Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Pracuje w USA

    IP: *.ny325.east.verizon.net 16.03.05, 16:41
    Byl 16 czerwca 1992, zdaje sie ze czwartek. Krotkie pozegnanie z
    najblizszymi i w droge. PKS-em do Lublina, aby zdazyc na pociag do
    Berlina.

    Kilka miesiecy temu zostalem zakwalifikowany do pracy na Campie w
    Stanach. Wiedzialem tylko ze bedzie to gdzies kolo NY. Wylot mialem z
    Londynu. Cale szczescie ze Camp oplacal bilet lotniczy i dawal
    zakwaterowanie, bo nigdy nie byloby mnie stac na taka wycieczke. Jako
    student, piatego roku, ledwo wiazalem koniec z koncem. Moj kumpel z
    akademika, Amerykanin, pokazal mi niewielkie ogloszenie ktore
    ukazalo sie w Gazecie Wyborczej, "Camp America" organizuje nabor w
    Warszawie. Powiedzial sprobuj, no i sprobowalem. Z wiza nie bylo
    problemow, pamietam jednak ze potrzebowalem wizy tranzytowej do
    Wielkiej Brytanii. Promesse dali, ale pani w okienku jak zobaczyla moj
    indeks, to wyrwalo sie jej z gardla "przeciez on nie wroci"


    Pociag Lublin - Berlin, dotarl na miejsce jakos wczesnie rano. Kumpel w
    akademiku dal mi namiary na miejsce z ktorego mozna zlapac stopa.
    Cel podrozy Dortmund. Kilka miesiecy temu moj brat wczasie podrozy
    stopem po Europie poznal goscia z ktorym mozna konie krasc. Poznalem go
    kilka tygodni przed wyjazdem, kiedy odwiedzil nas w domu. Przejechal
    stopem pol Europy aby spedzic z nami weekend.


    Berlin wydal mi sie jakis szary. Polska byla wtedy szara, ale Berlin
    wydal mi sie jescze gorszy. Na dworcu poznalem innego Polaka, ktory tak
    jak ja chcial stopem jechac dalej. Dotarlismy wspolnie na ten parking i
    pol godziny pozniej siedzielismy juz w samochodzie jakiegos czlowieka
    ktory jechal w tamtym kierunku. Po kilku godzinach dotarlem na miejsce.
    Niestety, pocalowalem klamke. Nie ma to jednak jak sasiedzi,
    skontaktowali sie z jego ciotka. Przesiedzialem u niej kilka godzin az
    zjawil sie kumpel. Przespalem sie u niego jedna noc, pamietam kilka piw pod
    prysznicem i glosne Guns'n'Roses. Nastepnego dnia zameldowalem sie u jego
    ciotki.

    Swoj pobyt w Dortmundzie planowalem na 2-3 dni. Ciotka miala hopla na
    punkcie rowerow, zjezdzilismy kawalek okolicy tak ze nog nie czulem.
    Zrobila mi tez niespodzianke, kupila bilet na autobus do Londynu. Nie
    musialem sie juz martwic, jak tam dotrzec.


    Przeprawa przez kanal przebiegla bez problemu, ale juz po brytyjskiej
    stronie musialem wyjsc z autobusu i wyjasnic moj cel podrozy
    urzednikowi. Dal mi wize na 48 godzin.


    Autobus dotarl na dworzec autobusowy, szybko z niego wyszedlem aby
    polazic po miescie. Wylot mialem nastepnego dnia, wiec mialem sporo
    czasu do zabicia. Zaraz po wyjsciu z dworca, przyskoczyla jakas
    dziewczyna namawiajac mnie do zatrzymania sie w jakims hoteliku.
    Proponowala nawet taksowke, ta cala przyjemnosc miala mnie kosztowac 8
    funtow. Mowie wiec dziewczynie, ze mnie nie stac bo mam wszystkiego 10
    funtow. Co zreszta bylo prawda.


    Dotarlem na dworzec kolejowy, szukalem punktu informacyjnego gdzie
    moglbym dostac mape Londynu i metra. Tuz przede mna w kolejce jakies
    dwie Amerykanki nie moga sie dogadac z pania w okienku. Niby mowia tym
    samym jezykiem, a jednak.


    Teraz moja kolej, pani sie mnie grzecznie pyta skad jestem. Okazuje sie
    ze rodaczka. Zaprosila mnie do swego "officu", zaraz poleciala i kupila
    dla mnie jakas kanapke i cos do picia. Pozwolila mi zostawic moj
    plecak, a ja wybralem sie na zwiedzanie miasta.


    Kupilem sobie bilet na metro na caly dzien i w droge. Kilka znanych
    miejsc, Parlament, Picadilly Circus, Buckingham Palace. Po kilku
    godzinach musialem wrocic na dworzec odebrac swoj bagaz. Co dalej
    zrobic z tak pieknie rozpoczetym wieczorem. Na Heatrow mialem jeszcze
    czas. Lazac tak po dworcu zauwazylem reklame firmy Guiness, ktos
    rozdawal za darmo piwo, musialem sie czegos napic. Usiadlem sobie z
    butelka pod sciana. Przysiadl sie do mnie jakis Anglik. Okazalo sie ze byl
    kiedys w Polsce. Rozplywal sie doslownie nad polskim PKP, mowil ze mamy
    super wolne pociagi.


    Chyba byl mieszkancem tego dworca, zaproponowal aby kazdy z nas zrobil
    kilka rundek po darmowe piwo. Potem cala siatke wymienilismy u
    babci klozetowej na kilka kanapek.


    Dotarlem wrescie na Heathrow, przespalem sie na lawce. Rano, poznalem
    jakiegos Wegra, ktory tak jak ja wybieral sie do USA na Camp. On juz
    byl dobrze przygotowany do tej wyprawy. Nie rozstawal sie z czapka
    basebollowka i caly czas cos gadal o NBA.

    Wiecej

    mysite.verizon.net/plawrow/kilkapierwszychlatnowyjork/
    Obserwuj wątek

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka