Gość: Monika
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.10.07, 09:14
nic na to nie poradzę, nie pomogą też światłe akcje społeczne w
tylu "mamy w pracy mogą więcej" (swoją drogą ten tekst to
dyskryminacja nie-matek!)wkurzają mnie te babska jak tylko mogą.
Pracuje z taką jedną Matką-Polką - ledwo wróciła z urlopu
macierzyńskiego, połączonego ze zwolnieniami lekarskimi raz na
siebie raz na dziecko, po miesiącu pracy okazało się ze jest w
kolejnej (trzeciej-czwartej?) ciąży - więc zaczęło się - z 20godz
tygodniowo (laska pracuje na pół etatu) przepracowuje może z 12. A
to idzie do lekarza i trzeba ją zwalniać, a to się źle czuje, a to
któreś z dzieci się źle czuje i musi iść do domu, a to szkoła
rodzenia, a to kurs świadomego macierzyństwa..... Wkurza mnie ta
laska, bo przez jej instynkt macierzyńsko-prokreacyjny, za muszę
pracować na dobrą sprawę na 2 etaty.
Kolejna sprawa to matki cierpiętnice, chorujące na milion chorób po
porodzie - w sumie takich matek mamy 7 w pracy (w biurze pracuje 27)-
po roku od urodzenia dziecka bujają się na zwolnieniach lekarskich
na siebie, swoje dziecko, zwolnienia przerywają kilkudniowymi
urlopami i dalej zwolnienie..... Potem przyhcodzą takie wystrojone
księżniczki ze zwolnieniami i śmieją się wszystkim w twarz, jakie to
one są biedne, schorowane.
Kwestia trzecia - te mamuśki,które postanowiły wrócić jednak do
pracy przez większą część dnia wiszą na telefonie, dyskutując o
dzieciach, pieluszkach, kupkach.
Czy hormony ciążowe zamieniają szare komórki w masę gąbczastą?
Pewnie mnie zjecie, ale dość mam już tyrania za kogoś i płacenia
składek na zus i nfz dla takich cwaniaczek.