Gość: pieg
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
14.10.06, 19:08
Od mięsiaca szukam pracy. Jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że nie muszę
brać czegokolwiek, mam czas i mogę wybrać to, co będzie sprawiać mi
przyjemnośc i satysfakcję.
Z przykrością stwierdzam, że rynek pracy to imperium pracodawcy. Osoby
szukające pracy mogą niewiele. Jak odpowiadać na ogłoszenie (i co o nim
myśleć?!),w którym od pracownika biurowego wymaga się przede wszystkim dużej
odporności na stres? W tym samym ogłoszeniu, zaraz kilka linijek niżej,
zamieszczona jest informacja "praca w miłej, przyjaznej, atmosferze". O co w
takim razie chodzi?
Tylko na jednej rozmowie kalifikacyjnej czułam się potraktowana należycie,
czyli jak partner, nie jak petent. Pozostałe rozmowy miały charakter
przesłuchań i na dzień dobry czułam na jakiej tak naprawdę jestem pozycji -
oczywiście przyjmującego warunki. Dlaczego tak jest? Przecież potencjalny
pracodawca podczas rozmowy kwalifikacyjnej, poprzez swoją postawę,
zachowanie i podejście do człowieka,przekazuje szereg informacji o swojej
firmie. Osoby opuszczające progi firmy, w której starają się o posadę są
przecież "żywymi nośnikami" inforcaji o przedsiębiorstwie. Jakich? - to
zależy, czego doświadczy się podczas rozmowy. Ja przeważnie spotykałam się z
brakiem kultury, zbytnią pewnością siebie i brakiem zrozumienia, dla ludzkich
niedociągnięć, a te przecież każdy ma. Pracy szukają ludzie, a nie banda
cyborgów!
W ogłoszeniach wymagania są często bardzo wywindowane. Kiedy je czytam,
niejednokrotnie myślę - Tacy ludzie przecież nie istnieją. Pracodawycy
wymagają tak dużo, a na spotkaniu z "profesjonalistą z ogłoszenia", wpadają
miernie, zapominając o tym, że do rozmowy kwalifikacyjnej oni także powinni
sie przygotować.
O firmie, gdzie zostałam potraktowana "jak człowiek", będę zawsze wyrażała
się w superlatywach, nawet jeśli nie dostanę tej pracy. I moze moja opinia
zadecyduje, że ktoś skorzysta z jej usług. To proste. Tak jak i to, że
przykład idzie z góry.