Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Trudne początki w nowej pracy - poradźcie proszę.

    IP: *.chello.pl 06.03.07, 17:59
    Niedawno dostałam dobrą, spokojną pracę w biurze. Ucieszyłam się bardzo,
    niestety na dzień dobry spotkało mnie rozczarowanie. Nowe koleżanki z działu
    były do mnie od razu na dzień dobry niechętne. Kierownik działu długo się
    licytował bo każda z nowych koleżanek oświadczyła, że ona nie będzie mnie
    szkolić.
    Pracuję półtora tygodnia a cały czas jestem towarzysko ignorowana, wszelkie
    próby podejścia kończą się zbyciem mnie. Mimo iż szybko się wdrażam w nowe
    obowiązki najwyraźniej otocznie irytuje się, że się uczę. Jestem bardzo
    niemile zaskoczona, gdyż pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji. Nie
    wydaje mi się abym była dla koleżanek jakąkolwiek konkurencją do stołka, bo
    na moim stanowisku nie ma możliwości awansu. Poradźcie mi jak sobie poradzić
    w takiej sytuacji. Nie chcę być persona non grata, gdyż między innymi od
    opinii koleżanek z zespołu zależy moja przyszłość w tej firmie, z drugiej
    strony nie mogę sobie dać wejść na głowę. Nie chcę uciekać z firmy, gdyż
    charakter pracy i płaca są naprawdę dobre. Poradźcie mi tylko jak poradzić
    sobie z jej jedynym mankamentem - z góry nastawionymi na NIE koleżankami.
    Obserwuj wątek
      • Gość: axen Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.aster.pl 06.03.07, 18:56
        IMHO ignorować i nie starać się na siłę wkupić się w ich łaski, ale być miłą i
        uprzejmą jednocześnie ( same po pewnym czasie przestaną być wrogo nastawione ).
        • ania19610 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 06.03.07, 20:22
          Ja też tak uważam, w końcu się do Ciebie przekonają, może polubią jak uznają Cię
          za miłą, uprzejmą i szybko pojmującą nowe obowiązki.
          Na razie to krąg zamknięty, który się musi otworzyć.
          Pozdrawiam.
          • koszalek_opalek1 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 12.04.07, 19:50
            Po pierwsze - nigdy nie pchać się na stanowiska, na których nie ma możliwości
            awansu :P

            A tak poważnie, to dowiedz się dlaczego one tak robią - może na Twoim miejscu
            pracowała ich ulubiona koleżanka i została brutalnie zwolniona albo coś? No i z
            dnia na dzień staraj się zmienić ich opinie na Twój temat, a w wolnym czasie
            rozglądaj się za innym zajęciem.
            • Gość: man Może tak jak kiedyś u mnie? Wygrałem konkurs IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.07, 00:48
              w firmie na stanowisko zastępcy głównego księgowego. Przez cały tydzień siedząc
              w jednym pokoju z pięcioma dużo starszymi ode mnie paniami, próbowałem choć
              trochę wkraść się w ich łaski, zachowując oczywiście swoją godność. I nic.
              Okazało się wówczas, że właściciel firmy jedną z tych pań "zdegradował" z tej
              funkcji, ale pozostawił ją nawet przy tym samym biurku. Efekt był taki, że po
              pół roku sam poprosiłem o zmianę nie tylko stanowiska, ale i działu. Może i
              dobrze, bo te rachunki okropnie nudne... ;)
              • Gość: Zidane to są poprostu baby IP: 217.96.15.* 13.04.07, 11:57
                Tak to właśnie jest

                Tak zachowywać mogą się tylko baby, głupie baby których niestety nie brakuje.
                Pod tym względem jestem męskim szowinistą.
                A najgorsza jest damska solidarność odporna i obojętna na wszystko.
                Nie ma to jak praca w męskim gronie - jak coś to sobie 2 samce dadzą po razie a
                póżniej będą najlepszymi frendami i tyle.
                Kiedyś byłem jedynym samcem w grupie pracowników i najgorzej nie mogły one
                znieść gdy ktoś nowy dołączał do naszej grupy bo od razu się z nim spoufalałem
                i razem w wyrafinowany sposób nabijaliśmy się z ich krnabrnych humorów

                życzę wytrwałości w znoszeniu ich humorów i zlewania doczepek
                • Gość: greedowski Re: to są poprostu baby IP: *.nitronet.pl 13.04.07, 12:32
                  "Tak to właśnie jest

                  Tak zachowywać mogą się tylko baby, głupie baby których niestety nie brakuje.
                  Pod tym względem jestem męskim szowinistą.
                  A najgorsza jest damska solidarność odporna i obojętna na wszystko.
                  Nie ma to jak praca w męskim gronie - jak coś to sobie 2 samce dadzą po razie a
                  póżniej będą najlepszymi frendami i tyle.
                  Kiedyś byłem jedynym samcem w grupie pracowników i najgorzej nie mogły one
                  znieść gdy ktoś nowy dołączał do naszej grupy bo od razu się z nim spoufalałem
                  i razem w wyrafinowany sposób nabijaliśmy się z ich krnabrnych humorów

                  życzę wytrwałości w znoszeniu ich humorów i zlewania doczepek"


                  PO PRZECZYTANIU TEGO KOMANTARZA WYDAJE MISIE ZE MOGLIŚMY JAKIŚ CZAS TEMU RAZEM
                  PRACOWAĆ :)


                  • lucusia3 Re: to są poprostu baby 26.04.07, 13:55
                    A wiecie panowie, najgorsza nie jest babska solidarność, ale męskie zarozumialstwo. W mojej firmie był dział, gdzie pracownicy po nastaniu nowego szefa (prawda, głównie baby) zmieniali sie co 2,3 miesiące. Kompletnie, praktycznie cały skład. Pan szef obrażał te baby, wyraźnie mówił, że nie spodziewa się żeby udało sie im cokolwiek inteligentnego zrobić itp. Mądry tam był tylko on. Dyrekcja lubiła nowego kierownika, więc wierzyła w głeboką głupotę pracownic. Aż przyszedł do tego działu- chłop,tez lubiany przez dyrekcję. Jeszcze bardziej wierzący we własną inteligencją. Szef próbował i na niego starych numerów, ale nie wyszło...
                    Chłop zaczą traktować szefa jak pomiotło, karcił go za każde chamskie stwierdzenie, groził (a miał argumenty proceduralne i prawne). I stał się cud. Szef nagle nauczył sie mówić "dzien dobry" ("przepraszam" jeszcze nie, ale to może kwestia czasu), chamstwo stało się stanowczo ograniczone.Pracownicy okazali sie mniej głupi i mniej niekompetetni.Skończyło się grzebanie pracownikom w rzeczach osobistych, w komputerach, wyrzucanie klientów, którzy dłużej siedzą.
                    Zastanawiam sie co by było, gdyby ten pogromca, był mniej pewny siebie?
              • Gość: Nowa Re: Może tak jak kiedyś u mnie? Wygrałem konkurs IP: *.chello.pl 13.04.07, 19:52
                Gość portalu: man napisał(a):

                > w firmie na stanowisko zastępcy głównego księgowego. Przez cały tydzień
                siedząc
                > w jednym pokoju z pięcioma dużo starszymi ode mnie paniami, próbowałem choć
                > trochę wkraść się w ich łaski, zachowując oczywiście swoją godność.

                Akurat moje koleżanki z pracy są ode mnie sporo młodsze. Jest między nami 5-8
                lat różnicy.
        • Gość: doradca Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: 195.187.134.* 30.04.07, 18:50
          olewaj je, rob swoje, badz w porzadku wobec wszystkich, ale nie walcz o
          uznanie - tylko wowczas nabiora do Ciebie szacunku i z czasem bedziesz miala
          mocna pozycje, a moze nawet i mocniejsza niz niektore z nich...
      • krytykantka07 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 07.03.07, 10:40
        No cóż chyba one uważają, że zostałaś im narzucona wbrew ich woli dlatego nie
        chciały Cię szkolić. A może nie umiałaś odpowiednio prosić o pomoc? Każdy lubi
        czuć się mądry i potrzebny, tylko ważny jest sposób na niego :))). A takie
        sposoby musisz odkryć, obserwujac je i wyciągając wnioski. Jednocześnie prosząc
        o pomoc i pokazując prawdziwy ( a nie udawany ) zachwyt jak im to łatwo
        przychodzi, a Tobie z takim trudem... ;).
        Pozdrawiam. Basia :)
        PS. Na początku udawaj całkiem niekumatą i nierozgarnietą, a jednocześnie
        pobitą ich mądrością i dobrocią, że zechciały Ci coś pokazać. Na każdym kroku
        potwierdzaj, jak to jest dla Ciebie ważne :))). Umiejętne pochlebstwo czyni
        cuda ;). Pamietaj, że wszyscy ludzie uśmiechają się w tym samym jezyku. Postaw
        im też kawę i ciasto w nagrodę za ich pomoc :))).
        • 80c51 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 08.09.07, 10:17
          Wybacz, ale... Głupia ta rada. Niby dlaczego autorka wątku miałaby się
          płaszczyć? Żeby kilka biurw poczuło się dowartościowanych? Niech sobie znajdą
          lepszego faceta, pójdą na zakupy czy co tam jeszcze, a nie swoje frustracje
          odreagowują na innych. Zresztą- w pracy z taką- trującą- atmosferą szkoda
          pracować. Życie jest za krótkie.
      • kaaarolinkaa Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 08.03.07, 20:31
        Abolutnie nie stosuj umiejetnego pochlebstwa. To tylko wzbudzi w nich pogarde
        do Ciebie i potem bedzie Ci trudno byc odpowiednio traktowana. Widocznie to
        takie niezyczliwe krowy. Albo im to minie albo nie-widzialam oba przypadki. Nie
        podlizujac im sie (odpowiednio czy nieodpowiednio) zachowasz przynajmniej
        szacunek do siebie.
        • krytykantka07 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 08.03.07, 21:22
          Obawiam się, że się mylisz. To nie są nieżyczliwe krowy, tylko wygodni ludzie,
          którym nie chce się robić niczego ponad to co do tej pory :))). Dlaczego mają
          kogoś przyuczać jak w tym czasie poudają sobie pracę, bo powiedzą szefowi, że
          nie mają czasu i on ich nie zmusi. One już pogardzają koleżanką, a szef nawet
          nie potrafi stworzyć odpowiedniej atmosfery. Tak więc to do nowej należy ruch i
          to ona musi to przerwać. A nie uda się jej inaczej, tylko manipulowaniem
          ludźmi. O tym mówiłam. Wykorzystując inteligencję emocjonalną możesz wiele
          osiągnąć. Bo same kwalifikacje to za mało. Nie wiesz co to polityka w miejscu
          pracy? Musisz przyjąć jakąś strategię, która pomoże Ci osiągnąć cele. Na razie
          koleżance się to nie udało. A jakie ma cele to chyba przeczytałaś.
          Pozdrawiam. Basia :)
          PS. Pokora to nie to samo co uniżoność :))). W pierwszym przypadku zachowasz
          godność i szacunek do siebie.
          • Gość: k Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.aster.pl 12.04.07, 18:24
            przerost formy nad trescia droga Basiu
      • farelkaa Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 09.03.07, 20:52
        Miałam dokładnie taką samą sytuację. Byłam ostentacyjnie ignorowana i traktowana
        jak piąte koło u wozu, i generalnie krytykowana za wszystko. Po jakichś 4
        miesiącach wszystko się poprawiło, teraz przed pójściem do pracy już nie mam
        odruchu wymiotnego. Ja mam ten komfort, ze w każdej chwili mogę zrezygnować bo
        właściwie i pieniądze kiepskie i nudy straszne ;)
        • Gość: Ania Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.07, 08:29
          Lpeiej , że od początku Ci okazują, że Cię nie lubią, jakby na początku miały
          udawać, że jest OK, a potem bys sie prawdy dowiedziła.między sobą sie tez nie
          lubia.Przyjaźni nie szukaj.Jak ma przyjść - sama przyjdzie. Ucz sie sama,
          powoli, te głąby same się nadal ucza, a tylko udają, że cos potrafią.Usmiechaj
          sie do szefa:-) Powoli a do celu!Powodzenia życze!A one, cóz zawiśc je skręci
          za jakieś pół roku!
          • Gość: joasia Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.net-serwis.pl 16.03.07, 08:25
            Skąd przekonanie, ze one Cię nie lubią? I ze są wrogo nastawione?

            Oj dziecko... Ja tez kiedys zaczynałam pracę i też małam pstro w głowie -
            WSZYSCY, którzy byli obok wydawali mi się potworami bez serca lub tez
            zarozumiałymi krowami. Z perspektywy czasu widzę, że oni po prostu pracowali i
            nie mieli czasu na duperele. I nie mowie to o szkoleniu, tylko o wnikaniu w
            twoj nastroj i czynniki, które go wywołały. A tego nikt nie zmieni, oprócz
            samej Ciebie.

            Teraz ja jestem takim "głąbem, który sam nadal sie uczy" (jak to miło ktoś tu
            napisał) i jak widzę przerażenie na twarzy takiego nowo zatrudnionego
            dziewczątka to żal mi wprawdzie, ale w końcu nie położę jej / czy jego na
            kozetce i nie będę codziennie robić mu seansów psychologicznych "tak tak nie
            jestes już u mamusi, to nie potwory, tylko zabiegani ludzie, wszystko bedzie
            DOBRZE".

            Na razie przeczekaj - to nie wielki bal, na ktorym kazdy każdemu ma robić
            dobrze, tylko praca - zbiór przypadkowych ludzi, którzy niestety muszą
            wytrzymywac ze sobą więcej niż z własną rodziną. I nie słuchaj tych kretynskich
            teorii o zawiści, bo za moment okaze sie, ze ludzie są jak najbardziej ok,
            tylko Ty wszedzie bedziesz weszyc podstep "bo takie jest życie".
          • absolwencina Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 16.04.07, 12:56
            "lepiej , że od początku Ci okazują, że Cię nie lubią, jakby na początku miały
            udawać, że jest OK, a potem bys sie prawdy dowiedziła"

            dokładnie, zgadzam się z przedmówczynią, wiesz na czym stoisz, wiesz jaką masz
            sytuację, nie każdy musi nas lubić, takie jest życie, beczki soli z koleżankami
            nie zjesz, dostosuj się, po prostu pracuj, wykonuj swoje obowiązki, postaraj
            sobie poradzić bez pomocy koleżanek, bądź miła i uprzejma, ale bliższych
            relacji staraj się nie nawiązywać;

            wyobraź sobie, że nowe współpracownice zachowują się, jakby były twoimi
            najlepszymi przyjaciółkami - codzienne pogaduchy przy kawie, śmiechy, chichy,
            ploteczki, a za twoimi plecami nadają na ciebie kierownictwu;

            ja już wolę ludzi, którzy wprost okazują mi, że mnie nie lubią;




        • Gość: mobbingowana JA TEZ! IP: *.aster.pl 02.05.07, 20:30
          Mnie tez kiedys mobbingowaly takie dwie pz...y, dopoki nie wybuchnelam i nie
          poskarzylam sie szefowi. Od tamtej pory OK, ale i tak odeszlam, bo praca
          ch...owa, pensja niska itp.
          teraz pracuje w lepszej firmie i zawsze zyczliwie witam nowych pracownikow :)
      • soffia75 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 18.03.07, 00:30
        A orientujesz się, w jakiej sytuacji zostałaś przyjęta na to stanowisko? Może
        poprzednia osoba, z którą były zżyte, została zwolniona w nieprzyjemnych
        okolicznościach i koleżanki "mają Ci za złe", że teraz pracujesz tu Ty, a nie
        ona? Może się boją, że jesteś np. "wtyką" albo protegowaną szefostwa?
        Półtora tygodnia to, moim zdaniem, dość krótko w nowej pracy. Rób swoje
        najlepiej jak umiesz, dla koleżanek bądź miła, ale nie wkupuj się w ich łaski,
        bo wejdą Ci na głowę - i poczekaj, jak się sprawa rozwinie. One też długo tak
        nie wytrzymają, napięta atmosfera jest uciążliwa dla obu stron.
        • Gość: tak to ja Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.vlan48.dengo.lubman.net.pl 12.04.07, 16:09
          tak jak już ktoś wczesniej powiedział olej ich wszystkich.tak jak ja to
          robie.mam ich wszystkich gdzieś.ludzie z pracy są fałszywi-przekonałam sie o
          tym. mam znajomych poza pracą sa cudowni
          • beti3000 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 28.01.08, 10:56
            Praca generalnie to nie miejsce spotkań towarzyskich. Fajnie jest
            się czasami pośmiać i mieć świadomość, że można na kimś polegać, ale
            ja jednak proponuje dużo dystansu i skupienia na robocie. Resztę
            olać i zająć się swoimi obowiązkami wtedy czas szybko leci. A
            prawdziwych przyjaciół i znajomych szuka się raczej poza pracą......
            Powodzenia
      • Gość: ja Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.net.autocom.pl 18.03.07, 11:48
        ja bym robiła swoje i nie przejmowała się nimi. w końcu będą musiały znormalnieć;)
        • Gość: odludek Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.07, 11:59
          Ja miałam taką samą sytuację. Dziewczyny kompletnie mnie ignorowały, byłam wtedy
          młodsza, przerażona, zależało mi na tym by być lubianą, starałam się, ale jak to
          i tak nie porawiło atmosfery, odpuściłam sobie. Olałam tą pracę. Dowiedziałam
          się poźniej, że kierownik szukał nowej dziewczyny bo chciał jedną z nich
          zwolnić. A ja uważałam, że coś ze mna jest nie tak. Dlatego sądzę, że nie
          powinnaś się przejmować nimi, badź miła, uśmiechnięta i wykonuj swoje obowiązki
          najlepiej jak potrafisz. Nie poddawaj się, jeśli lubisz tą pracę, bo poźniej
          będziesz żałować tak jak ja żałowałam.
          • Gość: uuu Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.chello.pl 11.04.07, 10:19
            jesli sytuacja bedzie tak wygladala za pol roku, zacznij sie martwic. teraz
            jeszcze nie:) nie wiesz jeszcze dlaczego taka jest postawa kolezanek. mozliwe, ze
            dostalas identyczne jak one wynagrodzenie, lub wyzsze. moze szefowi zalezy na
            zlej atmosferze w zesole, bo takim latwiej jest rzadzic. a dlaczego sam nie
            wprowadzi Cie w obowiazki? tylko szuka darmowego szkoleniowca?

            • Gość: Nowa minął miesiąc... IP: *.chello.pl 11.04.07, 17:12
              Minął miesiąc, a nawet półtora a sytuacja się nie zmienia. Koleżanki nadal na
              mnie warczą...
              Zaobserwowałam sytuację wygląda to tak- jest nas 10. 6 dziewczyn to te własnie
              nieprzyjemne koleżanki. Dojeżdżają z tej samej miejscowości, razem studiują
              (są w przedziale wiekowym 23-26 lat), co niektóre są ze sobą spokrewnione Są
              bardzo żżyte i stanowią hermetycznie zamknięty krąg. Pozostałe pracuja krócej
              niż pół roku (zostały dokoptowane do zespołu później), tez są odrzucone (mało
              tego nie odzywają się też między sobą), ale do nich dziewczyny odnoszą się
              jakby grzeczniej, a ja przyszłam tu ostatnia...
              Wiem , że ciepłych stosunków raczej tu nie będzie, tak jak w poprzednich
              miejscach zatrudnienia. Zastanawiam się tylko nad jednym - od ich opinii zależy
              tu między innymi moja pryszłość. One o tym wiedzą i mam wrażenie, że to
              wykorzystują. Jak tu nie dać sobie wejść na głowę tak aby zostać w pracy?
              • krytykantka07 Re: minął miesiąc... 11.04.07, 17:39
                Może spróbuj zastosować to co radziłam. Musisz z nimi jednak porozmawiać, bo
                zmarnowałaś już dość czasu. Chcesz zostać w tej pracy, więc nie licz na to, że
                sytuacja sama się rozwiąże. Wzięłas je na przeczekanie i jak sama widzisz
                jesteś w punkcie wyjścia. Więc czas zacząć działać inteligentnie acz
                asertywnie ;))). Wtedy nawet hermetycznie zamknięty krąg się otworzy ;)))
                Pozdrawiam. Basia :)
                PS. Widzę, że dla Ciebie jest ważna akceptacja przez koleżanki, więc sama
                musisz im to wyjaśnić, bo im jest to niepotrzebne. Ty chcesz się w pracy czuć
                jak w rodzinie, ale one jak sama piszesz rodziny już mają.
                • waldemarka Re: minął miesiąc... 11.04.07, 18:25
                  Moim zdaniem nie powinna się narzucać. Sytuacja się nie zmieni, dziewczyny są
                  ze soba od dawna zżyte, natomiast te nowe co doszły - jak pisze Nowa zostały
                  również odrzucone. Jeżeli Nowa nadal będzie próbowac się ,,wkręcić" w ten krąg
                  spotka się tylko z większą pogardą, bo ludzie wyczuwają jeśli komuś na nich
                  zależy i wykorzystują to. Ja na jej miejscu przychodziłabym do pracy, robiła
                  swoje i wychodziła. jak zobaczą, że nie zabiga o ich przyjaźń wtedy może to one
                  się zainteresują. Z tego co czytałam we wcześniejszej wypowiedzi wydaje mi się,
                  że Nowa wykonała już pierwsze kroki. Wykonywanie następnych to będzie już
                  narzucanie się.
                  • krytykantka07 Re: minął miesiąc... 11.04.07, 20:05
                    Obawiam się, że się mylisz. Właśnie tak jak piszesz robiła do tej pory. Efektów
                    nie ma. Sama powiedz na co ma czekać. Sama musi wyjść z inicjatywą, jeśli chce
                    wkręcić się do rodziny. Bo to nie jest łatwe. Ja mówiłam o inteligencji
                    emocjonalnej, a wykorzystanie jej to nie jest narzucanie się. Koleżanki jej nie
                    potrzebują, tylko ona potrzebuje ich. Jeśli potrafi sobie wytłumaczyć, że ich
                    nie potrzebuje to niech nic nie robi. Tak jak do tej pory. Ja uważam, że
                    miesiąc zmarnowała na czekanie na coś co nigdy może nie nadejść.
                    Pozdrawiam. Basia :)
                    • Gość: Nowa Re: minął miesiąc... IP: *.chello.pl 11.04.07, 21:39
                      Droga Krytykantko. Akurat nie tyle potrzebuję koleżanek w pracy (chociaż miło
                      pracować w dobrej atmosferze) bo przyjaciół mam. Ja chciałabym tylko pracować w
                      normalnych warunkach a nie być niewiadomo czemu trendowatym wrogiem. Próbowałam
                      stosować się do twoich rad, wyszło tylko, że się narzucam. Trudno jest na siłę
                      przekonywać kogoś do mojej osoby, gdy ktoś po raz kolejny z rzędu daje mi do
                      zrozumienia żebym spadała. Mylisz się, tu nie chodzi o to aby wszyscy mnie
                      lubili. Pisałam wyraźnie - od opinii tych dziewczyn zalezy moja przyszłość w
                      pracy- chodzi o to by nie dać sobie wejść na głowę i nie pogorszyć swojej
                      sytuacji jednocześnie.
                      • krytykantka07 Re: minął miesiąc... 12.04.07, 08:39
                        No i powiedz moja droga jak mam Ci to wytłumaczyć ? ;))). Któryś raz z kolei
                        piszę Ci, że jeśli odpowiednio to rozegrasz, to nie będziesz się narzucać. I w
                        ten sposób nie zostanie to odebrane. Zastanów się co wiesz do tej pory o
                        koleżankach. I w jaki sposób używając inteligencji emocjonalnej możesz tą
                        wiedzę wykorzystać. Ty widzisz tylko dwa rozwiązania: albo się narzucać, albo
                        dostosować do sytuacji. Nie polecam żadnego z nich. Masz siebie zaprezentować
                        jako kogoś wartego uwagi, a przy tym posiadającego umiejętności interpersonalne.
                        Zastałaś na wstępie odebrana jako wróg i dostosowałaś się do tej roli. Więc
                        możesz spróbować sama porozumieć się z koleżankami albo pójść do przełożonego i
                        odwołać się do wartości, które on reprezentuje. Ale to trudniejsze wyjście, bo
                        dopiero wtedy musisz opracować strategię. Więc jeszcze raz powtarzam: zastanów
                        się, co chcesz osiągnąć i pomyśl zanim zdecydujesz się na przerwanie tej
                        patowej sytuacji. Ja dobrze wiem, że nie chodzi Ci o to, żeby wszyscy Cię
                        lubili, ale może najpierw Ty powinnaś polubić siebie. Bo póki co tylko sobie
                        robisz na złość ;))). Jeśli uznasz, że zasługujesz na przyjazń to i innych
                        przekonasz.
                        Pozdrawiam. Basia :)
                        PS. Nie wiesz co to polityka w miejscu pracy? ;))). Od Ciebie zależy czy
                        będziesz zadowolona z pracy czy nie. Dlaczego odbierasz w ten sposób zachowanie
                        koleżanek? Masz niskie poczucie własnej wartości?
      • Gość: Edyta Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.u.itsa.pl 12.04.07, 15:49
        po prostu zacznij je olewac kolezanko; zampietaj sobie: w pracy nie ma
        przyjaciol, a ci ktorzy udaja, ze sa, sa falszywi; troche juz zyje na tym
        swiecie; nie proboj im wchodzic w d.... tak bedzie jeszcze gorzej; ignoruj je
        po prostu
        • Gość: kierownik Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: 80.72.196.* 12.04.07, 16:25
          Jestem szefem podobnego zespołu.
          Dużo, bardzo dużo zależy od postawy kierownika.

          A jeżeli chodzi o akceptację.

          Przecież napisałaś ze są 4 krótko pracujące osoby.
          Spróbujcie stworzyć grupę.
          • Gość: hmm Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.chello.pl 12.04.07, 16:47
            mój szef za to marzy o takim zespole. Nowa osoba na dzien dobry w nowej pracy
            słyszy: tu jest klika, oni pracuja po kilka lat, niech pani na nich uwaza... jak
            ktos nie bedzie pani chcial w czyms pomoc to prosze przyjsc z tym do mnie. a
            moim zdaniem to powinna sie pani trzymac z pania Hania bo pracuje u nas od
            miesiaca. natomiast pani Mela pracuje juz 3 mce i sie do nich wkrecila - to taka
            jego POLITYKA W MIEJSCU PRACY:)

            Ma tez inne sposoby na wzajemne skłocenie ludzi, ale nie chce zasmiecac twojego
            watku.
        • aldente Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 12.04.07, 16:42
          Zgadzam sie, nie ma co wazelinowac i zabiegac o akceptacje, bo to daje odwrotny
          skutek. Ja czesto zmieniam miejsce pracy , z roznymi ludzmi juz sie spotkalam i
          zauwazylam prosta regule, im bardziej staram sie byc mila , sympatyczna i
          uczynna na poczatku , tym bardziej inni to wykorzystuja. Jestem wiec soba, nie
          owijam w bawelne i jesli jest cos , co mnie deprymuje, mowie o tym, nie
          obrazajac nikogo, spokojnie i na osobnosci. Albo ktos wyslucha i zrozumie albo
          nie. Najczesciej wiekszosc kolegow docenia szczerosc i ma potem wiecej szacunku
          dla mojej pracy i osoby, z wzajemnoscia zreszta.
      • Gość: ppp Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.07, 17:55
        to normalne u kobiet...
        • Gość: Jolana do Krytykantki IP: 213.17.172.* 12.04.07, 18:03
          Krytykantko, piszesz, że Nowa ma niskie poczucie własnej wartości. Moim zdaniem
          ma na tyle wysokie i na tyle duzy szacunek do siebie aby sie nie narzucać.
          Uważam, że zadne próby pozyskania sympatii kolezanek nie maja tu sensu. To
          pogorszy sytuację. Gdy człowiek sam sie nie szanuje nie będa szanować go inni.
          Ja miałam identyczna sytuacje jak nowa. Olalam sobie towarzystwo, wbrew
          wszystkim z usmiechem na twarzy robilam swoje, nie pokazywałam, że mnie boli i
          że zalezy mi na akceptacji grupy. I jaki był efekt? Same do mnie przyszły. tak
          więc nic na siłę!
          • Gość: wk Re: do Krytykantki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.07, 18:52
            no myślałam, że w kręgu młodym nie ma cos takiego, ja pracowałam w dziale gdzie
            cztery osoby to było rodzeństwo i na dokładkę szefowa jedna z nich a ja
            zastępczynią, to był koszmar, na szczęscie doczekałam emerytury.
      • Gość: manager Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.it-net.pl 12.04.07, 18:42
        To co napisalas o swoim kierowniku nie najlepiej o nim swiadczy. Przelozony nie moze sobie na cos takiego pozwolic.
      • Gość: m Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.chello.pl 12.04.07, 21:12
        1. krytykantka - troche nadinterpretujesz pewne kwestie cos mi sie zdaje (albo
        raczej niepotrzebnie i niepoprawnie interpretujesz..)
        2. Nowa - tak bardzo podkreslasz, ze od opinii 'kolezanek' zalezy Twoj los.
        Tak, pewnie w jakiejs czesci tak. Ale to chyba szef podejmuje ostateczna
        decyzje? I chyba on widzi jakies efekty Twojej pracy, rozmawia z Toba, ocenia
        Cie jakos? Czy nie?
        Ktos juz tu wspominal, ze powinnas lepiej poznac te 'nowsze' dziewczyny i
        stworzyc jakas grupe - nie po to, zeby walczyc, rywalizowac, plotkowac, czy cos
        takiego..po prostu bedzie razniej.
        Niewiele wiemy o tych dziewczynach z zamknietej grupy: nie wiemy, kto byl
        wczesniej i dlaczego zostal zwolniony (swoja droga, moglabys zrobic jakis mini-
        wywiad i dowiedziec sie tego - moze latwiej byloby zrozumiec problem), nie
        wiemy, jakie sa te dziewczyny (poza tym, ze dosc mlode, wiec moze nie grzesza
        jeszcze 'zyciowa madroscia'), z jednej miejscowosci (wiec stanowia zwarta grupe
        i sa solidarne ze soba - wystarczy, ze jednej sie nie spodobasz, reszta tez Cie
        nie bedzie lubila dla zasady))- gdybym wiedziala wiecej i gdybym miala
        przekonanie, ze sa w miare madre, rozsadne itp i ze da sie z nimi normalnie
        pogadac, a nie zaczna wrzeszczec i histeryzowac ;), to chyba wprost bym
        nazwala, to jak odbieram sytuacje i jak sie w zwiazku z takim ich zachowaniem
        czuje. A pozniej poczekalabym na informacje zwrotna.
        Jest tez pewnie kwestia dodatkowych 'obowiazkow', ktore przeszkadzaja w piciu
        kawy w pracy, siedzeniu w necie, plotkowaniu z kolezankami i innych Waznych
        Zajeciach.. one łaski nie robia, ze Cie szkola, jest to wpisane w obowiazek
        kazdego, kto dluzej pracuje (gdziekolwiek): musi pokazac 'nowemu' co i jak sie
        robi i wyjasnic zasady. To jest akurat rola szefa - on powinien jasno postawic
        sprawe i wytlumaczyc paniom, co powinny robic i jak. Ale nie wiem, jaki jest
        Twoj szef, czy da sie z nim pogadac, czy nie.
        I jeszcze jedna rzecz mi przychodzi do glowy..Ja sama szkole nowych pracownikow
        i czasami zdarzaja mi sie osoby, ktorych pomimo wszelkich staran nie moge w 100%
        polubic. Jest w nich cos, co sprawia, ze ciezko z nimi pracowac, choc na
        zewnatrz sa mili, grzeczni, dokladni itp. Kazdy kij ma dwa konce. Konflikt ma
        zawsze jakis powod. Moze cos im w Tobie nie pasuje? Moze masz jakas maniere,
        ktora denerwuje? Moze musi minac troche czasu, musicie sie 'dotrzeć', zeby bylo
        OK? (Bo jesli bylabys taka fajna, mila, otwarta, itp. to moim zdaniem
        te 'nowsze' dziewczyny nie bedace w Grupie nawiazalyby z Toba jakis kontakt i
        staralyby sie towarzyszyc Ci w pracy. A tak nie jest. Ciekawi mnie dlaczego.
        (ale nie obrazaj sie, to tylko jedna z moich mysli, prowokujaca, a nie
        obrazliwa)
        uff..
        • krytykantka07 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 12.04.07, 21:57
          No tak, to ja nadinterpetuję pewne kwestie? Napisałaś to samo co ja, a przy tym
          ja dawałam rady w oparciu o sposób myślenia koleżanek ;))). Ty ograniczyłaś sie
          tylko do tłumaczenia zachowania koleżanek. To ja zrobiłam w myślach ;))).
          Wnioski mamy takie same ;))).
          Pozdrawiam. Basia :)
          • Gość: m Re: IP: *.chello.pl 12.04.07, 22:19
            akurat nie to mam na mysli. chodzi mi o teksty o poczuciu wartosci itp. co
            innego mowic 'ja na twoim miejsciu zrobilabym..', 'moze sprobuj to lub
            tamto', 'a moze stalo sie cos, ze sie tak dzieje, jak sie dzieje' itp - to sa
            domysly, rady, gdybanie. ja czepiam sie interpretacji (nadinterpretacji),czyli
            wyjasniania czegos wg swojego widzimisie, np: "dla Ciebie jest ważna akceptacja
            przez koleżanki(...)Ty chcesz się w pracy czuć jak w rodzinie","może najpierw
            Ty powinnaś polubić siebie","Jeśli uznasz, że zasługujesz na przyjazń to i
            innych przekonasz"," Masz niskie poczucie własnej wartości?" - to kilka
            przykladow, nie chce mi sie wiecej kopiowac i wklejac :P
            ale to nie temat tego watku, wiec nic wiecej nie mam do dodania.jak chcesz ze
            mna dyskutowac, moge podac Ci @
            • krytykantka07 Re: do "m" i "gro" 13.04.07, 07:34
              Wiesz moja droga, zanim ja zdążyłam odpisać odpowiedział/a gro. Dokładnie tak
              jest i to cały czas mówiłam. Nowa nie może sie pogodzić z sytuacją, ale
              akceptuje ją. Mówi , że koleżanki tworzą magiczną szklaną ścianę, która dzieli
              je od niej a ona o tę ścianę sie obija ;))). Ale dlaczego? Niech sobie zrobi
              analizę SWOT ( swoich mocnych i słabych stron ) i zastanowi sie dlaczego
              koleżanki mają ją zaakceptować a dlaczego nie. Ludzie mają różne obiekcje, ale
              wystarczy sprowokować rozmowę i wtedy dowie sie wszystkiego. Ja nie udzielam
              rad, co bym zrobiła będąc na jej miejscu, bo na jej miejscu nie jestem i nie
              będę ;))). To ona ma obserwować sytuację i dopasować do niej strategię
              przekonywania do swojej osoby. Czasami umiejętne poproszenie o pomoc i
              pochlebstwo sprawia cuda. Ale ja nie mówię o wazeliniarstwie, bo takiej osoby
              nikt nie szanuje. Nie mówie też o udawaniu, tylko o walczeniu z czyimiś
              przekonaniami jego własnymi agrumentami. Mówię o prawdziwej szczerej rozmowie.
              A następnie do improwizowania na tej rozmowie, po usłyszeniu argumentów drugiej
              strony ;))). Nawet do poszukiwania krytyki ;)))
              Pozdrawiam. Basia :)
              PS. Moja droga to co ja piszę mieści sie nie tylko w tym watku. Bo traktuje
              o "polityce w miejscu pracy". Same kwalifikacje nie wystarczą, a liczy sie
              inteligencja emocjonalna i Nowa musi ją wykazać ;)))
              • Gość: beti23 Re: do "m" i "gro" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.07, 10:07
                Krytykantko mam wrażenie, że z pasją studiujesz psychologię podobnie jak ja.
                Moim zdaniem jednak taka "typowa dla psychologa" gadka nie jest potrzebna. Moim
                zdaniem w takiej sytuacji trzeba okazywać, że jest się zadowolonym z pracy,
                pokazać koleżankom, że ma się je gdzieś. Nie podchodzić, o nic nie prosić, nie
                pokazywać że jest nam przykro, zwyczajnie się zachowywać, nie dać im
                satysfakcji, że doprowadzają nas do różnych mało przyjemnych stanów
                emocjonalnych. Forma autoprezentacji jaką proponujesz w tej sytuacji nie jest
                dobra. Myślę raczej o autopromocji, zachowywaniu się tak aby wszyscy widzieli i
                wiedzieli jak bardzo jesteśmy kompetentni i niezależni. Myślę, że jak koleżanki
                zobaczą, że Nowa ma je gdzieś to się od niej przynajmniej odczepią. Pozdrawiam.
                • krytykantka07 Re: do "m" i "gro" 21.11.07, 22:11
                  Hmmmmmmmmmm powiem tak: ostatnio ( a może zawsze ) triumfy święci
                  myślenie strategiczne, a najlepsza jest strategia bezradności.
                  Ludzie lubią czuć się potrzebni i lubią pomagać, żeby się
                  podbudować ;). I wcale nie chodzi o pokazanie, że jesteś kompetentna
                  i niezależna, bo wtedy zyskujesz wrogów. Raczej należy skorzystać z
                  przykazań szczęśliwego człowieka ;). Oto najważniejsze: " jeśli
                  jakaś praca sprawia ci trudność pozwól zrobić to innym".
                  Pozdrawiam. Basia
                  PS. Chyba nie chodzi o to, żeby koleżanki się odczepiły, a raczej
                  chodzi o to, żeby się przyczepiły ;)
        • Gość: Nowa Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.chello.pl 13.04.07, 17:00
          Gość portalu: m napisał(a):

          >. To jest akurat rola szefa - on powinien jasno postawic
          > sprawe i wytlumaczyc paniom, co powinny robic i jak. Ale nie wiem, jaki jest
          > Twoj szef, czy da sie z nim pogadac, czy nie.
          >
          Moja szefowa ma na głowie jeszcze 2 działy i prawie w ogóle do nas nie
          zagląda. Interesuje ją efekt.
          >
          Moze cos im w Tobie nie pasuje? Moze masz jakas maniere,
          > ktora denerwuje?

          >Cóż, chyba sam ich widok musiał mnie zdenerować, bo kiedy tylko szefowa
          wprowadziła mnie do biura, jeszcze nie zdążyła mnie przedstawić a już zrobiły
          histerie, że nie będą mnie szkolić.
          >
          OK? (Bo jesli bylabys taka fajna, mila, otwarta, itp. to moim zdaniem
          > te 'nowsze' dziewczyny nie bedace w Grupie nawiazalyby z Toba jakis kontakt i
          > staralyby sie towarzyszyc Ci w pracy. A tak nie jest. Ciekawi mnie dlaczego.

          One nie odzywają się nawet między sobą, więc tu nie jestem wyjątkiem.
          Nawiązałam kontakt z jedną z koleżanek, która wraca do domu w moją stronę,
          mówiła mi, że nie ja pierwsza, że atmosfera jest paskudna i że to się nie
          zmieni, że zawsze będziemy we cztery na boku. Że najlepiej siedzieć cicho i byc
          na dystans jesli mam się tu utrzymać, robic swoje i nie odzywać się. Że ona ta
          metodę stosuje i ma spokój. Co do mojej ,,fajności" w ciągu 10 lat pracowałam w
          wielu miejscach, gdzie pracowałam z ludźmi i nigdy ale to przenigdy nie by łam
          w takiej sytuacji. Poznałam wielu wspaniałych przyjaciół i nie mam problemów z
          nawiązywaniem kontaktu, toteż nie wiem w czym tutaj tkwi problem.
        • waldemarka Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 13.04.07, 19:49
          Gość portalu: m napisał(a):

          >. Moze cos im w Tobie nie pasuje? Moze masz jakas maniere,
          > ktora denerwuje? Moze musi minac troche czasu, musicie sie 'dotrzeć', zeby
          bylo OK? (Bo jesli bylabys taka fajna, mila, otwarta, itp. to moim zdaniem
          > te 'nowsze' dziewczyny nie bedace w Grupie nawiazalyby z Toba jakis kontakt i
          > staralyby sie towarzyszyc Ci w pracy. A tak nie jest. Ciekawi mnie dlaczego.
          > (ale nie obrazaj sie, to tylko jedna z moich mysli, prowokujaca, a nie
          > obrazliwa)

          Nie sądzę aby tak było, zwłaszcza, że Nowa pisze, że coś takiego jest pierwszy
          raz i nigdy nie miała tego problemu. Ja myślę, że poprostu dziewczyny z pracy z
          góry były juz nastawione na ,,nie" wobec nowej pracownicy, która ma przyjść.
          Nie wiadomo tylko czym jest to spowodowane. A nowe dziewczyny nie trzymają, bo
          wiadomo, że same wolą trzymać z silniejszym, ewentualnie są tak zniechęcone
          atmosferką, że poprostu nie mają ochoty trzymać z kimkolwiek. Nowa pisała
          przecież, że one nawet nie gadają same ze sobą.
      • Gość: gro Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 12.04.07, 22:27
        to ja może z troske innej półki, ale w sumie sytuacja w jakis sposób podobna.

        Praca ogólnie fizyczna, wyspy brytyjskie, pracuja w wiekszości brytole (z ich
        "rejonzacją" typu ja ze sląska a ty z warszawy) w sumie trudno cokolwiek
        powiedziec. pracuje tez spora grupa polaków, około 20 osób. Generalnie sytuacja
        taka, że generalnie udaje sie dogadywać (emocjonalnie, nie tylko chodzi o
        słownik) ale na przykład przerwy, wspólna praca itp to raczej obce swiaty.
        Po kilku miesiącach na przykład na przerwie siedzenie razem przy stole i
        plotkowanie na temat szefostwa, normane relacje itp.

        Co pomogło? Gadanie ze sobą. Prośba o pomoc w róznych momentach, oczywiscie w
        obie strony (I need your hand - niby banalne zdanie...) Na poczatku oczywiscie
        było trudno, zwłaszcza jak Polak przyjeżdza na wyspy to wydaje sie że będzie
        mógł sie dogadac "spokojnie, bo w kraju sie dogadywałem". A tu mały "ups", kto
        był to wie.
        W każdym bądź razie udało się doprowadzic stopniowo do tego, że nie ma tak
        namacalnego wyobcowania, współpracuje sie całkiem ok, ocywiście są osoby
        tworzace "swoje małe getta" (zarowno po jednej jak i drugiej stronie),ale
        własnie "praca u podstaw" dała najlepsze efekty. Robic swoje i w niektórych
        momentach dopytać sie o szczegóły. I nie bac się itp, po prostu być sobą.
        Fałszywa gre kazdy wyczuje
        • Gość: bazyl33 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.dsl.bell.ca 14.04.07, 00:08
          Pro, " I need your hand", wcale nie znaczy to co myslisz, a znaczy to
          potrzebuje twoja dlon... Prawdopodobnie chodzi Ci o " Could you give me a
          hand", co znaczy czy moglabys mi pomoc, albo "I need A Hand", potrzebuje pomocy
      • Gość: Piotr Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: 213.17.199.* 13.04.07, 08:19
        Jedyna metoda, zacisnąć zęby. Koncentruj się na swoich zadaniach, bądź miła,
        choćby nie wiadomo co, cały czas proszę, dziękuję itd., Minie miesiąc, potem
        drugi, a ty nadal będziesz mieć dobrą pracę. Niestety tak czasem bywa. Może to
        nie będzie oryginalne, ale musisz być TWARDA, a wszelkie problemy Ci stwarzane
        muszą spływać po Tobie jak po kaczce.
        • daffiduck Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 13.04.07, 12:52
          Nowa, nie powiem nic oryginalnego. Olej towarzycho, absolutnie nie staraj się
          wkupić w łaskę zamkniętego kręgu, bo to nic nie da. Miesiąc czy dwa to ciągle
          krótko. Ja jestem w swojej firmie trzy miesiące i dopiero teraz zaczynam sie
          tutaj czuć w miarę normalnie.
          Ja jestem sobą. Witam się rano, uśmiecham się gdy mam na to ochotę i podejmuję
          rozmowę gdy czuję taką potrzebę.
          Bądz sobą - zobaczysz wszystko sie z czasem wyklaruje. Myślę sobie że to dobrze
          że oprócz tego zamkniętego kręgu jest jeszcze kilka innych osób w Twoim zespole
          z którymi możesz normalnie pogadać.
          Będzie dobrze... zobaczysz.
      • Gość: pracoownik Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.07, 14:22
        tnij.org/gimg
        i wszystko jasne... :) zarabiaj robiac niewiele
      • Gość: mua Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.adsl.inetia.pl 13.04.07, 20:25
        jeszcze studiuje ale pracowalam juz w paru miejscach i raz zdarzylo mi sie, ze
        w nowym miejscu pracy czesc osob okazywala mi niechec i dystans, i to nie przez
        pare dni tylko pare pierwszych tygodni. otoz okazalo sie ze na moim stanowisku
        byla wczesniej podobno bardzo lubiana osoba. a wiadomo, ze na poczatku
        czlowiekowi trudno sie przelamac w nowej pracy i nie od razu jest w stanei
        pokazac wszystkei swoje najlepsze cechy. czlowiek podlega ocenie i co gorsze,
        na zasadzie porownania z poprzednikiem.
        jedynym wyjsciem jest cierpliwosc, nie wchodzenie w konlikty, probowanie
        kontaktu, ale w zadnym razie nie nachalne, na sile, tylko jakby od niechcenia.
        po jakims czasie zyskalam ich ogromna sympatie, milo bylo obserwowac jak
        najbardziej wrogo nastawiona osoba pewnego pieknego dnia pyta sie, czy zrobic
        ci kawy. gdy stamtad odchodzilam bylismy jak rodzina, lzy w oczach itp :)

        gdy na moje miejsce przyszla nowa osoba, widac bylo, ze reszta traktowala ja
        tak samo zle jak niegdys mnie na poczatku.
      • Gość: kobra Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.zetosa.com.pl 14.04.07, 19:49
        Nowa! Jesteś po prostu ofiarą mobbingu. Nie Ty pierwsza i nie ostatnia. Opowiem
        Ci trochę o tym, bo jestem z wykształcenia kadrowcem, a poza tym doświadczylam
        tego na własnej skórze. Gdy przyszłam do pracy miałam identyczną sytuację, jak
        Ty. Koleżanki i koledzy z działu oraz z działu zaprzyjaźninego napadli na mnie
        bardzo brutalnie. Było dogadywanie,np. :"Jak jesteś taka głupia i nie
        pamiętasz, to sobie zapisz", "nie masz logicznego myślenia", itd. Były śmichy-
        chichy, jak wchodziłam do pokoju, itd. Na początku byłam miła i ignorowałam
        zaczepki. Po pewnym czasie coś we mnie pękło. Przestałam się odzywać. W ogóle.
        Koleżanki z działu mają pokój na piętrze, więc tam zaglądałam tylko wtedy, gdy
        musiałam. Byłam miła w takim zakresie: "Kasiu, bardzo proszę, tu są dokumenty".
        I wychodziłam. Mijały miesiące a było coraz gorzej. Zrobili ze mnie kozła
        ofiarnego. Doszło do tego, że jedna z koleżanek urządziła imieniny i mnie nie
        zaprosiła. Nie mam sobie nic do zarzucenia:
        1. Nie podlizuję się nikomu, nie latam do szefowej.
        2. Nie donoszę.
        3. Nie plotkuję, nie interesuję się cudzymi sprawami.
        4. Nie chodzę po pokojach w poszukiwaniu "przyjaźni" w pracy (charakter
        stanowiska wymagał zresztą, aby siedzieć na miejscu)
        5. Używam strategii "przychodzę, robię swoje i wychodzę".
        Efekty: Jestem wyobcowana. Poza tym siedzę wpokoju sama z mobberem. Ta starsza
        pani słynie z tego, że najpierw "robiła opinię", oczywiście złą pani Jarce,
        potem Kasi, a teraz mi. KAŻDA osoba, która siedzi z tą panią jest sukcesywnie
        obgadywana po zakładzie i ma szarganą reputację. To jedno z praw mobbingu.
        Jeśli ktoś jest mobbowany na danym stanowisku i odchodzi, to nastepna osoba na
        tym samym miejscu też jest mobbowana. To ciągnie się za stanowiskiem. Donoszono
        na mnie do szefowej, plotkowano o niestworzonych historiach (że mam ojca
        alkoholika, że kupiłam dyplom, itd). Ta starsza pani, która stosowała ten
        perfidny mobbing ma córkę, która jest drugim mobberem, tym, z innego pokoju.
        No, cóż. Kiedy poszłam na zwolnienie to nie przedłużona mi umowy. Szefowa
        wierzy im. Dowiedziałam się, że chełpiłam się swoim wykształceniem (?!). W jaki
        sposób, skoro siedziałam w pokoju i z nikim nie gadałam? Teraz tam już nie
        pracuję, przyszła nowa. Podejrzewam, ze spotka Ją ten sam los, prędzej czy
        później. One inaczej nie potrafią funkcjonować, tylko niszczyć kogoś.
        Niewiarygodne studium zawiści i perfidii. Czytałam posty tu zamieszczone, że
        trzeba zacząć od siebie, że może ma się jakąś manierę, itd. Prawda jest taka,
        jak wykazują badania, że każdy może zostać mobbowany, nie ma jakichś cech,
        które do tego predystynują. W tym zakładzie na tym stanowisku zawsze osoba jest
        mobbowana. Podobnie jest z Tobą. Pamiętaj, jeśli mobbuje Cię szef, można sobie
        poradzić, jesli robią to współpracownicy, to trzeba spylać, nie zmieni się, nie
        licz na to. Zmień pracę. Jednak wierzę, że prawda kiedyś wyjdzie na jaw i okaże
        się, kto był ofiarą, a kto sprawcą. Na razie szefowa myśli, że to ja
        zadzierałam nosa. No, cóż. Bóg jest sprawiedliwy i kiedyś wszystko wyjdzie na
        jaw. Ile jeszcze ci mobberzy zniszczą dziewczyn na stanowisku likwidatura?
        Mam taką satysfakcję, że szybko znajdę pracę, gdyż w przeciwieństwie do moich
        prześladowców mam pełno dyplomów, kursów i certyfikatów. Powiem na koniec myśl
        konfucjańską: "Szlachcic wymaga od siebie, a prostak od innych". Pozdrawiam,
        nie szukaj winy w sobie i uciekaj stamtąd!
        • Gość: monika Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.chello.pl 14.04.07, 20:01
          niektorzy lecza jakies swoje kompleksy i dowartosciowuja sie ponizajac innych.
          to swiadczy tylko i wylacznie o ich slabosci.
          tu akurat jest grupa - nie dosc, ze slaba, to jeszcze glupia i niedojrzala.
          nie przejmuj sie i rob swoje.
          co nas nie zabije, to nas wzmocni.
        • kiddo5 Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 14.04.07, 23:03
          Jakze ta sytuacja podobna do mojej. Swojego czasu zaczelam pracowac w malym
          wydawnictwie. Jeszcze studiowalam i zajmowalam sie grafika. Prawie cala reszta
          zespolu to byli agenci a raczej agentki reklamowe. nie wiedziec czemu
          przyczepily sie do mnie. Donosily szefowi ze sie wywyzszam, chwale moimi
          studiami (he he) i ogolnie jaka to swiatowa jestem i temu podobne brednie. Moj
          szef uwazal ze to taka sobie babska zawisc i machnal na to reka, zwlaszcza ze
          bylam dobrym pracownikiem. Po jakims czasie dowiedzielam sie ze "chodza sluchy
          ze z nim sypiam", no bo przeciez musial byc jakis powod zeby zatrudnic studenke.
          Postanowilam nie reagowac na zaczepki i generalnie olac to, choc do dzis zaluje,
          bo czasem mi sie marzy ze nakladlam po mordzie jednej i drugiej. Teraz na
          szczescie pracuje w UK i takie historie sa nie pomyslenia. atmosfera w pracy
          zawsze ma wplyw na efektywnosc i ludzie sa bardzo uczuleni na mobbing i tzw.
          pasywno-agresywne sytuacje.
          • Gość: balbina Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.centertel.pl 14.04.07, 23:23
            napewno nie warto przedmować się takimi osobami, wychodzę z założenia że
            kochają mnie w domu a w pracy pracuję pełną parą jak lokomotywa i nie oglądam
            się na resztę, w trudnych chwilach powtarzam sobie "rób swoje".
            jeśli jesteś kobietą która przyjeła wyzwanie : dom,rodzina,praca to jesteś
            silna i kwestia czasu a przebrniesz przez wszystkie trudności.
            moje lekarstwo na ciężką pracę: gotowe dania obiadowe najlepiej chłodnik
            litewski, wanna z pianą plus muzyka i książka. postępuj jak faceci będzie ci
            łatwiej, rozpieszcaj się po ciężkim dniu :)
            • jasmina_tdi .... w zasadzie to mam jedno pytanie... 15.04.07, 17:38
              ... a może nawet dwa:

              Jeden. Kto powiedział, ze one wogóle muszą Cię lubić?

              Dwa. Może masz tak upierdliwy / niemiły / nudny charakter, ze nie polubiłby cie
              nawet własny pies. Może napisz coś o sobie, zamiast wylewać żale? Lubili cie w
              szkole? Ilu masz przyjaciół? Co robisz wieczorami? Siedzisz przed TV czy
              idziesz w miasto?

              Szukaj winy w sobie, ZAWSZE, a dopiero potem w innych. Sama napisałaś, że
              zespół sklada sie z 10 osob. To naprawdę przypadek, że nikt cię nie trawi? Wart
              chyba opisania w prasie.
              • Gość: ania Re: .... w zasadzie to mam jedno pytanie... IP: *.net.autocom.pl 15.04.07, 19:03
                nie masz zielonego;) pojęcia o życiu, pracy, wrednych i jednocześnie zupełnie
                bezsensownych zachowaniach, o tym jak człowiek człowiekowi wilkiem jest
                • jasmina_tdi Re: .... w zasadzie to mam jedno pytanie... 15.04.07, 20:50
                  Masz rację. Przyleciałam tu z księżyca. Mamy tam taki zwyczaj, ze zanim
                  zaczniemy beczeć jednym głosem, to zastanawiamy się przez moment, czy warto.
                  Ech ludzie ludzie..

                  Gość portalu: ania napisał(a):

                  > nie masz zielonego;) pojęcia o życiu, pracy, wrednych i jednocześnie zupełnie
                  > bezsensownych zachowaniach, o tym jak człowiek człowiekowi wilkiem jest
              • Gość: Nowa Re: .... w zasadzie to mam jedno pytanie... IP: *.chello.pl 16.04.07, 17:39
                jasmina_tdi napisała:

                > ... a może nawet dwa:
                >
                > Jeden. Kto powiedział, ze one wogóle muszą Cię lubić?
                >
                > Dwa. Może masz tak upierdliwy / niemiły / nudny charakter, ze nie polubiłby
                cie
                > nawet własny pies. Może napisz coś o sobie, zamiast wylewać żale? Lubili cie
                w
                > szkole?
                TAK, nawet bardzo

                Ilu masz przyjaciół?
                szerokie grono
                Co robisz wieczorami? Siedzisz przed TV czy
                > idziesz w miasto?

                Spotykam się z przyjaciółmi, pies też za mną przepada i co ty na to?
              • blackforever Re: .... w zasadzie to mam jedno pytanie... 16.04.07, 18:12
                jasmina_tdi napisała:

                Szukaj winy w sobie, ZAWSZE, a dopiero potem w innych. Sama napisałaś, że
                > zespół sklada sie z 10 osob. To naprawdę przypadek, że nikt cię nie trawi?

                Jasmino, przepraszam, ale piszesz głupoty. Znam ofiary podobnego mobbingu i są
                to akurat osoby lubiane, a jedna nawet taka, że gdzie nie pójdzie tam wszędzie
                budzi sympatię, tylko akurat nie w tej jednej pracy. Kobra miała rację, mobbing
                często idzie za stanowiskiem, a nie za osobą.Mobber często uprzedza się z góry,
                tak samo jest zapewne w przypadku Nowej. Ktoby nie przyszedł na to miejsce,
                aurat zamknięta grupa chce mieć swojego kozła ofiarnego. I pomyśl logicznie,
                czy można się do kogoś uprzedzić, i to zbiorowo od pierwszego wejrzenia? Nie
                widze tu żadnej winy tej osoby - jest tak jak pisze - to grupa jest ustawiona z
                góry negująco wobec jej osoby.
        • blackforever do Kobry 16.04.07, 18:05
          Kobro, zauważyłam że mobbing często ciągnie się za stanowiskiem, a nie za
          człowiekiem. Znałam sytuacje moich znajomych, którzy przyszli do nowej pracy i
          zostali skreśleni przez kierownika czy kolegów z pracy zanim zdązyli się
          odezwać. Sama też miałam nieprzyjemną sytuację. Pracowałam jako nauczycielka w
          jednej z warszawskich podstawówek. Była to moja pierwsza (i ostatnia- tak się
          zraziłam) praca w tym zawodzie. Zostałam od razu pchnięta na głębokie wody, a
          jeżeli kogokolwiek poprosiłam o pomoc słyszałam odpowiedź ,,to jakim cudem
          studia skończyłaś jak ty nie wiesz jak to się robi" (a skończyłam państwową
          uczelnię z wyróżnieniem ale mniejsza o to). Koleżanki z pracy od pierwszego
          dnia mnie ignorowały i unikały, ale ponieważ było to 12 godzin w tygodniu
          olewałam sprawę. Kiedy po roku postanowiłam rzucić ten badziew kucharka ze
          szkolnej stołówki powiedziała mi tak: ,,ta szkoła nie ma szczęścia do
          historyków! I pani odchodzi? Wszyscy historycy od lat co się zatrudnią to zaraz
          uciekają!" . I jaki z tego morał? :)
      • Gość: kobra Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.zetosa.com.pl 15.04.07, 18:54
        Jasmina! Nie masz seledynowego pojęcia o zjawisku zwanym mobbingiem. Jest to
        zjawisko bardzo dobrze udokumentowane w nauce (prace z psychologii pracy,
        socjologii, a nawet prawa pracy, gdzie termin ten doczekał się nawet sankcji).
        Kto tego nie przeżył, to trudno mu w to uwierzyć.
      • indianprincess Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 15.04.07, 22:34
        witaj, mam dokładnie ten sam problem. Pracuję w dziale obsługi klienta. Od
        pierwszej minuty mojej pracy tam koleżanki, na czele z kierowniczką, są wrogo
        nastawione. Nie mam pojęcia skąd takie zachowanie. Z żadną z tych osoób nie
        miałam wcześniej nic wspólnego, nie zostałam przyjęta na miejsce kogoś
        zwolnionego, po prostu rozszerzyli dział o nowe stanowiska obsługi. Jestem
        osobą bezkonfliktową, uśmiechniętą, odpowiedzialną, nie wywołuję problemów,
        trzymam się z daleka od plotek. Koleżanki jednak wyraźnie mnie ignorują, często
        nawet nie odpowiadaja na "dzień dobry" czy "do widzenia" o jakimkolwiek
        uśmiechu czy zamienieniu kilku słów nie ma mowy. Praca, którą tam wykonuje jest
        dość skomplikowana i odpowiedzialna, wymaga kilkudniowego przeszkoelnia,
        tymczasem ledwo udało mi się doprosić o pokazanie podstawowych rzeczy. Od
        pierwszego dnia musiałam pracować całkiem samodzielnie, zbierając przy okazji
        nagany za zbyt wolną pracę, ciągle byłam straszona odpowiedzialnością
        finansową/karną za jakikolwiek błąd. Szybko przyswajałam wiedzę i po niedługim
        czasie klienci zaczęli kojarzyć mnie jako osobę miłą i kompetentną. To tylko
        pogorszyło moje stosunki z resztą zespołu. Minęło pół roku, właśnie
        postanowiłam odejść, atmosfera jest nie do wytrzymania. W pracy czuję się jak
        śmieć a na widok biura zbiera mnie na wymioty. Weekend czy urlop też nie są
        przyjemnością bo ciąglew myślę o tym, że za parę dni i tak muszę TAM wrócić.
        Straciłam chęć i motywację do pracy. A co najgorsze boję się, że w innej firmie
        bedzie tak samo....
        • pani.herbatka Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 19.04.07, 21:43
          indianprincess napisała:

          >
          > Straciłam chęć i motywację do pracy. A co najgorsze boję się, że w innej
          firmie
          >
          > bedzie tak samo....

          Znam to, moja siostra miała przyjemną robotę ale skusiła się zmienić pracę na
          lepiej płatną. Nigdy wcześniej nie miała problemów w pracy. Trafiła na
          kretyński zespół i szefa, bliska załamania zmieniła znowu pracę a tam znowu
          porąbany szef. Siostra jest już tak załamana, że nie ma siły walczyć.
          Zrezygnowała z tej pracy i nabrała panicznego lęku przed pójściem do następnej.
      • Gość: zonk robić swoje, olewać idiotów IP: *.tktelekom.pl 16.04.07, 12:13
        Generalnie nie przejmować się.
        Jak masz zajęcie, to skupiaj się na nim i nie zawracaj sobie głowy tym, co inni
        gadają. A niech sobie ględzą... spróbuj się po prostu uodpornić.
        Ale też, jeśli ktoś coś będzie chciał od ciebie - generalnie nie odmawiaj pomocy.

        Jak masz możliwość chwili bezkarnego surfowania po internecie tudzież gadu-gadu,
        to zajmij się tym, a nie próbami "wkupywania się" do psiapsiółkowych ploteczek i
        pogaduszek.

        A z czasem im przejdzie.

        Musicie po prostu dać sobie nawzajem trochę czasu i cierpliwości, ale moze to
        trwać nieraz trochę długo... ale cóż...
      • Gość: kobra Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.zetosa.com.pl 16.04.07, 18:46
        Aha! Jeszcze coś dopowiem. Grupa, która mobbuje bardzo skrzętnie ukrywa ten
        fakt przed innymi, czyli przed innymi działami, resztą zakładu czy szefem. W
        ten sposób, jeśli poskarżysz się komuś postronnemu, to nie uwierzy, weźmie Cię
        za osobę wietrzącą wszędzie jakieś spiski, jakby chorą psychiczne. Poza tym
        ZAWSZE mobbuje się osobę lepszą, która stanowi zagrożenie dla mobberów (właśnie
        dlatego, że klienci Cię postrzegają jako miłą i kompetentną jesteś mobbowana,
        poza tym nie podlizujesz się i nie plotkujesz, a więc moralnie też jesteś
        lepsza, a to ich wnerwia). Bardzo często mobbuje się lepiej wykształconych,
        znających języki obce, oczytanych ( z nich robi się matołów, a najdrobniejsze
        błędy sprowadza do dowodu na brak inteligencji i logicznego myślenia, podczas,
        gdy inni popełniają znacznie, znacznie poważniejsze błędy, ale to zawsze
        są "rutynowe pomyłki przy wykonywaniu zadań", a więc w czym problem?
        • Gość: Nowa Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.chello.pl 08.10.07, 17:44
          Gość portalu: kobra napisał(a):


          Bardzo często mobbuje się lepiej wykształconych,
          > znających języki obce, oczytanych ( z nich robi się matołów, a
          najdrobniejsze
          > błędy sprowadza do dowodu na brak inteligencji i logicznego
          myślenia, podczas,
          > gdy inni popełniają znacznie, znacznie poważniejsze błędy, ale to
          zawsze
          > są "rutynowe pomyłki przy wykonywaniu zadań", a więc w czym
          problem?


          Oooo tak, znam to. Jako jedyna w dziale miałam wyższe wykształcenia
          i non stop słyszałam od koleżanek że studia nie pomogły mi w życiu i
          że musiałam nieźle romasować z wykładowcami skoro je skończyłam.
      • Gość: kobra Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro IP: *.zetosa.com.pl 16.04.07, 19:07
        Moja uwaga z powyższej wypowiedzi o byciu postrzeganym pozytywnie przez
        klientów była skierowana do Indianprincess, bo napisała, że pracuje w dziale
        obsługi klienta, a nie do Nowej, chociaż ogólne prawidła mobbowania odnieść
        można oczywiście i do Nowej i do Indianprincess.
        • indianprincess Re: Trudne początki w nowej pracy - poradźcie pro 16.04.07, 19:37
          nowy tydzień, kolejny dzień pracy i żadnych zmian - nadal jestem wrogiem
          publicznym nr 1. doszła nowa osoba - młoda dziewczyna. traktują ją dokładnie
          tak jak mnie. i kolejny numer kochanych koleżanek - w godzinie szczytu, kiedy
          jest największy ruch, wszystkie sobie.... wyszły. na ponad godzinę. na 6
          stanowisk zostałam tylko ja i ta nowa dziewczyna, która jeszcze sobie zupelnie
          nie radzi.
      • Gość: kobra Do Indianprincess i Nowej! IP: *.zetosa.com.pl 16.04.07, 20:10
        Przeczytajcie sobie moje wypowiedzi, ja zajmowałam się mobbingiem naukowo i
        sama go doświadczyłam. Kochane! Nie jesteście same. Ludzi z podobnymi
        problemami jest więcej. Nie dajcie zniszczyć swoją wiarę w siebie.
        Najważniejsze, że wiecie, że jesteście miłe, kompetentne. Na pewno macie życie
        osobiste. Tam szukajcie siły i oparcia. To tylko praca. Pracę się zmienia. I to
        kilka razy w życiu. Może jakiś kurs językowy i wyjazd za granicę? Może jakieś
        znajomości na miejscu? Patrzcie dalej. Ten zakład to nie cały świat! Najlepiej
        zmieńcie pracę. To tylko praca, bez emocji, szkoda nerwów na głupich,
        fałszywych, niedowartościowanych zawistników.
        • krytykantka07 Re: Do Indianprincess i Nowej! 16.04.07, 20:39
          Przeczytałam Twoje wypowiedzi i ciągle nie znalazłam odpowiedzi na to jak
          postąpić jeżeli ktoś ma zadatki na mobbera. Piszesz, że zajmowałaś się
          mobbingiem naukowo. Ale co w takim razie radzisz osobom które doświadczyły
          mobbingu? Dlaczego koniecznie chcesz żeby czuły się jak ofiary mobbingu. A nie
          lepiej nie przyjmować tego do wiadomości? I nauczyć się postępować z
          koleżankami? W momencie, kiedy zdasz sobie sprawe z tego, że jesteś ofiarą
          mobbingu przegrywasz. Nie łódź się, że mobbing jest związany ze stanowiskiem.
          Jest on związany z osobą ;))). Zawsze dotyczy osób kompetentnych,
          zaangażowanych w pracę i ambitnych. Ale one zapominaja, że liczy się coś
          innego. To nazywa się stwarzanie pozorów. Nie chcę tutaj rozpisywać się na
          temat, że ktoś pracować musi, a reszta może udawać pracę. Ale sama zobacz. Kto
          jest doceniany w naszym społeczeństwie? Czy są to ludzie, którzy dają z siebie
          wszystko, dlatego, że to łatwo im przychodzi? Nie. Doceniani są ci, którzy
          narzekają, niewiele robią, a przy tym potrafią odpowiednio manipulować innymi.
          A teraz rada. Nie dopuszczaj do siebie myśli, że jesteś ofiarą mobbingu. Ale
          strategia, żeby być miłym i uprzejmym nie działa. Na dłuższą metę powoduje nowe
          konflikty, bo w tym momencie Ty stosujesz technikę miłości i życzliwości i
          mobber zdaje sobie sprawe, że przy Tobie jest zerem. Tym bardziej Cię
          nienawidzi. Dlatego zamiast leczyć mobbing, trzeba mu zapobiegać. To nic, że
          wszyscy będą udawać pracę i dzięki temu firma pójdzie na dno. Ty ze swoim
          zaangażowaniem nie uratujesz sama firmy, a zostaniesz zwolniona przy pierwszej
          okazji. Bo nikt z góry nie zna się na pracy swoich podwładnych. Zresztą tak
          samo udaje wobec swoich przełożonych. Firma musi iść na dno, bo dopiero wtedy
          ktoś się zorientuje na czym polega problem. Wszyscy zabiegani, zaaferowani,
          sami specjaliści a firma upada? No tak, bo wszyscy udają pracę ;))).
          Pozdrawiam. Basia :)
          PS. Ja zastosowałam strategię miłości i życzliwości i nigdy sama nie odeszłabym
          z firmy, ale reszta wtedy wykończyła się przy mnie nerwowo ;))). Przy
          nadarzającej sie okazji kierownictwo mnie zwolniło, a awansowało tych, którzy
          symulowali pracę. Teraz dalej symulują i znowu kierownictwo zwalnia ale nie
          symulantów. Stworzyło idealną dla siebie sytuacje: klakierzy i niewolnicy. I
          zawsze zwalnia niewolników. Dlatego moje rady dla Nowej były inne ;))). Bo
          osoby kompetentne i zaangażowane w pracę muszą umieć lepiej niż reszta
          manipulować szefostwem, a do tego jest potrzebna inteligencja emocjonalna i o
          niej pisałam ;))). Nie pracować za innych, tylko stwarzać same trudności
          dlatego, żeby wykazać się przy szefach i przy pomocy szefów ;)))
      • Gość: kobra Kochana Basiu! IP: *.zetosa.com.pl 16.04.07, 21:18
        Myślę, że Twoje teorie są warte uwagi i trzymają się kupy. Niestety, musimy
        sobie odpowiedzieć na pytanie: "Mieć czy być?". Być szują, mobbować, donosić,
        plotkować, udawać pracę, manipulować i być po stronie tych, którzy mają (dobrą
        pensję, uznanie szefa, itd.) czy móc sobie spojrzeć w lustro, mieć szacunek do
        siebie, że się nie jest szują, mimo, że tak jest łatwiej, nikogo nie niszczyć,
        być uczciwym i "Być". Niestety, jak nie wchodzisz w pewne układy, które mnie
        osobiście brzydzą, to często jesteś ofiarą mobbingu, złych ludzi, donosicieli,
        plotkarzy, tych, co zwalają na Ciebie pracę, itd. Ja wolę być uczciwa i mieć
        szacunek do siebie, za to kim jestem, co robię i co sobą reprezntuję, niż być
        włazidupem i donosicielem, szują, itd. Każdy musi się opowiedzieć. Jeśli
        doradzasz stwarzanie pozorów i manipulowanie to stajesz po drugiej stronie. Nie
        krytykuję tego. Masz prawo. Za tym idzie zapewne Twoje duże, życiowe
        doświadczenie, nawet świadczy o życiowym sprycie. Myślę, że jednak niektórych
        zabiłoby udawanie, muszą być sobą, np. :ja. W tej sytuacji radzę mobbowanym,
        żeby zmienili pracę. Nie ma co siebie oszukiwać, że to nie mobbing, że nie
        jestem ofiarą, itd. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Tylko prawda nas wyzwoli (cyt.
        JP II). Basiu, ja też mam na imię Basia, chociaż podpisuję się kobra.
        • krytykantka07 Re: Kochana Basiu! 16.04.07, 23:04
          Widzę Basiu, że lubisz pisać dużo zupełnie jak ja ;))). Doradziłam Nowej to, co
          powinna zrobić. Ale nie mówiłam o tym, że ma zamienić się w donosiciela i
          lizusa, a przy tym w ignoranta ;))). Ma nauczyć się manipulować koleżankami i
          szefem, ale nie namawiam do manipulowania dla własnych korzyści. Tworzą zespół
          i muszą zrozumieć, że to wiąże sie z odpowiedzialnością za innych. Na tym forum
          i na innych pisałam o sobie. Więc tylko w telegraficznym skrócie ;))). Ja znam
          i rozumiem Zasady Zarządzania Zasobami Ludzkimi. Dlatego naraziłam się
          szefostwu, bo postanowiłam pomagać firmie, mimo, że nikt mnie o to nie
          prosił ;))). Dzieliłam sie na forum firmowym wiedzą z zakresu zarządzania
          ( szczególnie dotyczącej Systemu Okresowych Ocen Pracowników, mobbingu,
          zarządzania jakością oraz szkoleń ). Na forum przeprowadziłam analizę
          skuteczności szkoleń i udowodniłam, że zasady są stosowane tylko na papierze.
          Tego szefostwu było za wiele. Jak na forum zapytałam dlaczego nie ma zysków z
          centralizacji i dlaczego nie przeprowadzono analizy FMEA wydałam na siebie
          wyrok, bo jak można było wytknąć szefostwu błędy zarządzania ;))). A wracając
          do mobbingu. Też przez jakiś czas po centralizacji i przyjściu nowych zgranych
          ze sobą pracownikow wraz z kierownikiem, który do tej pory był ich przełożonym
          byłam wyobcowana. Ale się tym nie przejmowałam. Znałam sie lepiej niż one na
          ich pracy i udowodniłam im to kiedyś jak sobie nie radziły ;))). Diabli ich
          brali, że one pracowały w systemie czterobrygadowym, a ja na same dniówki i tak
          manipulowali kierownictwem, że spychały na mnie swoją pracę. Ale kiedyś ja
          wyjaśniłam im na czym polega błąd, który robią przy swojej pracy i
          wytłumaczyłam jak mają pracować. Przyszłam do pokoju gdzie pracowały i
          powiedziałam tak: " nauczyłyśmy się z sobą rywalizować i udowodniłyśmy sobie,
          że jesteśmy w tym dobre, ale przez tę rywalizację nasza komórka traci
          wiarygodność. Ja mogę rywalizować dalej i wasze życie zamienię w piekło, bo
          wiem, jakie błędy popełniacie. Ale uważam, że czas na współpracę. Gdyby waszą
          odpowiedzialność dało sie oddzielić od mojej to bym się nie wtrącała. Same
          wiecie, że sie nie da. Chcę wam pomóc, bo widze, że jeszcze troche, a nas
          rozwiążą, jeśli przez nas firma nie bedzie potrafiła produkować zgodnie z
          wymaganiami. Więc mam pytanie: dalej rywalizacja czy współpraca?" Zgodziły sie
          na współpracę. A wtedy powiedziałam, że potrzebuję ich pomocy do rozwiązania
          problemu, dzięki któremu nie będą się tak męczyć. Od tego czasu zostawiały mi
          wyniki, które później opracowywałam w domu, chociaż na poczatku nawet nie
          chciały o tym słyszeć ;))). No więc jak już się uporałam z koleżankami
          najbliższymi, zaczął się problem z kierowniczką, bo miała paru lizusów i
          donosicieli. A ja nie chciałam widzieć, że są tacy ludzie. Nawet im pomagałam
          jak sobie nie radziły. Po jakimś czasie zrzucono mnie na zmiany. Był to typowy
          mobbing, bo nikt do tej pory na stanowisku podobnym do mojego nie był
          traktowany tak jak ja. Ale kierownictwo srodze się zawiodło na tym pomyśle, bo
          ja na zmianach zaczęłam pisać na forum intranetowym. Więc w ramach zwolnień
          grupowych ( taką furtkę kierownictwo sobie znalazło ) zostałam zwolniona jako
          pracownik konfliktowy nie umiejący współpracować w żadnym zespole, który
          krytykuje i poniża pracowników. Zapytasz dlaczego tak to określono? Otóż
          dlatego, że ja na początku narzucałam koleżankom jak mają wykonywać analizy, a
          one się buntowały. A kierownictwo po 2 latach spokoju i udanej współpracy sobie
          o tym przypomniało ;))).
          Pozdrawiam. Basia :)
          PS. Widzisz Basiu, że ja podobnie jak Ty nie umiem być pracownikiem, który
          udaje pracę ;))). Zadawałam sobie to pytanie: " być czy mieć" ale chciałam mieć
          nie dla siebie, tylko, żeby zapewnić innym miejsce pracy. Sobie nie zapewniłam
          w ten sposób :))). Wygrali donosiciele i lizusy. Widzisz najczęściej mistrz
          szpady ginie od kuli ;))). Dlatego procesuję sie z firmą, która mnie zwolniła.
      • Gość: kobra znów do Basi! IP: *.zetosa.com.pl 17.04.07, 09:01
        No, widzisz. Chciałaś coś zmienić, byłaś innowatorska, miałaś pomysły,
        myślałaś. Nie wykonywałaś bezmyślnie zadań, ale chciałaś ulepszeń, współpracy,
        po prostu. Na zachodzie zostałabyś szefem działu, premię lub podwyżkę. Tu jest
        Polska. Tu nie wolno być lepszym od innych, stanowisz zagrożenie. Wielu ludzi
        boi się Ciebie i dąży do usunięcia. Nas to właśnie spotkało. Warto sobie
        uświadomić genezę tego zjawiska.
        Basiu, czy warto się procesować? To nowe koszty (finansowe i psychiczne), ja na
        razie to zostawiłam, chociaż nie ma dnia, żebym nie myślała, jak mnie
        skrzywdzono. Pozdrawiam!
        • krytykantka07 Re: znów do Basi! 17.04.07, 14:23
          Widzisz Basiu, ja wiem, że tu jest Polska, ale firma nie powinna wprowadzać
          SOOP i modelu kapitału ludzkiego, bo tam liczy sie przywództwo. Zasady są rodem
          z Japonii, bo tam funkcjonuje hasło: " jeśli chcesz przewodzić ludziom, to
          musisz iść za nimi", a na wykładach z zarządzania zasobami ludzkimi podstawowe
          zdanie to : " znam i akceptuję skutki swojej decyzji". Zasady ZZL opierają sie
          na moralności. Nie ma miejsca na podwójną moralność i chorobę zaprzeczeń.
          Przywódca to ktoś kto ma wizję i dlatego niszczy stary porządek i ustala nowy.
          Radca prawny w sądzie powiedział: :" powódka wszystko chciałaby w firmie
          ulepszyć, ale sprawy dotyczące zarządzania i organizacji należą do osób
          kompetentnych". Powiedział też, że z moich wypowiedzi na forum można odczytać,
          że krytykowałam innych, uważałam, że wszystko wiem i robię najlepiej, trudno
          się więc dziwić przełożonym, że mnie zwolnili. No i powiedz Basiu, jak mam sie
          nie procesować z taką firmą? Wszak ten proces to dla mnie źródło rozrywki. Ale
          sprawę w I instancji przegrałam i odrzucili moją apelację, bo nie podałam
          wartości przedmiotu zaskarżenia. A ja napisałam że dla mnie ta sprawa nie ma
          wymiaru materialnego, bo chodzi o moją godność. Przyznasz, że nowatorskie i
          niezrozumiałe przez sąd podejście do prawa ;))). Firma do zwolnienia
          pracowników nie może stosować kryterium subiektywnego, bo każdy jest
          konfliktowy jeśli znajduje sie na nieodpowiednim stanowisku i w nieodpowiedniej
          strukturze organizacyjnej. Temu miało zapobiegać zarządzanie kapitałem ludzkim.
          Pozdrawiam. Basia :)
          PS. Basiu, jeśli Cię to dręczy, to nie powinnaś odpuszczać. Odpowiedzi
          z " głupia frant" stawiają na głowie całe prawo, które było pisane dla ludzi
          niewykształconych. I to napisałam w piśmie do sądu, a także dołączyłam moje
          polemiki z prawnikiem na forum ;" porady prawne" ;))). W sumie spisałam chyba
          100 stron: pisma procesowe, wnioski dowodowe, zażalenia, skargi na sędziego i
          apelacje. Nawet nie wiesz jak dobrze się przy tym bawiłam ;))). Tak więc jeśli
          chodzi o koszty psychiczne to z mojej strony takich nie ma. A koszty finansowe,
          skoro nie zatrudniłam adwokata też są niewielkie. A ja uwielbiam pisać ;))).
          Problem polega na tym, że sąd nie zna się na zarządzaniu przedsiębiorstwem i
          nie rozumie, co ja piszę ;))). Ale nie odpuszczę, aż sie podszkoli lub zatrudni
          biegłych. W końcu na sprawach medycznych sąd pracy też sie nie zna i zatrudnia
          biegłych ;))). Radziłam, żeby zamiast przesłuchiwać niewiarygodnych świadków,
          którzy albo mnie nienawidzili albo boją sie kierownictwa, powołał biegłych ,
          którzy wytłumaczą, co ja pisałam na forum intranetowym. Bo z wypowiedzi radcy
          prawnego wynika, że ja tak samo traktuję zaspół wirtualny jak i prawdziwy.
          Teraz też piszę w tym samym stylu ;)))
      • soffia75 Do Nowej 18.04.07, 21:24
        Jak bardzo zależy Ci na tej pracy? Nie uwierzę, że tak bardzo, że jesteś gotowa
        znosić co rano niechęć przed pójściem tam i kolejnym uroczym spotkaniem z
        koleżankami... Ile zresztą można taki stres wytrzymywać?? Czytając Twoje opisy
        układów w dziale, dochodzę do wniosku, że tam już nie ma o co kopii kruszyć, bo
        takiego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji nikt z zewnątrz nie ruszy (chyba, że
        jedna z nich zmieniłaby pracę), zwłaszcza, że, jak piszesz, inne "outsiderki"
        też tylko kładą uszy po sobie i grzecznie robią swoje. Ja w takiej sytuacji na
        pewno szukałabym czegoś innego - może gorzej płatnego, w mniej prestiżowej
        firmie, ale za to w zdrowej, normalnej atmosferze. A szanowne koleżanki niech
        się kiszą we własnym sosie, na zdrowie!
        P.S. Ciekawe, że kierownictwo nie zauważa, że układy wśród załogi są niefajne...
        Może nie chce zauważać, bo tak wygodniej?...

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka