Gość: Daiment
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
10.11.06, 17:28
"Pamiętaj,że jak wchodziłeś na górę to będziesz spotykał tych samych ludzi
kiedy będziesz z niej schodził"
JPII
Nie mogę już czytać niektórych wypowiedzi typu ,że jest OK, że to rynek
powinien regulować zarobki. Nikt nie powie ,że to jest normalne iż mój
chrzestny zarabia po 24 latach pracy w TVP jako operator kamery 1950zł, zaś
Wać Pan Durczok 79000.zł. Jeżeli tak ma regulować rynek to ja dziękuję za
takie państwo. Mam rodzinę w Szwajcarii, sławnych ekonomistów w tamtym kraju.
Wydaje mi się ,że dużo bardziej wyszkolonych niż "cudotwórca Balcerowicz",
który poddał się namowom "bandy Sorosa" i cały polską bankowośc sprzedał za
grosze. Wiele razy gdy z nimi korespondowałem pisali ,że największym wrogiem
każdego państwa jest brak "klasy średniej", że rynek sam nie jest w stanie
wyregulować płac i całej gospodarki. Że wcześniej czy pózniej dojdzie do
masowych protestów i biedy w takim kraju ,pomimo dobrych prognoz i wyników
giełdowych ,które nie przekładają się wogóle na jakość życia 90%
społeczeństwa. Że kolejnym ogromnym wrogiem jest zadłużanie się w bankach
zagranicznych, które to wykupują potem obligacje.
"Klasa średnia" jest podstawą każdej gospodarki. W Polsce ją wyniszczono
zanim konkretnie się rozwinęła. Dopóki się tego nie zmieni ,nic się nie
zmieni. Istnieje w naszym państwie szereg "zmów cenowych"...tzw.
klanów ,które żerują na biednym społeczeństwie...to jest FAKT.
Adwokaci,Notariusze, można wymieniać długo. Kto ustalał takie stawki
astronomiczne???? Dlaczego benzyna jest często dużo tańsza w Szwajcarii jak w
Polsce??? Pisałem juz o tym wielokrotnie. Ta sama "banda" potrafiła
doprowadzić najbogatsze państwo na świecie do kompletnej ruiny , poprzez
bezgraniczną chciwość bogacąc się wewnątrz swoich rodzinnych
klanów ,wykorzystując resztę społeczeństwa. TAK!!! Rząd USA jest najbardziej
zadłużonym państwem na świecie. Już na początku drugiej kadencji Busha
Ameryka miała gigantyczny deficyt w budżecie federalnym - 413 mld w 2004
roku. Deficyt w handlu z zagranicą przekroczył w tym roku 600 mld dolarów, a
najbogatsze państwo świata stało się największym na świecie pożyczkobiorcą i
potencjalnym bankrutem.W przeciągu ostatnich dwóch lat zyski amerykańskich
firm, jeśli je liczyć w dolarach wzrosły o kilkanaście procent. Jeśli liczyć
w euro to zmalały o około 8 procent. Skąd takie rozbieżności. Ano dolar w
przeciągu ostatnich czterech lat stracił w stosunku do euro ponad 40 procent
swej wartości. Dolar słabnie, bo amerykanie żyją na kredyt.. Jeszcze w latach
80 tych przeciętny mieszkaniec ojczyzny demokracji oszczędzał ponad 8 procent
swoich dochodów. Dziś w dobie szalejącego konsumpcjonizmu, kryzysu
nadprodukcji i kupowania wszystkiego na kredyt społeczeństwo nie tylko nie
oszczędza, ale jest wręcz zadłużone po uszy. Przy uwzględnieniu wszystkich
wydatków publicznych i długów Ameryka jest biedna jak mysz kościelna. Ale to
nie koniec kłopotów ..... Amerykanie, podobnie jak i Europejczycy najchętniej
kupują i konsumują produkty wyprodukowane w CHINACH. Ich jakość jest coraz
wyższa, a cena niska. Dzieje się tak gdyż rząd chiński nie wymienia dolarów
na chińskie juany, utrzymując w ten sposób bardzo niską wartość swojej
waluty. Co się dzieje, zatem z dolarami? Za nie chiński bank centralny kupuje
amerykańskie obligacje. Sytuacja jest na tyle poważna, że Paul Volcker, były
szef amerykańskiego banku centralnego, ostrzega przed niebezpieczeństwem
kryzysu monetarnego w USA. Prawdopodobieństwo, że wybuchnie, szacuje na 75
procent.Amerykanie będą z pewnością wspominać Busha, jako prezydenta, który
skutecznie wykończył klasę średnią. Postępujące rozwarstwienie majątkowe i
spadek realnych dochodów milionów zatrudnionych przeraża nawet niechętnych
sprawiedliwości społecznej amerykanów. Dwadzieścia lat temu przeciętne roczne
wynagrodzenie szefa z górnej półki wynosiło około 1,3 miliona dolarów. Dziś
najbogatsi zgarniają około 37,5 miliona dolarów. Kiedyś najbogatsi zarabiali
40 razy więcej niż wynosi przeciętna płaca. Dziś ponad tysiąc razy więcej niż
reszta. Jeden procent „arystokratów” kontroluję już jedną trzecią całego
majątku. A to już prawie proporcje iście latynoamerykańskie. Dramatycznie
kurczą się możliwości awansu społecznego. Szansa, że dzieci biednych wyrosną
na nędzarzy jest wyższa niż kiedykolwiek. Ci zaś coraz mniej mogą liczyć na
pomoc państwa. Budżet jest coraz bardziej deficytowy, a wydatki muszą ulec
ograniczeniu.Teoretycznie wszystko jest w porządku. Wskaźniki wzrostu
gospodarczego są optymistyczne, a akcje na Wall Street stoją całkiem całkiem.
Tyle wersja oficjalna. Nieoficjalnie, jak twierdzi Paul Volcker kryzys
spowodowany rozwarstwieniem płac jest nieunikniony