Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    niby do czego tu wracać ???

    IP: *.chello.pl 04.07.07, 14:24
    wcale nie dziwią mnie opinie, że około połowa osób, które wyjechały na wyspy
    nie ma zamiaru wracać. do czego tu wracać? do tej mizerii? do Giertycha,
    Leppera i Kaczek? jestem lekarzem, robię doktorat, widząc jak św..ie przy
    korycie traktują moją frakcję zawodową...ani sekundy nie będę myślał...tylko
    zrobię doktorat...i pokażę im palec na do widzenia...pracując w Anglii, po
    kilku miesiącach będzie mnie stać na rozpoczęcie budowy domu (bo tam lekarz
    zarabia normalne pieniądze, a nie jałmużnę)...a do Polski będę sobie
    przylatywał raz na miesiąc do rodziców (o ile ich do siebie nie ściągnę, gdyż
    wyrażają taką chęć) oraz żeby się pośmiać z tego pełnego absurdów kraju, gdzie
    wiceminister edukacji zaprzecza teorii ewolucji. I niech Ci "durni" (jak
    powiedział Lech Wałęsa) politycy siedzą i kiszą się w swojej zaściankowości,
    ksenofobii no i fetorze oczywiście. Pa pa
    Obserwuj wątek
      • Gość: marti Re: niby do czego tu wracać ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.07, 14:37
        Zgadzam się z Tobą!!! Ja też próbuję stąd wyjechać, ale niestety póki co muszę
        siedzieć tutaj :/Szukam pracy, ale nie jest łatwo...
      • Gość: Paweł Z. Re: niby do czego tu wracać ??? IP: 212.122.221.* 04.07.07, 14:58
        To nie wiceminister, ale jego ojciec, gwali ścisłości. A że Polska to śmieszny
        kraj, rządzony przez nawiedzonych pajaców, w którym nie da się mieszkać, to też
        prawda.
        • Gość: dany Re: niby do czego tu wracać ??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.07.07, 15:11
          do łak i lasów zielonych i czegoś tam umajonych :)


          a tak serio, jak mozesz to nie wracaj.nie warto
        • Gość: W_F Re: niby do czego tu wracać ??? IP: *.infinite.pl 06.07.07, 12:26
          ależ wiceminister Orzechowski neguje przecież teorię ewolucji! Nie tylko ojciec
          Romana ma takie przekonania. Autor nie ma na mysli (jak sądzę) starego
          Giertycha ale własnie Orzechowskiego który jeszcze niedawno chciał zmian w
          podrecznikach biologii i wychowywania dziewczynek "w czystosci i skromnosci" :)
      • Gość: an156 Re: niby do czego tu wracać ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.07, 15:28
        Nie jestem zwolennikiem ani Kaczek, ani Giertycha i innych; Nie popieram też
        osób , które z moich pieniędzy (pieniędzy podatnika) pobierają darmowe nauki na
        studiach lub gdzie indziej, a potem zabieraja stąd tyłek i jadą pracowac gdzie
        indziej. I jeszcze mają czelność narzekać...
        • Gość: marti Re: niby do czego tu wracać ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.07, 18:20
          Ja też skończyłam studia dzięki Twoim podatkom :)Ale cóż mi z tego, skoro nie
          mogę znaleźć pracy w swoim kraju...Może więc w takiej sytuacji skorzystać z
          szansy, jaką daje mi inne państwo??? Myślę, ze nie ma w tym nic, co mogłoby Cię
          do furii doprowadzić. Ja wpadam w furię, jak słyszę co robią z pieniędzmi
          politycy (dodam, ze są to pieniądze także z Twoich podatków).
        • Gość: A Re: niby do czego tu wracać ??? IP: 217.33.252.* 04.07.07, 18:22
          Byly to tez podatki rodzicow studenta. A mi sie nie podoba, ze ludzieli
          siedzieli na falszywych zwolnieniach z moich podatkow. Moze powinnac wystapic do
          nich by oddali za to pieniadze?
        • korkix78 Re: niby do czego tu wracać ??? 05.07.07, 18:52
          > Nie popieram też
          > osób , które z moich pieniędzy (pieniędzy podatnika) pobierają darmowe nauki
          na
          >
          > studiach lub gdzie indziej

          A popieralbys te osoby, ktore z Twoich pieniedzy chodzily by do szkol,
          skonczyly je, po czym zostaly w Polsce i zajmowaly sie robieniem niczego,
          pobieraly zasilki, pomoc spoleczna lub kradly ?
      • Gość: A Re: niby do czego tu wracać ??? IP: 217.33.252.* 04.07.07, 18:21
        A gdzie bedziesz budowal ten dom? W Polsce? W UK to raczej kupuje sie domy, a
        nie buduje ;)
      • Gość: bibi Re: niby do czego tu wracać ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.07, 18:47
        >>żeby się pośmiać z tego pełnego absurdów kraju

        Heh, no coz, sa tu tacy, ktorzy twierdza, ze to nie zaden absurd, lecz
        konkretne zepotrzebowanie. vide:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=65319439&a=65343284
        Jednak wynika z tego jedno, ze skoro tylu ludzi nie moze znalezc tu pracy,
        wyjezdza i nie chce wracac, to jednak oczywiste jest, ze 99% studiow nie jest w
        Polsce potrzebnych. Oprocz sprzedawców, ph i innych akwizytorow potrzeba moze
        tylko kilku psychologów, paru inzynierow i bandy do odwalania czarnej roboty
        bez kwalifikacji.

        Nie wracaj, ja tez za rok wyjezdzam.

        ps. dla nawiedzonych: studiowałam za swoje peniadze.
      • Gość: trinny Re: niby do czego tu wracać ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.07, 19:57
        do rodziny i przyjaciół - praca nie jest najważniejsza
        • Gość: . Re: niby do czego tu wracać ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.07, 20:11
          No jasne, najlepiej tu siedziec, pierdziec w stolek za 650 zl albo w ogole nie
          pracowac - rodzina i przyjaciele utrzymają.
      • Gość: Trzy grosze Zgoda, z jedną poprawką IP: *.digis.net 06.07.07, 00:37
        To nie kwestia samych Kaczek, tylko polityki trwającej od 15 mniej więcej lat,
        od kiedy zaczęła się reakcja na względną wolność początku lat 90-tych. Nie ma do
        czego wracać (wiem, bo spróbowałem i potem zwiewałem, aż się kurzyło z powrotem
        do USA).
        • Gość: PAWEL Re: Zgoda, z jedną poprawką IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.07, 09:40
          kurcze, przeciez tu az tak zle nie jest ! nie przesadzajcie. tu tez mozna
          fajnie zyc
          • korkix78 Re: Zgoda, z jedną poprawką 06.07.07, 17:40
            A ile miesiecy/lat zyles za granica i w ilu krajach, by miec odpowiedni
            dystans, punkt odniesienia ?

            Mozna fajnie zyc ...no mozna.
            W Arabii Saudyjskiej to dopiero mozna fajnie zyc, pomyslal pewnie niejeden
            Szejk, myslac wg jego standardow..:)
            • Gość: MM Re: Zgoda, z jedną poprawką IP: *.olsztyn.mm.pl 06.07.07, 18:08
              ja tam zgadzam się z Pawłem po co pytania czy był za granica czy nie? fakt jakiś
              punkt odniesienia by sie wypowiadać może i jest potrzebny ale każdy mniej więcej
              się orientuje gdzie co jak wygląda. ja tam nie byłam w krainie mlekiem i miodem
              płynącej jaką ponoć jest Anglia itp. i co z tego? rok temu skończylam studia
              zarabiam w mieście 150tyś mieszkańców 2500netto mąz jakies 1500 i żyjemy i nie
              narzekamy bo to na takiej wielkości miasto są fajne pensje. a tam co wyjadę i
              będę kostkę brukową układać albo na nocki harowac bo angolom się nie chce to
              polaczków z biednego kraju zatrudnią?mam prce tu w zawodzie i fakt propozycję
              pracy w zawodzie w GB za duzo większą kase i nie wiem może pojadę może nie ale
              psów na Polsce wieszać nie będę nawet jak tam się zachłysnę bo tu się urodziłam
              i nic nie zmieni faktu ze jestem Polką. mam znajomych którzy po wyjeżdzie do
              angli dostali jakiedoś kota o niczym innym nie mówią tylko kasa i kasa,
              priorytety już inne, kiedyś marzyli o rodzinie teraz o kasie i taka na pewno nie
              chcę być. a jak zdecyduję się pojechac to zarobię i wrócę i jestem tego pewna na
              100% bo w Polsce sa moje korzenie a ludzi którzy na naszym kraju ( jest w
              rządzie jak jest i nic tu sie nie poradzi)psy wieszaja nie rozumiem i nie szanuje
              • korkix78 Wizualizacja :-)) bez zlosliwosci 06.07.07, 20:51
                Nawet w pewnym sensie ciekawy post.
                Odpowiem Ci na to projekcja przyszlosci.

                Tak mowisz teraz. Podswiadomie dzielac nieemigrantow i emigrantow na "nas" i "ich".

                W ogole to zycze spelnienia planow.
                A teraz wyboraz sobie nastepujaca sytuacje.

                Stwierdzasz - do odwaznych swiat nalezy - biore te oferte za granica i zobacze
                jak to bedzie.
                I jedziesz.
                Nie znasz zupelnie nikogo, nie spotykasz na co dzien kolegow i kolezanek ktorzy
                znaja Cie od malego. Ale jest ciekawie - jest inaczej - duzo sie dzieje.
                Pierwsze co odkrywasz, ze Wielka Brytania wcale nie jest krajem mlekiem i miodem
                plynacym i wkrotce ze w sumie na dobra sprawe nikt wcale tak wlasciwie nie
                twierdzil.
                Ale mimo to dostrzegasz wkrotce wiele roznic, w tym wiele na korzysc.

                Brakuje Ci bardziej badz mniej znajomych, rodziny, paru ulubionych miejsc,
                uklubionego ciasta cioci/babci.

                Ale z drugiej strony stwierdzasz m.in. ze w autobusach / sklepach jakos tak
                jednak generalnie wszyscy sa duzo bardziej uprzejmi, ludzie sa - poza bardzo
                nielicznymi wyjatkami - znacznie mniej zlosliwi, w pracy jest w porzadku, mozna
                zarobic duzo wiecej, drogi sa w nieporownywalnie lepszym stanie niz w Polsce.

                Wyobrazasz sobie to do tej pory ? :)
                OK lecimy dalej.

                Zerkasz na forum.

                Toczy sie wlasnie dyskusja o stanie polskich drog i w ogole motoryzacji.

                Dajmy na to ktos napisal, ze wkurza go to,ze akcyza na paliwo wzrosla,bo to
                podrozalo, i pelen bak paliwa w Polsce to ogromne koszty w skali Europy, i ze
                bylby to jeszcze do przelkniecia, gdyby jakos drog byla nie do zarzucenia, a
                niestety drogi sa marne, a podatki za wysokie.

                Dopisujesz swoja uwage: fakt faktem, w Polsce rzeczywiscie w stosunku do
                zarobkow paliwo jest drogie, a drogi sa w stanie oplakanym. I rzeczywiscie,
                podatki najwyrazniej ida na jakies inne cele, bo poprawy wiekszej zwlaszcza w
                wiekszych miastach nie widac. W UK w ktorym przebywasz dla porownania drogi sa w
                znacznei lepszym stanie, i choc paliwo nominalnie jest drozsze o ok 20%, to z
                pensji nawet zwykgego robotnika smialo wystarcza na tyle podrozowania, ile jest
                konieczne.

                Zauwaz,ze nie wspomnialas ani slowem o tym, ze najlepszych przyjaciol, znajomych
                masz w Polsce, bo po prostu nie o tym mowa.

                Ale oto co sie w odpowiedzi dowiadujesz:

                W momencie przekroczenia granicy, niezaleznie kim jestes, co soba
                reprezentujesz, choc myslisz,ze jestes nadal soba, poprzez te wypowiedz w jednym
                momencie stalas sie:

                - nieudacznikiem, co sobie w Polsce nie umei dac rady (bo nie pracuje w Polsce)
                - kradniesz; wyedukowalas sie za JEGO pieniadze (forumowicza) i powinnas mu
                oddac jego naleznosc
                - srasz na wlasne gniazdo / wzglednie plujesz na Polske (bo wypowiadasz sie zle
                o podatkach, drogach)
                - polaczkiem, co to mysli, ze jest nie wiadomo kim, bo siedzi za granica
                - zakompleksiona niewydedukowana
                - kims kto probuje zgrywac anglika albo irlandczyka
                - nastawiona tylko na kase bo mowisz tylko o kasie
                - bialym murzynem pracujacym na zmywaku na nockach (bo..bo tak! bo kazdy inny zn
                alazl by sobie przeciez super extra mega prace w Polsce)

                Gdy niezaleznie od tego co napiszesz uslyszysz 50 razy dokladnie to samo, i
                nagle staniesz sie czescia "ich" za sam fakt ze jestes poza Polska, uwierz mi,
                nabierzesz dystansu do wielu rzeczy.
                • Gość: ll Re: Wizualizacja :-)) bez zlosliwosci IP: 82.112.132.* 08.07.07, 14:17
                  Korki Ty bierzesz jakies tabletki czy masz tak samo z siebie naturalnie?
                  • Gość: . Re: Wizualizacja :-)) bez zlosliwosci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.07, 16:03
                    Chyba ty bierzesz jakies tabletki. KorkiX napisal bardzo fajnie, rzeczowo i
                    trafnie. Nie skumales? Zmien lekarza.
          • Gość: Trzy grosze Fajne życie w Polsce IP: *.digis.net 07.07.07, 08:16
            ...czyli wrażenia kogoś, kto po wielu latach spróbował wrócić.

            Wrażenie pierwsze, wiosna 2006, podróż Polskim Ekspresem z lotniska. Z takim
            chamem jak kierowca autobusu dawno nie miałem do czynienia.

            Wrażenie drugie - żarcie w sklepach. Wspaniałości! Carrefoury, Tesco czy Geanty
            pełne kiełbas, szynek i innych specyjałów, których w Smiths'ie, Albertsonie czy
            Wal-Marcie się nie uświadczy.

            Wrażenie trzecie - poziom zawodowy moich kolegów - naukowców. Idę na spotkanie
            PTChem, rozmawiam z ludźmi, wrażenie mam takie, że są generalnie lepsi od
            Amerykanów.

            Wrażenie czwarte, planuję iść do pracy. Żeby zacząć pracę, trzeba mieć konto.
            USA mnie rozpaskudziły, bo tam niczym nadzwyczajnym nie jest konto tzw. checking
            za darmo. W Polsce - nadzwyczajnym jak najbardziej. Zakładam w końcu w mBanku,
            godząc się na pewne niedogodności. Pierwszy kontakt z nastawieniem, które potem
            zacząłem określać jako podskubywanie na czym się da.

            Wrażenie piąte, podskubywania ciąg dalszy. Trzeba wymienić prawo jazdy,
            paszport, dowód osobisty. Paszport wymieniłem, na zdzierstwo na prawie jazdy (70
            zł, w USA 15 dolarów, jak wymieniałem ostatnio) i dowodzie osobistym szlag mnie
            już trafił i nie wymieniłem.

            Wrażenie szóste, jadę do miasta K. do pracy. Uderza tłum ludzi na ulicach,
            wilkiem na siebie patrzących i generalny syf na ulicach. Niektórzy uważają, że w
            tym mieście wieje historią. Według mnie wieje gołębim gównem polanym wodą (bo
            się je próbuje zmywać, a jakże; kto K. zna, ten wie, o czym piszę).

            Wrażenie siódme, sama praca. Firma międzynarodowa, kilka średnich krajowych. Nie
            tak najgorzej, chociaż podstandardowo - brak zwrotu kosztów podróży,
            przeprowadzki itp. Z takim czymś to do operatora wózka widłowego, bo w moim
            zawodzie w krajach cywilizowanych obowiązują inne standardy. No, ale jestem
            wyrozumiały, jesteśmy w końcu krajem na dorobku.

            Wrażenie ósme, życie w K. Wynajmuję mieszkanie (2 sypialnie, pokój dzienny i
            kuchnia), za niewiele mniej niż kosztował mnie townhouse w USA (3 sypialnie,
            pokój dzienny, 2 łazienki, duża kuchnia, półprywatny kawał trawnika z
            drzewkami). Otoczenie: strzeżone osiedle kilku tzw. plomb. W porze powrotów z
            pracy obserwuję cyrk z udziałem właścicieli samochodów, próbujących znaleźć
            miejsce do parkowania.

            Wrażenie dziewiąte, dojazdy do pracy. Zaczyna się lato, kupuję rower (500
            złotych, jeden z tańszych w Geancie; wyskoczę nieco w przyszłość - po zwianiu z
            powrotem do USA kupiłem podobny w Wal-Marcie za 53 dolce). Dojeżdżam do pracy
            rowerem. Jak się nie da, wsiadam z obrzydzeniem w tramwaj. Co do kupienia
            samochodu, uczucia mam mieszane: z jednej strony USA mnie do takiego sposobu
            podróżowania przyzwyczaiły, z drugiej, widzę, co się dzieje na ulicach K. To
            dopiero Dziki Zachód! Korki na kilometr też mam okazje podziwiać.

            Wrażenie dziesiąte. Próbuję zaaranżować przeprowadzkę rzeczy, które pozostawiłem
            w USA. Ot, takie tam: VEPR, Marlin .22, CZ-75. Idę więc zapisać się do związku
            łowieckiego, nie żeby tam zależało mi na polowaniu, ale żeby być "legalnym",
            przynajmniej częściowo (z pistoletem przyszłoby się pożegnać). "Elitarne
            stowarzyszenie" wprawdzie mogło mnie pocałować gdzieś w sprawie odgrywania dla
            nich roli kota (mam uprawnienia z USA, co zwalnia mnie ze stażu), ale podliczyło
            koszty na tyle, że szlag mnie trafił. Po raz drugi, bo po raz pierwszy na
            organizację kursów, która wymagałaby ode mnie regularnego wychodzenia wcześniej
            z pracy. Tymczasem ja wyznaję etykę pracy najwidoczniej inną, niż reszta
            potencjalnych kursantów, którym to nie przeszkadzało. Mnie, owszem, tym
            bardziej, że można inaczej: w USA kurs kosztował mnie 10 (DZIESIĘĆ!) dolarów, a
            odbywał się w soboty.

            Wrażenie jedenaste. Urządzam się. Kupuję to, siamto i owanto do domu.
            Zastanawiam się, dlaczego tak drogo. Najtańsza mikrofalówka (rzęch ze
            sterowaniem mechanicznym) 150 złotych. Dlaczego w USA może kosztować $30 (i to
            lepsza)? Laptopa sobie na szczęście przywiozłem.

            Wrażenie dwunaste. W pracy. Proponuje mi się do pracy komputer na Semptronie.
            Kur..., trzy lata wcześniej do pracy w domu kupiłem sobie P4 2.8 GHz. Zanim ten
            Semptron zabierze się do roboty, mija wieczność. Wywalczenie lepszego monitora
            niż 15" LCD, nad którym można oślepnąć, zabiera dwa miesiące.

            Wrażenie trzynaste. Ceny rosną w oczach.

            Wrażenie czternaste, luźna rozmowa z Szefem o prowadzeniu biznesu. Wprawdzie
            jakie takie pojęcie miałem wcześniej, ale teraz dowiaduję się konkretnie:
            dostaję POŁOWĘ z tej kupy pieniędzy, którą firma przeznacza na zatrudnienie
            mnie. Nie dziwota, że muszą oszczędzać na innych rzeczach.

            Wrażnie piętnaste (i powtarzające się co miesiąc). Jeszcze nie sprowadziłem
            rodziny, jeszcze nie kupiłem samochodu, żyję oszczędnie, a z wypłaty co miesiąc
            zostaje mi na koncie jakieś 2000 złotych. Ile lat trzeba by oszczędzać na
            mieszkanie lub dom? Nad moim osiedlem jest podejście do lotniska w B. Patrzę na
            te lądujące samoloty i myslę sobie, jak to przyjemnie byłoby siedzieć w jednym
            ze startujących, i plunąć na pożegnanie na historyczne miasto K.

            Wrażenie 16, idzie zima, K. wygląda coraz bardziej syfiato. Aranżuję pewne
            sprawy i z końcem roku wypowiadam umowę (idę później na rękę Szefostwu i godzę
            się na porozumienie stron). Firma idzie na rekę z kolei mnie i przygotowuje mi
            szybko PIT. Kochanemu państwu, na dokładke do comiesięcznych ok. 5 tysięcy
            złotych, należy się jeszcze 500 na do widzenia. Na, jak dziadowi do czapki!

            Załatwiam ukrycie części zysków z giełdy w akcjach nowych emisji, kupuję bilet i
            lecę z powrotem do USA. Po prawie roku mam poczucie powrotu do normalności. Do
            normalnych, uprzejmych dla siebie ludzi, a nie jakichś robotów z popierniczonymi
            programami. Do urzędów, które służą załatwianiu konkretnych, niezbędnych w
            cywilizowanym państwie formalności, a nie do tego, żeby były przykrywką do
            oskubywania ludzi pod lada pretekstem ("...więc trzeba doić, strzyc to bydło, a
            kiedy padnie, zrobić mydło" - Szpot, "Towarzysz Szmaciak"). Wsiadam w samochód,
            wyjeżdżam na bezpłatną autostradę, puszczam sobie jakieś country i mam wrażenie,
            że koszmar minął. Reaktywuję firmę (hobbystyczne przedsięwzięcie naukowe, które
            dość oryginalnie finansuję zarabianiem na polskiej giełdzie papierów
            wartościowych). Pisze parę wniosków o granty, zobaczymy, co z nich wyjdzie. W
            kilka miesięcy zarabiam ponad 100 tys. złotych na giełdzie (z całkiem
            umiarkowanego kapitału), dzięki temu, że pracuję na swoim i mogę poświęcić czas.
            Że trzeba w nocy siedzieć nad komputerem, z powodu różnicy czasu? A niechta,
            nawet lubię. A podatek, w najgorszym razie, to 19%, a nie połowa, jak z tej
            uczciwej pracy na etacie. Ceny tu niższe, jest więc dodatkowa premia.

            Podsumowując: kulturowo jestem, oczywiście, nadal w znacznym stopniu Polakiem.
            Nie udaję, jak wielu, że zapomniałem języka. Ale na bycie białym Murzynem w
            Polsce się nie godzę. Złodziejskie państwo polskie mam gdzieś. Do mentalności
            Polaków, których nie wiadomo skąd wzięci nauczyciele nauczyli, jak to rzekomo
            powinien wyglądać kapitalizm, jestem nie przystosowany. Cóż, zostanie się tym
            Amerykaninem. Bez najmniejszego żalu.
            • Gość: albin Re: Fajne życie w Polsce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.07, 11:09
              Bardzo dobry post. Tak faktycznie wygląda polska. Ja mam 60 lat i też się
              zastanawiam nad wyjazdem z tego szamba.
              • Gość: ja Re: Fajne życie w Polsce IP: 83.238.196.* 08.07.07, 12:02
                Byłam w USA i popieram w 100% słowa autora. To państwo jest dla ludzi. Tam da
                się normalnie żyć. Nie to co w tej pieprz... Polsce!!
            • Gość: abc Re: Fajne życie w Polsce IP: *.chello.pl 07.07.07, 11:17
              Troche nie na temat ale Krakow nie jest ,az tak zly ;)
              • Gość: . Re: Fajne życie w Polsce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.07, 09:33
                Byłam w 2005 r w Krakowie na szkoleniu.
                Ponure miasto, ludzie nieuprzejmi, naburmuszeni, milczący, jak uda się przejsc
                1 czesc przejscia dla pieszych to pozniej stoisz (w deszczu czy nie) na srodku
                wysepki ulicznej i nikt sie nie zatrzyma. Po nogach ci przejada, ale nie
                puszcza.
                Siedzialam w zimnym pokoju hotelowym i ogladalam prognoze pogody dla
                trojmiasta. Liczylam godziny do powrotu do domu.
                Wyjezdzajac z Krakowa pociagiem dluuuugo widzialam krajobraz jak po bitwie,
                rozwalające sie, odrapane domki, obraz biedy, nędzy i rozpaczy. Dopiero gdzies
                na godzine przed Warszawa obraz zaczal sie zmieniac. Normalne domy, budynki,
                zero obsranych gołebnikow.

                • Gość: . Re: Fajne życie w Polsce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.07, 09:36
                  Zapomnialam o płatnej (sic!) autostradzie. Jechalam do Katowic. Dziura na
                  dziurze.
                  Trzeba bylo placic za cos, co z nazwy bylo autostradą, a wyglądalo jak boczna,
                  wiejska droga usiana dziurzyskami i łatami.
                  K O S Z M A R
                  • Gość: Trzy grosze Re: Fajne życie w Polsce IP: *.digis.net 10.07.07, 18:25
                    No właśnie. Ciekawe, że autostrady w USA (z wyjątkiem kilku na Wschodzie) są
                    bezpłatne. Jeszcze ciekawsze, że autobusy w mieście, w którym do niedawna
                    pracowałem, bezpłatne były też.

                    Nie twierdzę, że darmowe. Wiadomo, że finansuje się to z podatków. Ale te
                    podatki są ewidentnie niższe, a autostrady i autobusy są. Czyli można? Jak
                    widać, można.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka