x_file
09.07.05, 11:05
...a ja już 4 dzień czekam aż malarze, którzy od tygodnia odnawiają mi
mieszkanie łaskawie przestaną imprezować i wrócą do napoczętej pracy. Mieli
już wczoraj skończyć (wg wcześniejszych ustaleń), ale raz telefon że chrzciny
siostrzenicy, więc jeden nie jest w stanie, potem drugi coś tam i tak w kółko.
A ja, zamiast wywalić ich na zbity pysk, słucham męża, który mówi, że szkoda,
że nie można, że im zależy na pracy. Właśnie widzę, jak im zależy. Ponieważ to
nie pierwszy raz, kiedy mam do czynienia z tego typu "usługami" (ja bądź moi
znajomi), zapytuję: gdzie są ci chętni do pracy bezrobotni i niezatrudniani?
Dlaczego hodujemy leni? Sama ciężko pracuję (nie fizycznie, ale ciężko) i
szlag mnie trafia, jak widzę obiboków. Gdybym pracowała tak w swojej firmie,
wyleciałabym po dwóch dniach.