Gość: wiki
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
10.02.05, 12:07
To naprawde poważne pytanie - czy ktoś z was rzucił
znienawidzoną pracę w diabły, nie majac nowej i nie żałował?
Jestem świeżo po studiach - studiowałam dziennie,
pracowałam dorywczo i w wakacje - pisałam do prasy, pracowałam w radiu (za
pół darmo), brałam tez prace sekretarskie,ankiety,korepetycje
po obronie pracy chciałam mieć już coś na stałe - no i przez agencję pracy
trafiłam do obecnej firmy.
To miało byc stanowisko asystentki zarządu, z naciskiem na współprace z prasą
branżową, troche PR-u, marketingu itd.
w praktyce - jakiś koszmar, jedyne co sie zgadza z omowionym wczesniej
zakresem obowiazkow to troche wspolpracy z zagranica i tłumaczeń. Poza tym
tłuczenie na kompie kretynskich pism szefa - buraka, przepisywanie pisemek
dla wszelkich mozliwych osob z fimry, parzenie kawki szefowi i gosciom,
serwowanie drinkow jego gosciom,mycie szklanek po buraku, wyrzucanie jego
smieci, petów z popielniczki, czasem robienie mu sniadanka, sprzatanie biura
lacznie z myciem kibla, bo firma sprzataczki nie zatrudnia,zalatwianie
wszelkich spraw, ktorych komus sie nie chce zalatwic (banki,urzedy) - ogolnie
zapieprz, codziennie co najmniej 9 godzin, czesto 10, przychodzimy tez w
soboty (cholera wie po co).
Atmosfera okropna - caly czas niezadowolenie szanownego zarzadu(prezes+gruba
malzonka)i dwoch dyrektorow (wielkieto slowa), darcie mordy, chamskie
odzywki - a podobno w malych firmach powinna panowac rodzinna atmosfera. Nie
mam czasu do kibla pojsc ani zjesc kanapki.
Juz pol roku tu tkwie, nie mam szans, zeby umawiac sie na rozmowy w sprawie
pracy(raz mi sie udalo, ale nic z tego nie wyszlo), bo nikt sie nie chce
spotykac o 19, a o zwlanianiu sie "do lekarza" nie mowy tu mowy.
Juz nie wyrabiam psychicznie - dzis jest pierwszy dzien od pol roku, kiedy
nie ma buraka i moge napisac na forum :-)
Mam chec rzucic to w cholere,bo nie wyrabiam psychicznie, ale jak czytam te
wszytskie posty od ludzi szukajacych pracy przez 3 lata, to zastanawiam sie
czy ja nie za bardzo narzekam.
Piszcie, prosze!