zuzanna392
17.05.05, 22:44
Niezbyt dobrze rozumiem się z moją obecną szefową. Jest na stanowisku od kilku
lat i nie umie sobie zbyt dobrze z nim poradzić. Kieruje się emocjami, a
wszystkie podejmowane przez nią decyzje są wielokrotnie zmieniane zależnie od
tak zwanego widzimisię i humoru. Każdą zmianę tłumaczy naszą (pracowników)
nieudolnością i oskarża nas o rzeczy, których nie zrobiliśmy.
Tak stało się w zeszłym tygodniu. Zostałam publicznie, w obecności innych
pracowników, oskarżona o to, że wychodzę za wcześnie z pracy i się do niej
spóźniam. Akurat tak się składa, że przychodzę zawsze jako pierwsza i wychodzę
jako ostatnia, co widzą dokładnie wszyscy (poza szefową, bo jej gabinet jest
gdzie indziej). Akurat feralnego dnia musiałam wyjść wcześniej, o czym
poinformowałam kierownika działu (odbiór dziecka z zielonej szkoły). W
przejściu natknęłam się na szefową, która wręcz zagoniła mnie z powrotem na
salę i przy wszystkich napiętnowała. Ponieważ mnie nie lubi (ani ja jej),
odczuła zapewne wielką przyjemność, oskarżając mnie o "rażące zaniedbywanie
obowiązków". A, jak mówię, sytuacja taka miała miejsce tylko raz i to nie do
końca z mojej winy.
Zastanawiam się, co zrobić. Oczywiście, nic jej nie odpowiedziałam, tylko
zebrałam swoje rzeczy i wyszłam po dziecko, bo przecież ono jest ważniejsze
niż głupia, histeryzująca baba, będąca niestety moim zwierzchnikiem. Jednak
zostałam obrażona i oskarżona o czyny których nie popełniłam. Co powinnam
zrobić? Nie chcę tego tak zostawiać, ale brak mi koncepcji.
Dziękuję za wszelkie poważne rady.
Pozdrawiam, Zuza