pani.kierowniczka
30.12.02, 01:04
part 1
(zaznaczam, ze cala ta opowiastka jest autentyczna)
byla sobie pewna dziewczynka, ktora na wsi mieszkala, starsze siostry 2
miala, rodzicow starszych miala, i oczkiem w ich glowie byla. dzieweczka ta
za niezbyt bystra od urodzenia uchodzila, bo tylko z kurkami sie bawila,
gaski pasla i z ludzmi kontaktu za bardzo nie miala, a byly to ciezkie lata
60. od urodzenia dziewcze to przygotowywane bylo do pelnienia zacnej, acz
niedocenianej roli z matki-prababki zony, matki, sprzataczki i kucharki in
one, tak ze stworzonko to uczyc sie nie chcialo i nie musialo, bo i po co.
Zylo sobie tak, wiejska szkolke podstawowa skonczylo, 15 wiosenek strzelilo i
czas bylo opuscic przyjazne strony i nolens volens dalej krztalcic sie
wypadalo, a przynajmniej sprobowac, bo czego jak czego, ale podstawego
wyksztalcenia w domu z tradycjami matek-babek-prababek-Westalek - nie bylo;
dziewcze, jako ze glupi ma zawsze szczescie, zostalo przyjete do
malomiasteczkowego LO. Zaczyna sie czas dojrzewania, ksztaltowania sie
przyszlej sales-manager (sic!) nie tylko w sensie intelektualnym...
cdn. - w zaleznosci od liczby czytelnikow...