Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść

    IP: 217.153.72.* 27.07.06, 08:39
    a większość młodych ludzi chce zjeść od razu jeden cukierek... i nie patrzy,
    że za chwilę może dostać dwa cukierki.... więc jest narzekanie, że nie ma
    pracy. Dlaczego? Bo chcą od razu pracy z dużym wynagrodzeniem i stanowiskiem.
    A na to trzeba zapracować. Nie miesiąc, nie dwa, nie rok. Na takie stanowisko
    pracuje się lat 7,10 czasem 15... Tylko jednostki wybitnie zdolne i mające do
    tego trochę szczęścia potrafią zrobić to w krótkim czasie... ale tych
    wibitnie zdolnych i mających szczęście jest 1% :)) reszta musi pracować :))
    Obserwuj wątek
      • Gość: robol polski bajeczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 08:58
        Kto wierzy w takie bajeczki? Wszystko pieknie, idealnie, tyle, ze nieprawdziwie.
        Przy awansie kompetencje i zdolnosci odgrywaja drugorzedna role, pierwszorzedna
        natomiast UKLADY, ZNAJOMOSCI, KONEKSJE RODZINNE. Firmy wykorzystuja ciezka prace
        naiwniakow, ktorzy tyraja w nadziei na awans, ale cieple posadki sa tylko dla
        swoich.
        • Gość: kiksa Re: bajeczki IP: *.catv.net.pl 27.07.06, 09:39
          Taka jest prawda.
          • Gość: Kuba Re: bajeczki IP: *.adsl.ttn.net 27.07.06, 10:30
            Nie, to nie jest prawda. Znam ludzi, ktorzy sa bardzo mlodzi i rzetelnosci,
            pracowitoscia doszli do fajnych stanowisk. I w Polsce i za granica. Sa tez
            ludzie, ktorzy skonczyli edukacje na szkole sredniej i walcza na stanowiskach
            kierowniczych.
        • koszalek_opalek1 Re: bajeczki 27.07.06, 15:28
          > Kto wierzy w takie bajeczki? Wszystko pieknie, idealnie, tyle, ze nieprawdziwie
          > .
          > Przy awansie kompetencje i zdolnosci odgrywaja drugorzedna role, pierwszorzedna
          > natomiast UKLADY, ZNAJOMOSCI, KONEKSJE RODZINNE. Firmy wykorzystuja ciezka prac
          > e
          > naiwniakow, ktorzy tyraja w nadziei na awans, ale cieple posadki sa tylko dla
          > swoich.

          W jakim świecie Ty żyjesz? Współczuję. Sukces, to przypadek - zapytaj każdego
          nieudacznika...

          Dobry artykuł, mam nadzieję, że wielu pomoże i otworzy oczy.
      • Gość: ferenghi Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: *.c.wavenet.pl 27.07.06, 09:08
        czekam na drugi cukierek już 2 lata... jestem cierpliwy.
        Z drugiej jednak strony 10 lat pracy na jednym stanowisku oznacza brak postępu
        i "zasiedzenie" dla większości pracodawców. Inna sprawa, że odchodząc z firmy
        po 10 czy 15 latach bardzo, bardzo trudno wbrew pozorom znaleźć pracę!
      • Gość: gość Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 09:33
        ten drugi (obiecany) cukierek bardzo często jest tylko obietnicą mającą
        motywować do (bezinteresownego) zaangażowania w sprawy rozwoju firmy.
        może jednak czasem "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu" ;)
      • ricofederico Wspolczuje... tez kiedys tylko o tym myslalem.. 27.07.06, 09:37
        cytat z samego poczatku: "Na jakim stanowisku się znaleźć, ile zarabiać, czym
        się zajmować, jakie doświadczenia zdobywać w pracy."

        hehehe. A dale ze rozlaczyc sie rodzina na trzy lata... dla kariery.. to gorsze
        niz te matki ktore teraz zsotawiaja dzieci i jada zarabiac... jada zarabiac by
        mic za co zyc a nie dlatego bo chca byc dyrektorem!!! masakra!!! Mam 31 lat i za
        soba 11 lat mieszkania w Warszawie z ktorej nie pochodze... Przez te lata
        dorobilem sie znakomitego cv i czasami pieciocyfrowych zarobkow wplywajacych co
        miesiac na konto. nawet sprawialo mi to frajde.:) Nawet nie do konca wiedzialem
        ze wdepnalem w gowno bo nie smierdzialo. Odkrylem po wyjezdzie. Zwiedzilem
        Niemcy, Holandie, Francje, Wlochy, Grecje... Nie jestem w Kaczolandzie od
        pazdziernika i zaczynam nowe zycie. Wiem ze nie bede mial szybko takiego
        zawodowego prestizu jakj w Polsce... Nawet nie chce... Odkrylem ze cudownie jest
        spedzic zime na Krecie z dziewczyna gdy nie ma tam turystow... nie dzwoni
        komorka bo ja wywaliles przez okno... nie trzeba isc na nastepna branzowa
        imprezke i nawciagac sie w kiblu z kolegami. owszem, mam teraz na razie duzo
        mniej pieniedzy (w Grecji pracowalem fizycznie) ale mam wiecej czasu dla siebie.
        Szukam teraz dopiero swojego prawdziwego miejsca na ziemi. Doswiadczam
        prawdziwej milosci i nie moglbym jak przytoczony wczesniej "AMBITNY" zostawic
        kogos dla kariery... milosc wazniejsza. Do czego mam gnac???? Zeby miec wiecej
        przed nazwiskiem i wiecej na koncie????? Po co??? Wybieram ZYCIE nie WYSCIG.

        pozdrawiam wszystkich myslacych
        • raveness1 Re: Wspolczuje... tez kiedys tylko o tym myslalem 27.07.06, 11:13
          Popieram, ja (33) postawilem dokladnie na to samo. Z biegiem lat pieniadze maja
          dla mnie coraz mniejsza wartosc. I tez szukam swojego miejsca na ziemi.
        • kabja Re: Wspolczuje... tez kiedys tylko o tym myslalem 27.07.06, 11:31
          Miło, że na świecie sa jeszcze tacy ludzie. Po co tak gnać i dokąd? Życie jest
          zbyt krótkie, aby je spedzać wyłącznie w pracy. Pieniądze, owszem ,są ważne,
          ale za jaką cenę? Ja też uważam,że miłość jest najważniejsza!
          Pozdrawiam!
          • Gość: jax Re: Wspolczuje... tez kiedys tylko o tym myslalem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 15:57
            Życzę powodzenia i wytrwałości. Ja mam 54 lata,a le już dawno wybrałam takie życie, na jakie wy teraz sie decydujecie. Robie, to co lubię, i chociaż nie ma dużej kasy, to wychowałam trzech synów i wspieramy sie nawzajem jak możemy i to jest naszą największą wartością. Gonitwa za karierę prowadzi do nikąd! Trzymajcie się dzielnie.
        • habrys Mamy forse i wolny czas 27.07.06, 15:45
          Podpisuje sie obiema rekami. Jest taki kawalek Dzemu: "Mamy forse i wolny czas".
          To zawsze bylo moje motto. I owszem, starac sie zarabiac sporo kasy, ale nie
          tracic z oczu prostego faktu, ze bez wolnego czasu nie mozna sie cieszyc zyciem.
          Rosnie tylko ilosc zer na wyciagach i wrzodow zoladka...
        • maria333 Re: Wspolczuje... tez kiedys tylko o tym myslalem 27.07.06, 16:44
          ricofederico napisał:

          > cytat z samego poczatku: "Na jakim stanowisku się znaleźć, ile zarabiać, czym
          > się zajmować, jakie doświadczenia zdobywać w pracy."
          >
          > hehehe. A dale ze rozlaczyc sie rodzina na trzy lata... dla kariery.. to
          gorsze> niz te matki ktore teraz zsotawiaja dzieci i jada zarabiac... jada
          zarabiac by> mic za co zyc a nie dlatego bo chca byc dyrektorem!!! masakra!!!
          Mam 31 lat i z
          > a
          > soba 11 lat mieszkania w Warszawie z ktorej nie pochodze... Przez te lata
          > dorobilem sie znakomitego cv i czasami pieciocyfrowych zarobkow wplywajacych
          co miesiac na konto. nawet sprawialo mi to frajde.:) Nawet nie do konca
          wiedzialem> ze wdepnalem w gowno bo nie smierdzialo. Odkrylem po wyjezdzie.
          Zwiedzilem> Niemcy, Holandie, Francje, Wlochy, Grecje... Nie jestem w
          Kaczolandzie od> pazdziernika i zaczynam nowe zycie. Wiem ze nie bede mial
          szybko takiego> zawodowego prestizu jakj w Polsce... Nawet nie chce... Odkrylem
          ze cudownie jest> spedzic zime na Krecie z dziewczyna gdy nie ma tam
          turystow... nie dzwoni> komorka bo ja wywaliles przez okno... nie trzeba isc na
          nastepna branzowa> imprezke i nawciagac sie w kiblu z kolegami. owszem, mam
          teraz na razie duzo> mniej pieniedzy (w Grecji pracowalem fizycznie) ale mam
          wiecej czasu dla siebie .
          > Szukam teraz dopiero swojego prawdziwego miejsca na ziemi. Doswiadczam
          > prawdziwej milosci i nie moglbym jak przytoczony wczesniej "AMBITNY" zostawic
          > kogos dla kariery... milosc wazniejsza. Do czego mam gnac???? Zeby miec wiecej
          > przed nazwiskiem i wiecej na koncie????? Po co??? Wybieram ZYCIE nie WYSCIG.
          > > pozdrawiam wszystkich myslacych


          Gratuluję odwagi, i życzę powodzenia!

          Ja też okres gonienia za 'karierą' mam za sobą, i szukam swojego miejsca w
          życiu..
        • Gość: maxi Gratulacje dla Ricofrederico IP: *.offset.hu 27.07.06, 17:40
          Gratulacje.
          TO pięknie zrealizowane marzenia.
          Jak szukasz prac dorywczych w tych krajach ??
          Jest to z miarę wykonalne?

          pozdr
          M
          • ricofederico Nie zawsze jest latwo 28.07.06, 01:03
            Zaczelo sie od wycieczki. Dwa tygodnie u kumpli w Berlinie, dwa tygodnie u
            kumpla w Amsterdamie gdzie mielismy w planie zostac ale "rodzinka" mojej
            dziewczyny sie wypiela na nas. Konczyly sie nam pieniadze i szla zima (polowa
            listopada). Wyjelismy mape Europy i palac ziolo zastanawialismy sie gdzie moze
            byc najcieplej zima. Padlo na Krete. Sprzedalismy w Amsterze mojego laptopa i
            pojechalismy majac swiadomosc ze to jest "one way ticket" bo kasy starczy nam
            tylko w jedna strone:) Pocieszalismy sie nawzajem ze tylko my jestesmy na tyle
            stuknieci zeby cos takiego zrobic:) No i zrobilismy. Przejechalismy przez
            Bruksele, Paryz, Zurich, Milano, Rzym, pozniej Otranto na "obcasie" Italii.
            Stamtad promem do Patry w Grecji. Pozniej Ateny i z Pireusu promem na Krete do
            Chanii. Jak dotarlismy na miejsce to mielismy dokladnie 2 euro:) KOmpletne
            szalenstwo. Nie znalismy jezyka ani nikogo na miejscu. To byl chyba najgorszy
            moment. Ale poszlo jakos. Zahaczylismy sie jako wolontariusze w stadninie koni.
            Ciezko bylo. Duzo pracy za nic (po tygodniu dostalismy 35 euro na dwie osoby:)
            Ale za to mielismy dach nad glowa i jakies zarcie. Odeszlismy stamtad i wtedy
            ugoscil nas taki starszy samotny Grek. Mieszkalismy za friko u niego i
            szukalismy zajecia i udalo sie. Ja zaczalem gdzies na budowie... moja dziewczyna
            w tawernie greckiej. Poza sezonem sa tam tasiace wolnych pokoi wiec placilismy
            za miesiac 150 euro za pokoj z lazienka. Cala zime tam spedzilismy:) Bywaly
            ciezkie chwile tzn. brakowalo nam klubow, znajomych frikow itp. Ale dzis
            wspominam to jako niezla przygode. Oboje nauczylismy sie podstaw greckiego i z
            grekiem juz sie dogadujemy:)

            Najtrudniej jest sie przelamac do niektorych rzeczy. teraz jestem w Berlinie i
            robie cos czego w Polsce bym sie nie tknal: myje szybki w autach na
            skrzyzowaniu... tak!tak! Facet 31 lat! Zrobilem sobie blekitnego irokeza (co tu
            jest mile widziane:) i popijajac piwko spedzam na skrzyzowaniu ze 4 godziny.
            Wracam z 50 euro. Z jednej strony to trudne bo trzeba sie "ponizyc" przed
            "panami" w samochodach ale z drugiej.... nie masz szefa...nikogo.. nikt cie nie
            pogania.. pracujesz kiedy chcesz.. Traktuje to na luzie bo wiem ze to na chwile.
            Bo wlasnie jestem tu i cos robic musze ale naprawde czuje sie wolny. Nie wiem
            gdzie wyladuje i jak ta przygoda bedzie wygladac dalej... Chce pojechac do
            Australii. Kolega wrocil po pol roku. Pracowal tam dwa dni na jakiejs farmie a
            potem kolejne piec podrozowal.. i znowu cos zarobil.. i znowu w podroz... Takich
            rzeczy sie nie zapomina do konca zycia!!! Nie jest latwo ale czy fajnie kisic
            sie cale zycie w miescie??? Dom, samochod, biuro... i wakacje co roku w drogim
            hotelu ktory niewazne gdzie jest bo wszedzie wygladaja tak samo???? W moich
            planach jest kupienie samochodu - campera. Zrobie go na cacy: ze wszystkim:
            prysznicem, generatorem pradu, klima.... I W przyszlym roku ruszam na prawdziwa
            przygode:)

            Pozdrawiam!
            • kinga8026 Re: Nie zawsze jest latwo 01.08.06, 23:44
              Masz rację, kiedy zobaczy się Europę Zachodnią, otwierają się oczy, że świat
              jest taki piękny i interesujący. I chce się żyć inaczej. Ale ja i tak chcę
              zrobić minikarierę w Polsce, a miłość...nie jestem do niej zdolna, więc z pracy
              uczynię całe moje życie. Pozdrawiam ricofederico
      • Gość: nan Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: *.chello.pl 27.07.06, 10:42
        najlepiej trzymać się poręczy.
      • Gość: Anka Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: *.k.pl / 212.127.87.* 27.07.06, 11:00
        Ja czekalam na swojego drugiego cukierka, w sumie moze niezbyt dlugo - bo
        niecale dwa lata, az sie zniecierpliwilam i postanowilam zmienic prace. Jeszcze
        nie wiem jak to bedzie wygladalo, ale na razie to wychodzi na to ze dostalam
        cukierkow conajmniej trzy. Ale wiem rowniez, ze w starej pracy nie doczekalabym
        sie niczego wiecej niz tylko czczej gadaniny o drugim cukierku. Zwlaszcza ze to
        meski zawod i okazalo sie ze prezes traktowal mnie jak dekoracje.
        Tak naprawde to nie ma przepisu na sukces i nie spadanie. I rzeczywiscie trzeba
        umiec wywazyc co jest wazniejsze. Nie wyobrazam sobie zostawienia dla kariery
        meza. To chore.
      • grasshopper dynamiczni 27.07.06, 13:44
        www.dynamiczni.pl ...
        • Gość: skasujcie to Re: dynamiczni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.06, 10:38
          grasshopper napisał:

          > www.dynamiczni.pl ...

          Po co reklamujesz ten spam? Co ta feminestka zs...na tam robi?
      • tstefanowski wyscig szczurow - nie dziekuje! Wake up people! 27.07.06, 16:16
        Obudzcie sie, to sie po prostu nie oplaca nawet za granica!
        Jako merchandiser w londynskim city mam 13,5 tys.£ rocznie plus dodatki a
        jako "pracownik biurowy" mialbym 15 tys.£, dluzsze godziny pracy, stres i 5
        razy wiecej roboty (kierowca nie schodzi ponizej 18 tys.£ a nierzadko ma grubo
        ponad 20tys£).
        A juz wogole nie traccie czasu na Polanke, szkoda zycia Rodacy, szkoda ... .
        Zapraszam do wolnego swiata bez wodoglowia w stylu "siegnijmy gwiazd!".
        NIE DAJCIE SOBIE WYPRAC MOZGU! POZDR.
        P.S. Ja sie wyrwalem z PL do UK w zeszlym roku i nie zaluje - jestem szanowany,
        wynagradzany i czuje sie jak czlowiek - jesli Wy nie, to na co tracicie czas ?!
        • mniklas5 Re: wyscig szczurow - nie dziekuje! Wake up peopl 27.07.06, 22:09
          kazdy chyba musi to przejsc , ja mam to poza swoim systemem , mam 51 lat i za
          dwa lata rzucam robote w korporacji ( financial officer w firmie USA) i
          kontyunuje rodzinny biznes ktory zaccelismy rok temu, chce miec dwumiesieczne
          wakacje , iby panem swego czasu. W korporacji jest polityka ,szczegolnie jak
          zaczyna sie zle dziac ,prace swoja lubie , wielkiej kariery nie zrobilem ,
          mialem lepsze prpozycje pracy ale musialbym sie przeniesc do innego stanu.
          Popieram tych ktorzy wybrali zycie zamiast pracy
      • Gość: Celina Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.07.06, 23:13
        Jak jestes na szczycie to przewaznie sie spada uwazaj zebys sie na plowie
        zatrzymala ,bo jest lepiej ,jak sie z polowy spada.
      • Gość: igloo Ustawiony tatuś lepszy niż kilogram cukierków! IP: *.b-m.pl 28.07.06, 09:29
        Przykład z życia: jedna osoba harowała kilka lat, by osiągnąć sukces w firmie
        tzw. docelowej. Miała złudzenia, dopóki nie przyjęto drugiej osoby, której
        tatuś liczy się w branży. Wystarczyło kilkanaście miesięcy, żeby ta druga osoba
        awansowała. Ta pierwsza ciągle robi to samo. No, nie to samo - wcześniej
        pracowała, teraz się op....dala, bo brak jej motywacji.
      • Gość: praktyk Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 28.07.06, 14:01
        To ja wam opowiem moją historię. Może jest to troszkę off, ale generalnie w
        gatunku spadania.
        Na początku 2005 r. zmieniłem firmę. Przeszedłem wieloetapowe postępowanie. W
        sumie na luzie, bez stresu, bo pracę miałem. Rekrutację traktowałem jako dobrą
        zabawę. Przeszedłem ją. Bez pleców, bez koneksji... Zaproponowali mi ok 2k na
        rękę. W sumie byłem stratny ok. 600 na rękę w związku ze zmianą pracy. Ale od
        długiego czasu marzyłem o pracy w tej firmie (dodam - państwowej, jednej z
        najważniejszych w państwie - przynajmniej "na zewnątrz" cieszącej się ogromnym
        prestiżem).
        Zacząłem pracę. Dosyć szybko się odnalazłem. Z biegiem czasu przełożeni zaczęli
        mi zlecać coraz cięższe "projekty", stawiając mnie nawet na czele zespołów
        realizujących te "projekty". Byłem bardzo zadowolony, bo robiłem to, co
        lubiłem, a przy tym nie przeżywałem zbyt dużych stresów (kwestia
        samoorganizacji pracy, ze względu na specyfikę firmy). Oberwały mi się jakieś
        nagrody, ale to nie było istotne. Generalnie - zadowolenie na całej linii.
        Wszystko to trwało do końcówki 2005 r., kiedy wyjechałem na 1. cykl
        obowiązkowego szkolenia. Tam trafiłem na pewnego osobnika, który wyczyniał
        różne numery (szczegóły zostawię do opowiedzenia komuś innemu), powołując się
        przy tym cały czas na znajomości z pewną bardzo ważną osobą w tej instytucji.
        Byłem twardy. Pewnie za twardy, bo w styczniu 2006 dostałem "kwit". Bez
        uzasadnienia, bez żadnej rozmowy. Gościu dopiął swego, gdyż jak się okazało
        (ustaliłem to po fakcie), faktycznie dużo łączyło go z tą bardzo ważną osobą.
        Poniosłem "karę".
        Na początku takie postawienie sprawy bardzo mnie zaskoczyło...W końcu to
        naprawdę poważna instytucja. Potem już czułem tylko zażenowanie tą całą
        sytuacją. W końcu zacząłem odczuwać oszukanie mnie.
        W mojej opinii spadłem i to samo dno. Byłem na fali wznoszącej i nagle ta fale
        się urwała, zrzucając mnie w otchłań.
        Do dziś nie mam pracy. Wzmianka w cv o tej firmie bardzo odstrasza
        potencjalnych pracodawców. Pracy szukam dość aktywnie, ale nic z tego. Żona
        mówi, że wyszła za pechowca.
        Może faktycznie czas wyjeżdżać, bo jak mówią pecunia non olet. Żadna praca nie
        hańbi, a rodzinę trzeba jakoś utrzymać.
        To taka krótka historia nagłego upadku.
        Pozdrawiam
        • Gość: gość Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: *.chello.pl 30.07.06, 15:10
          Do Patryka! Znam to z autopsji, mnie też podłożyli "świnię" i to taką, że długo
          by opowiadać. A lista osób, które się do tego przyczyniły ( ze strachu, z
          lizusostwa i czego tam by nie przytaczać ) jest dłuuuga i budzi we mnie teraz
          obrzydzenie. Nigdy oportunizm nie był mi środkiem uświęcającym cel, a zdrada i
          preparowane dowodów domniemanej "przyczyny" były tak niskiego lotu, tak żenujące
          i szczeniackie, że jedyne co pozostaje, to spuszczenie kurtyny na ten cały
          incydent i ... mogą Ci skoczyć ! Sami tego doświadczą na własnej skórze, los o
          tym nie zapomni. I będzie bolało. Nawet nie wiedzą jak bardzo. Trzymaj się i
          powodzenia !
      • mikrobyznesmen Dojść to mniejszy problem... tylko że... 02.08.06, 09:10
        ...jak mówią niektórzy (i mają rację):
        trzeba pamiętać, że ze szczytu każda droga prowadzi w dół...
        :))
      • Gość: ULA Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: 212.160.172.* 02.08.06, 14:19
        NA SAMĄ GÓRĘ MOŻNA DOJŚĆ TYLKO PRZEZ UKŁADY, PLECY, ZNAJOMOŚCI. MOJA KOLEŻANKA
        ZOSTAŁA KIEROWNIKIEM JAK TO SAMA OKREŚLIŁA "ONA MNIE LUBIŁA"....
        • Gość: gość1 Re: Kariera. Jak dojść na samą górę i nie spaść IP: *.chello.pl 03.08.06, 22:33
          Ula!Masz rację.Ale takie "podnóżki" też kiedyś się "znielubi" i lepiej dla
          nich,żeby byli tego świadomi.Zanim...wylądują na bruku.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka