Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć firmę?

    IP: 87.207.29.* 06.01.06, 00:55
    Mam tylko jedno pytanie: czy trzeba być tłumaczem przysięgłym, aby otworzyć
    własną, jednoosobową firmę, zajmującą sie tłumaczeniami dla innych firm?
    Chodzi mi oczywiście o aspekt prawny przedsięwzięcia. Z góry dziękuję za
    odpowiedź.
    Obserwuj wątek
      • aga.p.p Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 01:22
        Nie.

        pzdr,
        A.
        • Gość: graegh Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: 87.207.29.* 06.01.06, 02:18
          Krótka, ale jakże treściwa odpowiedź. Dzięki!
          • aga.p.p Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 02:27
            A co tu więcej gadać:)) Jak chcesz otworzyć biuro tłumaczy to nawet tłumaczem być nie musisz:))

            pzdr,
            A.
            • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 09:43
              Potwierdzam na własnym przykładzie - jestem tłumaczem, ale nie mam uprawnień
              przysięgłego (i nie chcę mieć), mam własną działalnosć (biuro tłumaczeń).
              • jsolt Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 09:48
                a ja tez nie mam uprawnień (ale chcę:), i nie mam działalności (i nie wiem czy
                chcę:)
                • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 10:28
                  Działalność na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem, gdy tłumaczenia robi
                  się "przy okazji" lub traktuje jako formę dorabiania. Jeśli jednak jest to
                  jedyna wykonywana praca, przynoszaca ponadto spore dochody i wymagająca
                  ciągłych (choć zazwyczaj niedużych nakładów), to wówczas założenie działalności
                  wydaje sie być uzasadnione.

                  Co do uprawnień - każdy robi to, co lubi. Mnie się przede wszystkim nie podoba
                  pozostawanie do dyspozycji organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Sądy,
                  prokuratury, policja zazwyczaj płacą z ogromnym opóźnieniem, często po fakcie
                  arbitralnym postanowieniem obniżają stawki za wykonaną pracę i oczywiscie nie
                  pytają, czy masz czas na tłumaczenie i czy znasz się na danej dziedzinie. Do
                  tego mogą wymaać tłumaczeń zarówno ustnych, jak i pisemnych. Po co więc mam się
                  użerać?

                  Mam klientów, którzy nieźle i regularnie mi płacą, interesują mnie tylko
                  tłumaczenia pisemne i tylko takie wykonuję (ustnych nie znoszę i uważam, że nie
                  umiem ich robić dobrze - bo nie znoszę; koło się zamyka ;-)))), dobieram sobie
                  tylko zlecenia z dziedzin, na których się znam i w przypadku których mogę
                  zagwarantować najwyższą jakość przekładu, a i tak pracy mi nie brakuje.

                  Dlatego dwa razy zastanowiłabym się, czy rzeczywiście jest sens starać się o
                  uprawnienia tłumacza przysięgłego, skoro i tak większosć tłumaczeń na rynku to
                  tłumaczenia nieuwierzytelnione.
                  • aga.p.p Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 11:09
                    > Co do uprawnień - każdy robi to, co lubi. Mnie się przede wszystkim nie podoba
                    > pozostawanie do dyspozycji organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.

                    Jakbym samą siebie czytała:))

                    pzdr,
                    A.
                • viking73 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 13:53
                  Ja mam uprawnienia i nie mam działalności. I chyba nie chcę. Chociaż jeśli
                  dalej będzie tak jak w tym tygodniu (18, słownie osiemnaście) dokumentów do
                  uwierzytelnienia z dwóch biur tłumaczeń, to się zastanowię:)
                  • Gość: Lily Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 14:38
                    A co to jest 18 dokumentów? Zwykle mała objętość i kosztują niewiele. A trzeba
                    zapłacic podatki i przede wszystkim ZUS (Ponad 700) i to nawet wtedy, gdy masz
                    zero zarobków w miesiącu. Czy naprawdę da się wyżyć z jednoosobowej firmy
                    tłumaczeniowej? Macie takie doświadczenia? A jesli nawet macie zlecenia to ile
                    godzin dziennie trzeba na to pracować?
                    • viking73 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 14:59
                      Zapytaj na forum "Tłumaczenia". Tam ławtiej znaleźć osoby z własną
                      działalnością.

                      PS. 18 x 40 (każdy dokument to +/- dwie strony po ok. 20 zł. netto) = 720 PLN.
                      A jeśli prowadzisz własną działalność to możesz wziąć wiecej, bo marża dla
                      biura odpada. Pracy w sumie może na trzy-cztery wieczory:) Niestety taka
                      obfitość zleceń nie każdemu trafia się co tydzień:(
                    • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 15:18
                      Da się wyżyć i to nieźle. Pracuje się różnie, zależnie od ilości, trudności i
                      terminu zleceń. Jeśli trzeba i się to opłaca, to nie widzę przeszkód w robieniu
                      np. 4-5-dniowego maratonu, podczas którego prawie nie śpię i tłumaczę około 200
                      stron obliczeniowych (1800 znaków ze spacjami).

                      Zazwyczaj jednak pracuję po kilkanaście godzin dziennie, w weekend również,
                      choć pewnie nieco krócej. Zarobki w moim przypadku wahają się pomiędzy 10 tys.
                      a 30 tys. brutto (bez VAT) miesięcznie. Czy to oznacza "wyżyć"? Ani razu od
                      dwóch lat nie zarobiłam mniej niż 5 tys. netto (po potraceniu ZUSu, kosztów i
                      podatku).

                      Średnia "moc przerobowa" to 20-30 stron obliczeniowych tłumaczenia dziennie bez
                      zarzynania się. Kilka razy w miesiącu pozwalam sobie na prawie lub całkiem
                      wolny dzień lub dwa - to pozwala nieco odetchnąć i znów zabrać się do pracy.

                      Oczywiście na początku cały dzień zajmowało mi przetłumaczenie 5-6 stron, ale z
                      czasem nabiera się prędkości, a i jakość rośnie.

                      I do tego nie muszę być przysięgłym i być na łasce i niełasce sądów i innych
                      organów.
                      • viking73 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 15:25
                        "Działaczko" - wyrazy podziwu za wydajność:)
                      • jsolt Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 16:08
                        cholercia, chyba musze się zaprzyjaźnić z CATtools'ami...
                        czasami też zasuwam po kilkanaście godzin, a o 30 stronach to mogę tylko
                        pomarzyć:(
                      • Gość: Lily Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 16:28
                        No ja niestety mogę pracowac tylko 4 godziny dzienne, bo mam tez inne
                        obowiązki. A poza tym skąd masz tyle zleceń?
                      • Gość: Lily Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 16:32
                        I nie bardzo wierzę w taką wydajność, chyba, że tłumaczysz głównie na j.polski,
                        ja niestety 99% tłumaczeń mam z polskiego.
                        • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 17:07
                          Dobra, po kolei:

                          1. CATy to świetna rzecz... Sam Wordfast przyspieszył mi bardzo pracę i to nie
                          tylko ze względu na podstawianie podobnych lub identycznych zdań (bo wtedy to
                          naprawdę piorunem się tłumaczy), ale też przez samo to, w jaki sposób wyświetla
                          oryginał i tłumaczenie. W segmencie u góry w jednej linijce mam oryginał,
                          tłumaczę w linijce bezpośrednio pod spodem - mnie to bardzo ułatwiło pracę
                          (nawet teksty drukowane szybko przerzucam w wersję elektroniczną i da się na
                          nich pracować). Poza tym często zlecenia się powtarzają (fragmentami oczywiście
                          i zazwyczaj u tych samych klientów) i wtedy sięgamy tylko po bazę TM danego
                          klienta i robimy sprawnie, jednolicie z poprzednimi tekstami i szybko. Czego
                          więcej chcieć?

                          2. Dużo zleceń zazwyczaj bierze się już nie od bezpośrednich klientów, ale od
                          biur tłumaczeń. Trudno jest się początkowo przebić, bo większosć biur ma
                          stałych, sprawdzonych tłumaczy, ale po jakimś czasie można samemu takim
                          tłumaczem zostać i raczej nie ma mowy o braku pracy.

                          3. Tłumaczę dużo w obie strony, choć statystycznie wyszłoby pewnie 60% na
                          polski i 40% na obcy. Dlatego piszę, że bez zarzynania się robię 20-30 stron
                          dziennie, zależnie nie tylko od trudności tekstu, ale i od kombinacji językowej.
                          Mnie taka wydajnosć nie dziwi, bo z kolei moimi "bohaterami" są tłumacze,
                          których znam osobiście, a którzy są w stanie DOBRZE przetłumaczyć 100 stron
                          tekstu na dobę (24 h) i to niełatwego, bo mówimy o tekstach medycznych,
                          technicznych itp. I nie jest to czcze gadanie, bo często ja z kolei robię
                          korekty ich tłumaczeń, więc dokładnie znam terminy i liczbę stron.

                          Kto nie che, niech nie wierzy. Na listach dla tłumaczy np. na Yahoo sporo jest
                          właśnie tego rodzaju ludzi, którym - uczciwie przyznaję - do pięt jeszcze nie
                          dorastam, choć staram się i jest coraz lepiej.
                          • jsolt Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 06.01.06, 21:12
                            ile czasu, realnie, zajęło Ci zapoznanie się z wordfastem, stworzenie baz itp.,
                            tak abyś mogła zacząć na tym pracować?
                            pzdr
                            • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 08:24
                              Zapoznanie się na tyle, żeby na nim móc zacząć pracować to raptem kilka minut
                              na przeczytanie wybranych fragmentów instrukcji: jak zainstalować (Wordfast to
                              nakładka na Worda i ma dość niespotykany sposób instalacji), jak przygotować
                              się do pracy (jak założyć nową TM i glosariusz), jak otworzyć segment i
                              przechodzić do segmentów kolejnych (przydaje się zapoznanie ze skrótami
                              klawiaturowymi), jak dodawać terminy do glosariusza i jak po sobie posprzątać,
                              czyli jak oczyścić przetłumaczony dokument z tekstu oryginalnego i zostawić
                              samo tłumaczenie.

                              Do tego próba na kilkustronicowym dokumencie. Potem można jeszcze zapoznać się
                              z dodatkowymi ustawieniami - automatyczne usuwanie podwójnych spacji (świetna
                              rzecz), zmienianie wskaźnika podobieństwa (czyli jak bardzo podobne zdania
                              Wordfast podstawi Ci sam - automatycznie ma chyba ustawiony "95% match", co
                              oznacza, że de facto podstawia Ci tylko identyczne zdania, ale można go
                              obniżyć).

                              Obsługi uczyłam się na wersji demo, a na zakup zdecydowałam sie dopiero, gdy
                              uznałam, że rzeczywiście narzędzie to pomoże mi w pracy.

                              Z bazami jest tak: można je sobie robić osobno, ale ponieważ nie miałam na to
                              czasu, po prostu w pewnym momencie przeszłam na Wordfasta i od tego momentu
                              każdy klient ma swoją bazę - a objętość bazy rośnie w miarę kolejnych zleceń.
                              Bazy TM poszerzają się niejako "same" podczas tłumaczenia.

                              Na poczatku, gdy nie masz rozbudowanych baz, zaletą Wordfasta jest sam sposób
                              pracy z oryginałem. Mnie bardzo odpowiada takie segmentowanie i wyświetlanie
                              jednocześnie i tłumaczenia i oryginału.
                          • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 07.01.06, 00:07
                            > których znam osobiście, a którzy są w stanie DOBRZE przetłumaczyć 100 stron
                            > tekstu na dobę (24 h) i to niełatwego, bo mówimy o tekstach medycznych,
                            > technicznych itp.
                            "Dobry żart tynfa wart."
                            • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 08:30
                              Jacobs, nie zamierzam Cię przekonywać, bo jedynym sposobem na to byłoby podanie
                              imion, nazwisk, adresów i telefonów (i średnich zarobków tych ludzi), a tego po
                              prostu nie wolno mi zrobić. Zapraszam do światka tłumaczy - przekonasz się sam.
                              • aga.p.p Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 07.01.06, 09:37
                                Światek tłumaczy dobrze znam i to od dawna, ale też nie kupuję tego, że można w 24 h samodzielnie i dobrze przetłumaczyć 100 standardowych stron zupełnie nowego tekstu. No, chyba że mówimy o pracy z CAT-em i gotową TM - wtedy przy dużej powtarzalności - owszem. Ale nie w standardzie. Wg Twoich wyliczeń byłyby to średnio 4 str. na godzinę, a przecież kiedyś trzeba zjeść obiad, wyjść do kibelka, no i zaparzyć kolejny dzbanek kawy:))
                                Zresztą szanujący się tłumacz nigdy nie weźmie 100 stron do zrobienia w 24 h. I o tym na listach dla tłumaczy też było;)

                                pzdr,
                                A.
                                • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 14:20
                                  OK. Masz prawo do swojego zdania. Też nie wierzyłam, że można tyle
                                  samodzielnie, bez CATa, powtarzalnego dokumentu i specjalistyczny - dopóki nie
                                  zobaczyłam... Nie twierdzę, że to standard w branży, bo takie rzeczy potrafią
                                  wybitne jednostki (do których się nie zaliczam, choć pewnie bym chciała), ale
                                  tak też bywa.

                                  Z kolei "szanowanie się" zalezy wyłącznie od naszych własnych ograniczeń
                                  fizycznych i umysłowych. Ja bym się nie porwała na takie zlecenie, co nie
                                  znaczy, że inni też nie.

                                  Ale wracając do "tłumacza Kowalskiego" - freelancera (zaznaczam!): 15-20 stron
                                  dziennie to jest wydajność średnia doświadczonego tłumacza, pracującego bez
                                  CATów. Pomnóż to przez bardzo uśrednioną stawkę 25 zł i masz dziennie 375-500
                                  zł. Dwadzieścia dni w miesiącu (wolne weekendy z naddatkiem) daje Ci 7,5-10
                                  tys. zł miesięcznie. Oczywiscie od tego odejmujesz wszelkie ZUSy i inne koszty.
                                  Czy to mało?

                                  Nie rozumiem takiego myslenia - "jak mnie się nigdy nie udało tyle zarobić, to
                                  pewnie nikomu się nie udało". A może po prostu trzeba się rozwijać, pracować
                                  nad jakością i szybkością, wspomagać się CATami? U mnie średnio co roku
                                  podwajają sie przychody właśnie w związku z rozwijaniem warsztatu tłumacza.
                                  Jeśli coś podzlecam, to najczęściej na nieznane mi języki.
                                  • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 07.01.06, 16:55
                                    > Nie rozumiem takiego myslenia - "jak mnie się nigdy nie udało tyle zarobić, to
                                    > pewnie nikomu się nie udało".
                                    Alez skad. Co wiecej, kiedys nie znajac jezyka francuskiego w dwadziescia minut
                                    przetlumaczylem w prezencie dla innej osoby _kilkaset stron_ albumu z dzielami
                                    francuskich impresjonistow.
                                    > A może po prostu trzeba się rozwijać, pracować
                                    > nad jakością i szybkością, wspomagać się CATami?
                                    CAT? City Airport Train? Duzo kosztuje i daleko tym nie zajedziesz. Gdy nie
                                    wiem, o czym jest jakis tekst, a musze zrobic cos z jego trescia, to raczej
                                    korzystam z logos-os.dfki.de/ To cos moge sobie przynajmniej modyfikowac
                                    i dostosowywac do wlasnych potrzeb.
                                    • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 17:33
                                      Gość portalu: jacobs napisał(a):
                                      > Alez skad. Co wiecej, kiedys nie znajac jezyka francuskiego w dwadziescia
                                      minut
                                      > przetlumaczylem w prezencie dla innej osoby _kilkaset stron_ albumu z dzielami
                                      > francuskich impresjonistow.

                                      No to gratuluję... Pewnie dużo obrazków było i ze dwie strony obliczeniowe
                                      tekstu (a o takich tu piszemy).

                                      > CAT? City Airport Train? Duzo kosztuje i daleko tym nie zajedziesz. Gdy nie
                                      > wiem, o czym jest jakis tekst, a musze zrobic cos z jego trescia, to raczej
                                      > korzystam z logos-os.dfki.de/ To cos moge sobie przynajmniej modyfikowac
                                      > i dostosowywac do wlasnych potrzeb.

                                      To chyba rzeczywiście miałeś mało do czyniena z narzędziami CAT - Computer-
                                      Aided Translation tools...

                                      Ciekawi mnie też jakość uzyskiwanych przez Ciebie tlumaczeń maszynowych. CATy i
                                      Machine Translation Tools to naprawdę dwie różne bajki i tak jak CATy: Wordfast
                                      (naprawdę niedrogi), Trados, SDLX, DejaVu i parę innych naprwdę przydają się w
                                      pracy tłumacza, tak narzędzia do tłumaczenia maszynowego niestety przez lata
                                      będą jeszcze tylko niedoskonałymi zabawkami.

                                      > Gdy nie wiem, o czym jest jakis tekst

                                      I tym się różnimy - tłumacz na pierwszy rzut oka wie, o czym jest tekst i
                                      dzięki temu może się podjąć tłumaczenia lub nie.
                                      • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 07.01.06, 23:31
                                        > No to gratuluję... Pewnie dużo obrazków było i ze dwie strony obliczeniowe
                                        > tekstu (a o takich tu piszemy).
                                        Nie, w ogole nie bylo tekstu, poza tytulem, nazwami obrazow i nazwiskami
                                        malarzy. Zatem calkiem podobnie, jak w przypadku 100 stron podawanych przez
                                        ciebie jako przyklad wydajnosci :).
                                        > To chyba rzeczywiście miałeś mało do czyniena z narzędziami CAT - Computer-
                                        > Aided Translation tools...
                                        > > CAT? City Airport Train?
                                        Oj dzialaczka. To bylo po prostu jedno z pierwszych hasel z Google, a
                                        tlumaczacych podany przez ciebie skrot.
                                        > Ciekawi mnie też jakość uzyskiwanych przez Ciebie tlumaczeń maszynowych.
                                        Jak na moje potrzeby jest bardzo dobra.
                                        > narzędzia do tłumaczenia maszynowego niestety przez lata
                                        > będą jeszcze tylko niedoskonałymi zabawkami.
                                        Mysl tak dalej :).
                                        > I tym się różnimy - tłumacz na pierwszy rzut oka wie, o czym jest tekst i
                                        > dzięki temu może się podjąć tłumaczenia lub nie.
                                        Przeciez juz tlumaczylem, ze to, co chce przetlumaczyc, tlumaczy mi program, do
                                        mozliwosci ktorego polecane przez ciebie programy nigdy sie nawet nie zbliza.
                                        • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 00:28
                                          Jacobs, wyjaśnię jeszcze raz, wyraźnie i dobitnie, bo jako osoba spoza branży
                                          chyba nie rozumiesz pojęcia "strona".

                                          "Strona" wśród tłumaczy oznacza stronę obliczeniową, a więc np. 1800 znaków ze
                                          spacjami, w przypadku tłumaczy przysięgłych 1125 znaków ze spacjami i tak dalej.

                                          Nie jest więc ważne, ile fizycznie stron zajmuje tekst, ale ile ma znaków - po
                                          tym obiektywnie można ocenić jego długość. Tak więc Twoje 100 stron fizycznych
                                          albumu z obrazkami nijak się ma do 100 stron obliczeniowych tlumaczenia w ciagu
                                          jednej doby.
                                          • Gość: jaocbs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 08.01.06, 03:26
                                            Ufff, jest juz ta godzina, ale nareszcie skonczylem tysieczna strone
                                            tlumaczenia, 1000 stron na 1040 lecie w 25h. Alez to byl maraton. Jak teraz
                                            odznaczaja przodownikow pracy? Kiedys kazdy przodownik mial pomocnikow. Oni
                                            podawali mu cegly i robili zaprawe, a on kladl te cegly na sciane. Zapewne ci,
                                            ktorzy tlumacza 100 x 1800 znakow w 24h, maja takich pomagierow jak ja, wiec ta
                                            ich wydajnosc taka raczej slaba jest ;).
                                            Dzialaczka, najwidoczniej za duzo stringow wklepujesz i twoja praca cie
                                            wykancza. Idz na spacer, czekaja Las Kabacki, Pola Mokotowskie i inne zdrowe
                                            klimaty, zdrzemnij sie, odpocznij.
                                            P.S. 1000 stron, jestem super, teraz przez 10 dób moge nie tlumaczyc ;-).
                                            • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 08.01.06, 03:38
                                              I nie bylbym dobrym przodownikiem pracy, gdybym nie podjal kolejnego
                                              zobowiazania. Za dwa tygodnie przetlumacze na angielski, w ciagu 3 dni, pierwszy
                                              tom Wielkiej Encyklopedii PWN.
                                              • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 14:06
                                                Drogi Jacobsie i Ago.p.p, wątek nie zaczął się od licytowania, kto ile może
                                                przetłumaczyć i jak. Jako przykład podałam oszałamiającą mnie wydajność
                                                niektórych znajomych tłumaczy, którzy przy takiej ilości pracy i morderczym
                                                tempie zachowują bardzo wysoką jakość swoich tłumaczeń. Nigdzie nie
                                                wspomniałam, że tłumaczą oni przez 30 dni w miesiącu po tyle stron na dobę.
                                                Zazwyczaj bowiem po takim maratonie potrzebny jest przynajmniej jeden dzień
                                                zupełnego luzu i nicnierobienia.

                                                Kpicie sobie, choć nie macie najbledszego pojęcia o mnie i moim życiu tłumacza.
                                                Zachowujecie się jak dzieci w momencie, gdy udowadniam Twoją nieznajomośc
                                                tematu Jacobsie, albo pytam, czemu Aga.p.p. uwaza 100 stron w ciagu doby za
                                                bujdę na resorach.

                                                Jacobsie, przyjałeś sobie za punkt honoru ośmieszanie - OK. Niech i tak będzie.

                                                Ago.p.p, twierdzisz, że lepiej iść na spacerek, poczytać książkę - oczywiście,
                                                że lepiej! Tylko że ja w przeciwieństwie do Ciebie chadzam na spacerki wtedy,
                                                gdy parki nie są pełne weekendowego tłumu. Książek też nie muszę czytać w
                                                soboty, tak jak Ty. Ale Ty pewnie z zasady nigdy nie pracujesz w weekend, jak
                                                wszyscy w niedzielę chadzasz na spacery po supermarkecie itd. (zbliżam się
                                                właśnie do poziomu Twojej ostatniej wypowiedzi).

                                                A ja - dzięki temu, na co pozwala mój zawód - mogę sobie dowolnie ustalać pory
                                                pracy i odpoczynku, klepania w klawiaturę i spacerków czy czytania książek, i
                                                naprawdę nie zazdroszczę Ci, bo nie ma czego.
                                                • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 08.01.06, 15:43
                                                  > Zachowujecie się jak dzieci
                                                  Jak najbardziej. ,,Mlodym byc i wiecej nic".
                                                  > Jacobsie, przyjałeś sobie za punkt honoru ośmieszanie - OK. Niech i tak będzie.
                                                  Eee tam, wcale tak nie będzie, bo to nie jest moj punkt honoru. Za to za punkt
                                                  honoru mozemy przyjac jakosci tlumaczen, o ktorych pisalem wczesniej. Gdy
                                                  skoncze juz tlumaczyc Wielka Encyklopedie PWN, to sie tu gdzies znajdziemy,
                                                  podasz dziedzine dla tlumczenia na jezyk angielski, tak zebys mogla ocenic
                                                  jakosc, a ja w ciagu 7. min. uzyskam przynajmniej 2 x 1800 znakow angielskiego
                                                  tlumaczenia. A co w zamian? Jesli jakosc cie zadowoli, nie bedziesz zachwalac
                                                  programow, o ktorych pisalas :).
                                                • Gość: Ewa Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.aster.pl / *.aster.pl 09.01.06, 19:32
                                                  100 stron to nawet nie zdąży nikt przepisać w podawanym przez ciebie czasie, a
                                                  co dopiero przetłumaczyć, i to tekstu specjalistycznego! takiej bujdy to dawno
                                                  już nie słyszałam.
                                                  • jsolt Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 09.01.06, 20:06
                                                    Gość portalu: Ewa napisał(a):

                                                    > 100 stron to nawet nie zdąży nikt przepisać w podawanym przez ciebie czasie,
                                                    a
                                                    > co dopiero przetłumaczyć, i to tekstu specjalistycznego! takiej bujdy to
                                                    dawno
                                                    > już nie słyszałam.

                                                    Ewa, tłumaczenia pisemne nie polegają na przepisywaniu tekstu! Pracujesz na
                                                    oryginale, tłumaczysz tekst, którego część zostaje (nazwy itp), kolejną porcję
                                                    przetłumaczy CAT. Nakreślę Ci to w taki sposób: przypuśćmy, że tłumaczymy np.
                                                    jakąś umowę o finansowanie, pożyczkę, dla stałego klienta. Zwroty typu
                                                    Pozyczkodawca Pożyczkobiorca itp mamy z głowy, jak również standardowe
                                                    wyrażenia stosowane przez tego klienta w umowie - to już jest dużo! W typowej
                                                    umowie jest bardzo dużo powtarzalnych wyrazów, zwrotów, całych paragrafów -
                                                    może okazac się, że na początku pracy odpadnie nawet kilkadziesiąt procent
                                                    tekstu! W takiej sytuacji wygląda to bardziej realnie, nie?
                                                    • Gość: ewa Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.aster.pl / *.aster.pl 09.01.06, 21:34
                                                      doskonale wiem, na czym polegają pisemne tłumaczenia, nadal podtrzymuję to, co
                                                      napisałam. nie wierzę w rzetelne tłumaczenie nie tylko specjalistycznego, ale i
                                                      zwykłego tekstu w podanym przez "działaczkę" tempie .
                                                    • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 09.01.06, 21:36
                                                      > W takiej sytuacji wygląda to bardziej realnie, nie?
                                                      Nie. Umowy tlumaczone w taki sposob? I ludzie godza sie, zeby im tak tlumaczyc
                                                      umowy? Dobrze wiedziec, ze dzieje sie taka zgroza.
                                                      Akty slubu, urodzenia, zgonu i dokumenty, gdzie zmienia sie jedynie dane osobowe
                                                      i uaktualnia date, mozna robic z szablonow ale umowy?
                                                      Ludzie, ktorzy dajecie umowy do przetlumaczenia! Zastrzegajcie sobie u tlumaczy,
                                                      ze _nie wolno_ im nad wasza umowa pracowac w taki sposob! To bardzo wazne.
                                                    • Gość: ewa Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.aster.pl / *.aster.pl 09.01.06, 22:06
                                                      popieram twoją wypowiedź, to montaż, a nie tłumaczenie .
                                                    • jsolt Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 12.01.06, 12:42
                                                      Gość portalu: ewa napisał(a):

                                                      > popieram twoją wypowiedź, to montaż, a nie tłumaczenie .

                                                      oczywiście, że montaż!
                                                      A Tobie się wydaje, że jeżeli firma przygotowuje umowę albo prospekt emisyjny,
                                                      to ktoś tam siedzi i wstukuje ręcznie kilkadziesiąt stron?! otóż nie, to też
                                                      jest montaż - firma korzysta z wcześniejszych wersji takich dokumentów i z
                                                      innych danych w formie elektronicznej, i 'skleja' właściwy dokument. Tłumacz z
                                                      kolei posługuje się danymi w swoim systemie i również 'skleja' dokument
                                  • aga.p.p Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 07.01.06, 20:53
                                    Czekaj, bo teraz nie wiem czy od trzeciego akapitu to też do mnie (nie chce mi się jeszcze raz całości czytać). Żeby nie było: ja nie twierdzę, że nie można dziennie zarobić 500 zł. Można nawet i więcej. Ale tu nie o cenach tylko o wydajności było:)

                                    pzdr,
                                    A.
                                    • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 00:48
                                      Właśnie od rana robię 40. stronę tłumaczenia. Oczywiście tego nie udowodnię,
                                      ale nadal nie rozumiem Twojego, Ago.p.p, toku myślenia - nie da się zrobić, bo
                                      mnie się jeszcze nie udało?

                                      Ile tłumaczysz miesięcznie stron, z jakiej dziedziny, na polski, czy na obcy,
                                      od jak dawna jesteś tłumaczem? Czy masz wykształcenie zawodowe?

                                      Bo nie wydaje mi się, żeby ktoś doświadczony i pracujący cały czas w zawodzie
                                      musiał tłumaczyć 10-20 stron przez cały dzień. Rozumiem, że ludzie, którzy
                                      tłumaczeniami sobie dorabiają wieczorami nie muszą byc aż tak wydajni, zresztą
                                      i tak zwykle pozostają poza głownym nurtem branży (np. wieloosobowe projekty po
                                      kilka tysięcy stron), tłumaczenia dla dużych instytucji polskich i
                                      zagranicznych (zwykle obowiązują przetargi).

                                      Ale Ty piszesz, ze siedzisz w branży i masz doświadczenie... Jako tłumacz
                                      pracuję zarobkowo od 6-7 lat i juz po dwóch, trzech latach pracy przestało być
                                      dla mnie problemem przełumaczenie 30 stron w jeden dzień (oczywiście musiałam
                                      poczatkowo zarywać nocki, żeby to zrobić). Jak to więc jest - jesteś tłumaczem-
                                      freelancerem z doświadczeniem, czy dorabiasz i nie przekraczasz miesięcznie 100
                                      stron tłumaczenia?

                                      Nie obraź się za to, co piszę, ale przysługuje mi takie samo prawo do
                                      zastanawiania się, czy normalna jest tak niska wydajność u "doświadczonego"
                                      tłumacza, tak jak Ty zastanawiasz się, czy nie kłamię, pisząc, że można i 100
                                      stron na dobę.
                                      • aga.p.p Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 08.01.06, 01:58
                                        Dziewczyno, chcesz się licytować? Proszę bardzo - jest środek weekendu, a Ty od rana robisz 40-tą stronę (w jaki sposób ma mnie to obrazić?) Ty cały dzień przed kompem - a ja na spacerze. Wiesz jaka dzisiaj była fajna pogoda?
                                        No i kto wygrał?
                                        Piszesz, że nie rozumiesz mojego toku myślenia, a ja mam wrażenie, że po prostu nie zrozumiałaś co napisałam. Może wychodzisz z założenia, że człowiek, przez 24 h z marszu zachowuje taką samą przytomność umysłu i szybkość myślenia. A wcale tak nie jest. Widzisz, ja sobie lubię pozwolić na luksus tłumaczenia max. 20 stron dziennie. Nie mam parcia na kasę, za to mam parcie na normalne życie, czas na książkę, jakiś film i dla przyjaciół. Co nie znaczy, że gdybym chciała, to nie zrobiłabym 2-3 razy tyle. Tyle, że to wciąż połowa tego o czym Ty mówisz.
                                        Wiesz co? A co mi tam, niech Ci będzie. Są ludzie, którzy samodzielnie tłumaczą po 100 stron niepowtarzalnego, specjalistycznego tekstu na dobę i nie ma co po nich poprawiać. A ja teraz się pójdę leczyć z kompleksów, że nie jestem jednym z nich.
                                        I jeszcze dla zaspokojenia Twojej ciekawości - zaczęłam się w to bawić 11 lat temu, od 9-ciu jest to moje główne źródło utrzymania.

                                        pzdr,
                                        A.
                                  • Gość: 666 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.01.06, 23:37
                                    Droga koleżanko!

                                    Nie ma fizycznej możliwości wklepania (tłumacząc) 100 stron dziennie w komputer.
                                    Owszem, znałem kogoś, kto był w stanie osiągnąć taki wynik, ale dyktował tekst
                                    na taśmy, które przepisywały dwie maszynistki. Z tym, że mówię nie o stronach
                                    "rozliczeniowych", a o typowych stronach Wordowskich, ok. 90 znaków na ok. 40
                                    wierszy na stronie, czyli jak mi mówi Word na pierwszym z brzegu dokumencie -
                                    około 2500 - 3000 znaków (bez spacji). (Nie jest to 3600, bo nie liczymy spacji,
                                    nie każde zdanie ciągnie się do prawego marginesu i między akapitami są puste
                                    wiersze).

                                    Typowo dziennie takich stron można spokojnie zrobić 20 - 30, w porywach do 50,
                                    ale tylko przez kilka dni, potem trzeba odzipnąć.

                                    Jedna uwaga - w Polsce panuja ta "postsocjalistyczna" mania rozliczania tekstów
                                    w znakach, odziedziczona z czasów maszynopisów, kiedy to pisało się na
                                    'formatkach' 30 wierszy po 60 znaków. W wielu krajach świata liczy się od słowa
                                    (bo ich liczba się nie zmienia wraz ze zmianą formatowania dokumentu), a do tego
                                    często od tekstu źródłowego, bo klient chce z góry znać dokładny koszt.

                                    Co do CATów i podobnych wynalazków:

                                    a) próbowałem i tylko mnie to rozbawiało. Hasło o podstawianiu identycznych zdań
                                    jest zaprzeczeniem istoty tłumaczenia - która sprowadza się do przekładania
                                    sensu, a nie słów czy pojedynczych zdań. To samo zdanie z oryginału na ogół
                                    będzie inaczej brzmiało po przetłumaczeniu w róznych tekstach a nawet różnych
                                    miejscach tego samego dokumentu, bo owo zależy od kontekstu zdania w dokumencie,
                                    no i oczywiście od tematyki dokumentu. Czasami widzę takie bzdety (szczególnie w
                                    tłumaczeniach "słownikowych" w prasie, że ręce opadają).

                                    b) nawet, jeżeli ktoś się tym posługuje, to powinien tekst dokładnie przeczytać
                                    po tłumaczeniu jako całość, czy się trzyma kupy. Przy tempie o jakim piszesz,
                                    często jest to czasowo trudne. A do tego poprawianie błędów po kimś (lub w tym
                                    wypadku czymś) jest często trudniejsze, niż tłumaczenie od nowa "z palca". Poza
                                    tym godząc się na "podstawianie" godzisz się, żeby komputer tłumaczył fragmenty,
                                    których znaczenia nie rozumiesz i nie umiesz ocenić jakości "tłumaczenia". Też z
                                    tego fajne kwiatki wychodzą - a uwierz mi, że osób tłumaczących rzeczy, których
                                    nie rozumieją, jest multum - tylko się do tego nie przyznają.

                                    c) w obecnych czasach globalizacji, gdy np. teksty anglojęzyczne pochodzą spod
                                    palców ludzi często kiepsko władających angielskim, większym problemem niż
                                    zrozumienie zwrotów jest zrozumienie "co autor chciał przez to powiedzieć" i
                                    wybrnięcie z tego w sensowny i logiczny sposób. I tutaj żaden program nie
                                    pomoże, bo się w tym zaplącze. Nawet rodowity Anglik piszący przez czwartą
                                    bezsenną noc z rzędu ofertę na przetarg już często zaczyna zwyczajnie bredzić. I
                                    jeżeli nie znasz tematu, po prostu wienie przełożysz jego brednie. Jeżeli znasz,
                                    możesz spokojnie to przetworzyć na klarowny język polski, zaznaczając dla
                                    polskich członków zespołu projetowego, gdzie tłumaczenie było wygładzane (bo oni
                                    i tak jeszcze to sprawdzają).

                                    d) W świetle powyższego, majac podpisać się pod tłumaczeniem dokumentu
                                    'wspomaganym' CATem, straciłbym więcej czasu na jego weryfikację, niż porządne
                                    zrobienie od zera - żaden interes.

                                    Coż, a co do doświadczenia - pierwsze pieniądze w tej branży wziąłem oficjalnie
                                    w 1978 roku, a od 25 lat jest to moje główne źródło utrzymania, zaś od kilkunatu
                                    praktycznie jedyne (i mam włąsną firmę).

                                    Gdzieś indziej piszesz o "poniżaniu się" za 9 - 15 złotych (może nie dokładnie,
                                    ale mniej więcej). Cóż, zanim "za robotę" zaczęli się brać amatorzy, strona
                                    rozliczeniowa tekstu specjalistycznego kosztowała ok 80 - 120 złotych. Tak, że
                                    Twoje 25 - 40 też jest względne -;]
                                    • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.06, 00:34
                                      Szanowny Kolego! [nareszcie konstruktywny interlokutor!]

                                      Ad. 1. O fizycznej możliwości przetłumaczenia takiej liczby stron nie będe Cię
                                      przekonywać. Nie miewam jeszcze halucynacji i wiem, co widuję od czasu do
                                      czasu. Masz pełne prawo opierania się na własnych, przeciwnych doświadczeniach.

                                      Ad. 2. Prawda. Zagraniczne biura tłumaczeń zazwyczaj rozliczają się według
                                      słów, u nas dopiero gdzieniegdzie zaczyna pojawiac się taka tendencja
                                      (najczęściej przy dokumentach tłumaczonych za pomocą CATów). Poza tym, istnieje
                                      możliwośc edytowania tekstu w wymagany sposób bez konieczności wielokrotnego
                                      powtarzania spacji, co raczysz sugerować, pisząc: "W wielu krajach świata liczy
                                      się od słowa (bo ich liczba się nie zmienia wraz ze zmianą formatowania
                                      dokumentu)". Rozliczanie się według oryginału rzeczywiście również staje się
                                      coraz popularniejsze, szczególnie gdy tłumaczenia wykonywane są w wyniku
                                      przetargu wymagającego podania niezmiennej ceny.

                                      Ad. 3. Drogi Kolego, programy CAT nie "tłumaczą", a podstawiają tylko to, czym
                                      je "nakarmisz". Jeśli je źle nakarmisz, to i efekt będzie marny. Odnoszę
                                      wrażenie, że tematyka CATów nie jest Ci jednak zbyt bliska.
                                      Pędzę więc z wyjaśnieniem:

                                      "Karmienie" CATów: baza terminologiczna zapamiętuje całe SEGMENTY, złożone -
                                      zależnie od Twojego, jako właściciela i użytkownika, widzimisię - z jednego,
                                      kilku lub kilkunastu zdań. Zwykle tłumacz nie wrzuca wszystkich tłumaczeń do
                                      jednego worka, lecz ma kilka, kilknaście, kilkadziesiąt itp. baz
                                      terminologicznych dla poszczególnych klientów lub tematyki. To oznacza,
                                      że "podstawianie" odbywa się wyłącznie w kontekście tego samego
                                      zagadnienia. "Karmienie" z kolei obejmuje Twoją własną twórczość, za którą i
                                      tak bierzesz odpowiedzialność (można stosować cudze bazy, a i owszem, choć moim
                                      zdaniem jest to ryzykowne; często tez klient przekazuje tłumaczowi własną bazę
                                      i zaleca stosowanie się do niej).

                                      Zalety takiego "karmienia" CATów: każdy klient docenia spójność stosowanej
                                      przez siebie terminologii, nietworzenia nowych bytów dla identycznych
                                      fragmentów itp. Nie wyobrażam sobie dobrego tłumaczenia np. aktów unijnych lub
                                      systemów komputerowych klienta bez zachowania spójności i tłumaczenia takich
                                      samych zdań lub fragmentów w taki sam sposób. Czym się kończy niestosowanie
                                      spójnej terminologii w tłumaczeniu, każdy może ocenić po liczbie korekt
                                      zgłoszonych do aktów UE tłumaczonych w ramach naszego przystąpienia.

                                      Ad. 4. Czy Kolega sugeruje, że nie weryfikuje/redaguje/koryguje swoich tekstów
                                      po przetłumaczeniu? Tekst po użyciu CATa jest tak samo gotowy do "autokorekty"
                                      tłumacza, jak tekst tłumaczony bez użycia takowego oprogramowania. Z ręką na
                                      sercu - udało się kiedyś Koledze przetłumaczyć choć jeden pełny tekst z pomocą
                                      programu CAT? Lub obejrzeć tekst po takim tłumaczeniu?

                                      Ad. 5. Ceny tłumaczeń: w którym dokładnie roku/okresie Kolega zauważył tak
                                      nagły spadek cen? Do dziś teksty specjalistyczne są wyceniane według stawek
                                      wyższych niż standardowe, o których pisałam. Rynek reguluje się sam i dla
                                      każdego jest miejsce - również dla partaczy i ludzi naiwnych, sprzedajacych
                                      swą, bądź co bądź, ciężką pracę za marniutkie stawki.

                                      Jak zapewne Kolega miał okazję zauważyć na własnym przykładzie, każdy tłumacz
                                      znajduje sobie swoje miejsce na rynku, swoich klientów, ma swoje stawki. Jest
                                      jednak pewien "standard" stawek proponowanych przez biura tłumaczeń tłumaczom
                                      początkującym i o takim piszę.

                                      Z kolei zapewne nie tylko ja mam klientów, którzy są gotowi ponieść wyższe
                                      koszty tłumaczenia, dostając w zamian jakość, spójność, poufność, szatę
                                      graficzną* (*niepotrzebne skreślić).

                                      Podsumowując, odnoszę wrażenie, że Kolega zajmuje się raczej tekstami
                                      literackimi, w przypadku których narzędzia CAT są znacznie mniej wydajne (choć
                                      to zalezy od przyzwyczajeń - ja tłumaczone z rzadka książki (raczej naukowe)
                                      przekładam przy pomocy CATa, który wtedy nie ma wiele do "podstawiania", ale w
                                      wygodny dla mnie sposób wyświetla oryginał i tłumaczenie).

                                      Z goła innymi prawami rządzą się tłumaczenia "utylitarne", które na rynku
                                      stanowią większość i do takich zawęziłam tu swoje wypowiedzi. Błędem być może
                                      było niezaznaczenie tego na początku.

                                      Wbrew pozorom, DOBRYCH tlumaczy literackich jest niewielu i także jest to dość
                                      hermetyczny światek.

                                      Pozdrawiam Kolegę i dziękuję za konstruktywną krytykę.
                                      • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 09.01.06, 02:42
                                        > [nareszcie konstruktywny interlokutor!]
                                        To czas, bym sie obrazil :))). Alez jestes uparta, jak dzialaczka d'Arc. :P.
                                      • Gość: 666 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.01.06, 11:04
                                        > Szanowny Kolego! [nareszcie konstruktywny interlokutor!]
                                        >
                                        > Ad. 1. O fizycznej możliwości przetłumaczenia takiej liczby stron nie będe Cię
                                        > przekonywać. Nie miewam jeszcze halucynacji i wiem, co widuję od czasu do
                                        > czasu. Masz pełne prawo opierania się na własnych, przeciwnych doświadczeniach.
                                        >

                                        Cóż, zaznaczyłem, że strona stronie nierówna. Dla mnie "strona" to nie strona
                                        rozliczeniowa (patrz niżej), a strona "wordowska", a taka może być równoważna
                                        nawet dwóm stronom rozliczeniowym. I tu się zgadzamy - w porywach (czytaj -
                                        pożar u klienta) to można zrobić - oczywiście wiele zależy od jakości tekstu.

                                        > Ad. 2. Prawda. Zagraniczne biura tłumaczeń zazwyczaj rozliczają się według
                                        > słów, u nas dopiero gdzieniegdzie zaczyna pojawiac się taka tendencja
                                        > (najczęściej przy dokumentach tłumaczonych za pomocą CATów). Poza tym, istnieje
                                        >
                                        > możliwośc edytowania tekstu w wymagany sposób bez konieczności wielokrotnego
                                        > powtarzania spacji, co raczysz sugerować, pisząc: "W wielu krajach świata liczy
                                        >
                                        > się od słowa (bo ich liczba się nie zmienia wraz ze zmianą formatowania
                                        > dokumentu)". Rozliczanie się według oryginału rzeczywiście również staje się
                                        > coraz popularniejsze, szczególnie gdy tłumaczenia wykonywane są w wyniku
                                        > przetargu wymagającego podania niezmiennej ceny.
                                        >

                                        a) Rozliczanie się w słowach stosuję od przeszło 10 lat. I jak najbardziej
                                        działa takze na polskim rynku.

                                        b) Przepraszam, ale zupełnie nie rozumiem pojęcia formatowania tekstu
                                        wielkokrotnym powtarzaniem spacji. To jest podstawowy bład w korzystaniu z
                                        edytorów tekstu, pochodzący z czasów klasycznego maszynopisania. Teksty
                                        formatuje się używając do tego tabulacji, nie spacji. Tak samo nie rozumiem
                                        problemu z podwójnymi spacjami (pomijajac, że klienci mi kiedyś narzekali, iż w
                                        ten sposób biura im "dobijaly" ceny). Po prostu podczas pisania bardzo rzadko
                                        zdarza mi się wbić podwójną spację, co Word od razu mi zaznacza.

                                        c) Przetargi, cóż, z założenia w nich nie startuję. Niejednokrotnie wykazałem
                                        prostymi obliczeniami, że są fikcją (pomijam tu kwestię "ustawek"). Koszt
                                        organizacji i rozstrzygnięcia przetargu w większości wypadków przekracza
                                        oszczędność uzyskaną na różnicy cen oferowanych przez oferentów. W wypadku, gdy
                                        klient zbytnią wagę nadaje kryterium ceny, traci automatycznie zawodowców, bo
                                        żaden nie złoży oferty że będzie tłumaczył po cenach oferowanych przez "part
                                        timerów" dorabiających po godzinach. Większośc zawodowców, ktoych znam, pracuje
                                        bezpośrednio dla klientów i unika przetargów. I widać to po jakości wielu
                                        "przetarganych" :) tłumaczeń. Poza tym, zabawne jest że w przetargu o wykonanie
                                        tłumaczenia nie startują tłumacze, którzy de facto wykonują tłumaczenia, tylko
                                        biura, które ich nie wykonują, tylko "znają tłumaczy". Wszelkie referencje biur
                                        tłumaczeń mają taką samą wartość, jak przeszłe wyniki funduszy inwestycyjnych.
                                        Tyle, że fundusze małym druczkiem zaznaczają - "wszelkie informacje odnoszą się
                                        do przeszłości i nie stanowią żadnej gwarancji wyników w przyszłości". Biura
                                        robią jakby na odwrót, wręcz sugeruję, że "ich" dawne osiągnięcia są gwarancja
                                        jakości. :) Błąd w przetargach na tłumaczenie leży (jak w wielu innych
                                        organizowanych w Polsce), że przetargodawca traktuje to jak przesypywanie łopatą
                                        ziemi. Tylko bodaj raz spotkałem się z przetargiem zorganizowanym tak, jak
                                        rutynowo się to robi na świecie w wypadku np. usług doradczych - od firm
                                        skladających oferty żądano oświadczeń, że pracę wykonają konkretni, znani na
                                        rynku ludzie. Bo firmy konsultanckie też robiły podobne numery jak dziś bura
                                        tłumaczeń - w ofercie były referencje najlepszych specjalistow wykonujących dla
                                        nich kiedyś różne prace, ale po wygraniu przetargu niską ceną, nie mieli na nich
                                        pieniędzy i zatrudniali stażystów. Było kilka glośnych sporów i ten proceder się
                                        skończył.

                                        > Ad. 3. Drogi Kolego, programy CAT nie "tłumaczą", a podstawiają tylko to, czym
                                        > je "nakarmisz". Jeśli je źle nakarmisz, to i efekt będzie marny. Odnoszę
                                        > wrażenie, że tematyka CATów nie jest Ci jednak zbyt bliska.
                                        > Pędzę więc z wyjaśnieniem:
                                        >

                                        Znam CATy, bo żeby móc się o nich wypowiadać, nieco je 'oćwiczyłem'. I
                                        stwierdziłem, że skórka niewarta wyprawki. I przez "tłomaczenie" rozumiem
                                        właśnie podstawianie. Bo ono jest zaprzeczeniem istoty tłumaczenia. Podstawianie
                                        jest ślepe, nie uwzględnie szerszego kontekstu dokumentu, tematu i czasów. Po
                                        takiej quasimechanicznej obróbce często tekst jest trudniej poprawić, niż
                                        napisać poprawnie od nowa (bo poprawienie tekstu stwarza ten problem, że można
                                        się dać zasugerować błędnym przekładem).

                                        (....)

                                        > "Karmienie" z kolei obejmuje Twoją własną twórczość, za którą i
                                        > tak bierzesz odpowiedzialność (można stosować cudze bazy, a i owszem, choć moim
                                        >
                                        > zdaniem jest to ryzykowne; często tez klient przekazuje tłumaczowi własną bazę
                                        > i zaleca stosowanie się do niej).
                                        >

                                        Hmmm, a zna Koleżanka pojęcie "dzieła"? -;] Ja biorę odpowiedzialnośc za
                                        przetłumaczenie konkretnego dokumentu z całą jego kontekstowością, także sprawy,
                                        której dotyczy i jego przeznaczenia. Zdania wyrwane nawet z mojej własnej
                                        "twórczości" (ale to dumnie brzmi -;] ) przestają być dziełem, zaś poskładane
                                        ślepo w większą całość staną się raczej "gargamelem". Z kolei, gdy je
                                        pozmieniam, żeby pasowały do kontekstu, przestają być zdaniami z "bazy" i jej
                                        sens znika.

                                        Jest jeden element CAT, którego niewątpliwą użyteczność uznaję - bazy
                                        terminologiczne. Jeżeli klient uparł się nazwać gwóźdź "łącznikiem metalowym z
                                        rdzeniem żelaznym powleczonym warstwą cynku i jednym końcem splaszczonym w
                                        grzybek, a drugim zaostrzonym":) to po n-tym przepisaniu tej formułki się
                                        potkniesz. To samo dotyczy np. nazw urzędów, organizacji, itp. Ale a) jest tu
                                        zawsze problem z przypadkami i odmianą przy tłumaczeniu na polski, b) to się
                                        załatwia bez żadnych CATów- autkorektą w Wordzie. No i jeszcze jedno - język
                                        polski w odóżnieniu od angielskiego "nie znosi powtórzeń". Po angielsku możesz
                                        mieć ten sam podmiot (jak w przykładzie wyżej) powtarzany co zdanie, a nawet
                                        kilka razy w zdaniu złożonym. W języku polskim jest to odrażajace i stosuje się
                                        wtedy podmiot domyślny. I na tym każdy CAT się wykrzaczy.

                                        Co do baz obcych - niestety na rynku występuje tendencja do "usieciawiania"
                                        tłumaczy i wymuszania na nich korzystania z baz obcych - najczęściej należących
                                        do biur tłumaczy. Takie podejście rodzi jeszcze inne ciekawe problemy prawne -
                                        a) nie ma autora tłumaczenia, bo tak naprawdę tłumaczy on kilka procent, reszta
                                        jest podstawiana. Pojawia się też problem odpowiedzialności za tekst, a także
                                        praw autorskich, bo jakże on może sprzedawać majątkowe prawo autorskie do
                                        "segmentów" przetłumaczonych przez inne osoby? Aż się dziwię, że fiskus jeszcze
                                        nie wpadł na to, iż ma tu kopalnię pieniędzy do wybrania :)

                                        Do tego coraz częstsza zaczyna być jeszcze jedna paskudna praktyka: biuro
                                        tłumaczeń przepuszcza tekst otrzymany od klienta przez CAT i do tłumacza trafia
                                        on "podtłumaczony". Założenie jest takie, że ma on przetłumaczyć tylko to, z
                                        czym CAT sobie nie poradził. I wcale tu nie chodzi o poprawienie warunków pracy
                                        tłumacza, tylko o pieniądze. Bo chcą mu płacić tylko za słowa przez niego
                                        przetłumaczone. Byłoby to OK, gdyby nie jedno - dalej wymagają, żeby tłumacz
                                        wziął odpowiedzialność za cały tekst, szlifując całość. I jeżeli dostaniesz
                                        tekst 100 stronicowy, w którym CAT zostawił nieprzetłumaczone kawałki
                                        porozrzucane po całych 100 stronach, ale w sumie składające się na 10 stron za
                                        których tłumaczenie Ci zapłacą (bo taka jest filozofia tego systemu), to już
                                        widzę, jak chce Ci się robić za dobroczyńcę.

                                        > Zalety takiego "karmienia" CATów: każdy klient docenia spójność stosowanej
                                        > przez siebie terminologii, nietworzenia nowych bytów dla identycznych
                                        > fragmentów itp. Nie wyobrażam sobie dobrego tłumaczenia np. akt
                                        • Gość: 666 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.01.06, 11:11
                                          Ciąg dalszy, bo forum skróciło wypowiedź.

                                          > Zalety takiego "karmienia" CATów: każdy klient docenia spójność stosowanej
                                          > przez siebie terminologii, nietworzenia nowych bytów dla identycznych
                                          > fragmentów itp. Nie wyobrażam sobie dobrego tłumaczenia np. aktów unijnych lub
                                          > systemów komputerowych klienta bez zachowania spójności i tłumaczenia takich
                                          > samych zdań lub fragmentów w taki sam sposób. Czym się kończy niestosowanie
                                          > spójnej terminologii w tłumaczeniu, każdy może ocenić po liczbie korekt
                                          > zgłoszonych do aktów UE tłumaczonych w ramach naszego przystąpienia.
                                          >

                                          Trafione zatopione. Tłumaczenia acquis były robione z użyciem Tradosa i
                                          "wspólnej" bazy tekstów -;] I są najlepszym dowodem na to, jak można CATem
                                          położyć tłumaczenie. I masz tutaj dowód na to, że STP usiłowało ostrzec listem
                                          otwartym włądze przed tym, czym to się skończy (bo nie było z kim tam rozmawiać)
                                          - www.stp.org.pl/shwart.php?id=28 Zwróć uwagę na datę tego listu. To było
                                          długo przed sławetnymi wsypami.

                                          Rzecz w tym, że CAT ma pewne wąskie obszary zastosowań, ale w rękach
                                          specjalistów. A filozofia jego stosowania jest taka, aby nim specjalistów
                                          eliminować, zastępując ich wiedzę i doświadczenie CATem, przy którym sadza się
                                          "tanich początkujących" - a to się nie uda (znaczy, udaje sie, tylko popatrz na
                                          poziom). To tak, jak z małpą i skalpelem. Małpa na pewno jest tańsza od
                                          chirurga. Za to żadnej operacji jeszcze nie zrobił robot. Owszem, były robione
                                          przy użyciu robotów, ale pod ścisła kontrolą bardzo dobrych chirurgow.

                                          > Ad. 4. Czy Kolega sugeruje, że nie weryfikuje/redaguje/koryguje swoich tekstów
                                          > po przetłumaczeniu? Tekst po użyciu CATa jest tak samo gotowy do "autokorekty"
                                          > tłumacza, jak tekst tłumaczony bez użycia takowego oprogramowania. Z ręką na
                                          > sercu - udało się kiedyś Koledze przetłumaczyć choć jeden pełny tekst z pomocą
                                          > programu CAT? Lub obejrzeć tekst po takim tłumaczeniu?
                                          >

                                          a) Zależnie od rodzaju tekstu i jego przeznaczenia, postępuję inaczej. Przy
                                          pewnych krótkich tekstach prościej jest weryfikować to co się pisze na bieżąco
                                          (nic za mnie niczego nie podstawia - niedoczekanie moje :) ), a pamiętając co
                                          się pisze, łatwo się wprowadza korekty wstecz, gdy pojawi się nowy pomysł. To
                                          przy tekstach góra kilkustronicowych. Przy tekstach wielkich i szybkim tempie,
                                          robię inaczej. Wklepuję "surówkę", czyli nie zważam na literówki (sporo z nich
                                          Word mi porawia autokorektą przeze mnie ustawioną, ale uwaga - Word 2000, nie
                                          2003, bo tamten przejawia tendencje dominowania nad piszącym :) ). Potem robię
                                          korektę trzystopniową: i) "chamską" czyli literówki tudzież "palcowki", ii)
                                          porównanie z oryginałem, czy nic nie umknęło, iii) pełne czytanie całości pod
                                          kątem czytelności i sensowności.

                                          Co do tekstów CAT - przy wszystkich próbach znacznie szybciej mi się tłumaczyło
                                          teksty "ręcznie" niż CATami. Mówię tu o pełnym cyklu, czyli z weryfikacją pod
                                          klucz. Samo 'wklepanie' oczywiście w CAT idzie szybciej, ale za to oszczędzony
                                          czas jest potem zjadany przez korektę.

                                          Co do oglądania - kiedyś klienci czasami prosili mnie o weryfikację tekstów.
                                          Potem zacząłem jej całkowicie odmawiać. Po dobrym tłumaczu można zmienić styl
                                          (bo każdy tłumaczy nieco inaczej), natomiast po partaczu lub CAT trzeba bylo
                                          pisać od nowa. Bodaj w zeszłym roku klient zobaczywszy liczbę błędów wskazanych
                                          przez kolegę w tłumaczeniu robionym "renomowanym CATem" zdecydował się podrzeć
                                          kilka tysięcy stron instrukcji i zlecić ich tłumaczenie żywemu tłumaczowi.

                                          > Ad. 5. Ceny tłumaczeń: w którym dokładnie roku/okresie Kolega zauważył tak
                                          > nagły spadek cen? Do dziś teksty specjalistyczne są wyceniane według stawek
                                          > wyższych niż standardowe, o których pisałam. Rynek reguluje się sam i dla
                                          > każdego jest miejsce - również dla partaczy i ludzi naiwnych, sprzedajacych
                                          > swą, bądź co bądź, ciężką pracę za marniutkie stawki.
                                          >

                                          Cóż, jeszcze ze dwa trzy lata temu cena za stronę "zwykłego" tekstu oscylowała
                                          wokół 40 zł, za specjalistyczny zaczynała się od 80 zł. Następnie zaczął się
                                          wysyp jakichś pseudobiur tłumaczy, które rekrutowały do pracy kogo się dało z
                                          łapanki (mimo dumnych informacji o "ostrych procesach rekrutacji tłumaczy",
                                          ktore były czystą bajką) i zaczęły zbijać ceny, bo jakością w takiej sytuacji
                                          nie mogły konkurować. Przyczyna jest prosta - biur zrobiło się więcej niż
                                          zawodowych tłumaczy, a spadek cen oferowanych nie pozwolił im zatrudniać nawet
                                          tych, do których im się udało dotrzeć.

                                          Co do samoregulacji rynku, tu jest pewien problem. Byłoby dobrze, gdyby zależnie
                                          od skutków tłumaczenia były stosowane jakieś kryteria "klas" wykonawców. A
                                          probilo się tak, że tłumaczenia kształtujące potem język publiczny są często
                                          wykonywane przez partaczy. Mam informację od kolegów dziennikarzy, jak w wielu
                                          redakcjach wygląda "tłumaczenie newsów" z Reutera i innych agencji. Robią to na
                                          kolanie redaktorzy po łebkach znający język, "dowymyślający" sobie to, czego nie
                                          mogą zrozumieć. Facet kiedyś posiedział kilka godzin w "newsroomie" i wyszedł
                                          zdruzgotany, bo 80% treści ulegało przekłamaniu. I stąd masz "mapę drogową", czy
                                          "prezydencję", o wielu inych "kfiatkach" nie mówiąc.

                                          > Jak zapewne Kolega miał okazję zauważyć na własnym przykładzie, każdy tłumacz
                                          > znajduje sobie swoje miejsce na rynku, swoich klientów, ma swoje stawki. Jest
                                          > jednak pewien "standard" stawek proponowanych przez biura tłumaczeń tłumaczom
                                          > początkującym i o takim piszę.
                                          >

                                          Tak, Tylko że w czasach, gdy ruszał szerszy rynek tłumaczeń w Polsce (przełom
                                          80/90), biura stosowały zasadę, że odpowiedzialne tłumaczenia robią lepsi, zaś
                                          początkujący uczą się na takich, którymi szkody nie narobią, bądź które jest
                                          czas poprawić - bo zgadzam się, że na czymś się muszą uczyć. W tej chwili
                                          powstaja różne gałganiarskie interesiki, które klientowi nawijają na uszy
                                          makaron o jakości, potem sprzedając mu kompletny chłam. A wielu klientów,
                                          szczególnie nie ponoszących z tego tytułu strat finansowych (sektor publiczny i
                                          media przede wszystkim -;] ), na to idzie, 'bo jest tanio'. I tu się robi
                                          problem - popatrz, co zrobiono z poklszczyzną w ciągu ostatnich 6 lat. Nie
                                          chodzi mi o przyjmowanie nowych obcych słów, bo język musi żyć, ale o nieuckie
                                          naruszanie podstawowych zasad poprawności językowej - na przykład reklamy w
                                          stylu "czy boli cię twoja skóra na twojej twarzy". "firma X obniża ceny swoich
                                          samochodów". Nie zdarzyło mi się, żeby "bolała mnie" "moja skóra" na "cudzej
                                          twarzy" :) Tak samo jeszcze jak dotąd Toyota mi nie zaoferowała, że obniża ceny
                                          Audi A8, bo od razu bym kupił, oczywiście Audi :)

                                          > Z kolei zapewne nie tylko ja mam klientów, którzy są gotowi ponieść wyższe
                                          > koszty tłumaczenia, dostając w zamian jakość, spójność, poufność, szatę
                                          > graficzną* (*niepotrzebne skreślić).
                                          >

                                          Prawda.

                                          Z szatą graficzną poruszyłaś właśnie bardzo ważną kwestię, od jakiegoś czasu
                                          nagłaśnianą mocno w zachodniej prasie branżowej i to nie w kontekście tłumaczeń.
                                          W końcu zauważono tam coś, o czym trąbię od co najmniej 5 lat - ponieważ tekst
                                          "ładny" wygląda poważnie i wiarygodnie, coraz częściej okazuje się, że
                                          "profesjonalnie wyglądający" dokument jest bełkotem merytorycznym. I wielu ludzi
                                          daje się na to nabrać, przez co problem staje się powazny, bo dotyczy np.
                                          sprawozdań finansowych czy strategii, których ewidentne błędy są "maskowane"
                                          ładną i profesjonalną szatą graficzną. Nie wiem jak Tobie, ale mnie
                                          niejednokrotnie po przeczytaniu dokumentu nadesłanego przez klienta do
                                          tłumaczenia zdarzało się mu powiedzieć, że tego po prostu nie warto tłumaczyć.
                                          Najpierw trzeba to poprawnie (merytorycznie) napisać w oryginale. I wbrew
                                          pozorom, klienci się nie obrażali, tylko doceniali to, że nie chcę marnować im
                                          pieniędzy. A "stratę" nadrabiali mi kolejnymi zamówieniami. Owszem, jest pewna
                                          kat
                                          • Gość: 666 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.01.06, 11:14
                                            I zakończenie, bo dwukrotnie "rozbiłem bank" pojemności forum :)


                                            Prawda.

                                            Z szatą graficzną poruszyłaś właśnie bardzo ważną kwestię, od jakiegoś czasu
                                            nagłaśnianą mocno w zachodniej prasie branżowej i to nie w kontekście tłumaczeń.
                                            W końcu zauważono tam coś, o czym trąbię od co najmniej 5 lat - ponieważ tekst
                                            "ładny" wygląda poważnie i wiarygodnie, coraz częściej okazuje się, że
                                            "profesjonalnie wyglądający" dokument jest bełkotem merytorycznym. I wielu ludzi
                                            daje się na to nabrać, przez co problem staje się powazny, bo dotyczy np.
                                            sprawozdań finansowych czy strategii, których ewidentne błędy są "maskowane"
                                            ładną i profesjonalną szatą graficzną. Nie wiem jak Tobie, ale mnie
                                            niejednokrotnie po przeczytaniu dokumentu nadesłanego przez klienta do
                                            tłumaczenia zdarzało się mu powiedzieć, że tego po prostu nie warto tłumaczyć.
                                            Najpierw trzeba to poprawnie (merytorycznie) napisać w oryginale. I wbrew
                                            pozorom, klienci się nie obrażali, tylko doceniali to, że nie chcę marnować im
                                            pieniędzy. A "stratę" nadrabiali mi kolejnymi zamówieniami. Owszem, jest pewna
                                            kategoria klientów "urzędniczych", którzy się o coś takiego obrażą, ale z takimi
                                            po prostu nie chcę mieć do czynienia.

                                            > Podsumowując, odnoszę wrażenie, że Kolega zajmuje się raczej tekstami
                                            > literackimi,

                                            Wrażenia mogą mylić :) Z literaturą nie mam nic do czynienia. Wyłącznie bardzo
                                            specjalistyczne teksty techniczne, kontraktowe i prawne (dotyczące owej
                                            techniki). Zresztą symultana i konsekytywa też :)

                                            > w przypadku których narzędzia CAT są znacznie mniej wydajne (choć
                                            > to zalezy od przyzwyczajeń - ja tłumaczone z rzadka książki (raczej naukowe)
                                            > przekładam przy pomocy CATa, który wtedy nie ma wiele do "podstawiania", ale w
                                            > wygodny dla mnie sposób wyświetla oryginał i tłumaczenie).
                                            >

                                            Cóż, mnie wystarzy Word. Natomiast prawdziwą rewolucją będzie PORZĄDNE
                                            oprogramowanie do dyktowania tekstów i po angielsku i po polsku. Na razie dla
                                            kilku firm testowałem takie wynalazki i uczciwie mówiąc, nie nadają się do
                                            zastosowania przy tłumaczeniu, a tylko do dyktowania prostych tekścików. Przy
                                            tekstach specjalistycznych znacznie szybciej idzie "z palca".

                                            > Z goła innymi prawami rządzą się tłumaczenia "utylitarne", które na rynku
                                            > stanowią większość i do takich zawęziłam tu swoje wypowiedzi. Błędem być może
                                            > było niezaznaczenie tego na początku.
                                            >

                                            No i tutaj jest pies pogrzebany. Ale rzecz w tym, że "utylitarność" też zmienia
                                            znaczenie. Na początku (z 15 lat temu) to była prosta korespondencja
                                            wewnątrzfirmowa czy inny podobny obieg informacji. Ale to już umarło, bo
                                            większość pracowników korporacji międzynarodowych daje sobie z tym sama radę.
                                            Teraz "utylitarne" raczej znaczą "krótkożyjące", czyli coś, co będzie potrzebne
                                            przez tydzień, miesiąc, czy rok. I tu pojawia się duży problem, bo przy coraz
                                            szybszej zmienności otaczającego nas świata dotyczy to coraz większej ilości
                                            dokumentów w sumie istotnych, a takie rzeczy zleca się "według kryterium ceny",
                                            a więc i z coraz gorszą jakością. I gdy dostaję w ręcę polskie tumaczenie
                                            instrukcji jakiegoś urządzenia, od razu zaczynam po necie szukać oryginału, bo
                                            inaczej nie ma szansy urządzenia uruchomić :) Do tego w pewnych branżach
                                            amatorzy zaczynają ze słownikiem w ręku wymyślać kalkowe nazewnictwo terminów,
                                            które od lat mają swoje niezmienne i dobre odpowiedniki polskojęzyczne i robi
                                            się całkowity kipisz pojęciowy.

                                            Zgadzam się sensem podziału tekstów według sensowności wydawania pieniędzy na
                                            ich tłumaczenie, ale często linia podziału trochę "nie tak" przebiega.

                                            > Wbrew pozorom, DOBRYCH tlumaczy literackich jest niewielu i także jest to dość
                                            > hermetyczny światek.
                                            >

                                            Wiem, właśnie jeden, członek zalożyciel STP, podesłał mi sznurek do tego wątku.
                                            Znamy się ze 20 lat i współpracujemy ("jak inżynier z filologiem" :) ) w ten
                                            sposób, że on zwraca się do mnie po radę, gdy w powieści szpiegowskiej trafi mu
                                            się technika, a ja do niego z zagwozdkami językowymi (bo przez ten bełkot w
                                            mediach zaczynam je mieć coraz częściej, to się niestety rzuca na mózg).

                                            > Pozdrawiam Kolegę i dziękuję za konstruktywną krytykę

                                            I ja pozdrawiam, miło porozmawiać z kimś, kto zna rynek.
                                          • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 12:37
                                            Szanowny Kolego!

                                            Odniosę się jedynie do CATów i "podtłumaczania" oraz jakości tłumaczeń aktów
                                            UE, ponieważ z pozostałymi wpisami Kolegi się zgadzam lub też (jak w przypadku
                                            nieużywania CATów) szanuję odmienne stanowisko Kolegi.

                                            Pech (?) chciał, że od kilku lat sama "siedzę" w tłumaczeniu aktów unijnych i
                                            wiele historii mogłabym opowiedzieć - o testach na poziomie FCE
                                            przeprowadzanych przez pewne biuro, które kilka lat temu wygrało przetarg na
                                            tłumaczenia w ramach akcesji (na szczęście już nie istnieje), o tym, jak na
                                            takim teście pewien dwukrotnie starszy wiekiem i kilkakrotnie "dorobkiem"
                                            tłumacz ściągał bezczelnie ode mnie, wówczas przestraszonej młódki, o tym, jak
                                            otrzymywaliśmy "podtłumaczone" teksty z nakazem niezmieniania ani kropeczki w
                                            czasem idiotycznych "podstawieniach" i o tym, co z tego wyszło.

                                            "Idiotyczne podstawienia" wynikały nie z samej nieudolności narzędzi CAT, ale z
                                            niezrozumienia zasady ich działania przez "obsługę" i z błędów popełnionych na
                                            samym wstępie przez UKIE i inną awangardę przecierającą unijne szlaki. Znów
                                            wracamy do kwestii "karmienia" CATów: otóż jeśli poziom zgodności zostanie
                                            ustawiony na np. 95 procent, wówczas w niektórych zdaniach różnica pomiędzy
                                            pierwowzorem a "podtłumaczanym" zdaniem będzie równa przecinkowi zamiast
                                            średnika, ale w innych zdaniach będzie różniła się całym słowem lub wyrażeniem,
                                            które może znacząco zmieniać wymowę tekstu (dość powiedzieć, że tą różnicą może
                                            być np. istnienie lub brak partykuły "nie"...). Jeśli do tego dołożymy
                                            bezwzględny NAKAZ niezmieniania niczego w "podtłumaczonym" tekście (bo za jego
                                            złamanie można wylecieć), wówczas nie ma mowy o żadnej jakości. Stąd 80%
                                            tekstów tłumaczonych przez wspomniane biuro wróciło z Brukseli do poprawy, a w
                                            prasie właściciele biura tłumaczyli się tym, że to "wina Tradosa" - otóż nie -
                                            to wina nieumiejętnej obsługi i próby ułatwiania sobie pracy za wszelką cenę (i
                                            obniżania kosztów, bo za "podtłumaczone" fragmenty tłumacz nie otrzymywał
                                            żadnych gratyfikacji). Na szczęście do moich tłumaczeń (co sprawdziłam po kilku
                                            miesiącach, gdy pojawiły się wersje tzw. "sfinalizowane" przez Brukselę) nie
                                            było żadnych formalnych korekt ("corrigendum").

                                            Pewnie zresztą problemów z tłumaczeniami przedakcesyjnymi byłoby mniej,
                                            gdyby "awangarda" rzeczywiście nie popełniła błędów i gdyby zasoby UKIE, na
                                            których opierano dalsze tłumaczenia, nie zawierały błędów - ten element jednak
                                            także "przeoczono".

                                            Dodam, że do dziś mało któremu tłumaczowi chce się przebrnąć przez
                                            tzw. "Wskazówki UKIE" i multum dokumentów referencyjnych podsyłanych przezornie
                                            przez instytucje UE do każdego zlecenia. Aż nazbyt boleśnie przekonuję się o
                                            tym, gdy wykonuję korektę takich tłumaczeń. A szkoda, bo ja czuję się w pełni
                                            odpowiedzialna za jakość prawa, które niejako z urzędu przyjmujemy za swoje i
                                            obowiązujące w Polsce. Zaznaczam, że staram się unikac obecnie tłumaczeń
                                            unijnych (co mi nie bardzo wychodzi ;-)), a to dlatego, że PORZĄDNE tłumaczenie
                                            dokumentów UE zajmuje mi dwukrotnie więcej czasu niż inne teksty, co nie idzie
                                            w parze z podwójną wysokością oferowanych stawek. Dwukrotnie więcej chocby
                                            dlatego, że jako tłumacz z wykształcenia i z powołania, uświadomiony aż nazbyt
                                            dobrze w kwestii swojej roli, nigdy nie idę "na żywioł", tylko weryfikuję
                                            wszelkie wyrażenia z istniejącymi przekładami, źródłami, szlifuję jakość,
                                            poprawnośc i tak dalej.

                                            Dziś, gdy Polska i UE są "bogatsze" o doświadczenia okresu przedakcesyjnego,
                                            zazwyczaj nie otrzymuję tekstów "podtłumaczanych" (a zamiast tego stertę
                                            materiałów źródłowych). Do bardzo rzadko zdarzajacych się "podtłumaczeń" nigdy
                                            nie podchodzę jak do świętości (gdy trzeba, zmieniam, dodając odpowiednie
                                            wyjaśnienie dla zainteresowanej instytucji UE), a Unia z kolei bardziej
                                            przykłada się do weryfikacji takich tłumaczeń, przesyła swoje komentarze co do
                                            błędów i jakości przekładów, a w przetargach bezwzględnie wymaga podania
                                            konkretnych tłumaczy, wraz z ich dorobkiem, wykształceniem i życiorysami.

                                            Zawsze przy tych dokumentach stosuję CATy. Bowiem - jak sam kolega raczył
                                            zauważyć - robot w rękach dobrego chirurga może pomóc, a w rękach małpy i tak
                                            na nic się nie zda. Wydaje mi się (opierając się na pochwałach zbieranych od
                                            unijnych weryfikatorów), że chyba nie jestem "złym chirurgiem". Choć nie brak
                                            mi pokory i chęci do ciagłego udoskonalania własnej wiedzy.

                                            Na tym kończąc rozważania CATowo-unijne, przesyłam Koledze pozdrowienia i
                                            zyczenia samych dobrze napisanych oryginałów, wysokich stawek i wdzięczności
                                            klientów świadomych pracy, jaką wkładamy w jakość ich tekstów.



                                            PS Do dziś rozbrajają mnie niektórzy klienci, mówiący: "Pani Kasiu, pani mi to
                                            przepisze pięknie na angielski"... Albo inni: "No jak to? Zna pani język, a nie
                                            umie tłumaczyć tekstów medycznych?" (trudno takiemu wyjaśnić, że nie
                                            specjalizuję się w tej dziedzinie i że moje tłumaczenie może narobić więcej
                                            szkód niż pożytku).
                                            • Gość: 666 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.01.06, 23:46
                                              > przeprowadzanych przez pewne biuro, które kilka lat temu wygrało przetarg na
                                              > tłumaczenia w ramach akcesji (na szczęście już nie istnieje),

                                              Istnieje, tylko się schowalo w .... Krakowie. Poszukaj Googlem :)

                                              Całą historię znam, włącznie z impertynencją tej firmy (a wchodząc do Polski
                                              rozbrajająco pytali - a to u was są jacyś tłumacze?), jej brakiem rozeznania,
                                              podzlecaniem robót innym firmom, kiszkującym tłumaczy z honorariów, co
                                              spowodowało, że w krótkim czasie zawodowcy od nich uciekli, gdzie pieprz rośnie,
                                              pozostała co najwyżej garstka, potwierdzająca wyjątek, ale nie mająca szansy (z
                                              całym szacunkiem) na poradzenie sobie z naprawieniem tego całego skandalu.

                                              Z CATami chodzi mi o jedną prostą sprawę. Tendencja na rynku nie sprowadza się
                                              do dawania ich w ręce zawodowych tłumaczy, tylko jak najtańszych ludzi, w
                                              złudnym przekonaniu, że na tym "się zarobi". I to jest cała katastrofa.

                                              > Pewnie zresztą problemów z tłumaczeniami przedakcesyjnymi byłoby mniej,
                                              > gdyby "awangarda" rzeczywiście nie popełniła błędów i gdyby zasoby UKIE, na
                                              > których opierano dalsze tłumaczenia, nie zawierały błędów - ten element jednak
                                              > także "przeoczono".

                                              Mimo szeregu prób ostrzeżenia władz podejmowanych przez środwiska tłumaczy.

                                              > Dodam, że do dziś mało któremu tłumaczowi chce się przebrnąć przez
                                              > tzw. "Wskazówki UKIE" i multum dokumentów referencyjnych podsyłanych przezornie
                                              >
                                              > przez instytucje UE do każdego zlecenia. Aż nazbyt boleśnie przekonuję się o
                                              > tym, gdy wykonuję korektę takich tłumaczeń. A szkoda, bo ja czuję się w pełni
                                              > odpowiedzialna za jakość prawa, które niejako z urzędu przyjmujemy za swoje i
                                              > obowiązujące w Polsce. Zaznaczam, że staram się unikac obecnie tłumaczeń
                                              > unijnych (co mi nie bardzo wychodzi ;-)), a to dlatego, że PORZĄDNE tłumaczenie
                                              >
                                              > dokumentów UE zajmuje mi dwukrotnie więcej czasu niż inne teksty, co nie idzie
                                              > w parze z podwójną wysokością oferowanych stawek. Dwukrotnie więcej chocby
                                              > dlatego, że jako tłumacz z wykształcenia i z powołania, uświadomiony aż nazbyt
                                              > dobrze w kwestii swojej roli, nigdy nie idę "na żywioł", tylko weryfikuję
                                              > wszelkie wyrażenia z istniejącymi przekładami, źródłami, szlifuję jakość,
                                              > poprawnośc i tak dalej.

                                              No i dlatego zawodowcom nie chce się tego zwyczajnie robić, bo wynagrodzenie
                                              jest nieproporcjonalnie niższe do dodatkowego wkładu pracy.

                                              Identycznie jest z tłumaczeniami żywymi. Mimo iż dniówka AIIC typowo liczy 3-4
                                              godziny, potrafią wymuszać na ludziach pracę dobrze ponad 8 godzin uprzejmie
                                              zgadzając się zapłacić za 8. A o "BHP" już nie ma co wspominać.

                                              > Dziś, gdy Polska i UE są "bogatsze" o doświadczenia okresu przedakcesyjnego,
                                              > zazwyczaj nie otrzymuję tekstów "podtłumaczanych" (a zamiast tego stertę
                                              > materiałów źródłowych). Do bardzo rzadko zdarzajacych się "podtłumaczeń" nigdy
                                              > nie podchodzę jak do świętości (gdy trzeba, zmieniam, dodając odpowiednie
                                              > wyjaśnienie dla zainteresowanej instytucji UE), a Unia z kolei bardziej
                                              > przykłada się do weryfikacji takich tłumaczeń, przesyła swoje komentarze co do
                                              > błędów i jakości przekładów, a w przetargach bezwzględnie wymaga podania
                                              > konkretnych tłumaczy, wraz z ich dorobkiem, wykształceniem i życiorysami.

                                              Czyli w końcu się ktoś czegoś nauczył. Szkoda tylko że po wielu milionach
                                              złotych - zmarnowanych.

                                              > Zawsze przy tych dokumentach stosuję CATy. Bowiem - jak sam kolega raczył
                                              > zauważyć - robot w rękach dobrego chirurga może pomóc, a w rękach małpy i tak
                                              > na nic się nie zda. Wydaje mi się (opierając się na pochwałach zbieranych od
                                              > unijnych weryfikatorów), że chyba nie jestem "złym chirurgiem". Choć nie brak
                                              > mi pokory i chęci do ciagłego udoskonalania własnej wiedzy.

                                              Nie mam nic przeciwko stosowaniu ulepszeń **własnego** warsztatu pracy, ale jak
                                              napisałem powyżej obserwuję niebezpieczny dryft w kierunku małp z brzytwami.

                                              Życzenia odwzajemniam :) Bo czasami trafiają się takie kwiatki pisane przez
                                              niedonaturalizowanych Anglosasów -;] że ręce opadają.

                                              > PS Do dziś rozbrajają mnie niektórzy klienci, mówiący: "Pani Kasiu, pani mi to
                                              > przepisze pięknie na angielski"... Albo inni: "No jak to? Zna pani język, a nie
                                              >
                                              > umie tłumaczyć tekstów medycznych?" (trudno takiemu wyjaśnić, że nie
                                              > specjalizuję się w tej dziedzinie i że moje tłumaczenie może narobić więcej
                                              > szkód niż pożytku).

                                              U mnie ten etap już dawno się skończył. Ale najciekawsze pytanie brzmiało - czy
                                              jest pan w stanie przetłumaczyć ten tekst nie czytając go?

                                              Odpowiedź brzmiała - oczywiście, ale nie wiem, czy ktoś będzie w stanie
                                              przeczytać tłumaczenie :)

                                              Klient bał się o poufność materiału :)

                                              PS. Czyżby Kasia J****ak ? :)
                                              • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 19:51
                                                666, przykro mi - "Kasia" to był tylko przykład, więc pewnie się nie znamy,
                                                choć kto wie.. może spotykamy się regularnie na listach dyskusyjnych dla
                                                tłumaczy, nic o tym nie wiedząc? :-))))))

                                                > Istnieje, tylko się schowalo w .... Krakowie

                                                Wiem, nie chciałam aż tak bardzo palcem pokazywać, którzy to tacy mądrzy...
                                                Nabroili sporo...


                                                > Odpowiedź brzmiała - oczywiście, ale nie wiem, czy ktoś będzie w stanie
                                                > przeczytać tłumaczenie :)
                                                >
                                                > Klient bał się o poufność materiału :)

                                                Poufność poufnością, ale na przykład nieprzechowywanie własnych tłumaczeń
                                                latami może pociągać za sobą paskudne skutki dla tłumacza, któremu nie daj Boże
                                                klient zechce uniemilić życie. Poczytaj np. tu: (www.serwistlumacza.com ,
                                                dział "W kwestii formalnej"). Dlatego archiwizacja i posiadanie sejfu lub
                                                choćby szafy pancernej bardzo się przydają. A klient - jeśli tak się obawia
                                                o "przeciek" - zawsze może poprosić zaufanego znajomego o tłumaczenie. Jak na
                                                tym wyjdzie - sam zobaczy.

                                                Łączę pozdrowienia
                                                • Gość: 666 Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.01.06, 22:55
                                                  > 666, przykro mi - "Kasia" to był tylko przykład, więc pewnie się nie znamy,
                                                  > choć kto wie.. może spotykamy się regularnie na listach dyskusyjnych dla
                                                  > tłumaczy, nic o tym nie wiedząc? :-))))))
                                                  >
                                                  OK. Mała szansa, bo na listach tłumaczy prawie wcale nie bywam, za mało czasu, a
                                                  i potrzeby nie mam. Link do tego tematu podesłał mi znajomy, który bywa tam
                                                  regularnie.

                                                  > > Istnieje, tylko się schowalo w .... Krakowie
                                                  >
                                                  > Wiem, nie chciałam aż tak bardzo palcem pokazywać, którzy to tacy mądrzy...
                                                  > Nabroili sporo...
                                                  >

                                                  Całą Polska wie, nawet chyba w mediach podawano nazwę, a jeżeli nie, to tłumacze
                                                  na forach -;] podawali.

                                                  >
                                                  > Poufność poufnością, ale na przykład nieprzechowywanie własnych tłumaczeń
                                                  > latami może pociągać za sobą paskudne skutki dla tłumacza, któremu nie daj Boże
                                                  >
                                                  > klient zechce uniemilić życie. Poczytaj np. tu: (www.serwistlumacza.com ,
                                                  > dział "W kwestii formalnej"). Dlatego archiwizacja i posiadanie sejfu lub
                                                  > choćby szafy pancernej bardzo się przydają. A klient - jeśli tak się obawia
                                                  > o "przeciek" - zawsze może poprosić zaufanego znajomego o tłumaczenie. Jak na
                                                  > tym wyjdzie - sam zobaczy.

                                                  Standard, mam archiwum od - ponad 30 lat. Najstarsze na papierze, bo jeszcze nie
                                                  było komputerów. A potem na wielu różnych dziwnych nośnikach, ale mam sprawne
                                                  stacje do czytania ich wszystkich.

                                                  Cóż, co do pozostałych uwag:

                                                  ***1. Nie należy przyjmować tekstów z dziedzin, o których się nie ma pojęcia.
                                                  Niestety, rozmowy wśród tłumaczy (chociażby prowadzone na listach dyskusyjnych)
                                                  dowodzą, że nieprzestrzeganie tej zasady jest praktyką nagminną. Bierze się
                                                  wszystko, co wpadnie w ręce, nie zastanawiając się, że ryzyko popełnienia
                                                  mimowolnego błędu w takiej sytuacji jest ogromne. Kiedyś zadano mi pytanie: "Co
                                                  to w końcu jest ten estoppel, bo już kilka razy to miałam w umowach, które
                                                  tłumaczyłam, i właściwie do dziś nie wiem, co to znaczy". A zatem kilka
                                                  tłumaczeń z owym niezrozumiałym estoppelem już poszło do zleceniodawcy... Trudno
                                                  tego nie uznać co najmniej za lekkomyślność.****

                                                  Podstawową zasadą obowiazujacą w tłumaczeniach i wyrażoną międzynarodową kartą
                                                  praw i obowiązków tłumacza i kartą tłumacza polskiego jest branie się wyłącznie
                                                  za tematykę, którą się rozumie merytorycznie. Jeżeli ktoś tę zasadę łamie,
                                                  działa na własną odpowiedzialność i sam mogę być oskarżycielem posiłkowym w
                                                  takiej sprawie, bo to jest psuja rynkowa, zaniżająca ceny swoją rezolutnością i
                                                  chciwością.

                                                  Po drugie (z powyższych praw i obowiązków), tłumacz ma zawsze prawo zażądać od
                                                  zleceniodawcy konsultacji z fachowcami klienta lub sprawdzenia tekstu przez
                                                  klienta. Nikt nie jest nieomylny, zaś powierzanie tłumaczom tekstów, które potem
                                                  idą wprost pod prasy drukarskie jest wynalazkiem ostatnich lat, wprowadzonym
                                                  przez "oszczędnych" klientów.

                                                  Po trzecie, o czym już pisaliśmy, dokumenty po przetłumaczeniu dokładnie się
                                                  samemu weryfikuje.

                                                  *****W przypadku wątpliwości interpretacyjnych, to znaczy wówczas, gdy tekst
                                                  źródłowy nie jest jednoznaczny, a kontekst i sytuacja nie dają jednoznacznej
                                                  odpowiedzi lub nie są dostatecznie znane, by orzec, jak dane sformułowanie
                                                  należy rozumieć, tłumaczenie należy opatrzyć zastrzeżeniem, że jest to jedna z
                                                  możliwych interpretacji, ale wobec braku bliższych informacji tłumacz nie może
                                                  gwarantować jej poprawności. Tego rodzaju zastrzeżenia albo w ogóle znoszą, albo
                                                  znacznie ograniczają odpowiedzialność tłumacza za ewentualny błąd
                                                  interpretacyjny. Ponieważ zamieszczanie takich uwag przez tłumaczy zdarza się w
                                                  praktyce bardzo rzadko, ci, którzy by nawet chcieli tak postępować, obawiają
                                                  się, że zostanie to odczytane jako dowód ich niskich kwalifikacji i
                                                  niekompetencji zawodowej.*****

                                                  Przypisy i uwagi stosuję od "zawsze". Rzeczywiście, środowisko na to dziwnie
                                                  reagowało, ale mnie to lotto :) Mało tego, za te uwagi i przypisy klientowi
                                                  liczę, bo to jest jak najbardziej praca twórcza. A nie raz nimi zatrzymalem
                                                  realizację kontraktu, bo wykryłem niespójności, które umkneły oczom klienta. I
                                                  nie mam żadnych obaw przed odebraniem tego jako niekompetencji, w swojej branży
                                                  technicznej mam wyższe wykształcenie i wiele lat doświadczenia zawodowego, tak
                                                  że się nie obawiam :)

                                                  Co do przechowywania koresponencji z klientem, to oczywista sprawa.

                                                  Co do fakturowania na określonym poziomie szczegółowości - nie zawsze mogę
                                                  napisać jawnie tytuł dokumentu, bo jest zastrzeżony, a faktura nie ma klauzuli
                                                  tajności. Wtedy piszę "tłumaczenie dokumentu". Ale la celów dowodowych dane z
                                                  faktury (liczba słów i klient) połączone z datą jej wystawienia, koresponencja z
                                                  klientem oraz archiwalnym oryginałem i tłumaczeniem dokumentu pozwala
                                                  jednoznacznie to powiązać w całość - choćby w odniesieniu do owych dawanych jako
                                                  przykład pomijanych fragmentów.

                                                  Moim skromnym zdaniem wzrost liczby pozwów nie jest wyłącznie wynikiem nagłego
                                                  cwaniactwa klientów (chociaż po części też), ale także coraz większej ilości
                                                  spartolonych tłumaczeń. Tak, że ten kij ma dwa końce. Natomiast rzeczywiście
                                                  warto tłumaczom polecić ten tekst pana Marka Czerskiego, którego zresztą znam i
                                                  cenię.
                            • Gość: NMiki Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.nn / *.chello.pl 11.01.06, 23:04
                              Rzeczywiście przy takiej wydajności można by zarobić przynajmniej milion złotych
                              rocznie.
                              Nie znam takich tłumaczy i nie widziałem ale zachecać można.
                              Większość osób nie jest nawet w stanie przeczytać tych 100 stron dziennie a co
                              dopiero napisać np 1 palcem
                              Hiha hi
                          • zzja Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 10.01.06, 21:54
                            > których znam osobiście, a którzy są w stanie DOBRZE przetłumaczyć 100 stron
                            > tekstu na dobę (24 h) i to niełatwego, bo mówimy o tekstach medycznych,

                            Bardzo prosze o przekazanie tym tlumaczom kontaktu do mnie: a.balcerzak@m-t.pl.
                            Zatrudniam ich od zaraz.

                            Pozdrawiam serdecznie,
                            Andrzej Balcerzak
                            Dyrektor wydawniczy
                            Medical Tribune Polska
                            • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 19:40
                              Przekazałam. Co z tym zrobią, zostawiam już ich decyzji.

                              Pozdrawiam
                      • Gość: frajer Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 21:32
                        Jestem tłumaczem tekstów literackich. ze sporym dorobkiem i długim stażem, i
                        daleko mi do tych 20-30 stron dziennie. Chyba się pójdę powiesić.
                        • aga.p.p Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 08.01.06, 21:37
                          Pożyczyć Ci sznurek? Byłam dzisiaj na spacerze w markecie i kupiłam trochę za dużo;)

                          pzdr,
                          A.
                        • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 08.01.06, 23:05
                          > Jestem tłumaczem tekstów literackich. ze sporym dorobkiem i długim stażem, i
                          > daleko mi do tych 20-30 stron dziennie. Chyba się pójdę powiesić.
                          Ty, jak Ty, z calym szacunkiem, ale taki Tadeusz Boy-Żeleński, ten to dopiero w
                          grobie sie przewrocil z zaniepokojenia, gdy przeczytal, ze tlumaczyl w kiepskim
                          stylu, bo nie znal ... czegóż to ??? acha jakiegos wlasnosciowego oprogramowania :).
                • Gość: miki Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.01.06, 11:29
                  nie mam dzialalnosci a tlumaczenia robie na umowe zlecenie... nie wiem czy bym
                  chcial miec dzialalnosc
                  • Gość: Lily Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 13:42
                    Nie każdy ma tyle sił/ kondycji/ umiejętności/ chęci/ potrzeby, by pracować
                    kilkanaście godzin na dobę. Wkurza mnie tylko to, że nie da się praktycznie
                    prowadzić legalnej (podatki, a zwłaszcza ZUS)działalności prowadząc normalne
                    życie rodzinne (dzieci i wszystkie związane z tym obowiązki i przyjemności
                    wymagające czasu) i dorabiając w wolnych chwilach 500-1000-2000 zł. Wcale nie
                    potrzebowałabym wiecej, bo takie mam priorytety, że wolny czas jest dla mnie
                    ważniejszy niż całodobowa harówka, tylko jak z tego opłacic ZUS i nie
                    zbankrutować?
                  • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 14:21
                    Umowę-zlecenie? To pewnie ustne, bo przy pisemnych znacznie bardziej opłaca Ci
                    się umowa o dzieło.
                    • benedek Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 07.01.06, 17:27
                      to prawda, zusy srusy itd, wszystko zzera kieszen. ja pracuje na etat jako
                      handlowiec a jako tlumacz dorabiam nawet, czasami chodze na rzesach ale oplaca
                      sie, pieniedzy nigdy za duzo i nie chodzi tu o pazernosc, ale o zwykle zycie
                      (mieszkanie, samochod, kredyty..) trzeba jakos zyc
                    • Gość: Ania Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 15:29
                      Witam,
                      zastanawiam się od dłuzszgo czasu nad zajęciem sie tłumaczeniem zarobkowo (jak
                      narazie pracuję w szkole), mogłabys mi dac parę wskazówek, jak "dostać" sie do
                      owego "swiatka tłumaczy"??? Oczywiście nie oczekuję adresu domowego i
                      nazwiska ;)
                      Może być na priv: aniarad1@gazeta.pl
                      Dzięki i pozdrawiam,
                      Ania
                      • Gość: działaczka Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 20:10
                        Aniu, to pewnie głupio zabrzmi, bo nie ma uniwersalnej recepty, a ja z braku
                        znajomości przeszłam drogę od "pomywacza" do "tłumacza".

                        1. Przygotuj niestandardowe CV: niestandardowymi jego elementami powinny być:
                        - wykaz dziedzin, w których się specjalizujesz (albo z racji doświadczenia
                        zawodowego, np. pracowałaś kiedyś w banku i wiesz, z czym to się je, albo masz
                        np. męża inżyniera, którego pracę znasz i który zawsze sprawdzi Twoje
                        tłumaczenie pod kątem merytorycznym)
                        - wykaz wykonanych dotychczas tłumaczeń; firmy, żeby być super fair wobec
                        swoich klientów, firmy, dla których tłumaczyłaś, powinnaś podać osobno, np. w
                        części "doświadczenie zawodowe", a w kolejności losowej w sekcji "tłumaczenia"
                        (lub "dorobek tłumacza") ogólną tematykę tłumaczeń - np. "analiza
                        farmakoekonomiczna stosowania ropinirolu w leczeniu choroby
                        Parkinsona", "specyfikacja techniczna maszyn do rozdrabniania kruszywa" itp.,
                        bez szczegółów naruszających poufność tłumaczeń

                        2. Przygotuj zwięzły list motywacyjny o tym, co Cię najbardziej interesuje,
                        jaką masz wydajność (stron na dobę), czy używaż CATów itp.

                        3. Wpisz w Google "tłumaczenia". Sprawdziłam przed chwilą i wyskoczą Ci w
                        pierwszej kolejnosci w większości biura, do których warto się zgłosić
                        (niezależnie od tego, czy właśnie mają nabór na tłumaczy, czy nie - de facto
                        nabór jest zawsze).

                        4. Popatrz, czy warunki współpracy z tłumaczami Ci pasują i wysyłaj swoje
                        oferty na podany mail.

                        5. Od szanujących się biur dostaniesz na pewno próbki do zrobienia (zazwyczaj
                        po wypełnieniu dokładnej ankiety na temat możliwych kombinacji języków i
                        specjalizacji) - nie ma powodu do obaw, jeśli próbka nie przekracza 1800-3600
                        znaków ze spacjami. Nie ryzykuj tłumaczenia "próbek" po kilka i więcej stron,
                        bo mnóstwo jest biur, które w ten sposób pod pozorem "próbek" robią tłumaczenia
                        dla klientów (i zarabiają na naiwnych).

                        Mniejsze biura, które nie mają systemu oceniania tłumaczy (są i takie!), często
                        po prostu zlecają mały tekst do tłumaczenia za normalną stawkę i jeśli jest
                        dobry, podejmują dalszą wspólpracę.

                        6. Zapisz się do grup dyskusyjnych na Yahoo, np. pl-p-t (dowiesz się, kto jest
                        oszustem w branży, a kto nie), polish-translations (konsultacje
                        terminologiczne) oraz tlumtech (konsultacje związane z technikaliami, CATy i
                        inne oprogramowanie i sprzęt). Rozważ też usenet. Wszystko to szalenie
                        przydatne, a przy okazji spotkasz (głownie) elitę freelancerów.

                        7. Pomyśl o wpisaniu się na stronie www.tlumaczenia.com.pl - wersja podstawowa
                        nic nie kosztuje, a stamtąd często "namiary" na tłumaczy biorą biura, a czasem
                        klienci bezpośredni.

                        8. W miarę możliwości załóż własną stronę www, np. na własne nazwisko,
                        nieskomplikowaną, podającą Twoje specjalizacje, proponowane tryby i ceny
                        tłumaczeń, kontakt do Ciebie itp. Strona moze także przyciagnąć sporo klientów
                        bezpośrednich.

                        9. Ściągnij z www.wordfast.net darmową wersję Wordfasta i naucz się jego
                        obsługi. Wersja demo pozwala na tłumaczenie tekstów mniej więcej do 20 stron.
                        Jak Cię tylo będzie stać i Ci się spodoba, pełną wersję możesz kupić przez
                        Internet. Poza tym obsługa Wordfasta jest dość podobna do Tradosa, więc w
                        dalszej perspektywie będziesz mogła na pewno rozważać i taki zakup.

                        10. BARDZO SERIO: Kup sobie Słownik ortograficzny PWN, Słownik języka polskiego
                        PWN i Słownik poprawnej polszczyzny PWN - jakiś czas temu były po specjalnych,
                        niskich cenach z płytami CD (cena nie przekraczała 30-39 zł). I na serio
                        również: przeczytaj od deski do deski ze zrozumieniem wszystkie zasady
                        ortografii i interpunkcji w nich zawarte. Oczywiście pozostała, większa część
                        słownika jest też do wykorzystania i to nawet, gdy masz jedynie maciupeńkie
                        wątpliwości.

                        11. Jeśli jesteś tłumaczem angielskiego, to na pewno warto na początek
                        zainwestować ok. 280 zł w dwutomowy Słownik Fundacji Kościuszkowskiej
                        (koniecznie z płytą CD). To chyba najlepszy słownik ogólny (podkreślam:
                        ogólny!) polsko-angielski dostępny na naszym rynku. Trzeba tylko pamiętać, że
                        główne hasła podawane są w pisowni amerykańskiej, nie brytyjskiej. Ma swoje
                        wady (uciekło im np. w opracowaniu słowo "charge"), ale i tak jest najlepszy
                        spośród tych, które posiadam i widziałam.

                        12. BARDZO DOBRZE W CV wygląda opis posiadanego oprogramowania - to znak, że
                        jesteś przygotowana do tego zawodu od strony warsztatu technicznego. W moim
                        przypadku programami minimum są: Fine Reader, Recognita (oba programy do OCR,
                        można też kupić skaner, gdy oryginał dostajesz papierowy), pakiet Office (Word,
                        Power Point, Excel - to podstawa), WinZip, WinRAR (do pakowania i
                        rozpakowywania), oczywiście Acrobat Reader, Corel (lub inny graficzny, gdy nie
                        ma możliwości innej obróbki tekstu). Reszta jest mniej przdatna i na pewno
                        nieczęsto wykorzystywana w pracy tłumacza.

                        Ostatnia rada: nie daj się poniżać stawkami typu 9-20 zł za stronę tlumaczenia.
                        Średnie stawki to 25-35 zł netto za stronę w przypadku języków popularnych.
                        Mniej popularne są odpowiednio droższe.

                        No i oczywiście staraj się mocno - pierwszych zleceń, od których zależy dalsza
                        wspólpraca, nie zostawiaj na ostatnią chwilę.

                        Mnie "wejście w światek" zajęło około dwóch lat i od tego czasu mogłam
                        spokojnie przejść na wyłączne zarobkowanie tłumaczeniami, nie narzekając na
                        brak zleceń.

                        Na koniec: przepraszam, że wklejam tu tak długi post, ale być może innym
                        (potencjalnym) koleżankom i kolegom tłumaczom się przyda taka litania.
                        • Gość: Ania Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.06, 09:18
                          Bardzo dziękuję za szybką i wyczerpującą odpowiedź!!! Skorzystam z Twoich
                          porad :)
                          Pozdrawiam serdecznie,
                          Ania
                        • Gość: działaczka Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.06, 12:00
                          Matko Boska, "używasz", nie "używaż" - składam samokrytykę! Przyrzekam, że to
                          emocje, nie nieznajomośc ortografii (chyba widać po innych tekstach).
                          • Gość: jacobs Re: do Działaczki IP: *.brda.net 10.01.06, 12:18
                            Popraw pisownie tego slowa w twojej bazie szybkiej kolejki z miasta na lotnisko :).
                            • Gość: bania Re: do Działaczki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.06, 15:38
                              super dyskusja!
                              Wciągnęłam się i szybciej mi czas zleciał w pracy... Ja myślę o zajęciu się
                              tłumaczeniami w domu za kilka lat. Obecnie pracuję jako tłumacz w firmie
                              deweloperskiej i naprawdę sporo się uczę...

                              Mam pytanko do działaczki i innych tłumaczy zajmujących się tylko tym na
                              codzień. Nie męczy was ciągłe przebywanie wyłącznie we własnym towarzystwie?
                              Mnie, przyznam właśnie ten aspekt pracy tłumacza strasznie do niej zniechęca!
                              Po prostu jestem towarzyska...
                              • Gość: działaczka Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.06, 19:38
                                Gość portalu: bania napisał(a):
                                >Ja myślę o zajęciu się
                                > tłumaczeniami w domu za kilka lat.
                                To już w tej chwili próbuj pomału coś robić w tym kierunku, nawiązywać
                                współpracę z biurami tłumaczeń, szukać swoich klientów itp.

                                >Nie męczy was ciągłe przebywanie wyłącznie we własnym towarzystwie?
                                > Mnie, przyznam właśnie ten aspekt pracy tłumacza strasznie do niej zniechęca!

                                Ależ bez towarzystwa pracuje się znacznie szybciej (i wydajniej - przynajmniej
                                mnie), a dla towarzystwa są przyjaciele, znajomi itp. Przecież nie jest
                                powiedziane, że będziesz siedziała cały czas w domu, nikogo nie wpuszczając,
                                zamknięta na cztery spusty... ;-)))
                                • Gość: jacobs Re: do Działaczki IP: *.brda.net 12.01.06, 00:52
                                  > To już w tej chwili próbuj pomału coś robić w tym kierunku, nawiązywać
                                  > współpracę z biurami tłumaczeń, szukać swoich klientów itp.
                                  Tylko nie z warszawskimi, bo mialem watpliwa przyjemnosc przekonac sie o
                                  poziomie tamtejszych tlmaczen, wiec jesli jestes dobra i chcesz byc coraz
                                  lepsza, to po prostu ich unikaj.
                                  • Gość: działaczka Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 06:55
                                    Jacobsie, gratuluję wrzucania wszystkich do jednego worka. Warszawa - duże
                                    miasto. Najwięcej statystycznie biur i agencji tłumaczeń. Od dużych
                                    wyzyskiwaczy, poprzez dużych szanowanych, do maluczkich wyzyskiwaczy i
                                    maluczkich szanowanych. Ciekawa jestem, czy sprawdziłeś wszystkie.

                                    Nie ferowałabym wyroków aż tak ostro. Rzuć nazwami, to się przekonamy, z
                                    kim/czym miałeś do czynienia.

                                    I to właśnie w dużych szanowanych zazwyczaj są całe działy korekty i redakcji,
                                    które wspierają tłumacza, pozwalają mu się uczyć na własnych błędach, są
                                    konsultanci branżowi.

                                    Jednak ponieważ po kilku Twoich postach widzę, że jesteś nieugięty w swych
                                    wyrokach, więc jeśli masz mi odpowiedzieć kolejną złośliwością, niedotyczącą
                                    meritum, to lepiej pomiń moją uwagę milczeniem.
                                    • Gość: kasia Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 12:22
                                      do działaczki: a jakim językiem się zajmujesz, podejrzewam, że masz tyle zleceń
                                      z angielskim,
                                      a nie wiesz jakie jest zapotrzebowanie na rosyjski?
                                      • Gość: gocha Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 13:42
                                        to skoro się łatwo się tak tłumaczy przez te całe CATY, to po co dawać
                                        tłumaczowi do przetłumaczenia, skoro z tłumaczeniem moze sobie poradzić
                                        asystentka dyrektora po filologii angielskiej, przypuśćmy przykładowo,
                                        szkoda kasy,
                                        • Gość: lesniczy Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 14:31
                                          >to skoro się łatwo się tak tłumaczy przez te całe CATY, to po co dawać
                                          tłumaczowi do przetłumaczenia, skoro z tłumaczeniem moze sobie poradzić
                                          asystentka dyrektora po filologii angielskiej, przypuśćmy przykładowo,
                                          szkoda kasy,<

                                          Ci, ci spartolili tłumaczenie dokumentów unijnych, też tak rozumowali. Radzę
                                          przeczytać całość wątku.
                                          • Gość: gocha Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 15:05
                                            cały wątek został przeczytany,
                                            chodzi o to, że rasowy tłumacz ma jakby zwroty w jednym palcu i tłumaczy to z
                                            głowy sam przez się, a nie klika w komputer i tłumaczy całe schematy, to nic
                                            prostszego taka robota tylko kończyć filologię i robić takie tłumaczenia,
                                            chyba nie będą gorsze od tych z renomowanych biur tłumaczeń skoro stamtąd też
                                            wychodza gnioty, czyż nie? :))
                                            • jsolt Re: do Działaczki 12.01.06, 15:24
                                              Gość portalu: gocha napisał(a):

                                              > cały wątek został przeczytany,
                                              > chodzi o to, że rasowy tłumacz ma jakby zwroty w jednym palcu i tłumaczy to z
                                              > głowy sam przez się,

                                              zgadza się, zwroty ze swojej branży powinien miec w głowie

                                              a nie klika w komputer i tłumaczy całe schematy,

                                              te 'schematy' to nic innego jak bazy tłumaczeń wyrazów/wyrażeń, stworzone przez
                                              tegoż tłumacza na jego własny użytek - niewykluczone, że tworzone właśnie 'z
                                              głowy same przez się':) po prostu zrobił to raz, i korzysta z uprzednio
                                              przetłumaczonych przez siebie baz wyrażeń

                                              to nic
                                              > prostszego taka robota tylko kończyć filologię i robić takie tłumaczenia,

                                              niestety nie do końca - tu nie chodzi tylko o suche przetłumaczenie wyrazów i
                                              zdań ale o to, żeby dokument przetłumaczony był odzwierciedleniem oryginału,
                                              wypadałoby więc miec pojęcie o danej branży przede wszystkim, sama znajomość
                                              języka nie daje nic.


                                              > chyba nie będą gorsze od tych z renomowanych biur tłumaczeń skoro stamtąd też
                                              > wychodza gnioty, czyż nie? :))
                                              a dla renomowanych biur to kto pracuje? ci sami tłumacze...
                                              czasami wychodzą gnioty a czasami nie - i od biur, i od bezpośrednich tłumaczy:)
                                          • Gość: jacobs Re: do Działaczki IP: *.brda.net 12.01.06, 15:54
                                            > >to skoro się łatwo się tak tłumaczy przez te całe CATY, to po co dawać
                                            > tłumaczowi do przetłumaczenia, skoro z tłumaczeniem moze sobie poradzić
                                            > asystentka dyrektora po filologii angielskiej, przypuśćmy przykładowo,
                                            > szkoda kasy,
                                            To prawda, szkoda kasy, ale nie przez CATy, tylko z tej prostej przyczyny, ze
                                            osoba bedaca na miejscu w firmie ma mozliwosc ustalenia np. z ludzmi z produkcji
                                            albo innych dzialow, nazw zrozumialych dla tych ludzi. Bo w bardzo wielu
                                            tlumaczeniach niewazne jest to, jak brzmi "prawidlowa???" nazwa ze slownika,
                                            lecz wazne jest, by stosowac nazewnictwo i opisy zrozumiale dla pracownikow,
                                            ktorzy beda czytac tekst.
                                            Jesli jeszcze jest tak, ze "asystentka dyrektora po filologii angielskiej"
                                            konczyla dobra filologie, czyli nie w Warszawie, to wydawanie kasy na tlumaczy
                                            tekstow angielskich staje sie w dodatku niemadre.
                                        • Gość: działaczka Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 17:23
                                          Gocho, Jsolt odpowiedziała Ci już obszernie, więc dodam tylko, że jeśli
                                          dochodzisz do takich wniosków:
                                          > to skoro się łatwo się tak tłumaczy przez te całe CATY, to po co dawać
                                          > tłumaczowi do przetłumaczenia, skoro z tłumaczeniem moze sobie poradzić
                                          > asystentka dyrektora po filologii angielskiej, przypuśćmy przykładowo,
                                          > szkoda kasy,
                                          to powiedz mi, dlaczego chirurg posługuje się robotem, a makler komputerem? Czy
                                          to oznacza, że można ich zastąpić byle kim? Zastanów się, co piszesz, bo to
                                          zakrawa na prowokację, a nie konkretny głos w sprawie.

                                          CATy są narzędziem pracy tłumacza (vide wątek z "małpami"), a nie zastępstwem
                                          jego wiedzy i doświadczenia.
                                    • Gość: jacobs Re: do Działaczki IP: *.brda.net 12.01.06, 13:22
                                      > Jacobsie, gratuluję wrzucania wszystkich do jednego worka. Warszawa - duże
                                      > miasto. Najwięcej statystycznie biur i agencji tłumaczeń. Od dużych
                                      > wyzyskiwaczy, poprzez dużych szanowanych, do maluczkich wyzyskiwaczy i
                                      > maluczkich szanowanych. Ciekawa jestem, czy sprawdziłeś wszystkie.
                                      Sytuacja wygladala tak. Kiedys moja szefowa dala do przetlumaczenia teksty o
                                      swojej firmie do biura tlumaczen. Spojrzalem, przerazilem sie poziomem uslugi i
                                      poprosilem o ponowne przetlumaczenie. Po korekcie okazalo sie, ze poziom
                                      tlumaczenia tylko nieznacznie wzrosl. Wobec tego szefowa postanowila oddac
                                      teksty do biura uwazanego za najlepsze. Nawet jesli przyjmiemy, ze bylo to jedno
                                      z uwazanych za najlepsze, to i tak niestety takze jakosc, ktora stamtad
                                      otrzymalismy byla slaba. Dlaczego slaba? Widac bylo, ze ludzie, ktorzy
                                      tlumaczyli, nie mysla w jezyku, na ktory tlumaczyli.
                                      Szefowa, jej rodzice, dziadkowie i moze jeszcze pra pra pra pochodza z Warszawy,
                                      dlatego wierze, ze nie pomylila sie co do rankingu biur.
                                      Oczywiscie w poprzednim komentarzu zastosowalem uogolnienie, jednak moim zdaniem
                                      mialem dobra podstawe, aby napisac ogolnie.
                                      Jesli dzisiaj od ciebie dowiedzialem sie jeszcze, ze ,,właśnie w dużych
                                      szanowanych zazwyczaj są całe działy korekty i redakcji, które wspierają
                                      tłumacza, pozwalają mu się uczyć na własnych błędach, są konsultanci branżowi."
                                      to faktycznie szkoda slow na dalszy komentarz.
                                      • Gość: działaczka Re: do Działaczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 17:17
                                        Jacobsie, nie daj się prosić, podrzuć jakąś nazwę - wiem, że ciekawość to
                                        pierwszy stopień do piekła, ale z chęcią się dowiem, co to za biura takie
                                        kwiatki wypuszczają.

                                        > Jesli dzisiaj od ciebie dowiedzialem sie jeszcze, ze ,,właśnie w dużych
                                        > szanowanych zazwyczaj są całe działy korekty i redakcji, które wspierają
                                        > tłumacza, pozwalają mu się uczyć na własnych błędach, są konsultanci
                                        branżowi."
                                        > to faktycznie szkoda slow na dalszy komentarz.
                                        Rozumiem, że Twoim zdaniem tłumacz to jest ktoś, kto za każdym razem tworzy
                                        idealny tekst w języku docelowym, w którym nie jest konieczna zmiana nawet
                                        jednego przecinka. Gdyby iśc Twoim tropem, to tłumacze powinni tworzyć takie
                                        same teksty - ich tłumaczenia na podstawie tego samego oryginału powinny być
                                        identyczne. Czy tak?

                                        Nie wiem, czy uważasz się za ideał pod każdym względem, ale nie spotkałam ani
                                        nie słyszałam nigdy w zyciu o nieomylnym tłumaczu. Ba, nie słyszałam nawet o
                                        jednym nieomylnym człowieku, niezaleznie od profesji.

                                        Niestety muszę posłużyć się truizmem - po to istnieją działy korekty i
                                        redakcji, by podnosić jakość tłumaczenia poprzez eliminowanie ludzkich omyłek,
                                        a z kolei poprzez szeroko zakrojoną wymianę informacji z korektorami, tłumacze
                                        mogą nauczyć się jeszcze wiecej. Wbrew pozorom, zazwyczaj nie chodzi o złe
                                        przetłumaczenie czegoś, ale głównie o nieznajomość języka polskiego, form
                                        poprawnych i niepoprawnych, z którymi pewnie i Ty miałbys problem.
                                        • Gość: jacobs Re: do Działaczki IP: *.brda.net 12.01.06, 17:55
                                          > Rozumiem, że Twoim zdaniem tłumacz to jest ktoś, kto za każdym razem tworzy
                                          > idealny tekst w języku docelowym, w którym nie jest konieczna zmiana nawet
                                          > jednego przecinka.
                                          Nie. Moim zdaniem _porzadny_ tlumacz to taka osoba, ktora prawidlowo _przeklada_
                                          wypowiedz ustana badz pisemna. Piszac "prawidlowo" mam na mysli scisle
                                          zachowanie znaczenia i sensu wypowiedzi, a nie scisle zachowanie kolejnosci
                                          znakow w ciagu. To zachowywanie znaczenia i sensu dotyczy zarowno przecinkow,
                                          jak i akcentu, intonacji zdania itp.
                                          > same teksty - ich tłumaczenia na podstawie tego samego oryginału powinny być
                                          > identyczne. Czy tak?
                                          Juz wiesz, ze nie. To, ze tlumacz nie jest dobry, mozna wywnioskowac porownujac
                                          jego sposob myslenia (tlumaczenia) i kilku innych tlumaczy, ktorzy wykonali /
                                          wykonuja te sama prace.
                                          > nie słyszałam nigdy w zyciu o nieomylnym tłumaczu.
                                          Slyszalem nieomylnych tlumaczy. Nieomylnych w znaczeniu podanym przeze mnie powyzej.
                                          > Nie wiem, czy uważasz się za ideał pod każdym względem,
                                          Nie, ale umiem to, co trzeba.
                                          > form poprawnych i niepoprawnych, z którymi pewnie i Ty miałbys problem.
                                          Poprawnosc form jest wazna, ale nie w takim znaczeniu, o jakim piszesz. Forma w
                                          ogole oraz formy w szczegole sa po to, zeby dopelnic tresc. Jesli tzw.
                                          niepoprawne formy nie wplywaja na tresc, wowczas przestaja byc istotne. I nie
                                          jest wazne, czy ktos napisze np. "pelny" albo "pelen".
      • Gość: Ania Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 16:17
        tak przegladałam portfolio jedej pani, "profesjonalnej tłumaczki" i jesli
        chcecie, przeczytajcie cóż to za profesjonalizm!
        www.domkinadmorzem.com/eng/atrakcje.htm
        A autorka to www.karolina-nowosz.prv.pl
        Grosza bym nie dała za takie tłumaczenie, a z drugiej strony , jako autor
        takiego tłumaczenia, jak w pierwszym linku, schowałabym natychmiast głowe w
        piasek i milczała na wieki. A pani przedstawia mnóstwo prac swego autorstwa, o
        zgrozo!!!!!
        • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 12.01.06, 16:27
          Do tego dochodza jeszcze klopoty z forma publikacji.
          validator.w3.org/check?uri=http%3A%2F%2Fwww.domkinadmorzem.com%2Feng%2Fatrakcje.htm
        • Gość: działaczka Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 17:36
          Aniu, spojrzałaś w cennik tej pani? I w specjalizacje oraz dorobek
          tłumaczeniowy? Za informatykę, medycynę, sztuki walki i co tam jeszcze
          Profesjonalny tłumacz (przez duże "pe") nie zaoferuje takich cen. Wykładnik
          ceny niestety często mówi o jakości tłumaczeń. Oczywiście nie oznacza to, że
          wszyscy, którzy za stronę tłumaczenia biorą 50 zł, są świetnymi tłumaczami.
          Jeśli jednak przy tak wysokich stawkach mają pełne ręce roboty, to znaczy, że
          warto im powierzyć swoje tłumaczenie.

          Dopóki dla potencjalnego klienta czynnikiem decydującym będzie wyłącznie cena,
          dopóty "profesjonalni tłumacze" będą prezentowali swe "profesjonalne"
          tłumaczenia. Człowiek się uczy przez całe życie i od czegoś musi zacząć, ale
          wówczas tym bardziej powinien albo mieć własnego korektora, albo chociaz
          znajomego, doświadczonego tłumacza, któremu za część stawki da swoje
          tłumaczenie do poprawy, zanim wypuści potworka w świat.

          BTW, złota zasada tłumaczeniowa mówi (to samo twierdzi np. UE), że tłumacz
          powinien tłumaczyć na język ojczysty, by miec gwarancję wysokiej jakości tekstu
          docelowego. Zgadnij, dlaczego.
          • Gość: jacobs Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f IP: *.brda.net 12.01.06, 17:59
            > Profesjonalny tłumacz (przez duże "pe") nie zaoferuje takich cen. Wykładnik
            > ceny niestety często mówi o jakości tłumaczeń.
            Czasem mowi o jakosci, a nie "często mówi o jakości", bo jak wiadomo:
            ,,Najlepsze rzeczy w zyciu dostajemy za darmo".
        • hajota Re: Czy trzeba być tłum.przysięgł. aby otworzyć f 12.01.06, 19:21
          Polszczyzna pani profesjonalistki też nie rzuca na kolana...
          www.protimsolignum.com/osmose-poland/

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka