
            co będzie za parę lat, skoro teraz już organizm mi się buntuje przy porannym
            wstawaniu z łózka, staje się to dla mnie wysiłkiem ponad siły.

            Nie dlatego, że mam złą atomosferę w pracy, czy prace której nie lubie, bo pod
            tym względem nie mogę narzekac, ale dojeżdżam łącznie od 6 lat bardzo daleko do
            pracy, bo w jedną stronę mam 3 do 4 przesiadek, łącznie dojazdy z i do pracy
            zajmują mi 5,5 godziny dziennie, czyli wstaje o 5-ej rano, a jestem w domu
            najwczesniej jak się tylko uda/a czesto się nie udaje, bo to autobus uciekł, to
            za póxno z pracy wyszłam itd.../ o 19.30 i tak dzień w dzień, w weekendy mam
            wolne od pracy, ale przeceniłam siły, wziełam się po studiach zaocznych/które
            tez oczywiście wiązały się z dalekimi dojazdami/ za 2 letnie studium, wykłady
            co weekend, a raz na 2 m-ce wolny weekend od zajęć, nie dałam rady.
            To przestroga, dla tych którzy zapominają, że sa tylko ludźmi i trzeba mieć
            czas na odpoczynek. Ja o tym zapomniałam. Mimo mojej naprawdę sporej odporności
            na zmęczenie, organizm zaczyna mówić NIE.
            Więc szukam w międzyczasie nowej pracy, ale jak sama wspomniała autorka tego
            tematu, cięzko szukać, jak czasu tak mało.
            Mam też samochód, bo to wydawało mi się logiczne rozwiązanie, że dojazdy byłyby
            znośne, ale nim nie jeżdże, bo koszty benzyny /ok.500,00 m-c i utrzymanie
            samochodu/ przekraczają moje finansowe możliwości.

            Sama się męczę z decyzją o zrezygnowaniu z tego, ale boje się, że zostanę
            póxniej w domu bez pracy. Więc pytam siebie, czy lepiej się zarżnąć dojazdami i
            szukam w międzyczasie /tylko jak długo jeszcze dam radę/ czy siedziec w domu, i
            miec wyrzuty sumienia, że to nie był dobry pomysł i że moze dałąbym jeszcze
            rade dojeżdżać.


            Pozdrawiam wszystkich sfrustrowanych podobnymi problemami zawodowymi
      • Gość: Kaśka Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 13:07
        Ja zaraz po studiach (ekonomia) dostałam sie na staż jako asystentka prezesa - w
        firmie rodzinnej. Pracy nawet jeszcze nie szukałam, bo chciałam mieć te ostatnie
        wakacje w życiu. Akurat się wczasowałam jak zadzwonili z urzędu pracy z ofertą.
        Zwinęłam namiot i następnego dnia byłam na rozmowie.
        NA początku było fajnie, choć poprzednia sekretarka odchodząc kręciła nosem.
        Jeszcze nie wiedziałam dlaczego...
        Potem zobaczyłam jak działa firma:
        na 18 pracujących osób zatrudniony był: szef, jego żona, jego siostra, jego
        szwagier i 1 kolega ze studiów. 8 osób na umowę zlecenie - musieli założyć
        własną działalność gospodarczą, 5 stażystów (to ci szczęśłiwcy, wśród których
        znalazłam się ja) i co miesiąc 1-2 praktykantki w rakcie studiów.
        A firma działała tak, że stażyści byli stażystami tak długo dopóki płacił za
        nich urząd pracy, 1 dziewczyna załapała się na umowę absolwencką (też płaci
        urząd pracy). Potem następowała wymiana stażystów. Na pracę z mojej grupy
        załąpała się 1 osoba - bo chciała, 2 - bo ma grupę inwalidzką i szef ją chciał.
        Reszta prędzej czy później z pracy porezygnowała. Schemat powtarza sie do dzisiaj.
        Ja jako asystentka prezesa zajmowałam się sekretariatem (może być) i głównie
        prezesem: herbatka, śniadanko, zamów mi farbę bo maluję mieszkanie, znajdź mi
        fajny kurs angielskiego - może bym się pouczył, skocz do sklepu i zrób mi
        zakupy, bo żona nie zdąży itp itd.
        Po pól roku nie wytrzymałam. Mój iloraz inteligencji z dnia na dzień spadał, a
        dowcipy o tym jak to sie pluje szefowi do kawy wcale nie wydawały mi się obrzydliwe.
        Zrezygnowałam z pracy nie mając następnej i nie żałowałam. Wreszcie odetchnęłam
        pełną piersią. Ale pracy nie mogłam znaleźć długo. Ratowało mnie jednak to, że
        mogę załapać się na umowę absolwencką - coś co kręci pracodawców zaraz po stażu
        i bezpłatnej praktyce ;-)
        Pracę znalazłąm z polecenia, na umowe absolwencką, a jakże, lepszą od
        poprzedniej. Ale nie pracowałam 5 miesięcy - czasami miewałam wątpliwości, czy
        dobrze zrobiłam rzucając pracę, ale myślę sobie, ze lepiej jest wiedzieć, co się
        chce i dążyć w tym kierunku niż dać się nieść losowi. A szukać pracy mając pracę
        jest rzeczywiście trudno. Do moich sekretarskich obowiązków leżało "na
        szczęście" chodzenie na pocztę, i to wtedy chodziłam na rozmowy w sprawie nowej
        pracy.niestety niewiele z nich wynikło). Urlopów staż nie przewidywał, a na
        zwolnienie chorobowe też raczej nie mogłam liczyć.
        Gdybym była w podobnej sytuacji teraz też raczej zrezygnowałabym. Jeśli się nie
        ma rodziny i zwiazanych z tym obowiazków, i ma się troszkę kaski na przetrwanie
        to warto zachować dla siebie swoje POCZUCIE WARTOŚCI.
        Niezależnie od decyzji życze powodzenia
        i nowej świetnej pracy
        :-)
      • Gość: radika Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 14:00
        Grunt to wiara w siebie. Jeśli się męczysz,
        odmóżdzasz,do tego pracujesz na wrzody - to rezygnuj.
      • Gość: realista Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 14:15
        Moj chłop jest straszny, krzyczy, czasem mnie leje bo mu zupa nie smakuje, nic tylko sprzatam i latam na zakupy, zabrania mi czytać bo prąd kosztuje i oczy się psują. U rodziców ostatnio byłam przed slubem. Do tego muszę latać wokół jego matki i dwóch sióstr. Jak słucham czasem w radio że są kraje gdzie niektórzy mają po kilka żon a te co nie słuchają to się pali na stosie to zastanawiam sie czy ja nie za bardzo narzekam.
        Myślcie, proszę.

        ;-))))))
        • Gość: kika Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: 217.153.210.* 11.02.05, 11:17
          Kobieto, nic nie zrozumiałam z tego co napisałaś.
          Może sama to przemysl i napisz raz jeszcze.
          • Gość: Messalina Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 15:30
            JEST cos takiego jak metafora,przenosnia czegos ,nie uczli cie w szkole?ja
            zrozumialam przeslanie, odnosi sie do pierwszego glownego listu,tej ktora nie
            wie czy rzucic ta prace.Trzeba czasem pomyslec.
      • bella_ragazza Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 10.02.05, 16:21
        To moje marzenie. Nienawidzę swojej pracy, codziennie rano, kiedy się budzę,
        chce mi się płakać. Szukam nowej, ale to nie takie proste. Siedzę w wielkim
        g... Boję się rzucić, bo nie stac mnie na to, żeby nie pracować. Chciałabym
        zajść w ciążę i się tu więcej nie pojawić.
        • Gość: Szukającyszczęścia Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 16:47
          Droga Wiki, zastanów się po co pracujesz? Mnie praca jest potrzebna, bo są potrzebne pieniądze na życie i hobby. Pracowałem w Polsce i rzuciłem pracę nie mając następnej. Tak naprawdę to już sam nie wiedziałem co ze sobą zrobić (a pracowałem w dużym banku). Wyjechałem do Londynu (2002/2003), aby podszkolić język. Po powrocie rozglądałem się za pracą, ale nic konkretnego nie mogłem znaleźć. Już niedługo znowu wyjeżdźam. Pracowałem w Londynie w agencji pracy tymczasowej. Zawsze miałem pracę. Owszem myłem gary, byłem pomocnikiem kucharza, obsługiwałem klientów. Ale atmosferę miałem normalną, tzn. nie było chamstwa, ale i nie było fałszywie miłej atmosfery. Niestety moim zdaniem nie zmieni się nic w Polsce. Brakuje poważnych firm, i poważnych stanowisk pracy. Jeśli możesz to wyjedź. Będziesz pracowała poniżej kwalifikacji, ale może z normalnymi ludźmi. Ale do wyjazdu trzeba się dobrze przygotować.

          --------------
          Nie krytykuj, nie podskakuj,
          Siedź na dupie i przytakuj.
          Tak dożyjesz starczej renty
          Nawet w d... nie kopnięty.
          • Gość: kika Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: 217.153.210.* 11.02.05, 11:20
            Dobrze Cię rozumiem, bo już 2-ga moja znajoma rzuca prace w kraju i wyjeżdża do
            Londynu.
            Ale to nie dla każdego.
            Ja bym nie dała radę pracować poniżej kwalifikacji, bo psychicznie bym tego nie
            zniosła, więc muszę szukac odpowiedniego dla mnie rozwiązania, czyli innej
            roboty w kraju.
            Pozdrawiam
            • Gość: Szukającyszczęścia Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.05, 17:13
              Wyjazd do Anglii i praca poniżej kwalifikacji
              nie jest problemem. Bo masz jasno powiedziane
              co jest w zakresie twoich obowiazków i odpowiednie
              wynagroszenie. Gorzej jest gdy sekretarka oprócz
              tego, że jest sekretarką to jeszcze ma myć kible.
              Albo jest sprzątaczką albo sekretarką.
              Moim zdaniem pracuje się albo dla pieniędzy albo
              dla satysfakcji i spełnienia zawodowego. W banku
              nie miałem zbyt dobrych zarobków, o spełnieniu
              zawodowym nie wspomnę. Moją pracę mógł wykonać
              średnio rozgarnięty człowiek umiejęcy trochę czytać
              i trochę pisać:)Niestety uległem modzie studiowania
              ekonomii, ale gdy zaczynałem studia w 1992, był pęd
              na tego typu kierunki. Myślę, że dla facetów z jajami
              lepsze są studia techniczne.
              • Gość: kika Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: 217.153.210.* 23.02.05, 14:53
                Niestety trendy na konkretne kierunki studiów w danym czasie, są czasem
                zdradliwe. Ja sama jestem po handlu zagranicznym, wprawdzie pracuje w takiej
                bajce i trochę na początku żałowałam, że się w to wpadkowałam, bo to były
                studia bardziej z rozsądku niż z zamiłowania. Ale przydało się troche
                racjonalizmu.
                Pozdrawiam i życzę powodzenia ;)
                • Gość: Szukającyszczęścia Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 16:44
                  Jeżeli to było do mnie, to dziękuję.
                  • Gość: kika Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: 217.153.210.* 28.02.05, 16:40
                    sama jestem po takim trendy kierunku ;) więc dobrze Cię rozumiem,
                    ale czasami ten racjonalizm nam się opłaca ;) A zawsze sobie tłumaczę, że
                    gdybym wtedy poszła na kierunek, który mnie interesował, może teraz byłabym bez
                    pracy, więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, było minęło ;) i może czasem
                    docenić to, co się już zdobyło
          • wlud5 Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 23.02.05, 18:30
            A pro po, czy możesz mi podać jakieś informacje odnośnie kosztów utrzymania w
            Londynie? Chodzi mi o koszt przejazdu, jw miarę normalnego hjedzenia i jakiegoś
            zakwaterowania, bo właśnie dostalam tam ofertę pracy i zastanawiam sie co mam
            zrobić? Pojechałabym pierwszy raz więc za wszystkie informację z góry Ci
            dziękuje.
            • Gość: Szukającyszczęścia Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 21:04
              Pokój kosztuje od 40 funtów (kiepski standard, 2-3 osobowy), do 80-90 za jedynkę w dobrej dzielnicy w czystym, schludnym mieszkaniu lub domu.
              Są to ceny za tydzień. Musisz jeszcze zapłacic kaucję. Najczęściej wynosi ona
              wartośc dwutygodniowego czynszu. Za bilet tygodniowy na metro w obrębie 1,2 i 3 strefy płaciłem 18-20 funtów. Nie pamiętam dokładnej ceny, ale była to cena z 30% zniżką studencką. Mając ten bilet możesz poruszać się również autobusami (w tym przypadku w obrębie wszystkich stref). Nie pamiętam za dobrze cen żywności (pracowałem w cateringu, i przysługiwały mi dwa bezpłatne posiłki drugie śniadanie i lunch). Chleb tostowy 25-55 pensów, piwo od 0,75 do 1 funta.
              Jeżeli bardzo chcesz oszczędzać to poszukaj sklepów Netto i Lidl. Mają swoje strony www. Generalnie miasto jest drogie. Wyjeżdźam, ale nie do Londynu.
              • irmina15 Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 28.02.05, 14:11
                Dzięki za informację,może te 3 dni przeżyłabym jakoś o tym chlebie tostowym i
                piwie, gorzej z kasą na samolot bo w obydwie strony to 700 zł + wyrobienie
                paszportu, no i przeliczając mniej więcej ceny które podałeś to wychodzi jakieś
                1000 - 1500 zł Trochę kosztowna ta "praca " w Londynie. Ale dzięki.
      • marcgo Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 10.02.05, 17:20
        Ja tez jestem w takiej samej sytuacji.Obecnie pracuje w b.znanej firmie za
        olbrzymie pieniadze - ale!
        Ale mam juz dosc...cofam sie w rozwoju.Nikt mnie nie rozumie,wszyscy moi
        znajomi bardzo mi zazdroszcza tej "pracy".Mnie jednak nie interesuje grzanie
        stolka lecz dzialanie.
        Postanowilem wiec rzucic to!!i tak jak Ty - nie mam drugiej.Jestem jednak
        optymista i wiem,ze cos znajde.
        Zycze powodzenia i podjecia odpowiedniej decyzji.
        • Gość: Szukającyszczęścia Do Marcgo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 17:25
          Znam ten ból. Zajmuje człowiek jakiś stołek, ale tak naprawdę nie jest fachowcem, a pieniądze dostaje nie za wiedzę merytoryczną, a za grzanie stołka. Gorzej jak się spadnie z takiego stołka:)
          • marcgo Re: Do Marcgo 10.02.05, 17:44
            Gość portalu: Szukającyszczęścia napisał(a):

            > Znam ten ból. Zajmuje człowiek jakiś stołek, ale tak naprawdę nie jest
            fachowce
            > m, a pieniądze dostaje nie za wiedzę merytoryczną, a za grzanie stołka.
            Gorzej
            > jak się spadnie z takiego stołka:)
            Spasc jak spasc-ale na wlasne zyczenie:)gdy bylem na studiach(2lata temu)-to
            nawet nie marzylem o takiej pracy.A teraz chce sie jej pozbyc.Ambicje?Czy
            glupota?
            • marioooo Re: Do Marcgo 15.02.05, 18:32
              mam to samo
              swiezo po studiach, spora kasa, ale praca mnie nie kreci wiec ....... czas
              pokazac pracodawcy, ze to ja go wybieram i zmieniam
        • aspidistra Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 10.02.05, 17:27
          ja też kopnełam swoją robote była nędzna i tak o tym mysle!!!!!!szkoda
          życia...załoze sie , ze bedziesz miala klopoty z urwaniem sie stamtąd...ale
          zwiewaj gdzie pieprz rosnie!!!!!!..bo oszalejesz albo dopadnie cie
          depresja ,jesli juz Cie nie dopadla!!!!dasz rade...co ma powiedziec moja mama
          po 50-tce?
      • Gość: gość portalu Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.cust.uslec.net 10.02.05, 19:28
        Ja tez zrezygnowalem z SUPER pracy, ktora strasznie lubie. Idealne warunki
        rozwoju (jakbym zostal to duuuzy awans w ciagu roku), super atmosfera,
        wyrozumialy szef-kumpel, baaardzo dobre wynagrodzenia.. Jedno male ale... praca
        jest w USA i postanowilem wrocic do Polski... Tutaj wszystko za latwo
        przychodzi, za malo wyzwan i zycie za bardzo przewidywalne... Jednak lubie
        ryzykowac...
      • wazelinka5 Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 10.02.05, 19:49
        ja miałam też nieciekawą sytuację w pracy i juz tam nie pracuję, ale pomyślałam
        troche o swojej przyszłości tzn. męczyłam się w upokorzeniach 13 m-cy, ale tyle
        z tego dobrago, że zasiłek dostałam i teraz kiedy nie mam pracy nie jestem
        odcięta od gotówki ( niewiele się rózni od tego co zarabiałam w wielkiej
        firmie). Fakt, ze szukanie pracy t jest okropna sprawa , ale z drugiej strony
        nic nie jest warte Twojego zdrowia psychicznego. Wiec 3 razy zastanów się, ale
        nic na siłe. pozdrawiam.
        • Gość: kabi Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.satfilm.net.pl / 195.136.107.* 07.03.05, 00:37
          Jak bym czytała o sobie samej... praca za marne pieniądze, 7 dni w tygodniu,
          wyzysk na maxa, chyba nawet w końcowej fazie pracy w tej firmie dopadła mnie
          depresja no i zrobiłam dokładnie to samo co Ty i nie żałuje
      • Gość: Krzysiek Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.tronet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 20:13
        ech miałem a właściwie mam ten sam problem. Po ponad 5 latach pracy w banku..postanowiłem to rzucić. Miałem dośc klepania ciągle tego samego, bez szans na własny rozwój, o awansie nie wspominając. Pieniądze też bez rewelacji. No i zrobiłem to !!! Do 28-02 jestem na wypowiedzeniu...później zaczynam wszystko od zera. Kto nie ryzykuj ten nie ma...wyszedłem z założenia: lepiej spróbować i żałować niż żałować, że się nie spróbowało.
        Uruchomiłem kontakty, znajomości, do końca tego tygodni powinno się wyjaśnić co z moją nową pracą.
        Zgadzam sie z przedmówcami, trzeba mieć poczucie własnej wartości !!! NIe wszystko można przeliczyć na pieniądze...
        • Gość: ilbert Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.chello.pl 10.02.05, 21:21
          Odszedłem z firmy po dziesięciu latach.
          Firma konsultingowa rozpieprzyła w drzazgi mój departament i zrobila z niego
          karykaturę informatyki.
          Jestem na swoim i nie żałuję choc pracuję po 12 godzin.
          Jak odchodziłem znajomi i rodzina mieli za SZALEŃCA co "rzuca dobrą pracę"
          Teraz oni dzwonią do mnie żebym im coś znalazł...
          Mam tą złośliwą satysfakcję.:-)
          Ale zdaje sobie sprawę że komuś innemu może nie być latwo.
          Rzucić łatwo - kazdy musi znać swoje możliwosci i odporność psychiczną.
          Niektórzy po prostu nie są stworzeni do prowadzenia własnego biznesu.
          Z drugiej strony jeśli nie głodujesz to może szkoda życia na zajecia bez sensu.
          • Gość: Margo Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.02.05, 00:34
            Ja też kiedyś rzuciłam "super pracę" dla pracy, która była niepewna. Z
            najlepszej firmy z danej dziedziny, w danym mieście - na firmę nikomu nie znaną
            i, jak się okazało później, skazaną na klęskę. W tej nowej firemce miałam niby
            jakieś perspektywy, które okazały się pisane patykiem na wodzie. Firemka po
            pół roku zbankrutowała, nie wypłacając mi pensji za ostatnie trzy miesiące (jak
            sie później okazało, przez cały okres nie płaciła także ZUS'u). Ja w
            międzyczasie wpadłam w długi (już wcześniej miałam kredyt, którego w takiej
            sytuacji nie byłam w stanie spłacać), a moi bliscy z mojego powodu osiwieli. A
            jak sie to wszystko skończyło? Tak, że musiałam wziąć się w garść i KONIECZNIE
            poszukać sobie dobrej pracy. Ostatecznie zmieniłam pracę na nową, która okazała
            sie dwa razy lepsza od tej wyjściowej! Dostałam dwa razy tyle pieniędzy i
            lepsze stanowisko, a to wszystko w rewelacyjnej atmosferze! Nie miałabym tego
            wszystkiego, gdybym wciąż tkwiła w tej "super robocie".

            Z kolegami z poprzedniej firmy (tej pierwszej) utrzymuję kontakt i włos mi się
            jeży na głowie, gdy słyszę, że wszyscy nadal w komplecie tam tkwią. Nic się u
            nich nie zmienia! Żadnych nowych wyzwań, żadnego rozwoju. Nikt nie odszedł,
            nikt nie przyszedł, nikt nie awansował. Uważam, że ruch, to życie! Ruch stwarza
            szanse. Nawet jeśli gdzieś po drodze pójdziesz w niewłaściwym kierunku,
            ostatecznie i tak wygrasz wobec tych, którzy nie ruszyli sie w ogóle. Jakie
            stanowiska przysługują się ludziom do tego, że ostatecznie nie mają poźniej
            szans na lepsze prace? Te na których tkwi się niezmiennie i na których nic sie
            nie zmienia.
        • peterli Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 10.02.05, 21:28
          tak zgadzam sie z toba tylko jest jeszcze inna opcja, czy jezeli mialbys rzucic
          natychmiast znienawidzona prace, zdecydowalbys sie na to wiedzac, ze nie masz
          innych srodköw do zycia i minimalne szanse na szybkie znalezienie nowej pracy.
          tak to jest prawda, ze kto nie ryzykuje to nic nie ma ale trzeba tez wlasna
          sytuacje wziasc pod uwage na jak daleko jest sie w stanie taki krok uczynic,
          chociaz majac wtedy po odejsciu wiecej czasu na szukanie moze mozna wiecej
          czegos sensownego dla siebie osiagnac, moze.....
          • Gość: Margo Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.02.05, 00:47
            Dam jeszcze jeden przykład - z samego początku mojej "kariery zawodowej". Jakiś
            czas po studiach z pewnych powodów postanowiłam wrócić do miasta swoich
            rodziców. Nie miałam wówczas stałej pracy, a jedynie jakieś prace dorywcze +
            kartę bankomatową rodziców. Kontakty mi sie pourywały, dorywcze prace, które
            miałam wcześniej odpadły, oszczędności zero. Dawałam korepetycje, ale w nowym
            mieście nie miałam ich wiele, a na dodatek kończył sie rok szkolny. Z
            początkiem lipca zostałam bez niczego, wyłącznie z kartą bankomatową rodziców,
            z której mogłam korzystać. Miałam jeszcze wówczas strasznego doła. Aby było
            jasne, nie mieszkałam z rodzicami, więc nie mogłam liczyć na darmowy wikt i
            opierunek. Co zrobiłam? Oddałam swojej matce kartę do bankomatu! Mimo, że wcale
            tego nie żądała, a nawet sie sprzeciwiała, twierdząc, że za coś żyć musze. Ale
            ja potrzebowałam motywacji i jakiegos takiego przyduszenia do muru. Zostałam
            bez środków do życia, więc MUSIAŁAM je znaleźć. Pożyczyłam 400 zł by w ogóle
            ten pierwszy miesiąc przeżyć, posprzedawałam też trochę książek z bolącym
            sercem (prawdę mówiąc do teraz żałuję :-) ). Ale metoda podziałała. Wyrwałam
            sie z marazmu i w miesiąc znalazłam pracę - dokładnie taką, jaką chciałam.

            Myślę, że bardzo ważne jest nastawienie psychiczne. Bardzo konkretne
            postawienie sobie celu i konkretne działanie. Nie wymigiwanie się i nie
            tłumaczenie przed samym sobą. Czasami jakiś skok na głęboką wodę.
            • Gość: mrwa Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 17:37
              tez uwazam ze taki sposob jest najlepszy. tyle ze ja mam zamiar go dopiero
              wyprobowac. likwiduje ksiazeczke mieszkaniowa (ok.2000zl.) i jade do Cork do
              Irlandii. Zobaczymy co bedzie.
      • Gość: ... Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.compass.net.nz 10.02.05, 21:18
        sprzatanie biura
        > lacznie z myciem kibla,

        Higiena przede wszystkim. Tak biuro jak i kibel musza byc zawsze czyste aby nie
        obnizyc wydajnosci personelu.

        dzis jest pierwszy dzien od pol roku, kiedy
        > nie ma buraka i moge napisac na forum :-)

        Niewdziecznico! Korzystasz ze sluzbowego komputera by kasac dlon ktora cie karmi?
      • Gość: echtom Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 22:28
        Ja po 11 latach pracy odeszłam ze szkoły. Przez 10 lat jakoś szło, a potem
        przyszedł kryzys i totalne wypalenie. Jasne, mogłam dalej przychodzić do pracy
        i coś tam odwalać, ale nie chciałam męczyć siebie ani uczniów. Starałam się o
        urlop zdrowotny, ale go nie dostałam, więc musiałam wziąć sama. Wcześniej
        odłożyłam trochę pieniędzy na przeżycie 6-8 miesięcy - bez takiego
        zabezpieczenia nie odważyłabym się zaryzykować, bo mam na utrzymaniu troje
        dzieci. Na razie nie jest źle - rozsądnie gospodaruję oszczędnościami, mam parę
        stałych źródeł niewielkiego dochodu i przygotowuję się do rozpoczęcia sezonowej
        działalności, od powodzenia której uzależniam dalszy życiowy biznesplan. Jeśli
        nie wypali, może poszukam jakiejś mniej stresującej szkoły, albo znajdę do
        jesieni inną pracę. Jedyny minus obecnej sytuacji to zamrożone konto
        emerytalne, a muszę uskładać jeszcze ładnych parę lat, by na starość nie umrzeć
        z głodu.
      • Gość: Margo Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.02.05, 00:09
        Nie byłam w takiej sytuacji, bo zawsze zmieniając pracę wychodziłam z jednej
        firmy i od razu wchodziłam do drugiej. Jeśli mogę coś poradzić... Przede
        wszystkim nastaw sie na jedno (bardzo konkretnie!): zmieniam pracę. Nastepnie z
        miejsca zacznij jej szukać, rozsyłać CV itd. Po drugie: poznaj swoje prawa i
        zacznij ich wymagać. Nie przejmuj się szefem, bo i tak już u niego pracować nie
        będziesz! Wyluzuj się wobec niego zupełnie. Przestrzegaj tylko kodeksu pracy i
        swojej umowy o pracę, aby nie mógł Ciebie zwolnić dyscyplinarnie (nie może tego
        zrobić na zasadzie widzimisię). A więc: pracuj po 8h (lub 8,5 w zależności od
        umowy, bo niektórych obowiązuje 42h tydzień pracy) i ani minuty dłużej. Nie
        marnuj prywatnego czasu na tę pracę, ale na szukanie nowej pracy! Jeśli umówisz
        sie na spotkanie, dzwoń do szefa, że bierzesz urlop na żądanie. Szlak go trafi,
        ale co z tego? To są aż 4 dni, a rozmów zazwyczaj nie przechodzi się az tak
        wiele. Jak sie wyczerpią, bierz zwolnienia lekarskie, a jeśli stanie się to
        uciążliwe, złóż w końcu wymówienie, żądając jednocześnie przynależnego Ci za
        daną część roku urlopu + dodatkowego urlopu na szukanie pracy (to są obecnie
        chyba 2 dni przewidziane ustawowo).

        O co mi chodzi?

        Po pierwsze) Nie bój się zmiany pracy! Nie dopuszczaj do siebie myśli, że nie
        znajdziesz nowej.

        Po drugie) Działaj! Konkretnie: przeglądanie ofert, surfowanie po sieci po
        stronach WWW firm, słanie CV, rozpowiadanie ludziom o tym, że szukasz pracy,
        wszędzie na około! Trzeba rozpowiadać, bo to zwiększa szanse znalezienia nowej.
        Po pierwsze - blokuje Ci drogę odwrotu! Jak rozpowiesz, to już się z tego tak
        szybko nie wycofasz. Po drugie - do ludzi czasami zupełnie przypadkiem
        docierają jakieś słuchy o ciekawych ofertach. W takiej sytuacji może ktoś coś
        Ci podpowie lub zarekomenduje Cię w jakiejś firmie.

        Po trzecie) Jeśli szef jest drań, nie przejmuj sie, że palisz za sobą mosty
        (normalnie nie polecam tej metody, ale w Twojej sytuacji jest pewne - więcej
        tam nie chcesz pracować!). Natomiast wykorzystaj to stanowisko do końca. Po
        pierwsze - to wciąż jest dopływ gotówki, po drugie - to wciąż jest Twoje
        doświadczenie, które umieścisz w CV. Każdy miesiąc dłużej w tej firmie, to
        miesiąc krócej na bez pracy!

        Tylko wyluzuj się! Nie daj sobą pomiatać! Pomyśl o tym, że już niedługo stąd
        wyfruniesz, pozostawiając wszystko za sobą. Pomyśl, że szef, o ile jesteś w
        zgodzie z Kodeksem, nic Ci nie może zrobić. Domagaj sie swoich praw i nie daj
        sie zrównać z ziemią.
      • Gość: trawaa Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.05, 09:04
        o kurde to moja poprzednia praca!!
        • kraxa o matko jestem w takiej samej kropce 11.02.05, 11:44
          Aktualnie pracuje wcale nie w malej, rodzinnej firmie. Moim pracodawca jest
          zagraniczny inwestor dzialajacy w branzy transportowo-logistycznej. Jestem
          asystentka, tlumaczem konferencyjnym, kierowca, goncem i Bóg wie jeszcze czym w
          jednym. Kiedy 8 10 miesiecy temu przyszlam do tej firmy bylam osoba z dobrymi
          kwalifikacjami( w mojej pracy szczególnie wazny jest jezyk, ale skromnym
          doswiadczeniu zawodowym. Po ukonczeniu studiów pracowalam na stazu w budzetówce
          za 450 zl miesiecznie, potem przez 8 miesiecy na umowe zlecenie i pól etatu w
          duzej firmie ubezpieczeniowej, dzie moje pól etetu plus masa nadgodzin, ale
          mniej niz caly(zeby nie podpadalo), dawaly mi w sumie 800-1000 zB miesiecznie.
          Niestety praktyki znane z Biedronki pod tytuBem "kreatywna ewidencja czasu
          pracy" byly tam na porzadku dziennym. No i potem, troche po znajomosci
          dowiedzialam sie o moim aktualnym pracodawcy. Bardzo mi zalezalo na wyrwaniu
          sie z ubezpieczalni, wiec na poczatek zaproponowalam pensje 1200 netto. To byl
          blad, ale mialam swiadomosc, ze "wygórowane" zadania zamkna mi droge. Liczylam,
          i zaznaczalam, ze jesli sie sprawdze to oczekuje uznania dla mojej pracy w
          formie podwyzki. Co do warunków pracy- u mnie w firmie nie ma chamskich
          odzywek, nie myje kibli, ale parze herbate, dokarmiam szefa( to ja mysle czy
          zjadl lunch), prowadze korespondencje po polsku i zagranicznemu, uczestnicze w
          naradach i spotkaniach w charakterze tlumacza( którego praca to okolo 100 zl za
          godzine), woze Zarzad, odbieram, dostarczam korespondencje, do mnie naleza
          kontakty z urzedami...A moja pensja nie drgnela. Mój samochód trzaska mase
          kilometrów, a dostake tylko kilometrówke, na jesieni wzielam kredyt na opony
          zimowe i ubezpieczenie auta, bo nie dalabym rady. Samochód prywatnie
          wykorzystuje tylko w weekendy, bo w tygodniu nie mam na to czasu. Dalam sie
          wrobic w pulapke- po co firma ma kupic samochód, skoro bez ograniczen korzysta
          z mojego ponoszac za to smieszne koszty. W listopadzie, po 6 miesiacach pracy
          zwróciBam sie o podwyzke, podobno zostala zaopiniowana pozytywnie, ale mamy
          luty a ja nadal czekam. W rozmowie z pracownikami analogicznej firmy, z tym, ze
          z sektora panstwowego dowiedzialam sie, ze moja odpowiedniczka dostaje na reke
          3,5 tys zB, no i nie musi "dobijac" wlasnego samochodu. W spotkaniach w
          charakterze tlumacza nie uczestniczy, bo zawsze robie to ja... Zdolowalam sie,
          jeszcze bardziej bo rzad mojego wynagrodzenia odpowiada pensji sprzataczki w
          tamtym przedsiebiorstwie... Powiedzialam o tym szefowi, szczególnie, ze doszlo
          do kuriozalnej sytuacji, ze moja firma do pewnych specjalistycznych czynnosci
          wynajela inna firme, w której szeregowy pracownik biurowy nie majacy nawet
          polowy moich obowiazków, i odpowiedzialnosci zarabia kilkaset zlotych wiecej
          ode mnie i idzie to z kieszeni mojego szefa... Dlatego mimo, iz sposob w jaki
          mnie traktuje jest jak najbardziej odpowiedni, kulturalny to jednak nie robie
          tego dla przyjemnosci, ale po to, zeby sie utzymac. w tej chwili odnosze
          wrazenie zaczynam juz dokladac do tego, a samochód mam w miare nowy. Co bedzie
          jak cos powaznego piardnie? W kazdym razie w odpowiedzi od szefa uslyszalam" ze
          kiedys jeden jego pracownik skarzyl sie, ze zarabia mniej od osoby sprzatajacej
          WC, na co wreczyl pracownikowi kartke, zeby napisal podanie o przeniesienie..."
          Zatkalo mnie, pomijajac juz poziom tej wypowiedzi. Jetem w szoku i powaznie
          zaczynam myslec o wymiksowaniu sie z tego ukladu. Niestety nie mam nic w
          zanadrzu. Boje sie, a z drugiej strony bardzo mnie ta sytuacja ubodla. Tylko
          czy ja nie jestem glupia, czy w "dzisiejszych czasach" mozna jeszcze unosic sie
          honorem, czy zacisnac zeby i trwac?
          • Gość: kika Re: o matko jestem w takiej samej kropce IP: 217.153.210.* 08.03.05, 16:59
            Rzeczywiscie mało ciekawa sytuacja, ja już jestem sfrustrowana moją pracą, w
            której też coraz więcej obowiązków, a wynagrodzenie od prawie 4 lat tez nie
            drgneło, ale nie wykonuje pracy, która do mnie nie należy. Jestem handlowcem
            bez prowizji - niezły absurd i na spokojnie już szukam pracy jako PH, bo tutaj
            moge tak jeszcze przez następne 4 lata na tej samej wypłatce wegetować.
            Twoja sytuacja jest naprawdę trudna, bo to wg mnie wyciskanie cytryny do kawy,
            herbaty, do czego się da.
            Ale sama wiem, że nie łatwo w tych warunkach znaleźć nową robotę, wiec może też
            w międzyczasie bedziesz wysyłac swoje aplikacje do innych firm, żeby nie tracić
            niepotrzenie kolejnych lat na lataniu za wiatrakami.
            Pozdrawiam i zycze powodzenia

            • kraxa przechodze na samozatrudnienie 18.03.05, 12:49

      • Gość: filon Poszukaj wśród klientów szefa ;-) IP: *.neostrada.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.05, 11:56
        Byłem w podobnej sytuacji. Znalazłem pracę u klienta mojego szefa :-)
        No, ale ja mam trochę inny charakter. Mi nie tak łatwo jest kazać zostać do
        19.00, chociaż czasami zdarzało mi się zostawać. I wszystko z uśmiechem na
        ustach, z pewnymi wyjątkami ;-) Z rozbawieniem wspominam pierwszą rozmowę
        rekrutacyjną z nowym szefem na temat starego ("pan Karol jest, jaki jest -
        wszyscy mamy wady i zalety" :). Nowy okazał się pogodnym i mądrym gościem. Po
        pewnym czasie zostaliśmy dobrymi kolegami. Potem nasze drogi się rozeszły.
        Poszedł w hanel zagraniczny, a ja w transport międzynarodowy. Ale kilka razy w
        roku spotykamy się na browarze.
      • Gość: malinka Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.05, 15:06
        Po pół roku pracy dla totalnych złamasów w takiej samej
        fimie-krzak rzuciałam robotę w cholerę i uciakłam gdzie piperz rośnie. Po
        miesiącu znalazłam pracę, która spełniła moje oczekiwania.Wszędzie mogą być
        jakieś niesnaski, ale okropna atmosfera przez cały czas jest nie
        do wytrzymania.
        Kto nie ryzykuje, ten ginie albo gnije :-) uciekaj póki nie masz dzieci na
        utrzymaniu.
        • Gość: Ania Zawsze rzucam jak mnie źle traktują IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.05, 19:15
          Zawsze rzucam jak mnie traktują jak śmiecia,raz wytrzymałam 2 tygodnie
          • Gość: Monia uciekaj!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.05, 10:33
            Dziewczyno! Nad czym się tu zastanawiać? Pakuj swoje rzeczy w kartonowe pudło
            i spierniczaj!Szkoda żcyia!!!!
      • Gość: Gienia Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.05, 09:44
        Jakbym czytała o sobie! Miałam szefa totalnego burasa, kawki, herbatki,
        sprzatanie,bieganie na pocztę, do banku, do urzędów. Meczarnia! Ale wytrzymałam
        prawie rok ze względów finansowych, a to było zaraz po studiach. Cała firma
        płaszczyła się przed burakiem, bo na umowie płacił tylko część kasy, a resztę
        według własnego "widzi mi się" pod stołem. Nigdy nie było wiadomo ile człowiek
        dostanie - wszystko zależało od humoru buraka.Kiedy zorientowałam się, że
        zaczynam miec poważne problemy z wysławianiem i z logicznym myśleniem,
        powiedziałam dość! RZuciałm, nie mając innej. Nowej szukałam dwa miesiące, ale
        było warto. Gdyby nie ta odrobina odwagi, pewnie gniłabym tam do dziś. Zyczę
        powodzenia!
      • Gość: mila2 Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.emea.sclnet.com / 212.111.39.* 15.02.05, 12:13
        jasne ze rzuć tą pracę. to łatwo powiedzieć wiem, ale w ten sposób zyjąc
        odechce Ci się żyć a tym bardziej aktywnie szukać nowej pracy!! znasz język,
        skończyłaś studia- zgłoś się do hudsona, oni są na prawdę prężni!

        POWODZENIA!!!
      • rpoznan Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 21.02.05, 02:07
        Tak oczywiście!I choć nikt by się tego nie spodziewał,to była "ręka
        opatrzności"!Pracowałem z moim bratem-najlepszym przyjacielem w jednej sekcji w
        najbogatszej firmie w Polsce!Był rok 2003,a my tam już 12 lat!Od 4 lat firma
        konsekwentnie redukowala załogę,a nas nikt cholera nie chciał ruszyć!Zapomnieli
        o nas czy,co!Do cholery!Już się z nas cyborgi robią(rutyna)i neandertale
        (większa część załogi,z którą trzeba było współpracowac!).Nagle pewnego dnia
        dostajemy wiadomość-"redukują naszych!",więc w te pędy do KIEROWNICZUNIA,by go
        wku...ć maksymalnie,to może nas wpisze na listę do wyrzucenia!A szansa była
        wielka,bo gość menda pierwszej wody!Dwa tygodnie niepewnośi,aż w końcu
        wspaniała wiadomość:firma redukuje nasze stanowiska i wypłaca nam
        odszkodowanie,daje odprawy,akcje i mieszkania służbowe przechodzą na własność!
        Radość była nieziemska!Nie daliśmy się zwariować!Brat żyje teraz w Australii,a
        ja{oficjalnie bezrobotny)pracuje na swoje konto w domeczku!
        Po trzech m-cach od odejścia z firmy,koledzy pracujący tam zaprosili nas na
        browca-wyglądali jak zajeżdżone szkapy,wyli nam w kołnierz jak im w tyłek
        dają,wszyscy żrą prozac garściami i nie wiedzą jak długo jeszcze wytrzymają!
        Droga WIKI sama widzisz-wybór jest prosty!Ratuj się!Powodzenia!
      • Gość: Effka Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.morena.csc.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:19
        rzuciłam nawet dwa razy (i chyba lada dzien bedzie trzeci raz)... Każda kolejna
        praca była zawsze nieporównywalnie lepsza od poprzedniej zarówno pod wzgledem
        finansowym jak i "personalnym".
        Gdybym nie ryzykowała nie miałbym nigdy tego wszystkiego co teraz mam: wiedzy,
        doswiadczenia, fajnych znajomosci, zadowolenia... no i kasy;)))
        Zobaczymy co bedzie teraz;)
        ps. drugą prace znalazłam po 3 dniach poszukiwań, trzecią po 4 msc.
        powodzenia i trzymam kciuki
      • Gość: mysia Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.crowley.pl 22.02.05, 11:52
        Wiki!
        Niby stara ze mnie wyjadaczka :)a dałam się zwieść pozorom, kurde! W styczniu
        br. z wielkimi nadziejami zaczęłam pracę w świetnie zapowiadającej się firmie.
        Telefony i faksy z ponagleniami do zapłaty (dosłownie za wszystko) szybko
        wyrwały mnie z fascynacji nową pracą (nota bene - mam ciekawe obowiązki,
        zajmuję się obsługą klientów w zakresie PR). Ta firma to jeden wielki przekręt -
        z siedzibą w biurowcu klasy A (zalega z czynszem) i eleganckimi meblami
        (windykator wzywa do zapłaty). Za nic i nikomu nie płaci się tu w terminie
        (jeśli w ogóle kiedykolwiek zapłaci się). Za niezbędne nam w pracy konta e-mail
        (98 zł za rok) zapłacono dopiero, gdy administrator zagroził ich blokadą, za
        telefony - gdy je ostrzegawczo odłączono. Za prasę - nie zapłacono do tej pory
        (kilka tytułów dostarczano przez tydzień za darmo, wierząc, że przelew właśnie
        idzie). Szef stosuje politykę zwodzenia. Kłamie w żywe oczy. Na koniec miesiąca
        dostałam tylko tę część pieniędzy, którą miałam wpisaną w umowie - reszta miała
        być "z kieszeni". Gdy na początku lutego zaczęłam stanowczo upominać się o
        zaległe wynagrodzenie szef powiedział, że pieniądze własnie wysłał i są już na
        moim koncie. Dla zbicia mnie z tropu zapewnił, że może o to się ze mną założyć
        (co za poczucie humoru!). Do dziś tej kasy nie zobaczyłam.
        Dodam, że piszę o firmie doradczej. Przechodzą przez nią naprawdę duże
        pieniądze. I poważne zlecenia, które... firmuję swoim nazwiskiem.
        Właśnie złożyłam wypowiedzenie. Nie będę ukrywać, że boję się siedzenia w domu,
        zwłaszcza, że poznałam smak bezrobocia.
        Intuicja podpowiada mi jednak, że pora spadać, zanim pogrążę się w bagnie.
        Wiki, trzymaj się. I posłuchaj intuicji.

        • toffiik Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? 22.02.05, 12:55
          Jestem za - intuicja nasza mapa!
      • lepszygatunek jestem zalamana 22.02.05, 12:47
        dobija mnie to co tu czytam. zrezygnowalam z jednej pracy i bylam 7 miesiecy
        bezrobotna dopoki ojciec nie zalatwil mi nowej - po znajomosci. jestem zalamana
        soba. naprawde probowalam, wysylalam dziesiatki cv, szukalam ofert. nie mam
        zadnych postawionych WLASNYCH znajomych, wszyscy sa na dorobku jak ja. bez
        pomocy ojca nie zdzialalam nic pomimo studiow podyplomowych i dwoch jezykow.
        bylam naprawde zalamana a nie szukalam przeciez prezesowskiego stolka.
        najpierw wmawialam sobie ze jestem za dobra i dlatego mnie nie chca a potem juz
        nic nie myslalam. teraz jestem zalamana kiedy czytam ze mozna rzucic prace a po
        3 dniach znalezc nowa i to lepsza pod kazdym wzgledem. jak to mozliwe i czemu
        mi sie nie udało? naprawde nie jestem typem niedojdy zyciowej, jestem
        energiczna i mam duzo wiary w powodzenie. a jednak... juz zapomnialam o tej
        porazce jaka bylo szukanie pracy a teraz sobie to przypomnialam dzieki temu
        watkowi.
        teraz jestem liderem zespołu, organizuje jego prace itd. okazalo sie ze jestem
        najlepsza mimo ze dopiero tu przyszlam a jednak nikt nie chcial mi dac nawet
        szansy sprobowac gdzie indziej. wiem ze moj awans nie jest to wynikiem
        znajomosci bo nikt nie powierzylby takiej funkcji osobie ktora sie do niczego
        nie nadaje. to wynik mojej pracy i tego ze ludzie lubia ze mna pracowac. moze
        dlatego zal jest tym wiekszy bo mysle ze rownie dobrze sprawdzilabym sie
        wszedzie indziej tylko ze nikt mnie nie chcial.
        prosze dopiszcie jak to sie stalo ze wam sie udalo? jak to mozliwe zdobyc prace
        po 3 dniach? i to taka jakiej sie szuka? a moze to tylko kwestia szczescia
        ktorego mi brakuje? podpowiedzcie nieudacznikowi :(
        • Gość: mirabelka Re: jestem zalamana IP: *.skierniewice.mediaclub.pl 23.02.05, 12:31
          ja niestety moge tylko potwierdzić że mam takie same doświadczenia jak ty, więć
          nie uważaj siebie za nieudacznika bo nie jesteś sama, zwolniłam sie z pracy w
          której juz nie wytrzymywałam, szukam nowej od września, jak narazie bez
          rezultatu, najeżdze sie tylko na rozmowy, wydam kase i nic, wiem że nie jestem
          najgorsza, ale coż zawsze to mnie odrzucają, teraz bez znajomości to
          sprzątaczka trudno zostać, a w firmach gdzie jest duży nabór i powiedzmy prawie
          każdy ma równe szanse, po prostu robią co chcą, naprodukujesz sie i cię oleja
          potem nawet nie radza zadzonić że mamy pania w Du..., taka rzeczywistość, tu
          nie ma ram i zasad tak jest
      • Gość: wiki Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.05, 13:56
        To znowu ja - zalozycielka watku. najprawdopodobniej w
        piatek skladam wypowiedzenie. Praca w tej firmie stala sie
        juz zupelnie nie do wytrzymania. Wierze, ze bedzie dobrze.
        Jakos zawsze sama znajdowalam prace, nikt mi nigdy niczego
        nie zalatwial. Czuje, ze i tym razem sie uda. Szkoda mi
        zycia, nerwow i resztek szarych komrek, bo niestety
        "kto z kim przestaje, takim sie staje" - przebywanie z debilami nie sluzy
        rozwojowi.Zadnemu. Pozdrawiam wszystkich!
        • Gość: mysia Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.crowley.pl 22.02.05, 15:50
          Powodzenia Wiki! Znajdziemy sensowną pracę, zobaczysz! Odezwij się, jak już
          zasiądziesz przy komputerze w nowej firmie :)
          • Gość: wiki Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.05, 08:51
            Dzieki Mysia!Bedzie dobrze!
        • Gość: chrupka Re: Czy ktoś rzucił pracę nie majac drugiej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 17:32
          Owszem, mój mąż rzucił pracę (ja nie pracowałam, bo byłam w domu z dziećmi)i
          szukał następnej przez rok. W tym czasie rodzina pogrążyła się w skrajnej nędzy
          i długach.
      • greek Ja i nie żałuję tego. 23.02.05, 15:32
        Wiem, że gdybym tego nie zrobiła, to i tak nic nie zmieniłoby się, a było coraz
        gorzej i byłam coraz bardziej zmęczona nerwową atmosferą i codzienną pracą po
        12 godzin. Pracowników zawsze traktowali tam tylko jako siłę roboczą, a winę za
        wszystko widzieli w pracownikach. Jak nie podobał im się ktoś, to z dnia na
        dzień wywalali na pysk. Już przy samej rekrutacji była chora sytuacja, ale
        człowiek chce pracować, a też nie zdawałam sobie sprawę, że tam może być tak
        źle. Ten mój wieczny optymizm. Powinnam była szybciej zrezygnować z tej pracy,
        bo tylko dużo czasu zmarnowałam i sił. A, też dużo zdrowia mnie ona kosztowała.
        Potrzebowałam też dużo czasu, aby wrócić do sił i nabrać chęci do dalszego
        życia. w następnej pracy też nie lepiej ludzi traktowano, a też przez
        poprzednią miałam mniejszą odporność.
        Trzeba unikać wszelkich skrajnych rzeczy, bo one zostawiają na nas swoje piętno.
        A, o pracę, aby żyć każdy walczy, ile ma sił.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka