olab1
04.11.05, 15:23
Pracuję na etacie i rozkręcam swoją firmę. Szukam ludzi do pomocy. Mam
znajomą, kobieta ledwo wiąże koniec z końcem, wciąż myśli o swoich długach,
żal mi jej.Dziś zadwoniłam, mówię co mam dla niej, jak kształtują się zarobki
a ona mi na to: no tak, ale ja musze wyjść z domu, do ludzi, a nie chcę. ja
chcę żeby to ludzie przyszli do mnie. oferta dotyczyła weryfikacji transferu
skąłdek na lini ZUS i fundusz emerytalny, za jednen dokunemt min. 200 zł a
ona mói NIE. Mam tak dużo zlecień że po prostu nie daję rady sama obskoczyć
wszytskich klientów! Fizycznie i czasowo nie daję rady. Daję więc jej szansę,
ale ona woli swoją biedę i już. Cóż na takich poradzić? Wyskasować ze spisu
telefonów?
Zasada jest taka - 20/80.
80% ludzi woli ciepełko etatu, kilka groszy pensji, zeby jako tako przeżyć,
na chleb z masełkiem zarobić. To im wystarcza, zero marzeń. To oni mówią -
"nie uda się, nie warto, plajtniesz, nie daj sobie spokój, mówię ci, szkoda
czasu".Reszta - 20% to przedsiębiorcy, dający te ciepłe etaciki i marniutkie
pencyjki.
Trzeba pogodziś się z tym, ze większość jest przeciętnością i już.
A ja pogonię po klientach sama, zajmie mi to trochę czasu ale zawsze zarobię
na szyneczkę na ten chleb z masełkiem.
PS. Może ktoś z Gliwic i okolic szuka "szyneczki"? Kontakt na gazetowego
maila.