Gość: zmeczona
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
30.03.05, 19:39
Jest 19.10, przed chwila wyszlam z pracy i jade samochodem do domu. To
pierwszy taki dzien od kilku miesiecy ze wyszlam przez 21.00 (zaczynam o
9.00). W torebce plik dokumentow do weryfikacji - zajmie z dwie godzinki, ale
to juz w domu. Dzwoni gosciu prawnik na komore, bo w biurze mnie juz nie ma
czy moge mu cos tam przyslac. No moge, ale jutro rano. Na co on jakby mu sie
nalezalo jak psu buda: A czy nie moge dzis bo jemu zalezy? No wku..lam sie
straszliwie wiec zamiast powiedziec prawde ze dzis wyjatkowo wczesniej
wyszlam z pracy i niestety nie jestem w stanie mu tego przyslac dzis cos mnie
podkusilo i mowie mu, ze my juz w naszej firmie skonczylismy prace na dzis.
Na co gosciu z przekasem i niezadowoleniem: Dobrze tam macie. No zesz kuzwa!
A wiecie co mnie najbardziej wqu....a? Ze ja sie czuje winna, ze tak
powiedzialam i wyszlam na nieroba bo tak sie przyjelo pracowac w tym sektorze
(kraju?)! Ide sie napic i pomyslec powaznie na temat ograniczenia swoich
potrzeb i przekwalifikowania sie zawodowo bo nie zdzierze dluzej takiego
kuzwa pokrecenia priorytetow: pranie nie zrobione, zaraz mi wylacza telefon
bo nie mam nawet czasu w pracy puscic przelewu prywatnego, prywatny facet juz
nie pamieta kiedy mnie ostatnio bzykal, koty glodne caly dzien same siedza,
sklep z chlebem mi przed nosem zamkneli (do 19.00) a palant mi tu wyskakuje
ze ma pilne!
Ufff.
Pozdrawiam.