gacus
14.12.06, 16:04
Zainspirowany licznymi wątkami o imprezach integracyjnych postanowiłem wydać
im wojnę.
Kocham swoją pracę, lubię współpracowników i szefostwo ale nie widzę sensu
spędzania z nimi czasu po pracy, bo praca jest pracą a życie prywatne życiem
prywatnym. Tak, jak nie przynoszę pracy do domu, tka i nie przynoszę
problemów domowych do pracy. Póki co mi wychodzi. A wódki mogę napic sie na
własny koszt z towarzystwem, które sam sobie wybiorę, anie które wybierze mi
szefostwo.
Na moje kulturalne, acz stanowcze odmowy szefowie reagowali z niemałym
zdziwieniem (przecież to tylko spotkanie po pracy), koledzy z niedowierzaniem
(no co Ty, przecież firma płaci, to się baw) a ja mam swoje zasady.
Czy ktoś myśli tak samo jak ja, czy też jestem jakimś aspołecznym degeneratem?